
***
Iwo
Musiałem zniknąć. Zaszyć się gdzieś na osobności, wyładować gniew.
Czy ona brała mnie za kompletnego głupka? Nie, przepraszam, czy oni brali mnie za kompletnego głupka? Jeszcze trzy tygodnie temu się nie znali, a teraz planowali ślub? Akurat! Prędzej uwierzę w płaską ziemię…
Wbiegłem na piętro, potem do własnej sypialni. Tak, jak stałem wpakowałem się pod prysznic, pod strumień lodowatej wody. Musiałem, bo inaczej chyba bym eksplodował. Już i tak z trudem panowałem nad sobą tam, na dole, patrząc na kpiący uśmiech tej suki!
– Dziwka! Cholerna kurwa! Wywłoka! Szmata! – warczałem, uderzając zaciśniętą pięścią o ścianę z taką siłą, że po chwili krew zmieszała się z wodą. Nie zwróciłem na to uwagi, bo nawet ból nie pokonał mojego gniewu. Dopiero kiedy zacząłem dygotać z zimna, przyszło otrzeźwienie.
Zrzuciłem mokre ubranie i nagi wróciłem do pokoju. Podłogę znaczyły krople krwi kapiące z rany, ale to zlekceważyłem i sięgnąłem po butelkę z whisky. Zawsze coś stało w sypialni, chociaż rzadko korzystałem. Teraz było jak znalazł.
Bez lodu, bez szklanki, wypiłem równo połowę. Rozkasłałem się, a kiedy to minęło, wróciłem po ręcznik. Opasałem nim biodra i znów z butelką w dłoni, stanąłem przy oknie, z którego miałem znakomity widok na ogród.
Czy byli parą, czy nie, nie poddam się. Daria mogła być tylko moja. Jeśli mój szanowny tatuś też ma na nią chrapkę, to musi zaczekać. Zabawię się, nasycę i wtedy może sobie ją wziąć. Nigdy na odwrót, bo kiedyś przysiągłem, że nie będę zgarniać resztek z pańskiego stołu.
Ktoś zapukał.
Spojrzałem wrogo w stronę drzwi, bo nie życzyłem sobie żadnych gości. Służby również. A już najmniejsza ochotę miałem na rozmowę z matką.
– Wypierdalać! – wrzasnąłem, ale wtedy drzwi się uchyliły. Chciałem rzucić w intruza butelką, lecz nie zdążyłem. W szczelinie ukazała się głowa Darii.
– Ja tylko na sekundkę – uśmiechnęła się promiennie. Nie, chwila, to był wyraz triumfu. Zgrzytnąłem zębami, w duchu obiecując jej taką zemstę, że…
– Kąpiel w takim momencie? Niech zgadnę, woda była bardzo zimna – zakpiła, wchodząc do środka i po cichu zamykając drzwi. – Przyszłam przeprosić, bo po naszym ostatnim spotkaniu chyba robiłeś sobie jakieś nadzieje. Pokaż rękę! Trzeba to zdezynfekować i opatrzyć.
– Od kiedy jesteście razem?
– Od niedawna. Dobrze, przesadziłam z tym tytułem mamy – znów się uśmiechnęła. – Musisz mi wybaczyć, bo nie potrafiłam oprzeć się pokusie podrażnienia twojego nadmuchanego ego.
– Nie potrafiłaś? – zapytałem złowróżbnie.
– Też byś nie potrafił. – Uniosła głowę i spojrzała mi prosto w oczy. Wyglądała na nadzwyczaj zadowoloną, a mnie z miejsca szlag trafił.
– Sądzisz, że robienie za materac mojego ojca, przed czymkolwiek cię uchroni?
– Materac? – To jedno słowo błyskawicznie starło zadowolenie z jej twarzy. – Pamiętaj sukinsynu, że nie jestem materacem dla żadnego z was. Poza tym Tobiasz myśli o mnie bardzo poważnie.
– Tak, myśli. Fiutem – zaśmiałem się drwiąco. – Głównie o tym, gdzie go ulokować.
– Nie bądź wulgarny. Daj rękę, owinę chociaż ręcznikiem. – Rozejrzała się. – Masz jakiś na zbyciu? W łazience?
– Nie, nie musisz iść do łazienki. – Bez skrępowania ściągnąłem ten zawiązany dookoła bioder i rzuciłem jej w twarz. – A co do mojego ojca, znam go o wiele dłużej. Związek? I to akurat z tobą? Ciekawe czym go zaszantażowałaś?
– Bydlę! Chciałam porozmawiać i opatrzyć ci rękę, ale nie to nie. – Odrzuciła ręcznik, który wylądował u moich stóp. – Nawiasem mówiąc, nie ma się czym chwalić.
– Tak myślisz? – Dałem krok do przodu, dostrzegając delikatny rumieniec, który zabarwił jej policzki i dekolt. – Żadne porozmawiać czy przeprosić. Przyszłaś tutaj aby popatrzeć, prawda?
– Nawet jeśli, to co ci do tego? Też byś tak zrobił.
– Masz rację. – Kolejny krok, a Daria odruchowo zaczęła się cofać. – Zrobiłbym dokładnie to samo, dlatego mam w dupie twoje nieszczere tłumaczenia.
– Nie radzę! Zacznę krzyczeć i…
Nigdy nie wchodziłem ojcu w drogę. Był wrednym, mściwym gadem, chociaż znakomicie się maskował. Doskonale pamiętałem rozwód rodziców. Matka nie chciała się zgodzić, zagroziła upublicznieniem powodów, czyli jego zdrady i rozpętała piekło. Nawet ja miałem niewielki wpływ na tego sukinsyna, po którym odziedziczyłem połowę genów. Tak było kilka lat temu, gdy dopiero kończyłem studia. Teraz mogłem mu stawić czoła, ale zawsze czułem jakiś wewnętrzny sprzeciw, można nawet powiedzieć, że strach.
Tylko że ta kobieta była moja! Nieważne, czy udawali, czy też był to prawdziwy związek, Daria należała do mnie!
– Pójdę już. – Odwróciła się na pięcie, ale nie zdążyła dać nawet kroku. Objąłem ją w pasie i przyciągnąłem, a potem wyszeptałem do ucha:
– Co w rodzinie, to nie zginie. Jedną już się kiedyś dzieliliśmy, tobą też możemy. – Grubo przesadziłem, bo chociaż Kama na początku była moją dziewczyną, to gdy zamieniła mnie na ojca, kijem bym jej nie tknął. Tylko że tego Daria nie wiedziała.
– Puść mnie! Pobrudzisz sukienkę!
– Tak, sukienkę. – Zamknąłem oczy, delektując się zapachem jej ciała. – Tak na przyszłość. Nie zrezygnuję. Chociaż zaczęłabyś się umawiać z jednym z Avengersów, królem Anglii czy arabskim szejkiem. Zrozumiałaś?
– Tak na przyszłość. Prędzej piekło zamarznie niż się poddam.
– Nie każda kapitulacja oznacza przegraną.
– Zabiję cię, zakopię w ogródku i będę miała spokój – odparła poirytowana. – Iwo, puść mnie.
– Dobrze, ale najpierw… – pochyliłem się, chwytając w zęby delikatną skórę na kobiecej szyi. Musiałem oznaczyć swoją własność.
Krzyknęła, bo zabolało. Później mnie odepchnęła.
– Zwariowałeś? – jęknęła, chwytając się za miejsce, gdzie zostawiłem wyraźny ślad.
– Łagodniejsza wersja wypalania rozgrzanym żelazem nazwiska właściciela – oświadczyłem bezczelnie.
Leave a Reply