fbpx

Nie ta chwila (I)

with 32 komentarze

seria "piękny drań"
 
Uwaga! Miałam problemy ze sklepem, nie dochodziły maile z linkami do pobrania! Jeśli ktoś znalazł się w takiej sytuacji, proszę o kontakt na motylewnosie@gmail.com prześlę zakupione ebooki ręcznie. Jeśli ktoś kupił książkę, to nie ma problemu, bo ja u siebie mam wszystko, mogło tylko nie dojść zawiadomienie do kupującego. Za utrudnienia przepraszam, były spowodowane przez czynniki zewnętrzne, na które nie mam wpływu 😉

Nie liczcie na kolejnego bohatera pokroju Saszy, bo w głowie Żory drzemią zupełnie inne demony. I trochę na spokojnie, bo od 18 wracam do pracy 🙂 Ale za to obiecuję długie kawałki.
 

Otworzył oczy i zamrugał, aby uzyskać ostrość widzenia. Czuł się dziwnie zamroczony, kręciło mu się w głowie, a jej prawa strona boleśnie pulsowała.

– Co do…! – syknął, wykrzywiając twarz. Chciał jej dotknąć ręką i wtedy się zorientował, że nadgarstki ma przywiązane do metalowego wezgłowia łóżka, na którym leżał. Grubym sznurem, godnym bez mała miana liny okrętowej.

Pamiętał wczorajszą imprezę w klubie. Powrót w rzęsiście padającym deszczu. Wypadek, bo samochód który prowadził wpadł w poślizg. Na szczęście wyszedł z tego prawie bez szwanku.

Więc skąd ten ból głowy?!

I kto go diabła skrępował? W dodatku w łóżku?

Wysilił pamięć i wyszło mu, że pomiędzy wypadkiem, gdy wydostał się w końcu z rozbitego auta, a pobudką tutaj, w jego umyśle widnieje czarna dziura. Luka. Nicość. Nul.

Nie miał pojęcia, gdzie się znajdował i jak się tutaj znalazł.

No dobrze, chyba nadal był w Polsce, ale co dalej?

Wykręciwszy szyję i ignorując dokuczliwy ból, spróbował przyjrzeć się krępującym go więzom. Z niechęcią przyznał, że wyglądały solidnie. A ponieważ nie chciało mu się szarpać, zdecydował się zaczekać na rozwój sytuacji oraz pojawienie się porywacza.

Na szczęście nie musiał czekać długo.

Porywacz był wzrostu siedzącego psa i miał czarną kominiarkę na głowie. Reszta stroju też była jednostajnie czarna, dziwnie obszerna, jakby o kilka numerów za duża. Z podłużnego otworu powyżej zakrytego nosa, widać było duże oczy w kolorze dojrzałego agrestu, okolone długimi, ciemnymi rzęsami.

Porywacz z pewnością był kobietą.

I to mało przyjacielsko usposobioną, bo patrzył na niego groźnie, ponuro i z nietajonym gniewem. Ramiona skrzyżował na wysokości piersi, nogi rozstawił w rozkroku, aby dodać sobie prestiżu, jednak Żora nadal był tylko bardziej zaciekawiony niż przestraszony.

– No co? – spytał po polsku. Przez ostatnie trzy lata całkiem nieźle poduczył się tego języka, głównie podczas podróży z żoną szefa. Zaszczytne stanowisko osobistego ochroniarza pani Soroczyńskiej obowiązywało. A teraz, gdy od dwóch miesięcy przebywał na przymusowym wygnaniu, było jeszcze lepiej. Zdradzał go tylko wschodni akcent.

– Będzie seks? – kontynuował z pełną rozbawienia ciekawością. – Czy chcesz mnie zgwałcić? Szczerze mówiąc, nie mam nic przeciwko.

Porywaczka sapnęła z oburzeniem.

– Pogrzebaczem bym cię nie tknęła kanalio! – pogroziła mu pięścią. Po polsku mówiła doskonale, czyli była miejscowa. Tylko na co takiej jak ona, taki jak on?

– Pytam, bo innych zastosowań nie widzę.

– Znajdą się żartownisiu, znajdą – oparła z satysfakcją. – Przypalanie, obcinanie, łamanie kończyn. Nawet kastrowanie mam w planach.

– Ale po co? – zdumiał się Żora. – Przecież nic nie zrobiłem!

