fbpx

Nie ten dzień (V)

with 14 komentarzy

porwanie, mafia i seksowny oprawca
 
Porcja podwójna, niedzielna. Boli mnie głowa, bo pół dnia ryczałam jak głupia. Najpierw pisząc zakończenie, potem je czytając i poprawiając 🙂 Sama nie wiem, czy przypadkiem nie przesadziłam... Mile widziane wytykanie błędów, bo przy tka świeżych kawałkach, są nieuniknione.
 

Nie namyślała się dłużej. Wyszła na korytarz, na wszelki wypadek starając się zrobić to bezszelestnie. Był długi, utrzymany w jasnej tonacji, dyskretnie oświetlony. Po jego obu stronach symetrycznie rozmieszczono drzwi do kolejnych pokoi. Sypialnia, do której trafiła, znajdowała się na samym końcu. Ruszyła przed siebie. W końcu znalazła się na czymś w rodzaju galerii i dopiero tutaj dostrzegła przepych tego miejsca. Salon połączony z jadalnią znajdował się poniżej. Tutaj sufit miał przynajmniej kilkanaście metrów, a cała ściana z wyjściem na taras i ogród, była jednym wielkim oknem. Tak otwarta przestrzeń wręcz przytłaczała. Dopiero po chwil można było dostrzec inne szczegóły. Ogromny kryształowy żyrandol, stylowe meble, marmurowa posadzka, lśniący lakierowaną czernią fortepian, stół na przynajmniej dwadzieścia osób. Totalne szaleństwo, pomyślała oszołomiona Nika. Mogła teraz albo zejść na dół, albo pójść w głąb kolejnego korytarza. Zdecydowała się na schody. Też były okazałe, marmurowe, z wymyślną poręczą. Nika jako osoba systematyczna i zorganizowana, udała się wprost pod drzwi wejściowe, szerokie, dębowe i wyglądające niezwykle solidnie. Potem odwróciła się do nich plecami, jakby właśnie weszła do środka i w głowie zaczęła sobie układać plan domu. Okrągły hol, a naprzeciwko pyszniło się bogactwem kolorów wielkie akwarium. Po lewej i prawej dwie odnogi korytarzy. Za akwarium schody i salon z wyjściem do ogrodu. Na górze pewnie same sypialnie. Aleksandr nie przesadzał mówiąc o tysiącu metrów.

Na próbę skręciła w prawo. Weszła do dużo mniejszej jadalni. Dalej był pokój telewizyjny oraz gabinet i pokój, który zdążyła już poznać, bo w nim się ocknęła. Tam nie weszła, bo chyba trwała jakaś narada i słychać było tylko szum wzburzonych męskich głosów. Wycofała się i ruszyła wzdłuż drugiego korytarza, aż doszła do ogromnej biblioteki. Co dziwne, nie było kuchni, ale szybko zorientowała się, iż ta prawdopodobnie znajduje się poziom niżej, a prowadzą do niej wąskie, kręcone schody tuż przy drzwiach biblioteki.

Zerknęła na zegarek. Miała jeszcze niecały kwadrans. Z ociąganiem, tylko rzuciwszy okiem na bogaty księgozbiór, skierowała się do mniejszej jadalni. Ale wiedziała, że wróci do biblioteki, jak dla niej będącej najciekawszym miejscem w całym domu.

Stół był już nakryty. Na jednym jego końcu siedziała Nadezdha, aktualnie w innej kreacji, chociaż tak samo wyniosła i arogancka. Po jej prawej miejsce zajęła starsza pani o surowo ściągniętych brwiach. Kiedyś pewnie była oszałamiającą pięknością, bo nawet teraz widać było po niej ślady dawnej urody. Dalej dostrzegła rudowłosą dziewczynę, typ nastolatki, a obok niej chyba matkę, kobietę o zmęczonej życiem twarzy. Niejakie podobieństwo do pani domu stwarzało przypuszczenia, iż może to być jej siostra. Reszta miejsc była na razie pusta.

– Siadaj. – Nadezdha wskazała jej krzesło stojące dokładnie naprzeciwko drugiej kobiety, która również obrzuciła Nikę niechętnym spojrzeniem. – To będzie twoje miejsce. Te obok należy do Saszy, dokładnie po prawicy mego męża.

Zabrzmiało to nieco pompatycznie i Nika poczuła nagłą wesołość. Ale opanowała się i posłusznie usiadła.

