
***
Iwo
Miałem wiele wad, ale potrafiłem być szczery.
Chciałem, aby poczuła się zazdrosna i poległem od własnej broni. Kiedy pocałowała mojego ojca, mało brakowało, a bym się na nich rzucił.
Jakim prawem? Jakim, kurwa prawem, dostał to, co było tylko moje?
Tak, musiałem przyznać, że chciałem tej kobiety na własność. Nawet jeśli na krótko, to miała być tylko moja i nikt inny nie miał prawa jej dotykać, o całowaniu nie wspominając. Nawet jeśli łączył ich układ, nie uczucia. Nawet jeśli to był specjalny pokaz, aby utrzeć mi nosa. Nawet jeśli, to był mój ojciec!
Kurwa jego mać! Nie było takiej opcji, aby wymknęła się z moich rąk. Zrobię wszystko, żeby zaakceptowała mnie, małżeństwo, seks, wspólne życie… Na wspólnym życiu mnie zastopowało.
Jakie do cholery wspólne życie? O czym ja myślę? No bez przesady, chciałem tylko udowodnić, że i ona mi ulegnie.
Dopiłem drinka i zamówiłem taksówkę. Pora rozmówić się z naszą panną niedostępną. Musi zrozumieć niektóre rzeczy i przestać walczyć z przeznaczeniem. Należało jej wytłumaczyć, że to ja jestem tym przeznaczeniem. Byłem nim od samego początku.
Siedząc w taksówce, myślami wróciłem do czasów liceum.
Od razu wpadła mi w oko. Była śliczną dziewczyną, chociaż kiepsko ubraną i rumieniącą się za każdym razem, gdy na nią patrzyłem. Na początku sądziłem, że udaje, ale z czasem zaczęło mnie to irytować. Próbowałem wszystkiego, co miałem w stałym repertuarze, lecz nic nie zdało egzaminu. Wręcz przeciwnie – unikała mnie, jak tylko mogła.
Po irytacji przyszedł czas na gniew. Przestałem być delikatny, pojawiła się agresja. Najpierw słowna, później fizyczna. Coraz gorzej nad sobą panowałem, coraz mniej się powstrzymywałem. Pewnego razu ten autentyczny opór z jej strony doprowadził mnie do krawędzi. Podniecenie sprawiło, że puściły wszelkie hamulce i postanowiłem sam wziąć sobie to, czego nie chciała mi dać.
Rozpętałem piekło, bo Daria się nie poddała. Rozbiła mi butelkę na głowie, prawie wydłubała oko i sprawiła, że miałem ochotę ją zabić. Moje zapędy ostudził ojciec, któremu cała sprawa mogła zaszkodzić w kampanii. Potem zniknęła, a ja musiałem się pogodzić z faktem, że była jedyną kobietą, którą chciałem mieć, ale której nie dostałem.
Gorycz porażki dławiła mnie do dzisiaj. To dlatego pragnąłem wygranej, dlatego pragnąłem w końcu ją przelecieć. Wystarczy raz, więcej mi nie potrzeba. Nie dla samego seksu, nie dla jej urody, a tym bardziej nie dla jakichkolwiek uczuć. Musiałem wygrać, bo tamta kapitulacja napełniała mnie irytacją nawet po wielu latach.
Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem z niej pęk kluczy. Nie moich, ale do drzwi jej mieszkania. Jeśli mnie nie wpuści, sam wejdę.
Nie musiałem, bo Darii jeszcze nie było.
Nie zapaliłem światła. Niczego nie ruszyłem. Usiadłem na kanapie i czekałem.
Na szczęście niezbyt długo.
– Co tu robisz? – zapytała zaskoczona, zamierając w półobrocie.
– Siedzę – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, patrząc na nią spod opuszczonej głowy.
– Jak śmiesz? – Rumieniec zabarwił blade policzki, oczy zalśniły złością. – Jak śmiesz się włamywać do mojego mieszkania?
– Chciałem porozmawiać.
– Mogłeś zapukać jak normalny człowiek!
– Mogłem – zgodziłem się z roztargnieniem. Czy pod białą sukienką miała białą bieliznę? Cholera, miałem na tym punkcie prawdziwego fioła. Taki mały, głęboko skrywany fetysz. – Ale nie jestem normalny.
– Tak, to już wiem – sarknęła. – A teraz wyjdź!
– Nie.
– Iwo! To przestało być zabawne. Masz na moim punkcie obsesję!
– Mam na twoim punkcie obsesję – potaknąłem. – Wtedy też miałem, ale teraz jest o wiele gorzej. Nie mogę spać, nie jem i nie potrafię o niczym innym myśleć. Nie uprawiam nawet seksu.
– Dobrze – odetchnęła. – Wykąpię się, przebiorę, zrobię nam herbaty i porozmawiamy. Dostaniesz kwadrans, a potem masz się wynieść.