– Nie? Wstrętny Ukrainiec!

– Ty tak na tle rasowym? – upewnił się. – Moja matka była Węgierką jakby co.

– Koniec dyskusji! Leż tutaj i rozmyślaj o swym nędznym życiu. – Po czym drwiąco się zaśmiała i wyszła, zamykając drzwi na klucz.

– Psycholka – mruknął. Żora. Bać się nie bał, bo życie w cieniu wariata uodporniło go na innych szaleńców. No dobrze, skoro nic się nie wyjaśniło, nic nie zmieniło, to będzie musiał sam się uwolnić. Żeby tylko ta głowa tak kurewsko nie bolała…

Więzy miał założone z niezwykłą starannością. Ale porywaczkę zgubiła grubość użytej do związania liny. Nie dała rady zacisnąć jej z całej siły. W końcu zziajany, mocno już wkurzony Żora, poluzował węzeł na jednym z nadgarstków i pięć minut później siedział na łóżku, masując obolałe ręce.

– Teraz się policzymy paniusiu – mruknął. Co prawda zarekwirowała jego broń, ale był pewien, że poradzi sobie i bez tego. Wstał, krzywiąc się, bo nadal świat dziwnie wirował, po czym podszedł do okna i uchylił gęstą firankę.

Wysoka jabłoń pokryta białym kwieciem. Trawka w odcieniu świeżej zieleni. W oddali zadowolony krowi pysk, łypiący czule w jego stronę. Idealnie sielski obrazek.

Starając się nie czynić hałasu, otworzył okno, wyskoczył przez nie, po czym zaczął skradać się w stronę widocznego w oddali po lewej, ganku. Dom był drewniany, na solidnych, wylanych betonem fundamentach, porośnięty dzikim winem, a otoczony przez różnego gatunku drzewa. Ładny, ocenił Żora i przykucnął w gęstym krzaku jakiegoś zielska. Porywaczka stała przed domem, dyskutując z kim zawzięcie przez telefon. Nie miała już kominiarki, ale z tej odległości nie dało się zauważyć zbyt wielu szczegółów. Prócz tego, że miała ciemne włosy.

– …bane! Dostałam wolne, prawda? Co z tego? To znajdźcie kogoś innego na moje miejsce! Tak, właśnie tak. Nie cierpiące zwłoki sprawy rodzinne – dodała z ironią, podczas gdy Żora skradał się za jej plecami. Zaatakował znienacka i ku swemu zdumieniu, od razu został powalony na ziemię i przyduszony damskim kolanem. A potem spojrzał prosto w wylot lufy pistoletu.

– Nawet nie drgnij! – warknęła kobieta i potężnie dmuchnęła, chcąc pozbyć się opadającego na twarz kosmyka.

– Umiesz się tym posługiwać? – spytał, patrząc na nią podejrzliwie.

– Tak. Muszę odblokować – sprawnie wykonała swoje własne polecenie. – Wycelować i nacisnąć spust. Zapomniałam o czymś?

– To nie jest moja broń.

– Nie jest – zgodziła się, szeroko uśmiechając. – Ta jest moja. Służbowa – skłamała.

– Służbowa? – Żora był coraz bardziej zaskoczony i zaciekawiony. Konkurencja nasłała na niego płatną zabójczynię? E, chyba nie. Tutaj, gdzie był całkiem obcy? Niby po co? Przez te dwa miesiące jeszcze nie zdążył narozrabiać. Uważnie obserwował twarz dziewczyny, notując w pamięci wszystkie szczegóły. Owalna, szczupła, delikatna jak u dziecka, z ostrym podbródkiem i zbyt szerokimi ustami. Chociaż i tak były apetyczne, kusząco wykrojone, jakby stworzone do pocałunków. Duże, teraz gniewne, oczy, o niezwykle intensywnym odcieniu zieleni. Pozornie drobna sylwetka, chociaż kobiece krągłości odznaczały się nawet pod luźnym ubraniem. Ciemne włosy, lekko połyskujące miedzią, spięte w surowy kok, z którego wymknęło się kilka kosmyków. Nie, to nie była dziewczyna. To była kobieta. Nie potrafił określić jej wieku, ale wyglądała na kilka lat starszą od niego.

– Dla kogo pracujesz? Złożyłbym oficjalne zażalenie i…

– Akurat! – roześmiała się. – Raczej nie u mojego szefa. Ale dam ci namiary, jakbyś koniecznie chciał odwiedzić miejscową komendę.