– Coś jednak pasowało?

– Tak. Kilka sztuk zaledwie.

– Nie dziwię się. Powinnaś schudnąć.

– Możliwe. – Zamiast udawać oburzoną, zlekceważyła jawny docinek. Dobrze wiedziała, że nie musi. Od dziecka uwielbiała tańczyć, co pozwoliło jej na wypracowanie świetnej figury, gibkości i całkiem niezłej kondycji. – Co teraz?

– Czekamy na resztę.

Na szczęście niewiele czasu to potrwało. Zaraz po tych słowach pojawił się pan domu, a za nim wysoki blondyn o znudzonym wyrazie twarzy. Zajął miejsce tuż obok rudowłosej dziewczyny, a potem bezczelnie zmierzył Nikę wzrokiem. Odpowiedziała mu hardo, bez onieśmielenia, a on zmrużył oczy, jakby nad czymś się zastanawiając.

– Lera? Poznaliśmy się kiedyś na imprezie – powiedział w końcu, mimowolnie się oblizując.

– I? – wolała być ostrożna, chociaż ton tego padalca sugerował, że łączyło go z Lerą coś poza przypadkowym spotkaniem. Dałaby głowę, że przypadkowy seks.

– Nie pamiętasz, prawda? – Blondyn wyszczerzył zęby.

– Czego nie pamięta?

Nika drgnęła, słysząc ten głęboki, lekko szorstki głos.

– Nie pamięta, bo była tak naćpana, że nawet na nogach nie mogła się utrzymać. Ale obciągała…

– Maxim! – Nedezdha jak widać nie życzyła sobie tego typu rozmów przy stole. Za to nieszczęsna Nika zarumieniła się aż po korzonki włosów. Super! Jak widać Lerka nie żałowała sobie rozrywki przed odwykiem. Dzięki bogu chociaż za to ostatnie, bo mogła tym wytłumaczyć swoją obecną wstrzemięźliwość.

– Serio? – Sasza spoglądał teraz na nią z nieukrywaną ciekawością. – No cóż, pożyjemy, zobaczymy – dodał rozbawiony, patrząc przy tym nie na swą przyszłą małżonkę, ale na żonę swego stryja.

Miałam rację, pomyślała Nika. Nie wiadomo czy był to romans, czy tylko zwykły seks, ale na pewno łączyło ich coś więcej niż stosunki rodzinne. Szczerze mówiąc, miała to gdzieś, ale nie potrzebowała kolejnego kłopotu w postaci bezpodstawnie zazdrosnej rywalki. Jak dla niej, to Nadezdha mogła sobie wziąć tego psychola z całym dobrodziejstwem inwentarza.

– Przepraszamy za spóźnienie.

Ostanie miejsca po prawej ręce Niki zajęło małżeństwo w średnim wieku. Przeciętni, niczym się nie wyróżniający.

– Proszę o uwagę. – Bohdan wstał, momentalnie skupiając na sobie wzrok wszystkich osób. – To jest Lera, przyszła żona Saszy. Ślub w sobotę, więc się przygotujcie. Z prezentami i życzeniami proszę się nie wygłupiać, to czysty biznes. Lera jest córką Bojczuka.

– Tortury ci się znudziły? – zakpił Maxim. – No Saszeńka, kto by pomyślał.

– Lubisz swoje zdrowe nogi? – Aleksandr wcale nie wyglądał na przejętego, a jednak groźba zabrzmiała bardzo realnie.

– Odpuść Sasza. Lero, to Maxim, syn mojej pierwszej żony. Dalej mamy Irynę oraz jej matkę Virę, siostrę mej drogiej małżonki. Ta urocza starsza dama, to z kolei moja matka Zoya. A to Taisia i Symon, dalekie kuzynostwo.Symon jest rewelacyjnym księgowym. Saszę już znasz, to mój bratanek. A ja jestem Bohdan i chciałbym abyś właśnie tak się do mnie zwracała. Musimy wypaść naturalnie na piątkowej konferencji.

– Dobrze – przytaknęła potulnie z nieco rozproszoną uwagą, bo dwie panienki właśnie zaczęły wnosić jedzenie. Zresztą, gdy trochę się uspokoiła, doszła do wniosku, że sprzeciw nic nie da. Powinna się skupić, wypatrując okazji do ucieczki, a nie tracić sił na głupoty.

