
***
Daria
Zerknęłam przez judasza i od razu poczułam gniew. Idiota, wyrwał mnie ze snu. Co on tutaj robił o dwudziestej trzeciej? Trochę niemrawy gniew, bo nie zdołałam się dobudzić. Pewnie dlatego otworzyłam, zamiast przegnać drania na koniec świata.
Jak na tą porę to wyglądał dziwnie rześko i radośnie. I dlaczego miał walizkę? Chyba nie…
– Kochanie, wprowadzam się! – oznajmił z entuzjazmem, po czym wpakował się z bagażem do mojego sanktuarium, mojego ukochanego mieszkanka dla singielki z wyboru.
– Śni mi się jakiś koszmar – wymamrotałam, zatrzaskując drzwi. – Czego znowu chcesz i co to za walizka?
– Mój dobytek. Ojciec kazał mi się wynieść z mieszkania i pracy, jeśli nie wezmę sprawy Ireneusza Norka. – Rozsiadł się na kanapie, rozglądając z zainteresowaniem. – Gdzie będę spał?
– W piwnicy – wymsknęło mi się. – Jak to kazał?
– Normalnie. Mieszkanie jest jego, on jest też głównym udziałowcem w firmie. Ogólnie mógłbym coś kupić, ale to przecież nie tak od ręki. Masz duże łóżko?
– Mam twardą podłogę. Iwo, są przecież hotele.
– Nie lubię – oświadczył grymaśnie. – Weźmiemy wspólną kąpiel?
– Przygotuję ci miejsce na kanapie – odparłam zrezygnowana, chociaż w sumie to chciało mi się śmiać. Przez decyzję, jaką podjął, naprawdę wiele zyskał w moich oczach, jednak nie na tyle, abym pozwoliła mu wygrać naszą wojnę. – Naprawdę pokłóciłeś się z ojcem?
– Tak. Oświadczył, że Rykło w nazwie to jego nazwisko, więc jutro składam wypowiedzenie. Niech się udławi, poza tym w założeniu nowej kancelarii będzie wspierała mnie matka. Masz coś do jedzenia? Głodny jestem.
– Sałatkę – odparłam po namyśle. – Weź sobie z lodówki. Jest ciepło, koc i poduszka wystarczą. Muszę jutro wcześnie wstać, więc wybacz, ale wracam do łóżka.
– Uparta jak zawsze – mruknął. – No dobrze, to idź spać, a ja się tutaj rozgoszczę.
Podejrzanie łatwo pogodził się ze spaniem na kanapie. Wróciłam do siebie, pierwszy raz żałując, że nie mam klucza w drzwiach, a po namyśle przesunęłam komodę, tak, aby blokowała wejście. Nieco uspokojona kwestią bezpieczeństwa skuliłam się na prawej połowie łóżka i zaskakująco szybko zasnęłam. Nawet nie zdążyłam uporządkować myśli…
Ustawiłam pobudkę na szóstą, ale już zawsze miałam tak, że budziłam się sama kwadrans wcześniej. Nie otwierając oczu, wtuliłam się w coś ciepłego i twardego, mętnie myśląc, jak mi dobrze i przyjemnie. Męskie ramię, które mnie obejmowało… Zaraz! Jakie męskie ramię?
Na próbę otworzyłam jedno oko, ale widoczność okazała się kiepska, więc otworzyłam i drugie. Później lekko odchyliłam głowę i zdębiałam.
Ten padalec spał obok mnie! Więcej, to ja spałam wtulona w jego ciało, w jego objęciach, z nogą przerzuconą przez męskie biodro.
Zabiłabym go od razu, ale co niby miałam zrobić ze zwłokami? Poza tym naprawdę było mi dobrze, ciepło, bezpiecznie… W objęciach Iwo, faceta, który próbował mnie zgwałcić? Chyba kompletnie mi odjebało!
– Drań! – wrzasnęłam i potężnym kopem zepchnęłam go z łóżka. Jęknęła podłoga i wybudzony Iwo. Siedział teraz w dziwnej pozie, szeroko ziewając i drapiąc się po nieogolonym podbródku.
– Za co? – Kolejne ziewnięcie, jakby niewiele sobie robił z mojej gwałtownej reakcji.
– Nie wiesz? – zapytałam złowróżbnie, przy okazji usiłując ukryć irytację, bo cholernik był prawie nagi, tylko w bokserkach i trzeba przyznać, było co podziwiać, oj, było.
