fbpx

Nie ta chwila (III)

with 14 komentarzy

seria "piękny drań"
 
Nie wiem, czy kolejna część będzie jutro, czy dopiero pojutrze, więc informuję, bo zauważyłam że sporo osób czeka na publikację o północy 😉
 

– Eee… Randkę? – Chciała unieść ramiona, by wpleść palce we włosy i wtedy pudełko z hukiem wylądowało na podłodze. A ponieważ wcześniej zdążyły je z Irimną otworzyć, to teraz wieczko zsunęło się, a pod nogi Żory potoczył się ogromny, lśniący czernią wibrator.

Julita zrobiła się równie czerwona, jak bielizna figlarnie wyglądająca zza niedopiętej koszuli.

– Wolałbym najpierw wykorzystać własny sprzęt – zakpił. – Ale twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.

– Och! – Nie miała już na nic siły, Oparła się plecami o ścianę i zjechała powoli w dół, czując tak ogromne zażenowanie, jak nigdy wcześniej w życiu. Owszem, udawała odważną, przebojową i pyskatą, ale nie zawsze była to prawda. Wychowanie zrobiło swoje i teraz Litka miała ochotę rozpłakać się ze wstydu.

– Hej – przykucnął przy niej, dotykając gorącego, czerwonego policzka. – To całkiem normalne, nie ma się czego wstydzić.

– Ja… ja… – Nigdy wcześniej żadna kobieta nie patrzyła na niego tak żałośnie. W zielonych oczach ukazały się łzy, a wtedy nawet Żora spoważniał.

– Chodź – wstał, a potem podniósł i ją. Jakoś nie protestowała, skuliła się tylko w jego ramionach jak dziecko, a nie jak ktoś całkiem dorosły.

– Czy ty piłaś? – spytał z niedowierzaniem, sadzając ją na kanapie.

– Trochę wina.

– Trochę? Kobieto, jesteś na takim gazie, że nie trafiłabyś do własnego łóżka.

– Nieprawda! – Uznała za słuszne okazać oburzenie.

– To ja się tu staram – zatoczył rękę dokoła – a ty się spiłaś jak bela. Zapomniałaś, że mamy randkę?

– Nic mi nie jest – obraziła się, obciągając nieco kusą koszulkę. – U przyjaciółki byłam. Dała mi prezent, pokazałam jej co kupiłam i tyle. A z tobą się nie umawiałam.

– Kupiłaś to co pod spodem? – zsunął koszulę i ukazało się kobiece ramię z koronkowym ramiączkiem. – Ładny kolor. Krój też – z ciekawością zerknął pod materiał bluzki. – Majtki są równie kuszące?

– Odwal się – zaproponowała mu od serca. – Nawet nie wiem, jak masz na imię, więc łapy precz i przestań mnie obmacywać.

– Georgij, ale mówią do mnie Żora. Teraz mogę cię obmacywać?

– Julita, ale mówią na mnie Litka. Nie, nie możesz mnie obmacywać. Zjadłabym coś. Miały być nachosy – westchnęła z taką siłą, aż podwiało w górę kilka kosmyków. – Co tam przygotowałeś?

– Bliny.

– Co? – zdębiała, a wtedy zagryzający usta Żora, roześmiał się.

– Żartowałem. Lasagne. Nie ma ludzi, którzy tego nie lubią.

– Sam przygotowałeś? – spojrzała na niego podejrzliwie.

– Sam. W wolnych chwilach lubię pitrasić.

– Pomiędzy jednym, a drugim morderstwem?

– Coś w tym rodzaju. – Dopiero teraz zorientowała się, że jego dłoń delikatnie gładziła jej łydkę.

– Ja chyba oszalałam – mruknęła, strącając męską rękę. – Dobrze, zjedzmy najpierw, bo pusty żołądek nie pozwala mi zebrać myśli.

– On nie jest pusty. Bulgoce w nim alkohol.

– Alkohol to już dawno bulgoce mi we krwi.

– Dlaczego sądzisz, że oszalałaś?

– Bo powinnam cię wariacie skuć i zadzwonić po posiłki.