– Coś za grzeczna jesteś. – Gorący oddech owionął skraj jej szyi.

– Głodna jestem – przyznała prawdomównie. – Jeszcze nic nie jadłam. Tylko piłam – dodała z doskonale wyczuwalną ironią, odwracając głowę i patrząc mu prosto w oczy. Nie chciała go prowokować czy drażnić, pragnęła jedynie pokazać, że nie da się tak po prostu zastraszyć. Ma być posłuszna? Zgoda. Będzie. Ale myśleć może sobie, co chce.

– Przynieść więcej?

– Więcej? I co? Tym razem będą mnie trzymać babcia z ciotką? – zadrwiła. – Takie przyjęcie zaręczynowe z urozmaiceniem?

– Dla urozmaicenia to ja cię mogę zerżnąć przy wszystkich.

– Nie wątpię. Tak pełne finezji zachowanie idealnie do ciebie pasuje.

– Krytykuje mnie ćpunka, alkoholiczka i pierwsza dziwka Mukaczewa – odparł z przekąsem. – Nie martw się, takich szmat kijem nie tykam. Ale jakby co, to Maxim jest chętny na obciąganko.

Wzruszyła ramionami, chwytając sztućce. Być może Lera zasłużyła na swą złą sławę, ale sposób w jaki to mówił… Słowa, ton głosu… Szkoda, naprawdę szkoda, że nie mogła chwycić czegoś ciężkiego i rozbić mu na głowie.

– Skończyłam z tym – powiedziała tylko, zabierając się za jedzenie. Mało brakowało, a rzuciłaby się na swoją porcję.

– Tak, skończyłaś – odparł szyderczo. Wszyscy przy stole przysłuchiwali się ich rozmowie, ale widać nie takie rzeczy się tu działy. Jedynie pani domu miała niesłychanie zadowoloną minę. Jak kot, który właśnie upolował tłustą mysz.

Do końca posiłku Nika nie odezwała się ani słowem. Kiedy skończyła, podziękowała i wstała, zamierzając odejść. Nikt jej nie przeszkodził, ale ona nie poszła do sypialni, tylko wyszła na zewnątrz.

Początek jesieni. Drzewa mieniące się całą paletą złota i czerwieni. Zmęczenie wyczuwalne w każdym powiewie wiatru. Przyroda szykująca się do odpoczynku, do zimowego snu. Było jeszcze dość ciepło, chociaż odczuwała też wyraźny chłód. Może dlatego, że była bez butów? Mimo to otuliła się ramionami i zeszła po szerokich stopniach, aż do migoczącego oczka wodnego.

To było piękne miejsce. Cisza, spokój, idealna harmonia. Gniazdo przestępców, pomyślała z niechęcią Nika. Pozory, skrywające wyjątkową brzydotę. A mimo to stała w bezruchu, sycąc się niepowtarzalnym urokiem krajobrazu, odganiając ponure myśli o przyszłości.

– No Lera! – Tuż obok stanął Maxim. – Za nasze pokrewieństwo! – Wcisnął jej w dłoń szklankę wódki. Żeby chociaż to był kieliszek wina, pomyślała z rezygnacją.

– Już nie piję. – Postanowiła wykorzystać swój rzekomy odwyk.

– E no, nie bądź taka skromna. Tylko ze mną.

– Nie piję – powtórzyła, a potem wylała wszystko na trawnik. – I nie biorę byle czego. Oraz byle kogo.

– Masz chrapkę na Saszę, nie ściemniaj, ja i tak mu nie powiem. – Chłopak zaczął się śmiać. – Ale on mówił prawdę. Lubi świeżynki. Mało używane, nie przechodzone, ewentualnie lekko bite, ale to załatwia we własnym zakresie.

– To tylko interes.

– Akurat. Wszystkie się ślinicie na jego widok. – Mikaił zmrużył oczy. – Moja macocha, jej siostra, nawet Iryna rozkłada przed nim z ochotą nogi.

– Przecież ona nie ma jeszcze szesnastu lat! – Tym razem wzburzona Nika odwróciła się do niego przodem.

– Ma, skończyła miesiąc temu. Ale rżnęła się z Saszką znacznie wcześniej.

– Mam dosyć – oświadczyła zniesmaczona kobieta. – Wracam do siebie.

