Nikolaj (X)

with 16 komentarzy

VIII.

Samochód, duży, czarny van, mknął szeroką drogą, zbliżając się do celu. Świat wokół utonął w potokach deszczu, lecz we wnętrzu pojazdu było ciepło i przytulnie, grało też cicho radio. Z tyłu siedziały, a raczej spały dwie osoby. Kobieta i dziecko. Tuż przed nimi miejsce zajął Nikolaj, z przodu siedzieli jego ludzie. Dotychczas wszystko szło gładko i sprawnie, a im bliżej byli domu, tym pewniejsi się stawali.

Za to ich szef coraz bardziej się niecierpliwił. Gdyby to nie było poniżające, kazałby się zatrzymać na poboczu i przeleciałby swój łup, bo tak właśnie o niej myślał. Ale seks z nieprzytomną kobietą mimo wszystko był dla niego czymś uwłaczającym. Dlatego, gdy zatrzymali się na postoju, skinął na Aloszę.

Chodź – rozkazał chrapliwym głosem.

To nie był pierwszy raz, gdy uprawiał seks z własnym podwładnym. Nie przeszkadzało mu również miejsce, w jakim się znaleźli. W taką pogodę i o tak późnej porze, było tu pusto, zaledwie dwa tiry parkowały na obrzeżach niewielkiego parkingu, a ich kierowcy pewnie smacznie pochrapywali w ciepłych kabinach.

Męska toaleta była przestronna, wyłożona zielonymi kafelkami, zalana jaskrawym światłem lamp. Zajęli jedną z kabin, a Nikolaj nie bawił się w grę wstępną. Oparł się o ścianę, rozpinając spodnie i od razu przechodząc do sedna.

Bierz się za niego – warknął. – Gumki mam w kieszeni, możesz mi założyć.

Alosza nie protestował. Swoją rolę odgrywał nie tylko z wielką przyjemnością, ale również z ogromną wprawą. Przykucnął, po czym sięgnął do bielizny Nikolaja i ściągnął ją lekko w dół, uwalniając naprężonego i twardego penisa. Z pełnym zaangażowaniem zaczął go lizać, aby po chwili zająć się moszną. Sprawnie zassał nabrzmiałe jądra, patrząc przy tym w twarz pochylającego się nad nim Nikolaja. Chciał mieć pewność, że jest mu dobrze. Jednocześnie sięgnął do kieszeni po wspomniane kondomy, wyjął jednego z opakowania i bez problemów nałożył na sterczącego kutasa.

Nikolaj przez chwilę obserwował poczynania kochanka, po czym nagle się wyprostował, oparł głowę o ścinę i przymknął oczy. Cicho pomrukiwał z przyjemności, bo dawno nie był aż tak podniecony.

Tak doskonale liżesz, że nawet lubrykant nie będzie nam niepotrzebny – roześmiał się cicho. – W zasadzie mógłbyś dostać pierwszy strzał do gardła, ale nie mamy czasu na długie zabawy. – Westchnął chrapliwie, poruszając biodrami. Ciało powoli poddawało się narastającej rozkoszy, może nie nazbyt wyrafinowanej, ale w tej chwili Nikolaj miał ochotę jedynie na solidne rżnięcie.

Koniec zabawy – mruknął. – Mam nadzieję, że jesteś gotowy, bo nie zamierzam dłużej czekać. Odwróć się suko i wypnij!

Kilka sekund później patrzył na lekko owłosione, męskie pośladki. To była niezwykle perwersyjna przyjemność, taka na granicy obrzydzenia i zachwytu. Obficie splunął na palce, po czym rozsmarował ślinę w wąskim rowku na granicy dwóch półkuli. A potem wyjątkowo perfidnie się uśmiechnął i pchnął biodrami, wręcz nabijając Aloszę na swego penisa. Z ust tamtego wydobył się głośny jęk. Nic zaskakującego, członek Nikolaja był na tyle duży, że czuł go bardzo głęboko w sobie. Uwielbiał to, więc czerpał z tej przyjemności, ile się dało. Postękiwał niskim głosem, prężył się, lekko wyginał. A kiedy zrozumiał, że Nikolaj jest prawie na skraju orgazmu, sięgnął ręką do własnego penisa i zaczął się masturbować. Pomieszczenie wypełniła kakofonia dźwięków, dyszenia, jęków i klaskania nagich ciał. W końcu Nikolaj nie wytrzymał i strzelił w gumkę z niskim pomrukiem. Jeszcze przez chwilę poruszał biodrami, delektując się przeżytą ekstazą, po czym wycofał się, zużytego kondoma wyrzucił do kosza i oparłszy się o ścianę, obserwował zaspokajającego się Aloszę. Nie zamierzał mu pomagać. Wyjął papierosa, zapalił i jedynie patrzył, z pogardliwym uśmiechem na ustach. Czasami nagradzał kochanka i pozwalał mu się spuścić na swoją twarz, czasami pomagał mu trzepać aż do samego końca. Lecz dziś nie miał na nic ochoty, więc tylko patrzył na poczerwieniałą męskie oblicze, wsłuchiwał się w świszczący oddech.