– Dwa kwadranse.
– Niech będą dwa, byleś sobie poszedł.
– Okay. – Rozłożyłem ramiona, kładąc je na oparciu sofy i wygodnie się rozsiadłem. – Czekam na herbatę.
Zacisnęła tylko usta, jakby bała się, że powie coś niestosownego. Wyjęła z szafy jakieś ciuchy i zniknęła za drzwiami łazienki. Nie wiem, ile tam zabawiła, nie spojrzałem na zegarek. Czekałem, czując jak powoli kiełkuje we mnie podniecenie. Byliśmy sami, w jej mieszkaniu, w środku nocy. A ona właśnie brała kąpiel. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie, jak naga stoi pod strumieniem ciepłej wody, jak przesuwa dłońmi po gładkiej skórze. Te wszystkie zaokrąglenia, pełne piersi, kształtne biodra… Kurwa, muszę wziąć na wstrzymanie, bo za chwilę będę twardy. W sumie już byłem.
Daria wyszła z łazienki. Miała na sobie luźny, błękitny dres, włosy spięte na czubku głowy, zero makijażu, ale i tak była najpiękniejszą kobietą, jaką znałem. Może trzeba było jednak zrezygnować z przemocy i wziąć ją podstępem? Trudne, ale wykonalne. Musiałbym bardziej się postarać, grając zakochanego gamonia.
Podeszła do aneksu kuchennego i zaczęła przygotowywać herbatę. Dziwna kobieta, powinna była albo rozbić coś na mojej głowie, albo zaproponować mi drinka. Herbata? W upalną, letnią noc, po prostu herbata?
– Iwo – zaczęła z wahaniem, odwracają się i opierając o blat. – Dlaczego nie dajesz za wygraną?
– Właśnie dlatego, że muszę wygrać.
– To – pokręciła głową – niemożliwe. Za dużo złego nas spotkało. Bieda, noce pełne głodu i łez, potem choroba mojego taty. Wiesz, że nie chciał się leczyć w obawie, że nas dorwiecie?
– Głupio.
– Tak, głupio – powtórzyła z goryczą. – Wszystko jest głupie, wszystkim pogardzasz i wszystko można kupić. To twoje motto, prawda?
– Niezupełnie.
– Dobrze, przyznaję, nie jestem w związku z Tobiaszem.
– Czym go zaszantażowałaś? – Zaciekawiła mnie. Ojciec nie był łatwym przeciwnikiem.
– Byłam świadkiem pewnej rozmowy, nie pytaj, obiecałam, że nic nie zdradzę. Poza tym to nie tylko był szantaż.
– Wiem, zauważyłem jak pożera cię wzrokiem. Gustujesz w starszych panach?
– Nie gustuję w dupkach – odetchnęła. – Dlatego nie biorę pod uwagę ani jego, ani ciebie. Za przeproszeniem, odwalcie się ode mnie i zajmijcie własnym życiem. Możesz mu przekazać te słowa. I jeszcze obietnicę, że jego tajemnica została zapomniana.
– Jestem jak najbardziej za, jeśli chodzi o niego. Ja nie odpuszczę, przecież wiesz.
– Oszaleję. – Odwróciła się i napełniła kubki gorącą wodą. – Wolisz słodzoną czy gorzką?
– Gorzką, słodzę sobie czymś innym.
– Czyli rozmowa z tobą nie ma sensu. Czy to dwa kwadranse czy tysiąc, nie mamy szansy na porozumienie.
– Pocałujesz mnie? – zaproponowałem znienacka. Sam byłem tym zaskoczonym nie mniej od Darii, która spojrzała na mnie nieufnie.
– Rozmowa z lodówką dałaby lepsze rezultaty – mruknęła.
– Lodówka kiepsko całuje, ja lepiej – szeroko się uśmiechnąłem. – No chodź, nie daj się prosić. Obiecuję, że zaraz potem zniknę i będziesz mogła marzyć o mnie całą noc.
– Planując morderstwo? – zapytała z ironią. – Bezczelne bydlę!
– Ale za to jakie przystojne!
Byłem pewien, że we mnie czymś rzuci, ale Daria znów mnie zaskoczyła. Podeszła, usiadła okrakiem na moich kolanach i lekko się pochyliła. Za to ja zamarłem w bezruchu i chyba musiałem mieć głupią minę, bo zaczęła się śmiać.
– No co bezczelny bydlaku? Pewnie myślałeś, że rozbiję ci coś na głowie?
– Trochę tak… – Odruchowo objąłem ją w pasie. – Podpaliłaś niebezpieczny lont.
– Niebezpieczny? No, nie powiem, moim zdaniem był dość krótki…
Cudownie pachniała. Ten zapach otulił mnie, oszołomił, nie mniej niż ciepło jej ciała. Podniecenie wróciło, pojawiło się pożądanie. Uniosłem ramię, otuliłem dłonią szczupły policzek, kciukiem narysowałem chaotyczny wzór na miękkiej skórze. Czułem, jak szybko biło moje serce i czułem jak wtóruje jej małe serduszko.
