
***
Daria
W skupieniu analizowałam dane, jakie właśnie mi dostarczono. Popijałam lemoniadę, podjadałam truskawki, a w tle leciała spokojna, jazzowa muzyka. Miałam nadzieję, że szybko mi pójdzie i będę dziś mogła trochę prędzej wyrwać się z pracy. Co prawda zawsze zostawałam dłużej, ale tym razem piękna pogoda wzywała, aby skorzystać z uroków lata.
Drgnęłam, gdy nagle ktoś bez pukania szarpnął drzwiami mojego gabinetu.
Oczywiście, Iwo, bo kto inny byłby tak bezczelny?
– To nie jest… – zaczęłam, ale ten drań pokonał dzielącą nas przestrzeń w dwie sekundy, po czym chwycił mnie za przegub dłoni i zmusił do wstania.
– Oszalałeś? – wrzasnęłam, bo momentalnie wyprowadził mnie z równowagi. – Co ty…
Więcej nie zdążyłam. Objął mnie ramieniem, przyciągnął ku sobie i pocałował. I to jak pocałował! Jakby totalnie mu odbiło. Nigdy wcześniej nie myślałam, że pocałunek może być bolesny, jak ten. Poza tym był też brutalny, roszczeniowy, dziki i pełen gniewu.
Szybko się przekonał, że ja też potrafię być pełna gniewu. Po pierwsze ugryzłam go w wargę, po drugie odepchnęłam, a po trzecie to zarobił takiego plaskacza, aż echo poszło.
– Jak śmiesz? – wybuchnęłam.
– Nie będziesz się całowała z innymi! – warknął, pocierając znieważony policzek.
– Ja? – Trzeba przyznać, że udało mu się mnie zaskoczyć. – Z jakimi innymi, idioto?
– Z… – zaczął i gwałtownie umilkł. – Z kimkolwiek.
O co mu do diabła chodziło? Żebym chociaż miała coś na sumieniu, ale nie, byłam czysta jak łza. W sumie od zakończenia studiów z nikim się nie spotykałam.
– Odbiło ci? – zapytałam, teraz już o wiele spokojniej. – Z kim niby się całowałam? Piłeś coś? W taki upał alkohol płata różne figle.
– Nie piłem – mruknął, dotykając pokaleczonej wargi. – Masz się z nikim nie całować, zrozumiałaś? Tylko ze mną.
Popukałam się w czoło, bo szkoda było słów na tego szaleńca. Wpada mi tutaj znienacka i od razu robi za samca alfa. Usiadłam z powrotem, chociaż to wejście Iwo wytrąciło mnie z równowagi do tego stopnia, że od razu odechciało mi się pracować.
– Jadę nurkować – powiedział, zajmując miejsce naprzeciwko.
– Dobrze.
– Z kumplami.
– Możesz nawet z rekinami – zakpiłam.
– Jesteś zazdrosna?
Westchnęłam.
– O co?
– O mnie.
– Czy ty możesz w końcu dać mi spokój? Nie, nie jestem zazdrosna, nie obchodzi mnie gdzie i z kim jedziesz, co będziesz robił i ile seksu uprawiał.
Twarz Iwo wyraźnie się wydłużyła, chociaż nie miałam pojęcia czego się niby spodziewał? Że padnę na kolana i bijąc głową w podłogę, będą go błagać, aby został? Kiedyś to był dupek do potęgi, a teraz stał się szalonym dupkiem do potęgi.
– Dlaczego? – wymsknęło mu się.
– Zachowujesz się coraz bardziej irracjonalnie. Może dlatego, że jesteś moim wrogiem numer jeden.
– Przedwczoraj…
– Przedwczoraj na moment postradałam zmysły. – Znów westchnęłam. – Iwo, błagam, jedź, gdzie chcesz, zrelaksuj się, poderwij jakąś super blondi, a mnie zostaw w spokoju.
– Pojadę, zrelaksuję się, ale nikogo nie będę podrywał – odpowiedział ze spokojem, wstając. – Jak wrócę, porozmawiamy poważnie, bo czas oficjalnie ogłosić zaręczyny i zacząć przygotowania do wesela.