Nie trwało to długo. W pewnym momencie Alosza głośno stęknął, zacisnął oczy i doszedł, tryskając spermą na własny brzuch.

No i po zabawie – mruknął Nikolaj, sprawnie zapinając spodnie. – Ogarnij się i wróć do auta. Masz pięć minut.

Wyszedł na zewnątrz, ani razu się nie obejrzawszy. Stanął, przed budynkiem, czując jak siąpiący deszcz nasącza wilgocią jego ubranie, moczy włosy. Było całkiem nieźle, ale mimo to odczuwał niedosyt. Miał pod ręką cudownie piękną, ponętną kobietę, a zaliczył własnego podwładnego, krępego i mało przystojnego faceta. Cóż, na bezrybiu i rak rybą, skonstatował Nikolaj, poprawiając ubranie. Gdy dotrą do celu nadrobi to z nawiązką. Na razie nie powinien nawet o tym myśleć, bo znów mu zaczynał twardnieć.

Podszedł do samochodu i wsiadł do ciepłego wnętrza. Zerknął do tyłu. Kobieta nadal spała. Usta miała lekko rozchylone, zarumienione policzki, na które opadały złociste kosmyki włosów.

Na usta Nikolaja wypełzł szeroki, pełen okrucieństwa uśmiech.

Wkrótce się zabawi. I to tak, że będzie tę zabawę wspominał przez długi czas, aż do końca życia.

Ona niekoniecznie, bo po wszystkim zamierzał ją po prostu zabić.

IX.

Za wąskim oknem panowała ciemność, rozświetlana przez jaskrawe błyskawice. Może z tego powodu nie od razu zorientowała się, że trafiła do nieznanego miejsca. Po tym gdy się ocknęła, miała wrażenie, iż to był tylko koszmar.

Bo przecież Nikolaj umarł.

Dopiero po dłuższej chwili potrząsnęła głową, aby następnie zajęczeć z bólu.

Nie, ten koszmar rozgrywał się na jawie. Ktoś ją porwał, ktoś, kto był łudząco podobny do mężczyzny, którego kochała. Innego rozwiązania nie uznawała, bo każde inne wydawało się absurdalne.

Kolejny błysk i zauważyła, że leży na łóżku stojącym w rogu pokoju. Obok znajdowała się szafka, a na niej mała lampka. Drążącą dłonią wyszukała w końcu przełącznik i pokój wypełnił się złocistym, lekko przytłumionym blaskiem.

Był niewielki, w kształcie prostokąta. Prócz łóżka znajdowała się jeszcze toaletka, fotel uszak i wąska szafa. Okno było jedno, nie ozdobione żadną firanką, z drewnianą, odrapaną z białej farby ramą, ale za to z zewnątrz zabezpieczone solidną kratą. Na podłodze leżał perski dywan, który lata świetności z pewnością miał już za sobą. Drzwi wyglądały na niezwykle wytrzymałe, ale obok nich, prostopadle ulokowano kolejne. Ponieważ pęcherz dopominał się swoich praw, podniosła się i na uginających się nogach dotarła do skromnej łazienki bez okna. Zapaliła światło i szybko zauważyła, że jedynym jego źródłem jest samotna żarówka dyndająca na krótkim kablu. Poza tym w środku umieszczono prysznic, umywalkę i ubikację. Na drewnianej półeczce leżały nietknięte jeszcze kosmetyki, a nad nią wisiało owalne lustro. Dostrzegła też świeże ręczniki. Z ulgą załatwiła, co trzeba, a później opierając się o rant umywalki, spojrzała w lustro.

Zmierzwione włosy, niezwykła bladość i spierzchnięte usta. Do tego przekrwione białka oczu. Wyglądała źle, bardzo źle, ale jeszcze gorzej się czuła. Głównie dlatego, iż nie miała pojęcia, co z Oleńką. Ten palący niepokój o bezpieczeństwo własnego dziecka, był niczym tortura. Musiała dowiedzieć się, co się wydarzyło, gdzie jest jej córka. Przeczuwała walkę, do której nie miała siły, więc najpierw skorzystała z przygotowanych kosmetyków, aby się orzeźwić. Umyła zęby, zrzuciła przepoconą odzież i weszła pod prysznic. Prosto pod strumień cudownie chłodnej wody. Dopiero tam zaniosła się płaczem. Tak bardzo się bała, że mogli robić krzywdę jej dziecku. Szybko zakończyła kąpiel, osuszyła ręcznikiem mokre kosmyki włosów i wróciła do sypialni. Miała przeczucie, że przygotowano również coś do przebrania i wcale się nie zawiodła, chociaż była to jedynie luźna, biała, haftowana sukienka.

