
***
Daria
Leżałam na wznak, wpatrując się w cienie poruszające po suficie. Nie mogłam zasnąć od prawie dwóch godzin. Nie pozwalała na to gonitwa myśli w mojej głowie.
Jak mogłam tak się zachować?
Jak mogłam pozwolić mu na pocałunek, lub co było jeszcze gorsze, go odwzajemnić?
Westchnęłam, przewracając się na bok. Teraz dla odmiany gapiłam się w okno. Dostrzegłam, że niebo co chwila rozjaśniał oślepiający blask. Pewnie zbliżała się zapowiedziana burza. Na razie zakradała się po cichu, tak samo podstępnie jak niektóre myśli w mojej głowie. Jednak w końcu nadejdzie i wtedy rozpęta się chaos.
Mówią, że od nienawiści do miłości jeden krok. Że ta granica, chociaż na początku tak wyraźna, jest bardzo łatwa do przekroczenia.
Otrząsnęłam się. Jeszcze mi tego brakowało! Iwo nigdy nie był i nigdy nie będzie dla mnie odpowiednim mężczyzną. To co nas łączyło, to pragnienie odniesienia zwycięstwa, bowiem porażka byłaby zbyt upokarzająca. Każdy z nas gonił własnego króliczka, każdy na własny sposób.
Zamknęłam oczy. W ciszy uśpionego miasta rozległ się odległy huk błyskawicy. Był jak groźny pomruk budzącego się ze snu drapieżnika. Przywołał wspomnienia innego burzowego wieczoru, tego sprzed dziesięciu lat.
10 lat wcześniej
Przerażał mnie. Nie wiem dlaczego, bo wszystkie dziewczyny wydawały się być nim zauroczone. Z ekscytacją opowiadały sobie, na którą spojrzał, do której się odezwał i która ma szansę zostać jego wybranką. Z wypiekami na policzkach przeglądały jego socjale i piszczały, gdy odpowiedział którejś na komentarz.
To nie tak, że zawsze pozostawałam na uboczu. Tym razem tak było, bo nie podobał mi się ten chłopak. Było w nim coś odpychającego, coś złego w szerokim, czarującym uśmiechu. I nie miało to nic wspólnego z wyglądem czy zachowaniem. Na szczęście nie chodziliśmy do tej samej klasy, on był o rok starszy. Budynek szkoły był ogromny i tak naprawdę mogliśmy się mijać do samego końca, gdy los zadecydował inaczej.
Potknęłam się i wpadłam prosto w jego ramiona. Nie miałam pojęcia, że to właśnie początek wszystkich problemów.
– Hola, mała! – Ze śmiechem postawił mnie na ziemi, a potem zlustrował bezczelnym spojrzeniem. – Nie rzucaj się, tylko ustaw w kolejce.
Zarumieniłam się ze wstydu i oburzenia. W kolejce? Też coś!
– Nie muszę – mruknęłam, unikając jego wzroku. – Śmieci już wyrzuciłam…
Przyznaję, należałam do tych nieśmiałych, chociaż mówiono, że potrafię odpyskować. Tak jak teraz, chociaż nie wiedziałam jeszcze, jak wielkie kłopoty na siebie sprowadziłam.
Ucierpiał wielki Iwo oraz jego jeszcze większe ego. Starłam mu tymi słowami uśmiech z twarzy i sprawiłam, że doskonale mnie zapamiętał.
Później było już tylko gorzej. Najpierw chełpliwie oświadczył, że wybrał mnie na swoją dziewczynę. Gdy publicznie odmówiłam, zaczął prześladować. Szydził z mojego ubóstwa, drwił z poważnego podejścia do związków, obrzucał niewybrednymi epitetami, a na końcu przeszedł do przemocy. Im więcej mu odmawiałam, tym więcej mnie prześladował.
On i jego trzech przydupasów zrobili sobie z tego czystą rozrywkę.