– Wiesz co… – Przysunął się tak blisko, że czuła jak oddechem owiewa jej policzki. – Możesz mnie skuć. Później. W sypialni. A gdybyś jeszcze ubrała jakiś służbowy łaszek… – głos miał coraz niższy, coraz bardziej schrypnięty. – Nigdy nie kochałem się z policjantką. Nie musiałabyś go zdejmować. Rozpięłabyś tylko górę, żebym mógł pieścić twoje piersi, a potem podwinęła spódniczkę i nabiła się na mojego…

– Wystarczy! – zaprotestowała słabo. – Czyś ty człowieku całkiem oszalał? Czy ja mam jakieś pijackie omamy?

– Ale za to jakie przyjemne! – wyszczerzył zęby. – No chyba że wolisz to czarne cudo? No problem, masz dwie dziurki, podzielimy się z panem gumowym.

– To tylko prezent. – Purpura na jej policzkach wykwitła nowymi rumieńcami. – Przyjaciółka chce mi subtelnie przemówić do rozumu, że czas na poważny związek. Albo na jakikolwiek związek. Zresztą – nagle się rozzłościła – dlaczego ja się w ogóle tobie zwierzam?

– A tego to ja akurat nie wiem. To co? Masz ochotę coś zjeść przed małym fiku-miku na moim patyku?

Wyraźnie się naśmiewał i paradoksalnie, pozwoliło jej to pokonać gniew. A jemu podniecenie, które nie dość że pojawiło się w zupełnie nieodpowiednim momencie, to jeszcze było tak silne, iż sam poczuł się zdumiony.

– Chodź mała, kolacja czeka.

– Nie jestem mała! – sapnęła, wstając. On również się podniósł.

– Nie? – spojrzał na nią z pobłażliwością. Nie sięgała mu nawet do ramienia. – Dobra, jesteś stosunkowo duża. Na przykład w stosunku do jamnika.

– Och! Zamknij się już, bo cię zastrzelę!

Śmiał się, gdy po dżentelmeńsku odsunął krzesło, na którym usiadła. Napełnił kieliszki winem, podał posiłek i z zadowoleniem patrzył jak je. Lubił kobiety, które potrafiły normalnie zjeść.

– I co? Jaki kucharz ze mnie?

– Wyśmienity! – Z lekkim wahaniem sięgnęła po wino. – No nie wiem. Na dziś powinnam już sobie odpuścić. I bardzo proszę, jak ze mną rozmawiasz to patrz mi w oczy, nie na piersi.

Uniósł wzrok, ale nie wyglądał na speszonego.

– W sumie to sam nie wiem, co piękniejsze.

– Żora, tak? – Upiła odrobinę wina i aż uniosła w zdumieniu brwi. – Wyśmienite! Co to za marka?

– Z małej, prywatnej winnicy. Sprowadzana na zamówienie.

– A gdzie można kupić?

– Raczej nie można. Ale jeśli chcesz, zamówię kilka sztuk specjalnie dla ciebie.

Zmrużyła oczy, bezwiednie zlizując smak wina z ust. To dziwne, ale Żora nagle przestał wyglądać na rozbawionego.

– Wietrzę podstęp – powiedziała. – Zresztą, nieważne. A teraz mów, co cię sprowadza w moje skromne progi?

– Ty.

– Tak, pewnie – prychnęła.

– I seks.

– Ale dlaczego akurat ze mną? Mało to jest ładnych dziewczyn?

– Siebie do nich nie zaliczasz?

Nie odpowiedziała. Ale od razu było widać, że po tych słowach straciła wiele ze swego animuszu. Pochyliła się i przerwała jedzenie, grzebiąc bezmyślnie w talerzu.

– Czego naprawdę chcesz? – spytała w końcu cicho, po bardzo długiej chwili milczenia.

– Uważasz że skłamałem?

– Tak. – Tym razem hardo spojrzała w jego oczy. – Bezczelnie łżesz, sądząc że dam się na to nabrać.

– Ale dlaczego? – zdumiał się.

– Intuicja i doświadczenie życiowe. Czego ode mnie chcesz?

Była niesamowita. I trzeba przyznać, że wyjątkowo trafnie odgadła, chociaż on w żadnym wypadku nie zamierzał się przyznawać. Za to wstał i wyciągnął do niej rękę.

– Chodź.

– Po co?

– Zatańczymy.