Nie zatrzymał jej, a ona wbrew swoim słowom, zaszyła się w bibliotece. I tam w końcu, chociaż przez krótki czas, udało jej się zapomnieć o swoim fatalnym położeniu. Wodziła palcem po grzbietach książek, typowała tytuły, które przeczyta w pierwszej kolejności. Była tym tak pochłonięta, że nie zauważyła upływu czasu. Dopiero cichy głos pokojówki, sprowadził ją na ziemię.

– A pan Aleksandr od kwadransa pani szuka.

– Szuka? Jak widać kiepsko, bo…

– Tu jesteś! – Słowa niby spokojne, ale wyraz jego twarzy był straszny.

– Zaczytałam się – tłumaczyła zgodnie z prawdą Nika.

– Tak? Umiesz czytać? – zadrwił.

– Kocham czytać. – Odważnie stawiła mu czoła.

– Dobra zajączku, zostaw tę makulaturę i marsz do sypialni.

– Jedną wezmę. Lubię czytać przed snem.

– Weź – zgodził się nieoczekiwanie. – A ty dopilnuj, aby trafiła we właściwe drzwi.

Nie chciała, aby dziewczyna miała przez nią kłopoty, więc posłusznie wróciła do dobrze znanego pokoju. Tam umyła się, splotła włosy w warkocz, z powrotem ubrała koszulkę oraz bokserki, a po namyśle świeże skarpetki, bo dziwnie marzły jej stopy. Zajęła jedną stronę łóżka, ale wcześniej przygotowała sobie koc i małą poduszkę. Tak na wszelki wypadek. Sądziła, że on w ogóle nie zjawi się na noc, ale pomyliła się. Kiedy wróciła z łazienki, Sasza leżał rozwalony na środku łóżka, tylko w spodniach i koszuli, z rękoma pod głową i pełnym tłumionego żaru spojrzeniem.

– Tak myślałam – westchnęła, sięgając po swój ekwipunek. Zabrała jeszcze książkę i rozgościła się na niewielkiej otomanie.

– Śpi się w łóżku.

– Które w całości zajmujesz.

– Zajączku, ty lepiej wróć.

– Bo?

– Bo będę musiał przywlec cię tu siłą – dodał z wyjątkowym spokojem. – Paluszek już nie boli?

– Nie złamałeś go, ale i tak trochę boli.

– Wiem. Nie chciałem być nie delikatny.

– Ty? – roześmiała się głośno. – Zgaduję że bezpośrednia przemoc odpada, bo w końcu przed kamerą musiałbyś tłumaczyć całą gamę fioletów na mym obliczu. Palce, nadgarstki i inne części ciała podatne na złamania, również nie wchodzą w rachubę. Gips nie pasuje do sukni ślubnej.

– Za to możesz się uśmiechać niczym Gioconda, mnie to nie przeszkadza.

– Auć! Takie skomplikowane słowo w twoich ustach. To musiało boleć!

Usiadł na brzegu łóżka, aby wbić w nią spojrzenie czarnych oczu.

– Masz wrócić. Natychmiast suko, bo inaczej porozmawiamy.

Leniwe rozbawienie zniknęło. Przed nią siedział potwór. Twarz miał surowo ściągniętą, usta zaciśnięte w grymasie złości. Oczy pełne gniewu. Z trudem przełknęła ślinę, ale już nie dyskutowała, nie wygłosiła kolejnej uszczypliwej uwagi. Wstała i zabierając ze sobą książkę, wróciła na łóżko. Położyła się na samym brzegu, jak najdalej od niego, kuląc pod cienkim nakryciem. Na dodatek ostentacyjnie odwróciła plecami, udając, że wróciła do lektury. Tak naprawdę straciła nią całkowite zainteresowanie, a literki skakały jej przed oczyma, nie pozwalając na sklecenie chociażby najprostszych słów. Mimo to chyba poczuł się usatysfakcjonowany, bo wstał i bez słowa poszedł do łazienki. Zabawił tam wystarczająco długo, aby Nika odzyskała równowagę. Niestety, zaraz gdy się pojawił, na powrót ją straciła, bo Sasza wszedł do sypialni całkiem nagi, z ręcznikiem przerzuconym przez ramię. Odruchowo zamknęła oczy, ale jego widok pozostał pod powiekami. Umięśnione ciało, barczyste ramiona, śniada skóra pokryta kropelkami wody, całkiem spore owłosienie i… jego męskość. Ze wstydem przypomniała sobie Rafała. O ile jej były mąż miał raczej młodzieńczą sylwetkę sportowca, o tyle w ciele Saszy drzemała ukryta siła. Tak samo jak w jego oczach dawało się dostrzec mrok. I to właśnie te dwie rzeczy, splatając się ze sobą, uzupełniając, sprawiały, że ten mężczyzna był podwójnie niebezpieczny.

