
***
Daria
Pozorny spokój. Iwo zniknął z mojego życia tak samo nagle, jak się pojawił. Nie dzwonił, nie nachodził, nawet nie dał odczuć, że chociaż w najmniejszym stopniu się mną interesuje.
Zbyt piękne, aby było prawdziwe.
Co ta bestia knuła?
Jednego byłam pewna – to nie był koniec. Przyczaił się, być może powód był też bardziej prozaiczny i po prostu zajęła go praca. Dla mnie nie miało to najmniejszego znaczenia, a na dodatek wyczerpało psychicznie. Nie jest łatwo żyć z dnia na dzień, zastanawiając się, co ten dupek wymyśli. Nie jest łatwo stawiać każdy kolejny krok z maksymalną ostrożnością, mając gdzieś z tyłu głowy obraz załamującej się podłogi i rzeczywistości pogrążającej się w chaosie.
Po tygodniu nie wytrzymałam.
Też zaczęłam knuć. Brałam pod uwagę kilka opcji, chociaż żadna nie zakładała kapitulacji. I wtedy pomógł mi przypadek. Znakomity dar od losu, którego się nie spodziewałam. Z duszą na ramieniu, bo sporo ryzykowałam, podjęłam ryzyko i zamierzałam zrealizować swój własny plan, chociaż mój tymczasowy wspólnik wcale nie był chętny do współpracy.
Iwo zjawił się w sobotni wieczór, gdy już byłam gotowa do spania. Spławianie go nie miało sensu, wpuszczenie do mieszkania pachniało zbędnym ryzykiem, więc zaproponowałam mu spacer.
Szliśmy powoli wąską alejką, a on wyglądał na zamyślonego. Szybko dowiedziałam się, co go zaprzątało. Po raz kolejny zaczął bredzić o małżeństwie. Zaprosił mnie na rodzinną imprezę, a ja nie zamierzałam udawać, że się nie zgadzam. Przeciwnie, to znakomicie pasowało do mojego planu, było wręcz kulminacyjną jego częścią.
– ...będziesz?
– Tak, będę. Ostatni raz, a potem dasz mi spokój – potwierdziłam, a ten drań mnie pocałował.
Jakoś tak inaczej, delikatniej, subtelniej. Kompletnie inaczej, bo zamiast namiętności wyczułam coś, czego nie potrafiłam opisać słowami. Było bardziej pieszczotą, kilkoma sekundami intymności, jakiej nigdy nie pragnęłam. Było kuszeniem…
– Będę jutro – obiecałam, odrywając się od jego ust. Nie wyglądał na zadowolonego, ale nie zaprotestował. Tak, to też mnie zaskoczyło.
– Będę jutro, a potem to zakończymy – dodałam, a wtedy Iwo lekko się uśmiechnął.
Inaczej niż zawsze. Bez tego zadufania, bez bezczelności i arogancji, tak zwyczajnie, jak uśmiecha się mężczyzna do kobiety.
Oj! Wkraczałam na niebezpieczne tereny. Iwo, zarozumiały buc to był łatwy wróg. Iwo, kandydujący do roli czułego kochanka, to już był godny przeciwnik. Muszę to szybko załatwić, bo jak widać, próbuje wszystkiego. Niestety, co przyznałam z niechęcią, zmiana taktyki dawała mu szansę na powodzenie.
Wiedziałam, że tak łatwo nie zasnę, więc wspomogłam się tabletką. Musiałam się wyspać, bo jutro czekał mnie prawdziwy pokaz mocy. No i trzeba było tak podrasować wygląd, żeby Iwo oczy stanęły w słup. Pewnie nie tylko oczy…
Zdecydowałam się na biel. Biała sukienka na cienkich ramiączkach, obcisła i podkreślająca walory figury. Upięte włosy, a w nich biały kwiat. Srebrne szpileczki i srebrna kopertówka. Doskonały makijaż, szminka podkreślająca kształt ust, zero biżuterii. Nie żebym nie lubiła, miałam raczej obojętny stosunek i dotychczas niczego ciekawego sobie nie kupiłam.
Westchnęłam.
Wiele rzeczy zostawiłam na później, problem polegał na tym, kiedy miało nastąpić to bliżej nieokreślone „później”?
Spryskałam się jeszcze perfumami i byłam gotowa. Limuzyna podesłana przez Iwo czekała przed domem, przy okazji wzbudzając sensację wśród mieszkańców i ludzi przechodzących ulicą. Zajęłam miejsce, rozglądając się z ciekawością, a potem zamyśliłam.
Będzie ciężko? Z pewnością! Kosztownie? O, tak, ale mina pokonanego Iwo dostarczy takiej satysfakcji, że było warto podjąć ryzyko. Zwłaszcza, że los sam wepchnął narzędzie do realizacji celu w moje ręce.
– Co w rodzinie, to nie zginie – wymamrotałam, wpatrując się w przesuwające za oknem widoki. A potem szeroko się uśmiechnęłam.
Biedny Iwo! Ciekawe czy spodziewa się takiej niespodzianki? Nie, dałabym głowę, że ani trochę się nie domyśla. To dobrze, doskonale. Szok będzie jeszcze większy, a przeciwnik trudny do pokonania. Za jednym zamachem odegram się i na Iwo, i na jego matce, która tyle lat temu potraktowała mnie jak śmiecia, mówiąc z pogardą, że nie zasługuję na jej wspaniałego syna.
Pogrążyłam się we wspomnieniach.
Niewielki pokój, a w nim zawalone dokumentami biurko. Opasły policjant, który ze mnie zrobił winną, chociaż tylko próbowałam się bronić. Mój ojciec klęczący przed elegancką, wyniosłą kobietą, błagający, aby mi odpuściła.
– Ta szmata, którą nazywasz córką, nie zasługuje na jakąkolwiek uwagę mojego syna – odparła zimnym tonem. – Powinna być wdzięczna nawet za przelotne spojrzenie.
– Zabiorę Darię i znikniemy, obiecuję!
Łykałam własne łzy, patrząc na tak ogromne poniżenie, na jakie się zdobył. Prawie czołgał się u stóp tej kobiety, chociaż to i tak nie miało sensu. Decyzja zapadła.
Tak, ona również zasłużyła na moją zemstę, chociaż wcale nie planowałam się mścić. Nasze spotkanie, moje spotkanie z Iwo było takim samym przypadkiem, jak to, czego byłam świadkiem kilka dni temu.
Dojechaliśmy. Ogromny dom, luksus, przepych, pełna kultura. Egoizm i brak rodzinnych więzi ukryte pod wspaniałym obrusem, niczym stary popękany blat zdezelowanego stołu. Tylko skoro im było z tym dobrze, to już nie moja sprawa.
Stanęłam przed wejściem, odetchnęłam i poprawiłam sukienkę.
A później szeroko uśmiechnęłam się na widok mężczyzny, który właśnie do mnie szedł.
Odpowiedź
Aanonimka
Kiedy można się spodziewać następnej części?