Tym razem się roześmiała. Głośno, perliście, bez jakiegokolwiek skrępowania. Pomyślał, że jednak jest pijana, a on ma okazję, aby zrealizować swój plan.

– No chodź. Boisz się mnie?

– Boję się, że rymnę jak długa na podłogę, gdy poplączą mi się nogi.

– Pomogę.

Westchnęła, ale co dziwne, uległa. Nieco chwiejnie wstała i zaraz potem trafiła prosto w jego ramiona. A wtedy zrobił coś, czego się nie spodziewała. Dłonie położył na jej pośladkach, ale zanim Julita zdążyła wybuchnąć złością, podniósł ją w górę i zmusił aby opasała go nogami.

– To z powodu twojego stosunkowo dużego wzrostu – zakpił. – Teraz możemy zatańczyć.

– Tak?

– A co? Źle ci?

– No nie – odparła z ociąganiem. – Jednak na kulturystę nie wyglądasz. Dasz radę? Całą długą, długaśną piosenkę?

– Kobieto małej wiary!

– Jestem realistką – zachichotała. Wpływ wina był niewątpliwą przyczyną jej nagłego rozluźnienia. Dodał też do niego specjalny środek, który miał w tym pomóc.

Spojrzał na nią z góry. Policzki miała zaróżowione, wargi rozchylone, nabrzmiałe i soczyste. W oczach wesołe chochliki i coraz większe rozkojarzenie. Opasała jego szyję ramionami, jakby od niechcenia muskając kark i bawiąc się związanymi w kucyk włosami. Bluzka rozpięła się, ukazując krągłe piersi obleczone w seksowną, czerwoną koronkę. No i dotarło do niego, że w zasadzie nie miała na sobie majtek. Te trzy paseczki na krzyż trudno było tym nazwać.

– Realistką? – powtórzył, pochylając się i delikatnie dotykając ustami rozpalonego policzka. Podniecenie wystrzeliło w górę wysokim płomieniem, chociaż absolutnie nie było wskazane. Problem polegał na tym, że Żora wcześniej ani przez chwilę o tym nie pomyślał. Nie była w jego typie. Totalnie nie była. Za drobna, za niska, za krnąbrna. Była zadaniem, które miał wykonać, a tymczasem w podbrzuszu skumulowały się wszystkie pragnienia, dołączyły do nich myśli i zamiast zrobić to, co powinien, pocałował ją.

Tym razem smakowała winem. Naprężyła się w jego ramionach, jeszcze mocniej oplotła nogami, a kiedy przycisnął ją do ściany, tylko westchnęła. A on całował ją z narastającym pożądaniem, dłońmi badając kształt kobiecego ciała, językiem wnętrze jej ust. Coraz mniej było w tym delikatności, coraz więcej pasji. I wtedy nagle zwiotczała w jego objęciach.

– Teraz? – warknął wściekły. Ale co się dziwić. Dał jej podwójną porcję, a to przecież była drobna kobieta. Owszem, mógł zrobić z nią to, co tylko przyszłoby mu do głowy, ale jakoś gwałty nie leżały w kręgu jego upodobań. Poirytowany, zaniósł bezwładne ciało do sypialni, położył na łóżku i zapalił małą lampkę. Wymamrotała coś i skuliła się na boku, z dłonią pod policzkiem. Tyłem do niego. Koszula podwinęła się, odkrywając nagie pośladki, cudownie okrągłe, jędrne i tak kuszące, że o mało co nie zwariował. Nie namyślając się, rozpiął spodnie, a później przylgnął do jej pleców, ocierając nabrzmiałym penisem o te wszystkie nęcące wspaniałości. Twarz wtulił w zagłębienie szyi, jedną rękę zacisnął na kształtnym udzie i coraz szybciej poruszał biodrami. Co dziwniejsze, niewiele było mu potrzeba. Eksplodował z głuchym jękiem, naprężając ciało. A potem już tylko leżał, nadal do niej przytulony, ciężko dysząc.

– Ja to kurwa mam pecha – mruknął z goryczą. – Trzeba było dać jej to trochę później.

Potem wstał, doprowadził się do porządku i wyszedł na balkon, żeby zapalić. Oparł się o barierkę i patrzył zadumany na rozświetlone łuną miasto. Zadanie, którego się podjął wydawało się takie proste, takie nieskomplikowane.