Milczałam, bo będę szczera, zrobił się nudny. Wciąż to samo, a mój sprzeciw ani trochę do niego nie docierał. Siedziałam, patrząc jak wychodzi, chociaż na czubku języka miałam pytanie, czy przewiduje dla mnie lobotomię? Potem wyobraziłam sobie piękną scenę, jak czterech osiłków, sapiąc, niesie mnie pod ołtarz. Oczywiście związaną i zakneblowaną. Później jeszcze zastanowiłam się, czy to aby na pewno musi być ołtarz i na samym końcu przyszła mi do głowy zaskakująca myśl.
Czy on przypadkiem nie był zazdrosny?
Mało brakowało, a udławiłabym się truskawką, tak mnie to zszokowało.
Iwo zazdrosny? On? O mnie?!
Chyba jako o łup…
Zamyśliłam się. Najpierw eksplodował przy ojcu. Teraz znów zachowywał się, jakby mu odbiło. Wciąż bredził o ślubie, wciąż wymienialiśmy te same argumenty, ja mówiłam nie, on mówił tak. Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy po tylu latach, był dokładnie taki, jakim go zapamiętałam. Nienawiść gęstniała w powietrzu pomiędzy nami z prędkością światła i tylko świadomość, że jesteśmy w miejscu publicznym powstrzymała od rzucenia się sobie do gardeł. Teraz nie czułam już tej nienawiści. Za to pragnęłam wygrać, pokazać mu, że nie wszystko leży w zasięgu jego ręki. On też uparł się, aby zwyciężyć i pokazać mi, że zawsze dostaje to, czego chce. Wściekły Iwo to był piękny widok. Iwo odnoszący porażkę, jeszcze piękniejszy. Tylko zazdrość nie bardzo tutaj pasowała.
Dotknęłam ust opuszką palca. Nasz trzeci pocałunek. Do dwóch mnie zmusił, lecz ten jeden… Głupio postąpiłam. Muszę padalca trzymać na dystans, chociaż podejrzewałam, że to się nie uda.
A co gdybym się zgodziła na ślub?
Wybuchnęłam śmiechem, tak rozbawiła mnie ta myśl. Na dodatek wyobraziłam sobie minę jego matki i chyba po raz pierwszy pomyślałam, że miałoby to sporo plusów. Baba zeszłaby na zawał, to miałam jak w banku. Niestety, w zestawie dostałbym noc poślubną.
Przypomniałam sobie Iwo. Był wysoki, dobrze zbudowany, seksowny. Czarne włosy, zielone oczy w ciemnej oprawie, smagła cera. Twarz o niezwykle regularnych rysach, nieco garbaty nos, pewnie po ojcu. Bardzo nietypowo wykrojona górna warga, co przyciągało wzrok i zwodziło na manowce, a w zasadzie prowokowało do niegrzecznych myśli. Silne dłonie, szerokie ramiona. Nago wyglądał jeszcze lepiej niż w ubraniu…
Otrząsnęłam się. Nie, to bardzo zły kierunek, bardzo, bardzo zły. Przy moim więcej niż skromnym doświadczeniu, opartym głównie o kobiece filmy soft porno, oglądane ukradkiem i z niezdrową fascynacją, to stawało się wręcz niebezpieczne. Takie jak ja pożerał jednym kęsem, połykał i wypluwał. Tacy jak on się nie zakochują, nie nadają do związków, a ich małżeństwa wymagają niezwykłego poświęcenia ze strony partnerek. Muszą być przygotowane na zdrady, kochanki i samotność.
Iwo nie był zazdrosny, nie zamierzał się ze mną ożenić. Chciał jednego. Zwycięstwa. Za wszelką cenę, bez względu na koszty. Udawał, grał, kłamał i przymilał się tylko w jednym celu.
Po wszystkim po prostu się odwróci z pogardą i zniknie.
Posmutniałam, bo chociaż ze wszystkich sił opierałam się Iwo, to w mojego głowie pojawiało się coraz więcej zakazanych myśli oraz pragnień. Był ostatnim mężczyzną na ziemi, jakim powinnam się interesować, a powoli stawał się cieniem w dniu codziennym.
Leave a Reply