
***
Iwo
Siedziałem w salonie, popijając drinka i patrząc na szalejący za oknem żywioł. Byłem spokojny jak mało kiedy, chociaż to nie była sprawka alkoholu.
Gdy zamykałem oczy, czułem smak jej ust, gdy się uśmiechałem, widziałem przed sobą twarz Darii. Czułem pod palcami miękkość kobiecego ciała, w nozdrzach wciąż wirował zapach jej skóry. Ciężko było się pozbyć tych wspomnień. W sumie to nawet nie chciałem się ich pozbywać.
Nagle zaczął mi się podobać fakt, że tak bardzo się opierała. To była przednia zabawa, patrzeć jak protestuje, jak przysięga, że nigdy, że nie ze mną, a potem wyobrazić sobie cudowne zwycięstwo. Takiej kobiety jeszcze nie miałem.
Słodki smak wygranej! Będzie moja, po prostu żadna inna opcja nie wchodziła w grę. Nie zamierzałem się poddać, nie zamierzałem nikomu jej oddać. Nawet, kurwa, jeśli będę musiał się z nią ożenić. W sumie to była całkiem przyjemna myśl…
Otrząsnąłem się ze zgrozą. Przyjemna? Odwaliło mi?
Odstawiłem szklankę po drinku i pomaszerowałem pod prysznic. Zasnąłem, gdy tylko przyłożyłem głowę do poduszki, nawet szalejąca burza nie zakłóciła mojego snu. Za to obudziłem się z obrazem Darii pod zamkniętymi powiekami i potężnym wzwodem.
– Oby cię szlag – wymamrotałem, unosząc głowę i patrząc na wybrzuszone bokserki.
Zimny prysznic nie pomógł. Prawa ręka już bardziej, chociaż miałem odrobinę wyrzutów sumienia. Co prawda to nie był prawdziwy seks, ale mocno nagiąłem własne zasady.
W pracy dłużyło mi się jak nigdy. Czułem się jak w szkole, gdzie człowiek z utęsknieniem wyczekiwał ostatniej lekcji, odliczając sumiennie każdy kwadrans. Niestety, gdy skończyłem, los postanowił i tak pokrzyżować moje plany. Zadzwoniła matka z informacją, że mam po południu przyjechać do jej domu, bo spodziewa się ważnych gości.
– Kolejna kretynka, z którą będzie usiłowała mnie wyswatać – mruknąłem, lecz nie odmówiłem. Niejedno takie spotkanie przetrwałem z zaciśniętymi zębami, w pełni rozumiejąc decyzję ojca o odejściu. Jeśli i jego traktowała podobnie, a mógłbym przysiąc, że tak, to nic dziwnego, że znalazł sobie kogoś innego.
Kandydatka nie okazała się taka zła i w duchu zaplanowałem krótką przygodę jak już skończę z Darią. Pożegnałem się po angielsku, zmywając pod koniec kolacji, a potem wyłączyłem telefon, aby nikt mnie nie ścigał. Przez nikt rozumiałem oczywiście tylko jedną osobę. Podjechałem pod znana mi kamienicę, ale było zbyt późno, bo w oknach mieszkania Darii nie paliło się żadne światło, więc rad nierad wróciłem do domu.
– Lecisz z nami na krótki wypad. – Usłyszałem o poranku radosny ryk w trybie głośnomówiącym komórki. To nie było pytanie, więc szeroko ziewnąłem, spojrzałem na zegarek i postanowiłem wyłączyć tego idiotę, który obudził mnie o szóstej nad ranem. Niestety, idiota o imieniu Rafał zbyt dobrze mnie znał.
– Kurwa! – Poderwało mnie w końcu, gdy ktoś coraz głośniej łomotał do drzwi. – Zabiję cię padalcu, przysięgam!
Ocalał, bo przyniósł moją ulubioną kawę.
– Trzy dni nieustającej zabawy, pięknych kobiet i morze alkoholu. Oficjalnie jedziemy nurkować – oznajmił, siadając przy kuchennej wyspie.
– Jestem na diecie – mruknąłem, zajmując miejsce naprzeciwko.
– Nie musisz pić.
– Miałem na myśli seks.
Zachłysnął się kawą i rozkasłał tak mocno, aż zaniepokojony walnąłem go w plecy.
– Jak to seks? – spojrzał na mnie podejrzliwie. – Złapałeś coś?
– Nie, żenię się.
– Jezu! Z kim?
– Z dziewczyną mojego ojca – zażartowałem, ale idiota wziął to na poważnie. Mało kiedy widziałem na ludzkiej twarzy tak potężne osłupienie.