Tylko że ona podobała mu się coraz bardziej.

I to mogło okazać się jego największym problemem.

***

Pierwsze, co do niej dotarło to dziwny ucisk na żołądku, pęcherz w rewolucyjnym nastroju i wrażenie, że nie jest sama. Zamiast więc gapić się w sufit, z trudem odwróciła głowę i o mało co, nie zemdlała.

Tuż obok, całkiem nagi, pochrapywał sobie Żora. Leżał na brzuchu, ledwo zakryty kawałkiem kołdry, z policzkiem wtulonym w poduszkę.

Potem pojawiły się szczątkowe wspomnienia.

– Ja chyba oszaleję – wymamrotała, podnosząc się z trudem. Moralne dylematy zostawiła na później, bo najpierw w trybie pilnym musiała odwiedzić łazienkę. Ziewnęła, spojrzała w lustro, a potem rozebrała się. Pragnęła dwóch rzeczy – wykąpać się i napić kawy. Ze względu na śpiącego w jej łóżku mężczyznę, postanowiła zacząć od tego pierwszego. Cóż, kobieca próżność, pomyślała z przekąsem, a potem podejrzliwie przyjrzała się zdjętym majtkom.

– Co to jest? – mruknęła, pocierając zlepioną czymś białym koronkę. I nagle ze świstem wciągnęła powietrze.

Trzęsącymi rękoma narzuciła na siebie szlafroczek, po czym napełniła miskę lodowatą wodą. Wściekła i zniesmaczona, wróciła do sypialni, po czym chlusnęła zawartością naczynia na smacznie śpiącego Żorę.

Trzeba przyznać, że reakcja przeszła jej najśmielsze oczekiwania.

– Kurwa! – rozniosło się po całym mieszkaniu.

Ależ on podskoczył! Nie dała rady zachować powagi. Biedak stał na podłodze, parskał, prychał, a Litka zanosiła się śmiechem. Nawet nie zwróciła uwagi, że był całkiem nagi.

– Za mniejsze przewinienia obdzierałem ze skóry! – warknął rozwścieczony.

W odpowiedzi rzuciła w niego koronkową bielizną.

– Nie wiem, co wczoraj wyprawiałeś, wykorzystując moją chwilową niepoczytalność, ale i tak to mi się nie podoba.

– Uprawialiśmy seks, miałaś odlot i głośno krzyczałaś.

Litka zamyśliła się.

– Nie, seksu na pewno nie uprawialiśmy – powiedziała stanowczo.

– Chyba wiem lepiej, co robiłem – odparł z przekąsem. – Ty byłaś pijana.

– Nie i koniec, przestań łgać.

– Skąd możesz być tego taka pewna?

– Wystarczy że jestem. Więc panie kłamczuch – dała krok do przodu i pogroziła mu palcem przed nosem. – Nie ze mną te numery!

Zaskoczyła go tą pełną nonszalancji pewnością. Oczywiście, że nic nie zaszło. Wykorzystując jej chwilową niepoczytalność, dokładnie i systematycznie przeszukał mieszkanie, rzeczy osobiste, telefon i zawartość laptopa. Niestety, nic nie znalazł, co trochę go wkurzyło. Miał jeszcze dwa dni. Dwa dni i koniec, żadnej litości. I myślał o tym z coraz większą niechęcią.

– Skąd możesz być taka pewna?

– Moja słodka tajemnica – oświadczyła z triumfem. – Chodź, dam ci ręcznik bo… – i raptownie umilkła, gdy jej spojrzenie zjechało w dół.

– Faceci – mruknęła, odwracając się na piecie. Niestety, nie zdążyła otworzyć szafy, gdy od tyłu opasały ją silne ramiona.

– Możemy jeszcze to nadrobić – wyszeptał, łaskocząc oddechem jej policzek. Zresztą, nie tylko to poczuła. Jego twardniejącą męskość również i to bardzo wyraźnie.

– Nie, nie możemy. A za moje zbezczeszczone majtki jeszcze zapłacisz. – Zgrabnie wywinęła się z jego objęć, a potem sięgnęła po ręcznik.