I chociaż ta myśl nie była jej miła, to także fascynujący.

Rozległo się ciche pukanie.

– Wejdź! – Sasza nadal się nie ubrał, stał jedynie przy kominku, trzymając w ręku telefon.

Do sypialni weszła się młoda dziewczyna. O ile pamięć Nikę nie zwiodła, widziała ją już wcześniej, w eleganckim mundurku pokojówki. Teraz była ubrana mniej oficjalnie, zaledwie w jedwabny szlafroczek.

– No, jesteś! – Nie wyglądał na zaskoczonego tą niespodziewaną wizytą. – Rozbieraj się i do roboty.

– Że co? – Nika aż podskoczyła na łóżku.

– Szybki numerek przed snem. Dla rozładowania napięcia – wyjaśnił, jakby od niechcenia kładąc dłoń na swej męskości. – Posuń się babo, łóżko jest wystarczająco duże. Jakby co, możesz się do nas przyłączyć.

– Nigdy! – sapnęła czerwona z oburzenia Dominika. Ale jego mało obeszło jej oburzenie. Pchnął nagą dziewczynę na miękki materac, nie przestając się onanizować.

– Gumka! – syknął, a ta posłusznie sięgnęła do szuflady stolika nocnego.

– Wrócę jak skończycie. – Nika wstała i z poduszką pod pachą, otulona kocem, ostentacyjnie wymaszerowała z pokoju. Tym razem jej nie zatrzymywał. Od razu skierowała swe kroki w miejsce, które jako jedyne budziło jej zaufanie w tym domu i na dodatek była pewna, że jest niezwykle rzadko odwiedzane przez mieszkańców rezydencji. Do biblioteki. Tam usiadła w jednym ze skórzanych foteli, otuliła kocem i wróciła do czytania. Mała lampka dawała stłumione, złociste światło, dookoła panowała cisza, a dodatkowo Nika z lubością zaciągnęła się zapachem, specyficznym dla takich miejsc. O tym, co zrobił Sasza myślała bez oburzenia, za to z niesmakiem. Prymityw! Ale i tak dobrze, bo jak widać nie zamierzał polować na nią. Przynajmniej jeden kłopot z głowy, a miała ich wystarczająco wiele. Największym była świadomość, że rodzina otrzymała pewnie wiadomość o jej śmierci. Musiała więc wymyślić, jak poinformować chociaż mamę, że żyje, ma się dobrze, chociaż na razie nie może zdradzić więcej szczegółów. To był w tej chwili priorytet. Zamyśliła się. Podczas zakupów może trafi się okazja, aby pożyczyć od kogoś przypadkowego telefon i wysłać smsa. Numer znała, na szczęście miała go nie tylko w książce telefonicznej, ale także w głowie. Ułożyła sobie także jego treść. Ważna była zwięzłość przekazu i ostrzeżenie, że jeśli zaczną jej szukać, może to być równoznaczne z wyrokiem śmierci.

Książka cicho zsunęła się po gładkiej tkaninie koca, niemal bezszelestnie upadając na podłogę. Do pokoju wszedł mężczyzna, ubrany jedynie w luźne spodnie. Zmrużył oczy, przechylając lekko głowę. Powiedzieć, że dziwiła go jej miłość do książek, to mało. Z pewnego źródła wiedział, że Lera z ledwością ukończyła poziom edukacji wymagany przez prawo i od tego czasu zajmowała się wszystkim za wyjątkiem pracy czy nauki. Przez ostatnie lata stoczyła się tak nisko, że już bardziej chyba nie było można. Doszło do tego, że za działkę potrafiła obciągać w ciemnych zaułkach.