– A co? Źle ci się ze mną spało?
No właśnie, nie spało mi się źle i ten fakt sprawiał, że aż się zagotowałam ze złości. Głównie na samą siebie.
– Dostałeś kanapę!
– Za krótka, nogi mi wystawały i ogólnie było niewygodnie.
– Trzeba było iść do hotelu.
– Są mało higieniczne. – Dalej grymasił, podnosząc mi ciśnienie.
– Czyli jak rozrzucę gnojówkę po moim mieszkaniu, to się wyniesiesz?
– Nie, posprzątam – wyszczerzył zęby w uśmiechu, a ja pomyślałam, że wielka szkoda.
Szkoda, że tyle wydarzyło się w przeszłości. Szkoda, że z tego powodu umarł mój tata. Szkoda, że Iwo był bydlakiem bez sumienia i szkoda, że nie mogłam się poddać. Bo nie mogłam, nie po tym wszystkich, chociaż moja walka stawała się coraz bardziej desperacka.
Nie walczyłam tylko z Iwo, ale i z samą sobą.
– Idę zrobić kawę – powiedziałam ponuro. – Jaką chcesz?
– Mała, czarna, bez cukru.
– Pierwsza biorę łazienkę, bo spieszę się do pracy, a ty jesteś bezrobotny. – Wbiłam mu złośliwie szpilę w nadmuchane ego.
– Bierz – zgodził się i padł na łóżko, wtulając się w poduszkę. – A ja tutaj sobie jeszcze poleżę.
Stałam pod prysznicem, a pod zamkniętymi powiekami wciąż miałam obraz Iwo. Wkurzało mnie to i jednocześnie ekscytowało, jakby rozum i serce nie bardzo chciały się pogodzić. Każde miało swoją słuszną rację i w efekcie zaczęła mnie boleć głowa.
Wyszłam, zostawiając śpiącego Iwo. Tak szczerze mówiąc, to świat się kończył, skoro mój dotychczas największy wróg, błogo pochrapywał w moim łóżku, a ja po prostu pojechałam do pracy. I co z tego, jeśli nie mogłam się na niczym skupić. Wypiłam kolejną kawę, przejrzałam skrzynkę mailową, zadzwoniłam do kilku osób i w końcu się poddałam.
– Wychodzę wcześniej – powiedziałam do koleżanki, która zajmowała pokój obok.
– Ty wcześnie? – zapytała zaskoczona. – Co to za okazja?
– Moja kuzynka ma kłopoty, chcę jej pomóc. – Czy półprawda zaliczała się do prawdy? W sumie to nie skłamałam, bo ta pomoc miała polegać na przekonaniu Iwo, żeby oskubał Norka. Skoro chce ze mną mieszkać, to musimy grać w tej samej drużynie.
– A, ta kuzynka! – Iga wiedziała, o kogo chodzi, bo wyżaliłam jej się dwa dni temu. – Powodzenia! Masz dobrego adwokata?
– Najlepszego – oświadczyłam z przekonaniem. Niech tylko ten padalec spróbuje się wymigać, najpierw za drzwi wyrzucę jego walizkę, a potem właściciela tejże walizki.
Wróciłam, głowiąc się po drodze, co zastanę.
Pachniało obiadem, na mój nos czymś z kuchni włoskiej. Przy piecyku krzątał się Iwo, ubrany w różowy fartuszek, podśpiewując sobie coś wesołego. Kiedy mnie dostrzegł, od razu szeroko się uśmiechnął.
– Nie wiedziałem kiedy wrócisz, ale w sumie to wszystko prawie gotowe. Potrzebuję dziesięciu minut. Umyj ręce, kochanie!
Długą chwilę stałam w drzwiach, patrząc na niego bez słowa. Powiedzieć, że mnie zatkało, to za mało. Czy to naprawdę ten sam facet, którego spotkałam kilka tygodni temu na bankiecie?
Odmówił prowadzenia sprawy Norka. Złożył wypowiedzenie, gdy ojciec chciał go do tego zmusić. Wprowadził się do mnie i coś czułam, że nie na jedną noc. A teraz jeszcze witał mnie obiadem po pracy…
Świat nie tylko stanął na głowie, on kompletnie zwariował! Dlaczego? Bo cały czas myślałam, że Iwo robi to wszystko tylko po to, aby wygrać i mnie zaliczyć.
I dzisiaj chyba pierwszy raz zwątpiłam.
Leave a Reply