– Masz, owiń się chociaż tym. Idę do łazienki, ty możesz po mnie. Nie, nie ze mną – spojrzała na niego groźnie. – Potem kawa, śniadanie, ja idę do pracy, a ty ulatniasz się w siną dal i nie wracasz.

– Bo?

– Zrozum człowieku, że napytasz mi biedy – zirytowała się. – Wiesz co powinnam była zrobić po przebudzeniu? Aresztować cię, skuć i zadzwonić po posiłki.

– Jestem za. Te posiłki to tak samo seksowne jak ty będą? – spytał z zachłanną ciekawością.

– Nie zrobiłam tego, bo jak mam się wytłumaczyć z nocy spędzonej w twoim towarzystwie? Już i tak patrzą na mnie krzywo, a teraz jeszcze i to. Zresztą, chyba faktycznie nie nadaję się do tej pracy – dodała markotnie. – Bozia poskąpiła wzrostu i taki przestępca nie ma ani odrobiny szacunku dla takiego mikrusa jak ja. Ile w końcu można machać bronią?

– Dużo – stwierdził, szeroko się uśmiechając. – Chociaż znając życiowe realia, to ty raczej machasz odznaką.

Wzruszyła ramionami, po czym wyszła z sypialni.

Uśmiechnął się pod nosem. Panna Litka Julitka była zaskakującą kobietą. Po pierwsze, bezbłędnie potrafiła rozszyfrować serwowane przez niego kłamstwa. Na szczęście tylko kłamstwa, a nie tajemnice. Inaczej znalazłby się w kłopotach. Po drugie miała rację, że po obudzeniu powinna go skuć i aresztować. Ale tego nie zrobiła. W dziwnie naturalny sposób przyjęła też fakt, iż był mordercą. Nie histeryzowała, nie jęczała i nie błagała o litość. Z wyjątkowo filozoficznym spokojem przyjmowała to, co przyniosło jej życie. Była też zaskakująco zasadnicza.

Chociaż nie wczoraj, kiedy prężyła się w jego objęciach, odpowiadając na pocałunek i pieszczoty. Spojrzał w dół. Nie, tylko bez takich wspomnień, bo znów mu sztywniał. Po cholerę komplikować sobie proste zadanie? Cały świat pełen bab, nie ta, to inna, pomyślał cynicznie.

Ale żal byłoby nie skorzystać z sytuacji.

– Masz kwadrans na kawę i śniadanie – oznajmiła, gdy pojawił się w kuchni.

– Zaczęłaś odliczanie?

– Nie kpij. Nie lubię się spóźniać. To ułatwia życie.

– Rozumiem. Ja na przykład wyznaję zasadę, że zabijanie też ułatwia życie.

Prychnęła, po czym usiadła po drugiej stronie stołu, patrząc na niego poważnie.

– Posłuchaj mnie. Nie chce kłopotów, już i tak moje życie wystarczająco żałosne. Niepotrzebnie upierałam się przy wstąpieniu do policji, bo coraz bardziej się upewniam, że to nie dla mnie.

– A dlaczego się upierałaś? – spytał, pałaszując talerz jajecznicy.

– Po pierwsze moi rodzice i na tym zakończymy ten temat. Po drugie dwa lata temu w niewyjaśnionych okolicznościach zginęła moja przyjaciółka – uśmiechnęła się ze smutkiem. – Byłyśmy prawie jak siostry. Podzieliło nas dopiero liceum. Ja byłam prymuską, ona porzuciła naukę w drugiej klasie. Została bestialsko zamordowana.

– I? – Mina Żory była obojętna, jak i jego spojrzenie, ale w środku triumfował. W końcu jakiś punkt zaczepienia. Musi tylko wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji.

– I nic. Sprawcy nie znaleziono.

– Dlatego wstąpiłaś do policji?

– Nie tylko. Rzuciłam w diabły doktorat, wywołując tym haniebnym czynem skandal w rodzinie. Do dziś nie mogą się z tym pogodzić. Tylko czekają, aż sama zrezygnuję. Pewnie gdyby nie to ich nastawienie, już dawno bym to zrobiła – westchnęła.

– Rozumiem, troskliwy tatuś i mamusia.