– Ale…
– Tak na poważnie, to mam zamiar zdobyć pewną kobietę. Założyłem się z moim ego, że póki jej nie zaliczę, nie będę uprawiał seksu. To coś w rodzaju dopingu.
– Udzielę ci dyspensy – oświadczył wspaniałomyślnie. – Iwo, bez ciebie będzie nudno. Przecież wiesz, że jesteś duszą towarzystwa. Nie daj się prosić.
– Chyba że faktycznie będę nurkował – zamyśliłem się. Przydałoby się kilka dni wolnego. Nawet nie od pracy, ale od Darii. Powoli zaczynałem fiksować na jej tle, a to źle wróżyło na przyszłość.
– Znam tę kobietę? To Lola?
– Lola? – prychnąłem z pogardą. – Żartujesz sobie? Ten lachociąg?
– Nieźle wygląda, w łóżku jest rewelacyjna i nie musiałbyś się martwić…
– Nie, chociaż chyba ją znasz. – Przecież razem z Rafałem kończyliśmy tą samą szkołę. – Pamiętasz Darię?
Biedak. Znów zaczął charczeć i kasłać, widać Darię pamiętał aż za dobrze.
– To ta, co chciała ci wydrapać oczy? – zapytał, gdy już był w stanie. – Czyli zabawy ciąg dalszy? Nie odpuściłeś?
– Wtedy musiałem, teraz nie – mruknąłem. – Uparta z niej suka, ale postawię na swoim. Będę ją miał, chociażbym musiał się ożenić!
Nic nie odpowiedział. Siedział tylko i się na mnie gapił, pocierając załzawione oczy, a ja mogłem w spokoju dokończyć kawę.
– Jadę! – zdecydowałem w końcu. – Przyda się oderwać od codzienności.
– Co jej powiesz?
– Nic – wzruszyłem ramionami. – Przecież na razie nie jesteśmy w żadnym związku.
– Zmieniła się? Piękna była z niej dziewczyna – dodał z rozmarzeniem, a ja od razu spojrzałem na niego nieufnie.
– Nadal jest piękna – przyznałem niechętnie. – Na dodatek uparta, pyskata i złośliwa.
– Serio jest dziewczyną twojego ojca?
– Zwariowałeś?
– Ale ożenisz się z nią?
– Wkurzasz nie – mruknąłem. – Tylko jak będę musiał. Czego to się nie robi dla własnej satysfakcji.
– Nie zakochałeś się przypadkiem? – zapytał kpiąco Rafał. – Dziwnie się zachowujesz.
– Nie zakochałem się – wycedziłem ze spokojem przez zęby. – To po prostu część planu.
– Część planu? No dobrze, ale jak już ją zaliczysz, daj znać. Chętnie zaopiekuję się porzuconą kobietą. Pamiętam że…
Więcej nie zdążył powiedzieć, bo przywaliłem mu prosto w twarz poduszką.
– Wara od mojego! – syknąłem. Szczerze mówiąc, sama myśl, że Daria mogłaby trafić w ramiona tego padalca, doprowadziła mnie do szaleństwa. Zresztą, jakikolwiek inny facet… Zgrzytnąłem zębami. Niedoczekanie! Nie dam nikomu…
– Kurwa! – przesunąłem dłońmi po twarzy. – Masz rację, dziwnie się zachowuję. Idę pod prysznic, zatrzaśnij za sobą drzwi. Napisz eskę kiedy i gdzie mam się zjawić na wyjazd.
Nie odpowiedział, tylko zaczął się śmiać. Mnie za to wcale nie było do śmiechu. Zazdrość? Jaka kurwa zazdrość? To o mnie kobiety były zazdrosne, nigdy w drugą stronę. A jednak kiedy pomyślałem o Darii i Rafale, przed oczyma pojawiła się czerwona mgła. O Darii i innym fagasie to samo. A kiedy upiorna wyobraźnia podsunęła jeszcze widok całującej się pary, to o mało co nie eksplodowałem. Pomógł odrobinę lodowaty strumień wody. Puściłem go z całą mocą i stałem tak, sapiąc ze złości. Na nią, ale też na siebie.
Dobrze, głównie na siebie.
W żaden sposób nie potrafiłem nad tym zapanować, więc w końcu zakręciłem wodę i bez ręcznika pomaszerowałem do garderoby. Ubrałem się, nie zważając na pokrytą kropelkami skórę, przeczesałem palcami kosmyki włosów, a na końcu sięgnąłem po telefon oraz kluczyk do samochodu.
Pięć minut później, z zaciśniętymi zębami, jechałem pod dobrze znany mi adres. W sumie to nie miałem pojęcia po co, ale odgórny przymus był tak silny, że nie dałem rady mu się sprzeciwić.
Leave a Reply