Ubrała ją w pośpiechu, otarła mokrą od łez twarz i podeszła do drzwi. Były oczywiście zamknięte, ale niczego innego się nie spodziewała. Zacisnęła pięści i zaczęła w nie walić. Potem również krzyczeć. Niestety, to nie przyniosło żadnego rezultatu.

Wtedy dopadła okna. Otworzyła oba skrzydła, przylgnęła do mokrej kraty i z coraz większym strachem, błagała o pomoc. Tym razem odniosła sukces, bo za jej plecami rozległ się metaliczny odgłos i do środka weszła postawna kobieta z tacą w rękach.

Przyniosłam coś do jedzenia – powiedziała słabą angielszczyzną, a później postawiła tacę na podłodze. – Pani zje, zaczeka.

Moja córka… – zaczęła łamiącym się głosem Kamila. Miała ogromną ochotę doskoczyć do kobiety i wydusić potrzebne informacje siłą, tylko że to było bardzo głupie i jedynie mogło spłoszyć nieznajomą. – Kiedy mnie przywieźli, było ze mną dziecko, prawda?

Przypuszczam, że tak – odparła obojętnie nieznajoma.

Gdzie ona jest?

Na dole, tam gdzie trzyma się towar.

Towar? – Kamila gwałtownie pobladła. Tym razem strach był obezwładniającym uczuciem klęski, bo zrozumiała, że jeśli ona i Oleńka stały się łupem handlarzy ludźmi, to prawdopodobnie nie wyjdą z tego cało. Więcej, może już nigdy nie ujrzy swego dziecka.

Tylko kim był ten mężczyzna, tak łudząco podobny do Nikolaja?

A może po prostu jej się przewidziało? Może miał jedynie bursztynowe oczy, a resztę wyobraźnia dopisała sama?

Przykro mi, więcej nie powiem.

Nawet nie zatrzymywała kobiety, bo i po co? Za to zrozumiała, że musi mieć siłę, aby walczyć, aby spróbować się stąd wydostać. Za wszelką cenę! Może z Iwony zrobi siostrę i powoła na tak kruche pokrewieństwo z Kuzniecowem? W tym środowisku jego nazwisko na pewno jest znane, a przyjaciółka, gdy tylko dowie się o wszystkim, poruszy niebo i ziemię, aby jej pomóc. Wykrzywiła z goryczą usta. Zakrawało na kpinę otrzymać ratunek z rąk jedynego wroga, za jakiego wciąż uważała Nikitę. Lecz jeśli wszystko inne zawiedzie, spróbuje i tego.

Jadła powoli, aby jej nie zemdliło. Stanęła przy oknie i podczas krótkich rozbłysków, usiłowała naszkicować w myślach plan okolicy, niestety, prócz tarasu, basenu i całej masy rozbujanej porywistym wiatrem roślinności, niczego nie dostrzegła. Mimo to nie przestała, usiłując zająć czymś wzburzony umysł. Inaczej uległaby panice.

Potem na zmianę krążyła po niewielkim pomieszczeniu i kuliła się na łóżku, łykając słone łzy. Czuła się niczym zwierzę zamknięte w klatce i coraz częściej powtarzała pytanie, dlaczego akurat ją to spotkało? Za mało w życiu wycierpiała? Za mało płakała? Za mało straciła? Rodziców, siostrę, ukochanego mężczyznę. Miała jedynie to dziecko, swój największy skarb. Gdyby i jej się coś stało… Nie! Nie powinna nawet tak myśleć.

Dlaczego to tak długo trwa? – wyjęczała, znów zrywając się na równe nogi. Tym razem jednak, gdy wykonała piąte okrążenie, znów rozległ się metaliczny odgłos otwieranego zamka i do pokoju wszedł mężczyzna. Starannie zamknął za sobą, po czym spojrzał prosto w oczy oniemiałej kobiety.

Kamila nie potrafiła się ruszyć. Dłoń zacisnęła w pięść, a tę wsadziła sobie do rozwartych jak do krzyku ust. Brwi uniosły się w górę, oczy zaokrągliły, na bladych policzkach wykwitł rumieniec.

Nie, nie pomyliła się. To był Nikolaj, chociaż nie dostrzegała w bursztynowych oczach niczego poza ciekawością. Niczego poza niezdrową fascynacją i satysfakcją, tak dobrze zapamiętanym szaleństwem splecionym z bólem istnienia i pogardą dla całego świata.

Dlaczego jej nie poznał?