– To za mało powiedziane – wykrzywiła się. – Trzy lat temu przypominałam dobrze wypasionego wieprzka. Jestem najmłodszą córką i za moimi plecami podjęto decyzję, że to ja powinnam zająć się rodzicami na starość. Żadnej rodziny, żadnych przyjaciół, jedynie kariera naukowa. Tak, to mogłam robić. Niestety, w którymś momencie się zbuntowałam i tyle.

– Dobrze wypasionego wieprzka? – powtórzył z powątpiewaniem. – Serio?

– Tak.

– Nie powiedziałbym, chociaż zdaje się, że nadal tak się widzisz w lustrze.

– Pan psycholog się znalazł – mruknęła. – Skończyłeś?

– Wpadnę przygotować kolację, zgoda?

– Nie! Czy ty nie słyszałeś co powiedziałam? Koniec! Proszę! – zakończyła nieco żałośnie.

Milczał, obserwując jak wkłada do zlewu brudne naczynia. Lekko zgarbiona, zniechęcona. Pytania o zamordowaną przyjaciółkę jakoś wyleciały mu z głowy. Za to pojawiło się coś innego. Wstał bezszelestnie, lecz gdy znalazł się za jej plecami, ona i tak go wyczuła. Odwróciła się, a wtedy chwycił ją w pasie, uniósł w górę i posadził na kuchennym blacie. Zanim zdążyła w jakikolwiek sposób zaprotestować, ujął szczupłą twarz w obie dłonie i dopiero teraz spostrzegł czający się w zielonych oczach smutek. Na ich krawędzi zawisły również łzy i to go nieoczekiwanie rozczuliło.

– Nie chcę, aby to był koniec – powiedział prawdomównie, kciukami pieszcząc jej policzki. – Za bardzo mi się podobasz.

– Jestem od ciebie starsza.

– Cztery lata. Czy to ma aż takie znaczenie? – Objął ją z niesłychaną delikatnością, kładąc rękę na szczupłych plecach. Drugą ściągnął gumkę ze spiętych włosów, a potem przeczesał je palcami. I pocałował, bo być tak blisko, a jednocześnie tak daleko, okazało się torturą, której nie potrafił znieść. Nie odepchnęła go. Splotła drżące dłonie na karku i wtuliwszy się w niego, odwzajemniła pocałunek. Tym razem w dotyku ich ust była jedynie tłumiona namiętność, potrzeba zaspokojenia bliskości. Wargi sklejały się i pieściły, w powolnym, niemal hipnotyzującym tempie. To nie było zaspokajanie głodu – to była pełna fascynacji degustacja. Upajająca, sycąca, dostarczająca niespodziewanej rozkoszy.

– Wariat. – To ona pierwsza się ocknęła, uśmiechając i odsuwając. – Teraz to na pewno się spóźnię.

– To nie jest miejsce, w którym chciałabyś być, więc po co tam idziesz?

– To nie… – spojrzała na niego zaskoczona. – Masz rację!

– Więc rzuć to w diabły. Nauczę cię kilka sztuczek i będziemy pracować razem.

Pobladła i teraz już stanowczo, wyrwała się z jego ramion.

– Zostalibyśmy kochankami i wspólnikami. Wierz mi, zleceń nam nie zabraknie.

– Żora, posłuchaj. Może potrafiłabym zabić takich, jak ci dwoje, co wtedy na nas napadli, ale nic poza tym. Moje sumienie nie jest z gumy.

– Dobrze. Przyjmowałbym tylko zlecenia na złych ludzi – zakpił. – Co do seksu, to chyba lubisz gumę, chociaż nie mam pojęcia z czego zrobiono pana czarnego?

– Trochę za młody jesteś jak na płatnego zabójcę – zręcznie zmieniła temat.

– Stawiam pierwsze kroki w zawodzie.

– Mówiłeś że masz szefa. – Sprawnie związała włosy, a on poczuł z tego powodu nieoczekiwany żal.

– Bardziej przyjaciela niż szefa. Chociaż on hajtnął się z żywym wyrzutem sumienia i już nie jest tak wesoło, jak dawniej.

– Zabijanie nie jest wesołe – pouczyła go surowym tonem. – I jest koniecznością, a nie przyjemnością.