Miałem tyle kobiet. Odważnych, skromnych, wulgarnych i delikatnych. Jedne były dominujące, inne potrzebowały dominacji. Biedne, bogate, mądre, głupie. Wszystkie piękne, z urodą z najwyższej półki. Wszystkie na jedną lub kilka nocy, żadna na dłużej.
Nudne kobiety, nudne podboje. Zawsze według doskonale znanych scenariuszy. Wszystkie chciały mieć mnie na własność, chociaż większość nie przyznałaby się do tego nawet w obliczu śmierci. Te akurat mówiły o sobie, że są niezależne.
Miałem tyle kobiet, ale nagle uświadomiłem sobie, że ta jedna była wyjątkowa. Autentyczna. Nieprzewidywalna. Uparta. I to właśnie ta jej autentyczność i upór wzbudzały we mnie pożądanie. Więcej, sprawiały, że patrzyłem na nią inaczej, jak na te, które przewinęły się przez moje życie.
– Łatwiej dojdzie do eksplozji – wyszeptałem, unosząc się lekko w górę. Tylko tyle, aby dotknąć jej ust, aby sięgnąć gwiazd. Nie spieszyłem się, nie tym razem. Smakowałem jej jak najlepszego wina, najwykwintniejszej potrawy. Otulała nas cisza letniej nocy, mrok rozświetlony jedną złocistą lampą, a ja powoli, leniwie dotykałem pełnych warg, czując jak delikatnie przyklejały się do moich, czując miętowej pasty do zębów. Zamknąłem oczy i stałem się czystym zmysłem dotyku. Jednym ramieniem otoczyłem kobiecą kibić, drugie uniosłem, kładąc dłoń na smukłym karku, wplatając palce w jedwabiste włosy.
I całowałem ją w upojeniu, rozkoszując się każdą sekundą, każdym zetknięciem naszych warg. Nigdzie się nie spieszyłem, ani trochę się nie nudziłem. Przeciwnie, pragnąłem aby trwało to wiecznie. I chociaż moje podniecenie rosło w błyskawicznym tempie, to ja chciałem tylko pocałunków. Zatraciłem się w tym, zapomniałem o całym świecie, bo dla mnie tym całym światem stała się ta kobieta. A kiedy i ona splotła dłonie na moich plecach, gdy potem przesunęła nimi, docierając do skroni, później do policzków, gdy odwzajemniła mój pocałunek, gdy mocniej przywarła do mojego ciała, odpłynąłem. Jakbym trafił do zupełnie obcej rzeczywistości, znalazł się w nierealnym świecie własnych pragnień.
– Wystarczy, minęły dwa kwadranse – wyszeptała. Poczułem jak się uśmiecha i odruchowo odpowiedziałem uśmiechem, uchylając powieki. Patrzyłem teraz prosto w oczy Darii, odnajdując w nich to, czego nigdy nie znałem.
– Dobrze – wychrypiałem. – Ale następnym razem obiecasz mi cztery.
– Zgoda, dostaniesz nawet pięć.
Miała cudowny uśmiech. I tym razem był on tylko dla mnie, był wspomnieniem, które chciałem zachować pod zamkniętymi powiekami, gdy już wyjdę, gdy wrócę do własnego mieszkania.
Wstała, wyplątując się z moich ramion, a ja jej na to pozwoliłem. Naprawdę pozwoliłem! Bez jednego słowa protestu, wyłącznie za niejasną obietnicę.
– Chyba darujemy sobie herbatkę – powiedziała rozbawiona. – Śpiąca jestem, a ty?
– Mogę zostać?
– Iwo!
– No co? Byłbym grzeczny, daję słowo.
Zatoczyła oczyma.
– I tak popełniłam głupstwo, nie zamierzam popełnić kolejnego.
Chciałem powiedzieć coś w stylu „i tak mi ulegniesz”, ale ugryzłem się w język. Właśnie zdobyłem przedmurze i aby utrzymać pozycję, nie mogłem zachowywać się jak totalny dupek. W tym przypadku to nie zadziała. Daria była twarda, uparta i uprzedzona co do mnie, ale była też kobietą i to normalne, że ciężko było jej się oprzeć mojemu urokowi. Pozwoliła jeszcze na pożegnanie pocałować się w policzek i to wszystko.
Wyszedłem na zewnątrz. Odetchnąłem pełną piersią, z trudem tłumiąc okrzyk radości, a potem znieruchomiałem.
Jasna cholera! Kurwa jego mać! Tak, miałem rację, że nie potrafiła się mi oprzeć, ale jednocześnie uświadomiłem sobie, że ja jej również.
Leave a Reply