Kobieta, która teraz skulona spała w fotelu nie przypominała tej z zasłyszanych plotek. Miała w sobie niespotykaną klasę, godność i nie wyglądała na głupią. Wręcz przeciwnie, pokazała mu, że potrafi być ironicznie uszczypliwa. Będą z nią kłopoty, pomyślał z zadowoleniem. Uwielbiał kłopoty, zwłaszcza takie, gdy mógł pokazać swoją przewagę. Podszedł bliżej i spojrzał na okładkę książki, którą czytała. Puszkin? A to ci, nie spodziewałby się tego. Odgarnął skraj koca i niezwykle delikatnie uniósł śpiącą Nikę w górę. Nie obudziła się, wymamrotała tylko coś niezrozumiale i wtuliła się w jego pierś. Smukła dłoń uniosła się w górę niczym skrzydło motyla, po czym spoczęła na jego barku, aby w końcu ześlizgnąć się bezwładnie w dół, drażniąc spoconą skórę. Zrobiła to bezwiednie, ale ten drobny gest wywołał dziwny dreszcz, który niczym impuls elektryczny, wstrząsnął jego ciałem. Niechętnie spojrzał w dół na rozchylone usta, zarumienione policzki i długie rzęsy, rzucające drżące cienie. Chyba po raz pierwszy zastanowił się, ile prawdy może być w plotkach krążących na jej temat. Do diabła! Nikt aż tak się nie zmienia, w takie cuda nie wierzył! Być może Lera grała według niejasnych, ustalonych przez nią samą zasad. Ale przysięga, jeśli ta dziwka coś knuje, to pożałuje tego. Akurat jedno mógł jej obiecać bez problemu, bo cholernie nie lubił być okłamywany. W żadnej, nawet najbardziej błahej sprawie. A panna Bojczuk, co podpowiadała mu intuicja, skrywała jakąś tajemnicę.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Martirio
    | Odpowiedz

    Podoba mi się i czekam na ciąg dalszy 🙂
    Gdzieś w treści wkradło się o jedno “się” za dużo, ale teraz nie mogę znaleźć żeby wskazać.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dzięki, chociaż przyznam, że też nie mogę namierzyć 🙂

  2. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Łączmy się w bólu! Mnie dziś od rana pęka głowa. 🥵 Będzie lepiej

    • J
      Julcia 552
      | Odpowiedz

      Coś Ty tam kobito naszykowała nam za rollercoaster emocjonalny, skoro sama płaczesz czytając zakończenie? 😀

      • Babeczka
        |

        Studium zakochanego sadysty…

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Mnie się kawa ziarnista skończyła i dziś na rozpuszczalce jadę 😉 Tekstu już nie czytam, bo domownicy zaczynają dziwnie na mnie patrzeć 🙂

  3. E
    Eli
    | Odpowiedz

    No i się zaczęło 😊cudne, czekam na więcej…

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Oj, to nawet nie początek początków, prolog zaledwie 🙂

  4. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Nie wiem sama co powiedzieć. Kurde, aż by się chciało czytać całość. Co będzie dalej i dalej. Dziękuję za podwójna porcje. Ach my kobiety to jednak lubimy takich bandytów. Co w nich takiego jest 🤔

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Na pewno lubimy o nich czytać 🙂 Co do prawdziwego życia, to już raczej bywa odwrotnie ;-))) Całości nie mam, pisze się na fali natchnienia i jest jedynie początek i calutka końcówkaaaa….

  5. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Dziwnie się czuję z nicią sympatii do Saszy po tym odcinku 😀 ale zaczyna mi się to podobać. 😀
    Oczywiście w mojej głowie milion scenariuszy na to, w jaki sposób ( i czy w ogóle) odkryją że Nika to nie Lera i ich reakcję 😀 nie mogę się doczekać dalszych części 🙂
    Miłej niedzieli 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Odkryją, ale rekcja nie będzie przyjemna. Tak oględnie mówiąc. No i to już prawie sam koniec… 😀

  6. Babeczka
    | Odpowiedz

    Napiszę tak – chcę, abyście poczuły to samo co Nika, jednocześnie kochały drania i nienawidziły. Były nim zauroczone, ale jednocześnie bały się krzywdy, którą mogłoby wyrządzić. I nałogowo zaczynały dzień z motylami 🙂
    PS. Jakby nowa część nie ukazała się po północy, to na pewno pójdzie tego samego dnia, ale później.

    • A
      Aricca
      | Odpowiedz

      Babeczko, już Ci się to udaje ❤️

Napisz nam też coś :-)