Hate & love (XV)

with Brak komentarzy

***

Daria

Poznałam go od razu, chociaż on z pewnością nie miał bladego pojęcia kim byłam. Zresztą, czy to ważne? Znacznie ciekawsze było to, co właśnie usłyszałam.

Pan senator miał wkrótce zostać ojcem. Szanowany polityk o nieskazitelnej dotąd reputacji, na której jedyna rysą był głośny przed laty rozwód. Czyli Iwo będzie miał małego braciszka…

Ogólnie to nie był żaden wstyd, w końcu był kawalerem z odzysku, gdyby nie fakt, że wybranką była żona premiera.

I tutaj się zaczynały schody.

Jakim cudem stałam się świadkiem ich burzliwej rozmowy?

Klinikę odwiedziłam w celu kontynuowania współpracy nad ważnymi badaniami. Jednak dyrektor oraz jego zastępca wracali właśnie z Londynu i utknęli na lotnisku. Jakieś tam problemy techniczne, nie wnikałam. Miałam do wyboru – poczekać godzinę lub nawet dwie, albo umówić się na inny dzień. Ponieważ i tak skończyłam na dziś pracę, postanowiłam zaczekać.

Najpierw wybrałam się na krótki spacer po okolicy. Kupiłam kawę, zjadłam kanapkę, posiedziałam na ławce w parku. W końcu siedzenie mi się znudziło, ruszyłam więc dookoła budynku. Gdy byłam przy głównym wejściu, dostrzegłam wzburzonego mężczyznę, ojca Iwo, w pośpiechu pędzącego do środka.

To mnie zaciekawiło. Bezmyślnie podążyłam tuż za nim, a za mną rozszalał się chaos. Jakaś pacjentka dostała napadu szału i cała uwaga personelu skupiła się właśnie na niej. Nikt nie zwrócił uwagi, że idę tam, gdzie wcześniej miałam wstęp wzbroniony.

Mężczyzna zatrzymał się przed drzwiami po prawej, po czym energicznie zapukał. W klinice byłam nie pierwszy raz, doskonale wiedziałam, że mieści się tam niewielki pokój, do którego czasami zapraszano gości, aby z nimi porozmawiać. Wiedziałam też, że obok znajdowała się niewielka kuchenka, a wchodziło się do niej wybierając wcześniejsze drzwi. Bezszelestnie wślizgnęłam się do środka i później już tylko słuchałam z wypiekami na twarzy oraz włączonym nagrywaniem. Nie byłam głupia, twardy dowód, to twardy dowód.

Trzykrotnie zbierałam szczękę z podłogi. Dowiedziałam się o skrywanym romansie, impotencji premiera i niechcianej ciąży. Ogólnie afera na pierwsze strony, która w nadchodzącej kampanii mogła mocno zaszkodzić obu politykom. Zwłaszcza, że pochodzili z przeciwnych obozów. I to właśnie było zabawne, bo normalnie nie znosili się do tego stopnia, że dwa razy doszło do rękoczynów. Pomyśleć, że dzielili jedną kobietę...

W trakcie tego podsłuchiwania narodził się pomysł. Związany ze szantażem, ale mnie było wszystko jedno. Byle ograć Iwo, a miałam na to spore szanse.

Dzień później wybrałam się z wizytą do pana senatora. Oczywiście, nie chciał mnie przyjąć, taki zajęty był z niego człowiek, lecz kazałam przekazać, że widzieliśmy się wczoraj, jak rozmawiał z pewną uroczą blondynką na arcyciekawy temat. Nic więcej, ale zaproszona do jego biura zostałam w tempie błyskawicznym.

Ile chcesz za milczenie? – zapytał wprost, nawet się nie przywitawszy.

A ile pan da? – Zbyt dobrze się bawiłam, żeby od razu przejść do sedna.

Dziesięć milionów wystarczy?

Nie o pieniądze mi chodzi, a o pańskiego syna.

Iwo? – Dostrzegłam wyraźne zaskoczenie. – Chcesz wyjść za niego za mąż?

Wręcz przeciwnie, nie chcę za niego wychodzić, chociaż on od jakiegoś czasu zatruwa mi życie propozycjami małżeństwa.

Zapadła cisza, bo chyba zdołałam go zaskoczyć.

Znamy się – dodałam. – Kiedyś poharatałam mu twarz butelką. To było w liceum.

A! Ty! – Dziwne, ale wyglądał na rozbawionego. – Czyli chcesz zemsty?

Też nie. Chcę przez jakiś czas udawać pana nową dziewczynę. Powiedzmy przez miesiąc.

Moją?

Tak.

Ustrzeliłam go. Dosłownie. Siedział i wyraźnie widać było wysiłek umysłowy na jego twarzy. Miałam jednak pewność, że się zgodzi, głównie dlatego, że nie było wyboru.

Uwierzy? – zapytał w końcu.

Dlaczego nie? – wzruszyłam ramionami. – Jestem Daria.

Tobiasz – mruknął, tym razem lustrując mnie bacznym spojrzeniem. Taksująco, bez skrępowania. Zresztą, tak naprawdę to był mężczyzna, który mógł się podobać, chociaż przekroczył niedawno pięćdziesiątkę. Wysoki, szeroki w ramionach, z krótko i modnie ostrzyżonymi włosami, z lekką siwizną na skroniach, z całkiem niezłą twarzą, której charakteru dodawał garbaty nos. Widać było też, że dba o kondycję. Garnitur leżał na nim jak druga skóra, idealnie dopasowany. Plotki głosiły, że będzie startował na prezydenta, bo aparycję miał więcej niż wspaniałą. W końcu Iwo musiał po kimś odziedziczyć dobre geny.