– No teraz to już będzie perwersyjnie – wyszczerzył zęby, po czym ich konfiguracja, ku wielkiemu niezadowoleniu kobiety, uległa zdecydowanej zmianie. Sapnęła, bo chłopak, z pozoru szczupły i smukły, okazał się wyjątkowo silny. – Skoro ty nie chciałaś, to teraz ja cię zwiążę i wykorzystam.

Nie zamierzała się poddać. Udało jej się wyswobodzić jedno ramię, znów się przetoczyli po drewnianym ganku i właśnie wtedy rozległa się seria wystrzałów. Żora momentalnie stracił swą wesołość, bo napastnik, kimkolwiek by nie był, na pewno nie strzelał dla zabawy.

– Do środka! – zarządził ostrym szeptem, po czym sam sprawnie wkulał się do wnętrza domu. Kobieta również i wtedy o drewnianą ścianę uderzyła kolejna seria.

– Zaprosiłaś kogoś na imprezę?

– Nie. – Zmarszczyła czoło. – Co to ma być?

– Chodź! – machnął w kierunku przeciwległego końca. – Diabli wiedzą, czym jeszcze dysponuje napastnik, a te ściany są jak papierowe.

– Mieliśmy szczęście… – zaczęła i momentalnie umilkła. On nie do końca je miał. Na białej koszulce widać było powiększającą się plamę krwi. – Postrzelił cię!

– Drasnął. Nie ma czasu na rozczulanie się. Zbieraj dupsko!

– Ale…

– Ja pierdolę! Nic dziwnego, że my ukraińcy tak dymamy polską policję. Takie niedojdy nigdy nam nie zaszkodzą.

– Głupi palant! – Od razu odzyskała werwę. – Do piwnicy! Jest połączona z małą przybudówką stojącą obok domu. Tam nie będą się nas spodziewać.

Roześmiał się, ale posłuchał. Mała piwniczka była pogrążona w półmroku i pachniała wilgocią. Kobieta otworzyła niskie drzwi, po czym sprawnie się przez nie przecisnęła. Dużo wyższemu Żorikowi przysporzyło to większych kłopotów. W dodatku obok bólu głowy, pojawił się jeszcze dokuczliwy i szarpiący ból ramienia.

– Ale odlot! – stwierdził zachwycony, gdy faktycznie znaleźli się w czymś w rodzaju szopki na narzędzia.

– Srodlot! – parsknęła, sięgając po leżącą na stercie kartonów koszulę. – Daj, chociaż ci to przewiążę.

– Po co? To draśnięcie. Nie umrę nagle z powodu utraty krwi – zakpił, chociaż widać było, że rana daje mu się we znaki. – Poza tym sama rozumiesz, przyda się dodatkowy zastrzyk adrenaliny.

– Jesteś szurnięty.

– Ja? A kto mnie porwał i przywiązał do łóżka? Zaraz – zmarszczył brwi. – Złapałem gumę. To też ty?

– Ja. Ale nie chciałam cię zabić. Myślałam, że jak wyjdziesz z klubu, to twoje auto będzie już stało na flaku.

– Cicho! – Błyskawicznie położył palec na jej ustach. Drgnęła, rzucając mu pełne niechęci spojrzenie, ale posłuchała. – Idą!

Napastników był dwóch. Żora pomyślał, że wyglądają zabawnie, gdy tak skradają się, robią uniki i wymachują bronią.

– Kurwa! Jest krew! Jak ją zabiliśmy, to szef nam kutasy poucina! – krzyczał jeden z nich, po czym z głośnym rykiem wpadł do domu. Potem dało się słyszeć już tylko huk wystrzałów oraz odgłosy ich niszczycielskiego działania, chociaż mężczyzna celował wyłącznie w sufit. Nie chciał zabić, ale nastraszyć. Karabin maszynowy terkotał, drugi napastnik czekał na znak pierwszego, po czym, gdy umilkły już strzały, podbiegł świńskim truchtem do kolegi.

– Ale jaja! – szepnął zachwycony Żora. – Normalnie jak w kinie. Tylko popcornu brak.

– Kretyn. Wiejemy? Szybko się zorientują, że nas nie ma. Jakieś sto metrów na prawo stoi mój samochód. Mam kluczyki – poklepała się po tylnej kieszeni spodni.