Nie kłócił się, bo i po co? Zresztą miał zadanie do wykonania i nie powinien wikłać się w żadne przygodne romanse. Zwłaszcza z obiektem, który miał zlikwidować.

– Żora – spojrzała na niego z niezwykłą powagą, kładąc dłoń na jego torsie. – Naprawdę bardzo cię proszę. Odpuść.

– Nie – oświadczył bezczelnie, a ona poczerwieniała ze złości.

– Drań!

– Wybierasz się na pogrzeb? – spytał, zmieniając temat.

– Na pogrzeb? Nie – odparła zdumiona. – Skąd to przypuszczenie?

– Taką pogrzebową kieckę kupiłaś.

– W sumie to na pogrzeb – spochmurniała. – Rodzice mają rocznicę. Będę tam grzebać resztki mego dobrego humoru i świeżo co nabytej pewności siebie.

Rozśmieszyła go.

– Ta kiecka jest naprawdę koszmarna.

– Wiem. Koniec pogaduszek, teraz to już naprawdę muszę wyjść.

– Mną się nie kłopocz. Sam wszedłem, sam wyjdę.

– No tak – westchnęła, a potem machnęła ręką. – Zatrzaśnij drzwi. Skarbów tu nie mam, ale wolałbym nie zastać ogołoconych czterech ścian.

Kiedy wyszła, stanął przy oknie. Zamyślony, patrzył jak w pośpiechu biegnie w kierunku małego autka, nerwowym ruchem poprawiając włosy. Ocknął się dopiero, gdy zniknęła. Przygotował sobie jeszcze jedną kawę, po czym rozejrzał się po mieszkaniu. Tego, co szukał na pewno tutaj nie było. Podjął się tego zadania trochę z nudów, a trochę dlatego, że było mu jej żal. Oni z pewnością nie byliby delikatni. Trudno, musiał wytargować jeszcze kilka dni. A potem się zobaczy. W ostateczności może ją zabrać ze sobą, do Aleksandra i Niki. Tam byłaby bezpieczna. On również, bo tutaj nie miałby po co wracać.

Zerknął na porzucone torby, których jeszcze nie sprzątnęła.

Ta koszmarna szmata nie zasługiwała na miano sukienki. Dopił kawę i pomyślał, że czas wybrać się na zakupy.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Hmmm, no to mamy tajemnicę do rozwiązania. 😀
    Czyżby Julitka była dziewicą? 😀
    Rozdział cudowny, z poczuciem humoru. 😀 nie mogę doczekać się następnej części. 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      To ja jeszcze zagmatwam, bo napiszę: i tak, i nie 😀

      • M
        MariTH
        |

        Świetny jak zawsze 🙂 co też ona nabroiła, że Żora ma zlecenie ją zlikwidować?🤔 Ciekawie się rozkręca😃👌

      • Babeczka
        |

        Coś tam nabroiła 😉

  2. M
    Majka
    | Odpowiedz

    O rany co to za tajemnica hmm🤔

  3. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Uuuuu! Coraz lepiej 😁

  4. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Bardzo ciekawe….🤔🤔🤔

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    Po trochu będziemy wchodzić w akcję 🙂

  6. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Ten wibrator wygrał 😂😂 Myślę,że nasza Julita ukrywa przed nami fakt dotyczący jej życia seksualnego 😂 tylko kurcze…. O co chodzi, czemu Żora chce coś znaleźć i co znaleźć! to jest pytanie. Czekam na dalszy ciąg 😘

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Coś na pewno ukrywa 😉

  7. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Dopiero trzeci rozdział a tyle niewiadomych. Pytania nasuwają się jedne za drugim.. Super Babeczko Ty to potrafisz nas zaciekawić. Z niecierpliwością czekam na kolejną czesc😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Szczerze mówiąc, to mi tak dziwnie przypadkiem wychodzi, bo wolę temat ludzi i ich uczuć 🙂

  8. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Coś mi się wydaje, że to będzie jedna z najbardziej wybuchowych par:) ach, ten Żorka…, jedyny w swoim rodzaju☺ Czekam z niecierpliwością na ich dalsze losy:) tylko dlaczego oni ją chcą zlikwidować???🤔

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Znajdę powód 😉

Napisz nam też coś :-)