Powiodła wzrokiem od silnych dłoni, płaskiego brzucha, aż po szczupłą twarz. Zmienił się i jednocześnie pozostał taki sam. Wyglądał… To nie była typowa elegancja, raczej mieszanka czegoś pierwotnego, dzikiego, niemal zwierzęcego i wyszukanego, prawie że wysublimowanego, mrocznego szyku. Czarne spodnie i czarna marynarka, zegarek na srebrnym pasku, dwa pierścienie na prawej ręce i jeden na lewej. Proste w formie, stanowiły nie ozdobę, ale swego rodzaju znak statusu. Stylowo przystrzyżony zarost, rozwichrzone ciemne włosy, opadające na szczupłą twarz, jakby miały zamaskować paskudną bliznę na skroni, ciągnącą się szramami aż do ust. Ściągnięte w grymasie gniewu brwi, pełne tłumionego żaru spojrzenie, nonszalancka poza człowieka, który niczego się nie boi i nigdy nie zawaha, zbratanego ze śmiercią, mającego za nic reguły rządzące całym światem. To była ta zmiana. Fizycznie przybyło mu tylko kilka paskudnych blizn na twarzy, lecz jego oczy…

Oczy człowieka, który przed niczym się nie zawaha, człowieka przegranego, nie dbającego o nadchodzące jutro. Okrutnego, zdecydowanego na wszystko, bezlitosnego. Oczy człowieka szalonego, z tlącą się w nich furią, czekającą tylko na okazję, by mogła wystrzelić ku górze silnym płomieniem. Oczy człowieka, którego kochała, kochała niezmiennie od tylu lat, za którym tęskniła i o którym marzyła.

Czy znów będzie musiała o niego walczyć? O tę miłość, tak bolesną, przeszywającą serce niczym srebrzyste ostrze noża. Powiedział wtedy, że ją kocha. Zarzekał się, że żałuje. Błagał o wybaczenie. A teraz stał tuż przed nią, taki inny, jeszcze bardziej obcy niż na samym początku; nieuchwytne marzenie nabierające realnych kształtów. Mrocznych, wzbudzających strach, przywołujących dawne obawy.

Wyprostowała się. Przestała dygotać. Otarła mokre policzki i stanowczo zacisnęła wargi.

Tego Nikolaja nie znała, za takim nie tęskniła, ale skoro tylko takiego mogła dostać, wiedziała, że będzie o niego walczyć. Tak, będzie walczyć o swojego ukochanego, chociaż parodią wydawało się nazywanie tej bestii ukochanym. Przyczajonego do ataku drapieżnika, obserwującego ją zmrużonymi oczyma.

Był jednak ktoś jeszcze, o kogo musiała zacząć walczyć.

Nikolaju Arnautowiczu...

Komentarze

  1. M
    Monia
    | Odpowiedz

    No i się zobaczyli ❤️

  2. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Szkoda mi Kamili, bo czeka ją walka o wszystko. Czuję, że będzie gorzej niż poprzednio, bo teraz nie walczy tylko o siebie, ale i o Oleńkę.

  3. AmiSopot
    | Odpowiedz

    😭😭 Tak nie można…

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Można, można 😉

      • M
        Mell
        |

        Hmm raczej nie usiada sobie na kanapie wspominając dawne czasy…

  4. Anonim
    | Odpowiedz

    Droga autorko ty to nas lubisz trzymać w napięciu

  5. Patrycja
    | Odpowiedz

    W takim momencie 😭

    • Anonim
      | Odpowiedz

      Proszę o następna część 🤓

      • J
        Jejejka
        |

        Agnieszka! Nie każ nam tyle czekać

  6. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    Ja sprawdzam stronę po 20 razy dziennie, możliwe że więcej 😉

  7. J
    Jejejka
    | Odpowiedz

    Ja tu normalnie wysiedzieć nie mogę, odświeżam stronę co godzinę 🙂 Boje się, co będzie dalej 🙁

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    Babeczko… nie trzymaj nas w niepewności 🙁

  9. Babeczka
    | Odpowiedz

    Mam teraz przerwę we wszystkim co związane z pisaniem i sprzedażą książek, nawet sklep jest nieczynny. Wrócę wkrótce, pewnie po 8 września. Powiedzmy, że od dawna jechałam na rezerwie, ale teraz po prostu brakuje mi siły na cokolwiek 🙂

  10. F
    Forta75
    | Odpowiedz

    Zatankuj najlepsze jakości paliwo i wracaj z pełnia sił :)))

    • J
      Jopis
      | Odpowiedz

      Babeczko, czekamy i czekamy 🙂 już miesiąc bez Ciebie to wieczność 🙁

  11. J
    Jejejka
    | Odpowiedz

    Odezwij się kobieto , napisz chociaż kiedy co i jak się pojawi 🙂

Napisz nam też coś :-)