– A moja broń?

– Została w środku. Olej.

– Nie ma mowy. Jestem do niej przywiązany. – Jego twarz stężała i kobieta ze zdumieniem spostrzegła, że ma przed sobą zupełnie innego człowieka. – Siedź tu i się nie ruszaj.

– Ale…

– A ponieważ wybieram się na wręcz samobójczą akcję, to należy mi się bonus. – Pochylił się i przyciągając ją ku sobie, pocałował. Smakowała truskawkami i miętą. Szybko też wyrwała się z jego uścisku.

– Sama cię kurwa zastrzelę za takie numery! – syknęła, ocierając ze wstrętem usta.

– Czym? – zakpił. – Broń ci odebrałem. Procą?

Zanim zniknął, zdążyła mu jeszcze pogrozić pięścią. Potem usiadła przy oknie, nasłuchując odgłosów walki. Na razie słyszała tylko przekleństwa tej dwójki od karabinów, nic poza tym. Chyba się zorientowali, że w domu nikogo nie było.

Swoją drogą, co za kretyni. Przecież równie dobrze mogła wraz z chłopakiem wyskoczyć przez okno po drugiej stronie budynku i szukaj wiatru w polu. Logistycznie to były jakieś sieroty, nie mordercy.

Westchnęła. W sumie to z niej też była słaba policjantka. Pracowała w tym fachu już od dwóch lat, ale jakoś kiepsko jej szło. Większość możliwości awansu ulatniała się w siną dal i Julita doskonale zdawała sobie sprawę, dlaczego. Pochodziła z tak zwanej dobrej rodziny. Naukowcy, artyści, pisarze, każdy po przynajmniej dwóch fakultetach. Zresztą oryginalne wychowanie przez długi czas nie pozwoliło jej na wypowiedzenie ani jednego brzydkiego słowa, przez co stała się powodem wielu kpin. W liceum jeszcze jakoś to znosiła, na studiach także, ale gdy niespodziewanie dla samej siebie postanowiła zacząć pracę w policji, uległo to niejakiej zmianie. Musiała jedynie uważać podczas kontaktu z ukochaną rodzinką, bo dla nich zwrot „kurcze blade” był już przekleństwem. Za to w pracy wypominano jej zbytnią delikatność i jakby na przekór sobie samej, zaczęła udawać odważną, pyskatą, zadziorną babę z jajami. No i ku utrapieniu rodziny, nie ona sama wybrała służby mundurowe. Jej młodszy braciszek również, porzucając w diabły świetnie zapowiadającą się karierę chirurga.

I chyba to ją obwiniano o to, że dała mu zły przykład.

– Co tak cicho? – mruknęła pod nosem, ostrożnie wystawiając głowę. Faktycznie, nie było nic słychać, Nawet przekleństw.

– Hej, ty! – Dało się słyszeć od strony domu. – Możesz wyjść!

Nie krygowała się głupio, tylko zrobiła to, co kazał. Ze złością spojrzała na poharataną kulami ścianę. Już ona sobie z nimi porozmawia! Najlepiej na komisariacie, pomyślała i od razu się zakłopotała. Super! Przyprowadzi dwóch bandziorów przed oblicze szefa, któremu godzinę wcześniej wpierała, że wybiera się na pogrzeb. W zasadzie trzech, bo jej nowy znajomy też nie należał do grzecznych chłopców. Dawało się to zauważyć w jego oczach, które na pozór kpiące, potrafiły nagle zmienić się nie do poznania. Poza tym kto normalny nosi ze sobą taka spluwę, jak jego?

– Masz ich… – weszła do środka i od razu znieruchomiała.

– Co to? – wyjąkała.

– Trupy – odparł uprzejmie, czyszcząc nóż ścierką kuchenną. – Trzeci leży w krzakach, bo od niego zacząłem. To barany, nawet szkoda było na nich amunicji.

– Tru… upy?

– Zrozumiałem, że pracujesz w policji – przyglądał się jej z ciekawością. – Ale nie dopytałem o charakter tej pracy.

– Mam stopień starszego posterunkowego – odparła słabym głosem.

– Ty?! Dobre! – roześmiał się. – Chyba że to jakiś specjalny wydział od walki z przestępczością zorganizowaną na bazarach? Wiesz, łapiecie babcie za nielegalną sprzedaż pietruszki, klientów za ścieranie nieatestowanym obuwiem zabytkowej płyty rynku.

