
***
Daria
Wpadł jak burza do mojego gabinetu i w dodatku wyglądał niczym gradowa chmura. Bardzo szybko dowiedziałam się z jakiego powodu, chociaż nie powiem, aby było mi przykro. Nieznany sojusznik idealnie zrealizował plan, jaki przedwczoraj powstał w mojej głowie. Ręce miałam czyste, ale satysfakcję ogromną.
Tylko że Iwo po staremu przystąpił do kontrataku.
Dlaczego ten buraczany idiota nie potrafił zrozumieć, że jakakolwiek bliskość wywołuje u mnie mdłości? Znów zaczął mnie obłapiać i kiedy unieruchomił dłonie, pozostało mi tylko jedno.
Przywaliłam mu bez litości kolanem w przyrodzenie.
Cóż…
Puścił mnie i przez chwilę podskakiwał skulony. Wyglądał jak chłopiec, któremu nagle zachciało się siku, ale łazienka jest zamknięta i musi czekać na swoją kolej. Tak mnie to porównanie rozbawiło, że zaczęłam się śmiać, czym zasłużyłam na kolejne wściekłe spojrzenie.
– Trzeba było trzymać się z daleka – powiedziałam, siadając w fotelu za biurkiem. – I jak? Bardzo boli? Bardziej niż zniszczenie ukochanego samochodziku? – dodałam złośliwie.
– Policzymy się!
– W euro proszę, żadnych złotówek – zadrwiłam. Ten człowiek nie zasługiwał na jakąkolwiek litość czy współczucie. Nawet jeśli będzie mi się naprzykrzał aż do końca świata, to się nie poddam. Będzie gonił za moim cieniem do końca życia, a nawet kilka dni dłużej.
Nie odpowiedział. Głęboko odetchnął, a końcu się wyprostował, a później usiadł naprzeciwko mnie.
– Ile? – zapytał.
– Co, ile?
– Ile chcesz za jedną noc, podaj cenę.
– To jest i nudne, i żenujące.
– Chcesz zostać dziekanem? Rektorem? Zasiąść na wysokim rządowym stanowisku? Chcesz sławy? Władzy?
– Świętego spokoju! – syknęłam poirytowana.
– Nowe laboratorium, cały zakład? – Pytał dalej, jakby nie dostrzegał mojej złości. – Chcesz, aby ktoś zniknął bez śladu?
– Tak, ty.
– Chcesz zemsty?
– Iwo! – wplotłam palce we włosy. – Błagam, odpuść! Nie chcę ani ciebie, ani twoich pieniędzy czy znajomości. Niczego, rozumiesz? Niczego.
– Każdy ma jakieś pragnienia.
– Tak? To przywróć życie mojemu ojcu – odparłam z goryczą. – Zabierz ode mnie tamten ból, te wszystkie przepłakane dni i noce.
– Pieniądze są lepsze. Ile?
Dyskusja ze ścianą dałaby lepszy rezultat. Ze spotkanie na spotkanie stawał się coraz bardziej głuchy na jakiekolwiek argumenty i coraz bardziej bezczelny. Szczerze mówiąc, naprawdę miałam dosyć. Za chwilę nie wytrzymam i drania zabiję!
– Iwo, błagam! – oparłam głowę na dłoniach, tarmosząc włosy.
– Dobrze, podniosę stawkę. Wyjdź za mnie. Nawet teraz, za godzinę. Wszystko zorganizuję.
Poddałam się. Policzkiem przylgnęłam do chłodnego blatu biurka i zamknęłam oczy. Nasza rozmowa stawała się coraz bardziej jałowa i pozbawiona treści.
– Nie chcę – wymamrotałam z rozpaczą.
– Zorganizuję tylko dwóch świadków.
– Będę gotowa za jakąś wieczność. Wyjdź, bo działasz mi na nerwy.
– Nawet nie zacząłem.
– Wynocha! – wrzasnęłam, zrywając się z miejsca. Potem chwyciłam leżącą obok mojego łokcia książkę i bez namysłu rzuciłam nią w padalca. Idealnie się do tego nadawała, opasłe tomisko w twardej oprawie. Niestety, zręcznie się uchylił.
– To co? – spojrzał na zegarek. – Urząd jest jeszcze czynny przez cztery godziny. Jedziesz?
– Boże, daj mi cierpliwość – wymamrotałam pod nosem. – Wyjdź! – dodałam już głośno, tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Wyjdź i zobacz czy cię nie ma w budynku obok!
– No dobrze, dam ci tydzień do namysłu.
– Zdążę wykopać dołek w ogródku i załatwić sobie alibi.
– Zacznij brać pigułki i kup dobry żel nawilżający.
– Jesteś gorszy niż siedem plag egipskich. Gorszy niż apokalipsa, niż stado rozpędzonych bawołów czy rój os.
– Zobaczymy, co powiesz po nocy poślubnej – oświadczył z podejrzanym zadowoleniem.
– Idź już sobie, bo jestem znużona. – Odsunęłam kosmyk włosów za ucho, a potem sięgnęłam po notatnik. Naprawdę byłam zmęczona i ani trochę nie bawiła mnie ta sytuacji. Dlaczego ten dupek miał na moim punkcie taką obsesję? Co ja mu zrobiłam, czym sprowokowałam?
– Idę, przyjadę po ciebie za tydzień. Bądź gotowa! – Puścił łobuzersko oczko, jakby brał udział w znakomitej zabawie.
– Naostrzę siekierę – obiecałam z takim uśmiechem, jaki miał rekin na starych rycinach z encyklopedii PWN. Tylko że na Iwo nie zrobiło to żadnego wrażenia, dokładnie tak samo, jak wszystkie moje wcześniejsze słowa. Ani trochę się nimi nie przejął, za to ja jeszcze bardziej zacięłam się w postanowieniu, że mu się nie uda.
Słowem, właśnie ogłosiliśmy zapowiedź trzeciej wojny światowej, a po naszym starciu ostaną się tylko karaluchy.
Leave a Reply