Osobami, które wtedy nas najmocniej nas skrzywdziły, była twoja żona i syn. Powiedzmy, że upiekę trzy pieczenie na jednym ogniu. Raz – zemsta na niej. Dwa – zemsta na Iwo. Trzy – w końcu się ode mnie odczepi.

Na mnie nie chcesz się mścić?

Nie – przyznałam uczciwie. – Jestem ci nawet odrobinę wdzięczna. Gdyby nie tamta kampania i to, że jasno postawiłeś sprawę, pewnie nigdy byśmy nie uciekli.

Może. Co wchodzi w pakiet tego udawania? – Wydawał się znacznie bardziej zainteresowany układem ze mną niż byłą żoną i synem. Nawet za bardzo, a mnie nie spodobał się błysk w jego oku.

Kilka wspólnych wyjść, żadnego seksu. Nie zapytałeś, co wiem.

Wystarczająco dużo, aby pójść tym tropem i zepsuć moje plany na przyszłość – mruknął. – Miesiąc, musisz też znieść intymność pomiędzy nami.

Jeśli w zamian za to, będę mogła mu powiedzieć: mów do mnie, mamo! to zgoda, dam radę wiele znieść.

Mamo? – zaczął się śmiać. Chyba nie był zbyt troskliwym ojcem, bo widać, że mu się to spodobało. – Nie ma sprawy, przyłączę się do zabawy. Ale – nagle zniknął uśmiech i wyraz rozbawienia z jego twarzy. – Jeśli pojawią się jakiekolwiek informacje, uznam to za zdradę. Tym samym wydasz na siebie wyrok, bo już nie będę miał wiele do stracenia.

Rozumiem. – Wstałam i wyciągnęłam rękę, którą szybko uścisnął. – Zadzwonię, kiedy nadejdzie czas. Musimy z fanfarami oznajmić światu, że jesteśmy razem – dodałam ironicznie, przechodząc na ty. – Daj mi swój numer.

Godzinę później siedziałam przy filiżance kawy i myślałam, że poszło zdumiewająco łatwo. Ale czy aby na pewno? Może za chwilę zjawią się jakieś zbiry, porwą mnie, będą torturować, a na końcu zabiją? Nie, raczej nie. Tylko dlaczego tak szybko mi zaufał?

Wbiłam w wyszukiwarkę jego nazwisko oraz słowo związki. Obejrzałam sobie zdjęcia ostatnich partnerek pana senatora i mnie olśniło. Facet wyraźnie przeżywał kryzys wieku średniego, wybierając kobiety poniżej trzydziestki, a nawet jedną, która niedawno skończyła dwudziestkę. Piękne, eleganckie, na poziomie. Nieskromnie musiałam przyznać, że dokładnie takie, jak ja. Przypomniałam sobie, jak na mnie patrzył, gdy już zaczęliśmy rozmawiać. Ten błysk w jasnych oczach, ten lekki półuśmiech. Zgodził się nie tylko ze względu na szantaż.

Osioł – mruknęłam poirytowana. Nawet poczułam niepokój. Co będzie, jeśli pan senator postanowi pójść śladami syna? Zamiast jednego problemu, będę miała dwa. Niestety, skoro rozpętałam tę wojnę, to musiałam ją kontynuować.

I dobrze zrobiłam, pomyślałam teraz, patrząc na minę Iwo.

Boże! Zawsze sądziłam, że opadająca szczęka to metafora. A tu zaskoczenie, bo jednak nie.

Najpierw pobladł, potem poczerwieniał. Nie wykrztusił ani słowa, ale widać było, że z trudem się hamuje. Gdybym pokazała się z jakimkolwiek innym mężczyzną, to pewnie grałby pana i władcę świata. Przy ojcu nie potrafił.

To mój syn. – Tobiasz chyba też czerpał ubaw z sytuacji. – Iwo, poznaj Darię, moją przyszłą żonę.

Żonę? – wykrztusił biedak, nerwowym gestem szarpiąc zapięcie koszuli. – No, tym razem posunęłaś się za daleko.

Będziesz do mnie mówił mamo? – zapytałam słodko.

Znacie się?

Chyba spotkaliśmy się gdzieś przelotem – wzruszyłam ramionami. – Mam pamięć tylko do interesujących twarzy.

Interesujących? – wysapał Iwo. Za jego plecami pokazał się Przemek z nieznaną mi kobietą, od prawej nadciągała Erynia z błyskiem mordu w oczach. Jak przypuszczałam, doskonale mnie pamiętała.

Szach, mat. Załatwiłam ich oboje jednym posunięciem. Nawet jeśli wkrótce dowiedzą się, że udawaliśmy parę, to nie szkodzi. Za to wszystko co zrobili mnie i mojemu ojcu, za te wszystkie wylane łzy, przepłakane noce, dni pełne biedy, należało się zarówno temu skurwysynowi, jak i tej kobiecie.

Los czasami bywa okrutny, ale często też rekompensuje swoje okrucieństwo. Jak tamtego dnia, gdy znalazłam się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Podsłuchałam rozmowę nie przeznaczoną dla moich uszu. Wyciągnęłam wnioski, zaryzykowałam i dostałam swoją zemstę.

Leave a Reply