Raz dorwali mnie w Żabce. Siedziałam i jadłam kanapkę, popijając ją herbatą z termosu, gdy weszli do środka. Wątły chłopak przy ladzie nie był dla nich żadnym zagrożeniem.
– Daria, jak miło cię widzieć. – Iwo usiadł tuż obok mnie, a wtedy bez słowa wstałam z zamiarem odejścia. Nie pozwolił na to. Chwycił przegub mojej dłoni, przyciągając ku sobie, tak że siedziałam teraz na jego kolanach, a on obejmując ramionami, przytulił się do moich pleców. Oparł podbródek na moim ramieniu i wyszeptał:
– Mam na ciebie cholerną ochotę. Nie, mam ochotę pokazać ci, jakim jesteś śmieciem.
– Puść! – Zachowałam zimną krew, chociaż czułam narastającą panikę.
– Puścić cię? – Zdziwił się, a później czubkiem języka obrysował kontur mojego ucha. – Nie, ślicznotko, puszczę cię dopiero, jak zrobisz to, o co ładnie poproszę. Będzie przyjemnie, zobaczysz.
Szarpnęłam się, lecz na próżno. Był o połowę większy i dużo silniejszy.
– Zadzwoń na policję! – krzyknęłam do ekspedienta, który przyglądał się nam niezdecydowany. Pewnie rozważał dwa warianty: uciec czy schować się za ladę?
Na szczęście do środka weszła grupka starszych mężczyzn, po ubraniu dawało się zauważyć, że robotników, prawdopodobnie z najbliższej budowy. Już otworzyłam usta, gdy Iwo mnie odepchnął.
– Zobaczymy się później – mrugnął okiem i zniknął, zanim ja pozbierałam się z ziemi.
Od tamtego dnia zawsze czekał, aż znajdę się w miejscu, gdzie nie będzie świadków. Osaczał, zmuszając do kontaktu fizycznego, który mnie brzydził. Było coraz gorzej, a sam Iwo zachowywał się niczym opętany. Zaczęłam rozważać zmianę szkoły, lecz zanim podjęłam decyzję, wydarzyło się coś, co zupełnie zmieniło moje życie.
Obecnie
Otworzyłam oczy, wracając do rzeczywistości. Burza była coraz bliżej. Gdy w mroku nocy rozbłysło jaskrawe światło, zaczęłam liczyć. Doszłam do dziewięciu, podzieliłam przez trzy i już wiedziałam, jak jest daleko. Metodę wyczytałam kiedyś w starej encyklopedii geograficznej i znakomicie się sprawdzała.
Westchnęłam. Nie chciało mi się zamykać okna, bo lubiłam zapach letniego deszczu. Za to wstałam i nalałam sobie wody. Popijając ją małymi łyczkami, patrzyłam na niebo, na korony drzew, które właśnie zaprosił do szalonego tańca silny wiatr. Patrzyłam, zastanawiając się, jak to wszystko się potoczy i jaki będzie koniec. Iwo się podda? Nie, niemożliwe. Ja? Prędzej piekło zamarznie! Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydawała się walka na śmierć i życie, po której pozostaną na polu bitwy dwa trupy. W naszym przypadku niemożliwe było osiągnięcie konsensusu, bo żadne z nas nie zamierzało pójść na ustępstwa.
Drgnęłam, gdy na niebie wykwitła gwiaździsta błyskawica. Pierwsze krople deszczu zabębniły na liściach, na blaszanej dachówce budynku gospodarczego, na rozgrzanych płytach chodnika. Zerwał się wiatr, rozhuśtał korony drzew i w crescendo splecionych żywiołów, opanował świat. Ochłodził moje rozpalone policzki, przyniósł ulgę, ale w najmniejszym stopniu nie rozwiązał problemu, jakim był dla mnie Iwo.
Był zapowiedzią zmian w moim spokojnym dotąd życiu.
Leave a Reply