Hate & love (XIV)

with Brak komentarzy

***

Iwo

Zasypiałem, czując smak jej ust, chociaż trzy razy myłem zęby, aby się go pozbyć. W końcu zrozumiałem, że przede wszystkim ten smak siedzi w mojej głowie. Odłożyłem pastę i szczoteczkę, a sięgnąłem po mocnego drinka. Ten może nie do końca wykurzył wątpliwości, ale skutecznie je stłumił.

Byłem pewien, że Daria zjawi się na tym przyjęciu. Może nawet z jakiś wypłoszem, który będzie udawał jej chłopaka, a ona zagra rolę zakochanej bez pamięci. Mało mnie to obeszło.

Staranniej niż zazwyczaj wybrałem garnitur, potem dodatki. Mój najlepszy zegarek. Krawat z limitowanej edycji. Perfumy, których cena osiągała horrendalną sumę.

Wypadek na jednej z głównych ulic wylotowych z miasta, trochę pokrzyżował plany. Limuzyna wysłana po Darię, spóźniła się równo pół godziny, tyle, ile musiała odstać w korku.

Popijałem szampana, wyczekując jej przybycia. Zastanawiałem się też, jak przedstawienie Darii jako mojej narzeczonej, przyjmie matka? Oby tylko nie poszły na noże. O ojca się nie martwiłem, zarówno przed, jak i po rozwodzie był bardziej wyrozumiały. Pewnie dlatego, że sam niejedno miał za uszami.

W odległości kilkunastu metrów dostrzegłem Przemka. Stał razem z kobietą w białej, obcisłej sukience, która kogoś mi przypominała, chociaż nie potrafiłem powiedzieć kogo. To pewnie ta jego żona. Ha, ha! Ciekawe jak długo będą małżeństwem? Miesiąc? Dwa? Dobrze, będę łaskawy, dam im trzy miesiące.

Odstawiłem szampana i spojrzałem na zegarek.

Daria już dawno powinna przyjechać. Chyba że znów pojawiły się przeszkody na drodze. W porządku, uzbroję się w cierpliwość, a w ramach odstresowania podrażnię tego padalca, Przemka.

Najpierw podszedłem do barmana i poprosiłem o mocnego drinka. Zadowolony, przywitałem się z kilkoma znajomymi osobami, wciąż wypatrując Darii, chociaż już bez zniecierpliwienia. Pewnie postanowiła zrobić mi na złość i się spóźnić. Nie szkodzi, co się odwlecze, to nie uciecze, pomyślałem z rozbawieniem. Ciekawe czy uda nam się zaszyć w jakimś zakątku? Może ulegnie magii chwili i jednak nie będę musiał się żenić?

W końcu prawie dotarłem do Przemka i jego partnerki. Stali do mnie tyłem, a ja po raz kolejny pomyślałem, że kobieta kogoś mi przypomina. To było takie niejasne, trudne do sprecyzowania wrażenie.

Uniosłem ramię i puknąłem kuzyna w tył głowy. W imię rodzinnych uczuć oczywiście.

Wypadałoby przedstawić – zacząłem, a wtedy oboje się odwrócili. – Nie sądzisz…

Raptownie umilkłem, a oczy o mało co, nie wyszły mi na wierzch.

Co się stało? – zaskoczony Przemek podążył za moim wzrokiem, tam, gdzie na tarasie stała Daria, wdzięcznie opierając się o męskie ramię.

Zresztą, nie tylko się opierała. Wyraźnie było widać, że oboje są w dosyć zażyłych stosunkach. Może nawet intymnych. Roześmiani, szczęśliwi, pozdrawiali wszystkich, a ja czułem, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Coś całkiem nowego, bo jeszcze nigdy nic w życiu mnie tak nie zaskoczyło.

Bo jakim cudem, do kurwy nędzy, u boku Darii stał mój ojciec?

Leave a Reply