– Odwal się – zaproponowała słabym głosem, gapiąc się na dwóch osiłków z poderżniętymi gardłami. Co prawda słowa „odwal się” skierowane do mordercy nie były najlepszym pomysłem, ale Julita wciąż nie mogła uwierzyć że on…

– Zabiłeś troje ludzi – powiedziała, próbując oderwać wzrok od leżących bezwładnie ciał.

– Miałem dobrego nauczyciela.

– Kogo? Banderę?

– Nie, ale zaręczam ci, że na większą skalę byłby jeszcze gorszy. Niestety, to już czas przeszły.

– Zginął?

– Gorzej. Ożenił się. Teraz jest zajęty zmienianiem pieluszek.

Jak ona na niego spojrzała. Takiej mieszanki osłupienia, grozy, gniewu i niedowierzania nie widział dotąd w niczyich oczach. W sumie to ładna z niej była kobietka, tylko taka sztywna.

– Nie! – jęknęła nagle, wplatając palce we włosy i tarmosząc je energicznie. – Ja nie wierzę! Zabiłeś troje ludzi, z zimną krwią, bez wahania i jeszcze sobie żartujesz? Wiedząc, że jestem policjantką?! Czyś ty uciekł z jakiegoś zamkniętego szpitala wariatów?

– Nie marudź. Głodny jestem – spojrzał znacząco w stronę kuchni. – Przygotujesz kanapki? Herbatką też bym nie pogardził.

– Muszę cię aresztować – odparła drżącym głosem.

– Ty mnie? A właśnie, po co mnie porwałaś?

– Byłeś tu rok temu, w lipcu?

– No byłem – przyznał uczciwie. – I co? Zaliczyłem cię po pijaku, a ty miałaś nadzieję na więcej?

– Nie mnie, ale narzeczoną mojego brata. Przez ciebie porzucił doskonale zapowiadającą się karierę i wstąpił do wojska. Zmarnowałeś mu życie!

– Nadal nie rozumiem – potrząsnął głową.

– Konrad jest bardzo wrażliwym mężczyzną. Świadomość, że ukochana go zdradziła, była dla niego nie do zniesienia. Na dodatek powiedziała mu, że jest mięczakiem, maminsynkiem i rzuciła parę innych, niezbyt przyjemnych określeń. Więc wstąpił do wojska.

– I dobrze. Może się czegoś nauczy. Naprawdę porwałaś mnie z powodu miłosnego zawodu brata?

– Przecież nic bym ci nie zrobiła. Trochę postraszyła i to wszystko.

– Postraszyła? – Tym razem śmiał się z niej otwarcie. – Niby czym?

– Muszę zadzwonić – powiedziała, sięgając po telefon. Ale tym razem przekonała się, jaki potrafił być szybki. Odebrał go jej bez najmniejszego problemu, po czym roztrzaskał o podłogę.

– Żadnego dzwonienia.

– Chciałam na pogotowie, ciebie trzeba opatrzyć, może któregoś z nich da się odratować – wskazała bezradnie na leżących napastników. Nadal nie mogła uwierzyć, że on ich mógł tak po prostu zabić.

– Odratować? – przestał się śmiać i spojrzał na nią dziwnie. Po czym podszedł do pierwszego trupa i szarpnięciem uniósł jego głowę. Na szyi ukazała się szeroka, głęboka rana. – Serio?

Julita pobladła. Nagle dotarło do niej, że wpakowała się w kłopoty. W poważne kłopoty. Szczupły chłopak okazał się nie tylko niebezpieczny. On był totalnie pokręcony!

– Kim ty jesteś?

– Turystą – odpowiedział po krótkim namyśle. – Jestem na przymusowych wakacjach i tak sobie zwiedzam. Przyjechałem trochę się rozerwać.

– Rozerwać? – jęknęła.

– Kolega prowadzi klub nocny w okolicy. Na zapleczu jest sala dla vipów, można się nieźle zabawić.

– To nie jest pierwszy raz? – wskazała na nieboszczyków.

– No co ty! – roześmiał się. – A wyglądam na amatora?

– Czyli ciebie szukali?

– Ależ nie, ciebie kotku.

– Skąd wiesz?

