Hate & love (IX)

with Brak komentarzy

***

Daria

Po pierwsze odwiedziłam łazienkę, żeby zmyć obrzydliwy smak jego ust. Po drugie przysłowiowo rąbnęłam sobie dla kurażu. Po trzecie, aby ukoić rozkołatane nerwy, musiałam coś zjeść. Stres czy frustracja zawsze zaostrzały mi apetyt.

Iwo na szczęście nie znalazł się w zasięgu mojego mściwego wzroku, w przeciwnym wypadku nie wiem, do jakich czynów mogłabym się posunąć. Co za bydlę! Sukinsyn! Skurwysyn! Padalec!

Nie mam pojęcia ile inwektyw zdołałam wymyślić, zanim nie potknęłam się o własne nogi i wylądowałam nosem w twardym brzuchu obcego faceta. Mamrocząc przeprosiny, odsunęłam się na przyzwoitą odległość, po czym na niego spojrzałam.

I zamarłam w zachwycie.

Boże! Kopia Brada Pitta i to w najlepszym momencie jego życia.

Gdybym była normalną kobietą, to pewnie przeprosiłabym i z uśmiechem zaczęła rozmowę. Niestety, nie byłam. W takich momentach zaczynałam się jąkać, czerwienić i najczęściej uciekałam. Zamiast zrobić to przynajmniej z godnością, to mruknęłam coś pod nosem i zbyt gwałtownie się wycofałam.

Przysięgam! To było jak w tych najbardziej romantycznych filmach, taka słodka scena aż do porzygu, gdy ona ma już upaść, a on ratuje ją przed upadkiem, oplatając silnym, muskularnym ramieniem. Mój Brad Pitt też miał niczego muskuły i całkiem zgrabnie mu to wyszło. Jakby nie raz ćwiczył podobny ruch.

Zamarłam wygięta, on również, ale chyba niezbyt mu się spodobała taka pozycja, bo nagle wyprostował się, a ja znów walnęłam nosem w jego tors.

Co za porażka, pomyślałam markotnie, znów usiłując się wycofać i naglę cicho krzyknęłam. Okazało się, że ucierpiała prawa kostka. Raczej nie było to złamanie, ale skręcenie już tak. W każdym razie bolało. Ale czym był ten ból w towarzystwie prawdziwego dżentelmena?

Noga? – zapytał porozumiewawczo i od razu chwycił mnie, unosząc w górę. – Poszukamy czegoś na okład. Na pewno mają tutaj lód w kostkach.

Dobrze – odparłam słabym głosem. Życie jak zwykle pisało najbardziej zaskakujące scenariusze. Kto by pomyślał, że dzisiejszego wieczoru będę niesiona przez takiego mężczyznę. Nie grymasiłam, nie kaprysiłam, tylko wdzięcznie oplotłam ramionami jego szyję. Głównie dlatego, że poczułam się przez to pewniej. Potem tylko ukradkiem zerkałam w górę, na jego profil.

Całkiem irracjonalnie zakiełkowała we mnie nadzieja na nową, udaną znajomość. To nie tak, że od razu mocniej zabiło mi serce, a w głowie zapanował mętlik. Ja po prostu poczułam się szczęśliwa, jakby za chwilę miało mnie spotkać coś wyjątkowego.

No i spotkało, żeby to szlag trafił!

Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że Iwo go zaatakuje. Najpierw wyrwał mnie mało delikatnie z tych cudownych ramion, a potem wymierzył celny i precyzyjny cios w sam środek twarzy przeciwnika.

Nawet noga przestała mnie boleć, tak mnie to zaskoczyło. Zamarłam, podpierając ścianę, z oczyma okrągłymi ze zdumienia i z rozchylonymi ustami.

Co tu się u diabła wydarzyło?

Jak już ją zaliczę, to możesz korzystać! – warknął. – Do tego czasu łapy precz!

Zaliczę? Korzystać? Jak ten drań śmiał!

Nie miałam nic pod ręką, ale błyskawicznie przyszło mi do głowy, że moje szpilki będą całkiem odpowiednie. Wzięłam piękny zamach i but walnął tego imbecyla prosto w tył głowy. Iwo wykonał półobrót, lecz zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, drugi wylądował na jego twarzy.

Oszalałaś? – rozdarł się, przykuwając uwagę przechodzących osób. Pseudo Brat Pitt zmył się z pośpiechem z placu boju, więc zostaliśmy tylko my i przypadkowi świadkowie.

Zapowiadała się walka na śmierć i życie.

Niestety tylko zapowiadała, bo ten padalec chwycił mnie i przerzucił sobie przez ramię.

Puść! – syknęłam. – Puść, bo ci jaja ukręcę.

Może być, lubię na ostro.

Oskarżę cię o przemoc. Mam świadków!

Jestem prawnikiem.

Nie poddałam się. Wiłam się i szarpałam, ale on był silniejszy. Na dodatek wymierzył soczystego klapsa w moje pośladki. Zaskoczona krzyknęłam, a do oczu napłynęły mi łzy.

Takie poniżenie! Zabiję go, przysięgam, zabiję! Dostanę dożywocie, ale zabiję! Nawet krzesło elektrycznie mnie nie odstraszy.

Nie rzucił mnie na łóżko, nie wepchnął do wnętrza samochodu. Wylądowałam prosto w fontannie przed głównym wejściem.

Pora ostudzić emocje – powiedział wesoło, puszczając oczko. A ja siedziałam po pas zanurzona w wodzie, z łzami płynącymi po purpurowych policzkach, upokorzona i wściekła. Wieczór mojego triumfu zamienił się w totalną porażkę.

Iwo odwrócił się na pięcie i odszedł, jakby nagle stracił mną zainteresowanie. Dookoła zgromadzili się ludzie, a ich szepty i porozumiewawcze uśmieszki doprowadziły mnie do szału. Wstałam, drżącą ręką poprawiłam włosy i oddaliłam się z godnością. Przynajmniej z taką, na jaką było mnie stać w tej sytuacji.

Wróciłam po torebkę i zadzwoniłam po taksówkę. Nikt mnie nie zaczepiał, ale byłam pewna, że od dzisiejszego wieczoru stanę się głównym tematem plotek.

Po powrocie do domu wzięłam gorącą kąpiel, ubrałam dres, włosy zwinęłam w ciasną kulkę na czubku głowy, a potem sięgnęłam po butelkę wina.

Rozkręciłam się przy drugim kieliszku. Pomysłów na zemstę miałam całkiem sporo, ale zaczęłam od tych, które mogłyby go najbardziej zaboleć.

Miał takie piękne maserati…

Uśmiechnęłam się szeroko, mściwie wyobrażając sobie minę tego padalca jak zobaczy swoje ukochane autko w stanie agonalnym. Oczywiście nie zamierzałam dać się złapać. Musiałam obmyślić plan zemsty, ale taki, gdzie nie poniosę konsekwencji.

Czerwony, drogi i luksusowy wóz sportowy. Widziałam, jak nim podjechał.

Ja ci dam skurwielu zaliczę i korzystam! Podsumuję stare i nowe grzechy, a rachunek będzie słony. Masz na to moje słowo.

Leave a Reply