Wszystko czego pragnę (III)

with Brak komentarzy

ebook sf erotyka
 

– Istnieje. – Zza pleców wyciągnął broń. – Bardzo skuteczne – dodał, celując do drgającego z konwulsjach więźnia. Co prawda nie planował tego, chcąc aby ten umierał cierpiąc, ale z drugiej strony, przynajmniej pozbędzie się kłopotu.

– Nie!

– To decyduj. Mam go zabić i skrócić cierpienia, czy zostawić, aby powoli zdychał?

– Chcę antidotum – odparła twardo, hardo unosząc podbródek. – Nie wierzę, że go nie macie?

Na ułamek sekundy przerwał kontakt wzrokowy, zerkając w prawo. Potem znów patrząc prosto w jej oczy, ze spokojem schował broń. Nie, temu ludzkiemu ścierwu, które dowodziło atakiem na jego współbratymców, nie należała się nawet odrobina litości. A z dziewczyną musi zrobić porządek. Inaczej i ją będzie musiał zabić. Już i tak cała załoga szemrała po kątach z niezadowolenia.

– Mam tego dość! – Cofnęła się, kiedy rozjuszony ruszył w jej stronę. – Od teraz zostaniesz zamknięta, bez możliwości opuszczenia kwatery. Aż do chwili, gdy zdecyduję co z tobą zrobić.

– Pozwól mi tylko zająć się rannym

– Nie.

– Dlaczego?

– Nie dyskutuj ze mną. Nie masz prawa podważać moich decyzji. – Brutalnie zacisnął palce na jej ramieniu.

– Rehn! – Nie wyrywała się, chociaż widać było, że tak łatwo się nie podda. Napotkała pełen złości, zacięty wzrok i widok kurczowo zaciśniętych ust. – Nie chcę łamać twego kolejnego rozkazu.

– To nie łam. Zresztą, pomogę ci w tym.

– Dla mnie zawsze każde życie miało znaczenie. I każda taka śmierć – wskazała na więźnia – jest jak splunięcie w twarz.

– Piętnaście lat temu, tacy jak on, zaatakowali naszą niewielką kolonię. Zginęło ponad sto tysięcy moich współplemieńców. To było sprawiedliwe? – Niemal wykrzyczał ostatnie słowa.

Zrozumiała aż za dobrze.

– Kogo bliskiego wtedy straciłeś? – spytała cicho. – Żonę? Dziecko?

– Oboje.

– I dlatego chcesz teraz zniszczyć Ziemię?

– Ja właśnie to nazywam sprawiedliwością.

– To nie sprawiedliwość, ale zemsta. Kolejny akt nienawiści, który obudzi tylko chęć odwetu. I tak w kółko, aż nie będzie już nikogo, kto mógłby kontynuować tę bezsensowną wojnę. Tego chcesz?

Milczał przez bardzo długą chwilę.

– Wrócisz do siebie. Jeniec dostanie antidotum, choć nie wiem czy po takim upływie czasu zadziała. Zresztą, nie obchodzi mnie to. Ponieważ mam dość tolerowania twoich wybryków, zostaniesz zamknięta. To wszystko.

– Dlaczego mnie nie zabiłeś? W końcu również jestem wrogiem.

Bał się, że kiedyś zada to pytanie.

– Wciąż jeszcze mam szansę, więc nie przeciągaj struny.

– Ty nie rozumiesz, dlaczego chcę pomóc rannemu, ja, dlaczego tolerujesz moją obecność. Co więcej, zostawiłeś mi tyle swobody…

– Już nie.

Przygryzła wargi. Naprawdę nie umiała podążyć za jego tokiem myślenia. Widocznie nie był złym człowiekiem, tylko okoliczności sprawiły, że stał się dyszącym żądzą zemsty potworem. W zasadzie, człowiekiem też nie był… Westchnęła.

– Kiedy przejęliśmy ich statek na jego pokładzie było sto piętnaście osób – odezwał się suchym głosem Rehn. – Tylko on przeżył, bo był nam potrzebny. Sądzisz, że będę miał jakiekolwiek opory przed zabiciem ciebie?

Położyła drżącą dłoń na jego piersi. Potem spojrzała w jego oczy. Ze spokojem, z dziwną pewnością.

– Sądzę, że tak. Daj mu te antidotum. A później zdecyduj się czy nadal powinnam przebywać na twoim okręcie, w twoim towarzystwie. Jeśli nie, to uwolnij nas oboje. Ani ja, ani on – wskazała ręką na nieprzytomnego mężczyznę – nie będziemy wam już potrzebni.

– Nie bierzemy jeńców i nie darujemy nikomu życia.

– To co z nami zrobicie?

Zasępił się. Na to pytanie nie umiał odpowiedzieć.

– Masz wrócić do swojej kwatery. Od teraz, by być pewnym, że nie będziesz jej opuszczać, zostaniesz zamknięta.

– A co potem?

Nie odpowiedział, bo nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Wsadzić ją w jeden ze zdobycznych statków i wysłać na Ziemię? Jeszcze czego! Załoga dostałaby szału, a kto wie, może nawet wybuchłby bunt. Zabić? Czuł przed tym ogromny wewnętrzny opór, którego nie potrafił pokonać. Rannym więźniem się nie przejmował, tutaj nie było nad czym się zastanawiać. Pozwoli mu zdechnąć, a ścierwo wyrzuci w przestrzeń kosmiczną. Jego zgoda na antidotum była kłamstwem, bo nie zamierzał marnować cennego specyfiku na człowieka, a w dodatku na wroga.

Tylko co ma zrobić z dziewczyną?

Nie dopuszczał do siebie myśli, że doskonale wie, co powinien z nią zrobić. Wykorzystać, tak jak pragnęło tego jego ciało. I tak długo, aż mu się nie znudzi. Później wydać rozkaz, bo przecież wcale nie musi tego robić samodzielnie. A jednak miał opory, aby tak postąpić. Intuicja podpowiadała, że to wcale nie będzie takie łatwe. Wręcz przeciwnie, może być nawet trudniejsze niż w chwili obecnej. To doprowadzało go do szału, bo sama myśl, że mógłby poczuć cokolwiek do przedstawiciela rasy ludzkiej…

– Idziemy! – warknął, pociągając ją za sobą.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)