– Jeśli jeden mówił do drugiego, że dziunię trzeba oszczędzić, ale jej fagasa można usunąć, więc to chyba ciebie.

– Ale dlaczego mnie?

– Może aresztowałaś babcię jednego z nich za nielegalną sprzedaż pietruszki…

Nie zareagowała na jawą kpinę. Usiadła na pobliskim stołku, tępo wpatrując się w dwa trupy. Pracowała w policji, co prawda niezbyt długo, ale nie była przewrażliwioną histeryczką. Jednak on zabił tych ludzi z taką nonszalancją, z takim lekceważeniem, że do teraz nie mogła wyjść z szoku. Tym bardziej, że pan morderca wcale nie wyglądał groźnie. Był szczupły, wysoki, o ciemno blond włosach, zaczesanych pod górę i związanych z tyłu głowy. Cerę miał smagłą, twarz pociągłą, raczej delikatną, o prostym, wąskim nosie i kilkudniowym, elegancko przystrzyżonym zaroście, który nie zdołał zamaskować blizny na dolnej części lewego policzka. Najbardziej zwracały uwagę jego oczy i usta. Górna warga była wykrojona w szczególny, bardzo wyrazisty sposób, a w brązowych oczach, dawało się dostrzec złociste iskierki. No właśnie, te oczy. To w nich tkwił jego urok.

– Mnie też zabijesz? – spytała w końcu drżącym głosem, podczas gdy on przyglądał się swojemu ramieniu.

– Ciebie? A po co?

Prostota tej logiki była tak wielka, że aż niezrozumiała.

– No bo – zaczęła. – Bo…

– Pomożesz mi? Trzeba to zdezynfekować i opatrzyć. A potem się stąd ulotnimy. Cholera wie, jakich jeszcze gości będziesz miała.

– Zgoda, jeśli chodzi o opatrunek.

Wstała i pomogła mu zdjąć koszulkę. Ciało miał całkiem niezłe, wysportowane, brzuch umięśniony, ale nie spodobały jej się tatuaże. Pokrywały połowę torsu, plecy i ramiona. W ogóle Julita nie cierpiała takich rzeczy, a te tutaj był drapieżne i prowokujące. Nawet odrobinę wychodziły na kark, czego wcześniej nie zauważyła.

– Będzie szczypało – powiedziała, sięgając po schowaną w szafce wódkę

– Dawaj! – Wyjął z jej rąk butelkę, po czym pociągnął łyka i dopiero wtedy polał ramię. Syknął coś niecenzuralnego, ale tylko tyle. – Masz jakiś bandaż?

– Mam wszystko, co potrzebne. – W szafki w rogu wyjęła duże pudełko.

– No właśnie. Tak w ogóle to gdzie mnie wywiozłaś?

– To domek letniskowy moich rodziców. Usiądź tutaj – wskazała na stołek.

– Spore ryzyko, skoro naprawdę jesteś policjantką.

– Żadne ryzyko. Postraszyłabym cię i to wszystko. Nawet byś mnie nie poznał.

– A! Stąd ta kominiarka. No nie wiem – zmrużył oczy. – Ja bym cię poznał.

– Nie sądziłam, że tak szybko się uwolnisz. W ogóle miałam użyć kajdanek, ale zostawiłam je w domu.

– Nie o tym mówiłem.

– A o czym?

– Ciężko zapomnieć takie oczy jak twoje.

– Tak? – wydawała się być zaskoczona. – Dlaczego?

– Typowa baba – prychnął. – Od razu domaga się komplementów.

– Niczego się nie domagam – rozzłościła się, mocując końcówkę bandaża. – Pytałam, normalnie, jak człowiek.

Spojrzał na nią przenikliwie.

– Bo masz piękne oczy. Ich kolor, kształt, te długie, zakręcone rzęsy. Naprawdę piękne.

Dobrze że skończyła opatrunek, bo totalnie ją zatkało. Siedziała naprzeciwko mordercy, chłopaka młodszego od niej o kilka lat, a on opowiadał o jej pięknych oczach. Życie bywało zwariowane, ale żeby aż tak?

– Gotowe – powiedziała zdławionym głosem. A wtedy on uniósł dłoń i delikatnie dotknął jej policzka. Potem zwinne place przesunęły się niżej i obrysowały kontur ust.

– Przestań! – odtrąciła jego rękę z niechęcią. – Zaczekaj tutaj, znajdę coś do ubrania.

