
***
Iwo
– Słucham? – Sam ton głosu powinien był mnie przerazić. Kiedyś tak było, ale od wielu lat już nie bałem się ani ojca, ani jego humorów.
– Konflikt interesów – oświadczyłem ze spokojem, siadając po drugiej stronie biurka. – Ofiara jest kuzynką Darii. Wybacz, ale nie będę działał przeciwko rodzinie przyszłej żony.
– Kpisz sobie ze mnie? – wybuchnął Tobiasz, a dla podkreślenia tych słów, walnął pięścią w wypolerowany na wysoki połysk, blat.
– Nie.
– Jakiej, kurwa, żony? – Gwałtownie poczerwieniał.
Niedobrze. Mój ojciec nigdy nie przeklinał, chyba że był wściekły.
– Skończ z tymi bzdurami i bierz się do pracy! – rozkazał tonem nie znoszącym sprzeciwu, ale to zlekceważyłem.
– Zapowiadali burzę, pewnie dlatego jesteś taki nerwowy. Przestań zabijać mnie wzrokiem. Nie będę bronił tego dziwkarza, a już na pewno nie zaryzykuję związku dla twojego komfortu.
– Nie zrezygnujesz – wycedził przez zaciśnięte zęby.
– Założymy się? – Nadal byłem spokojny, chociaż teraz pojawiła się irytacja. I nagle nie wiadomo skąd, pojawiło się porównanie z Darią. Przecież to było dokładnie to samo. Ona mówiła nie, ja mówiłem tak, ona się irytowała, ja byłem wściekły i zdeterminowany.
Cóż, genów się nie wyrzeknę.
– Przypominam, że Rykło w nazwie, to akurat moje nazwisko. Ty tam tylko pracujesz.
Przesadził i to grubo. Owszem, formalnie kancelaria wciąż należała do niego, chociaż już od kilku lat niewiele się udzielał. Zastąpiłem go jeszcze pod koniec studiów. Unowocześniłem, wymieniłem kadrę, tutaj akurat muszę przyznać, że na bardziej bezwzględną, wygrałem kilka ważnych spraw i w sumie ten numer jeden w kraju, to była głównie moja zasługa. Zmiany zostawiliśmy na koniec, nie uważając je za pilne czy konieczne. W końcu byłem jedynakiem. Poza tym matka miała spory udziały, więc nawet gdyby ojcu przyszło coś głupiego do głowy, to szybko potrafiłaby go naprostować.
A teraz ten palant bezczelnie mówi mi, że wszystko jest jego! Całkowicie pomijając moją ciężką pracę, zasługi i wszystkie zwycięstwa.
– Zawsze mogę zrezygnować – odpowiedziałem z pozornym spokojem.
– Pracujesz w mojej kancelarii, mieszkasz w moim domu więc weźmiesz tę sprawę, albo cię wydziedziczę.
Oho! Czyli Norek musiał mieć na niego coś grubego. No dobrze, skoro tak chciał ze mną pogrywać…
Wstałem, dopiąłem marynarkę i spojrzałem na niego z góry ze spokojem.
– Klucze prześlę pocztą. Wymówienie złożę jutro. A ty zastanów się, co powie matka.
– Gówno powie! – wydarł się. – Znikaj mi z oczu niewdzięczny bachorze! Jak cię odetnę od forsy, to od razu spokorniejesz!
Miałem ochotę popukać się w głowę, ale odpuściłem. Jakie odetniesz? Ojcu ta polityka zlasowała mózg i już sam nie odróżniał prawdy od kłamstwa. Po pierwsze, matka na żadne odcięcie nie pozwoli. Po drugie, miałem kilka nieruchomości rozsianych po całym kraju i Europie, także dom za miastem, który akurat wynajął dla siebie i rodziny bliski kumpel. Miałem konto w banku szwajcarskim i kilka znakomitych lokat w postaci luksusowych samochodów. Miałem też wielu znajomych, wdzięcznych za wygrane sprawy. Ja nawet nie musiałem pracować, mogłem do samego końca tylko cieszyć się życiem.
– Czekam, aż mnie przeprosisz i będziesz błagał, żebym wrócił – dodałem, chowając się za drzwiami, bo ukochany tatuś właśnie brał piękny zamach, a w ręku trzymał dziurkacz.
Wzruszyłem ramionami i pojechałem się spakować. Po pierwsze zamierzałem dotrzymać słowa. Po drugie przyszedł mi do głowy znakomity pomysł. W walizkę wrzuciłem tylko najpotrzebniejsze rzeczy, zamówiłem taksówkę i podjechałem prosto pod kamienicę, w której mieszkała Daria.
Mogłem od ręki kupić nowy, luksusowy apartament. Mogłem znaleźć nocleg w najlepszym hotelu. Mogłem też pojechać do posiadłości matki. Ale nie zrobiłem żadnej z tych rzeczy.
Pogwizdując, stanąłem przed drzwiami do jej mieszkania i nacisnąwszy dzwonek, czekałem na reakcję. A kiedy w końcu otworzyła, rozpostarłem szeroko ramiona i śmiejąc się, oświadczyłem:
– Kochanie! Wprowadzam się!
Leave a Reply