Spojrzał na nią bystro, lecz nic nie odpowiedział. Julita poszła na górę i zaczęła przeglądać szafy. Trochę czasu jej zajęło, zanim znalazła kilka koszulek. Wybrała jedną, sądząc że będzie pasować, po czym znów zeszła na dół.

– Hej ty! – krzyknęła, bo kuchnia była pusta. – Gdzie jesteś?

Na początku myślała, że może poszedł do łazienki. Jednak kwadrans później zrozumiała, że po prostu się ulotnił. Zostawił tylko jej broń na blacie kuchennej szafki. I trzy trupy.

Zaklęła.

Teraz to dopiero będzie musiała się ze wszystkiego tłumaczyć!

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Akcję czas zacząć. 😀
    Rozdział świetny, jak zwykle z poczuciem humoru. 😀
    Czekam niecierpliwie na dalsze części. 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Poniedziałek zapraszam!

  2. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Fajne, ciekawe…a wspomnienie państwa Soroczyńskich… ach😊

    • D
      Domi
      | Odpowiedz

      Co ta pani policjantka, że ją łowcy głów odwiedzają i bynajmniej nie proponują pracy 😁

      • Babeczka
        |

        A! To będzie miało ciąg dalszy 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Mel – A będą, będą 😀

  3. B
    Basia Kraj
    | Odpowiedz

    Ciekawie się zaczyna😁😁😁 Zaciekawiłaś mnie Babeczko, co musiał nabroicz Żora że popadł w niełaskę 🤔🤔🤔

    • M
      Majka
      | Odpowiedz

      Zaczyna się ciekawie 😉

      • Babeczka
        |

        Całość jak zwykle wyjdzie w praniu, ale jak widzę, mam dobrych “pomocników” 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nabroił tak, że nawet jego mentor stracił cierpliwość ;-)))

      • M
        Mel
        |

        No właśnie zaintrygowałaś z tymi przymusowymi wakacjami😀

  4. M
    Martirio
    | Odpowiedz

    Zamień linię okrętową na linę i będzie bezbłędnie. Czekam na ciąg dalszy 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dzięki!
      K*** Mam jakiś słownik włączony i już nie raz zauważyłam, że głupoty wychodzą. Jak z wzrokiem=wzorkiem 🙂

  5. J
    Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Przyjemnie się zaczyna 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      To tym razem dam bez happy endu 🙂

  6. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Kocham go…normalnie uwielbiam ❤️
    Nie dziwię się ,że Saszeńka wybrał go na ochroniarza Niki 🔥🔥🔥

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      W sumie jedyny człowiek, któremu ufał 😉

  7. J
    Julcia552
    | Odpowiedz

    Cieszę się, że postanowiłaś napisać o nim opowiadanie. Może też wkrótce pójdzie do druku? 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jeśli się uda, to tak, a musi się udać 😀

  8. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Jest i on ❤️ coś czuję mj że tutaj będzie więcej humoru. 😊

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tak, chociaż lekko podszytego ironią 😉

  9. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Jeju aż do poniedziałku czekać 🙁 cóż trzeba uzbroić się w cierpliwość choć będzie ciężko bo już myślałam że codziennie po północy będzie nowy rozdział 😉 czuję że to też będzie ciekawa akcja😉🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Już takiego tempa jak ostatnio nie wytrzymam 🙂

  10. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Żora i jego wielkie wejście. Uwielbiam go😁 czekam na więcej☺ Julitka nie da sobie w kaszę dmuchać, mam nadzieję że jeszcze pokaże pazurki😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Julitka kryje w sobie chyba więcej problemów niż Żora i Sasza razem wzięci 😉

      • M
        Majka
        |

        No to teraz mnie jeszcze bardziej zaciekawiłas🤔

      • Babeczka
        |

        No trochę i pokręcona bohaterka wyszła 🙂

      • A
        Ania
        |

        Ojojo, co Julita musiała przeskrobac że ma więcej problemów od Saszy 😮

  11. A
    Asa
    | Odpowiedz

    A potem coś ktoś? Jakiś pomysł z tymi samymi bohaterami?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Może teraz o Bohdanie? ‘:-)

  12. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Matka Żory była śliwką?! :):):)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Może z Julitki śliwkowa rasistka? ;-))) Dzięki, zaraz poprawię.

Napisz nam też coś :-)