Nie ten dzień (II)

with 8 komentarzy

porwanie, mafia i seksowny oprawca
 
Nie będzie Wilka, nie będzie Kapturka, bo siedzi mi ten bydlak Sasza w głowie i muszę go stamtąd wyrzucić, inaczej oszaleję!
 

Już zanim otworzyła oczy, wiedziała, iż coś było nie tak.

Potem wróciły wspomnienia i Nika z cichym jękiem uniosła głowę. Pokój nie był duży, ale miał wysoki sufit, dwa strzeliste okna, przez które wpadało teraz złociste światło i luksusowe umeblowanie. Coś w stylu dawnych pałaców, chociaż tak do końca nie znała się na tych rzeczach. Usiadła, przeciągnęła dłonią po czole, a potem dotknęła bosymi stopami marmurowej podłogi.

Dopiero wtedy rozejrzała się z namysłem.

Kanapa na której siedziała, miała obicie w grube pasy, zieleń przepleciona złotem. Stoliczek obok wygięte fikuśnie nóżki. Kominek kipiał dyskretnym bogactwem. Zadarła głowę. Dobre cztery metry, pomyślała nie wiadomo po co. Naprzeciwko dostrzegła lekko uchylone drzwi, również wysokie, z lśniącego, jasnego drewna.

Nie miała pojęcia, kto ją porwał, ale chyba nie sądził, że tak szybko się ocknie. W pokoju obok toczyła się zażarta dyskusja, prawie kłótnia. Nika ostrożnie wstała i na paluszkach podeszła do uchylonych drzwi.

– ...zabić ją. Niech stary się nauczy.

– I co? Zaczniemy szukać kolejnego?

– Znajdzie się.

– Pewnie, całą kurwa straż graniczną wybiję! Do tego elitę polityczną i w końcu ci z wierchołka dobiorą nam się do dupy. Mało ci było problemów ze strzelaniną rok temu?

– I co chcesz z tą babą zrobić? Ożenić się z nią?

– Czekaj, czekaj… To nie jest taki zły pomysł. Sasza!

Jeden głos był spokojny, jakby wyprany z emocji i lekko znudzony. Z pewnością należał do mężczyzny, prawdopodobnie dość młodego. Drugi podekscytowany i Nika określiłaby mówcę jako dojrzałego. A tematem ich rozmowy była najwyraźniej jej skromna osoba. Tylko jak?… Co?…

– Dima, skocz po Saszę. Niech się oderwie od tych dziwek i na chwilę wpadnie.

– Jaja mi odstrzeli. – To był nowy głos. Szorstki, nieco bełkotliwy.

– Nic ci nie odstrzeli, przestań pieprzyć głupoty. Ma się stawić na moje polecenie. Pilne! I żebym kurwa jego mać, nie musiał fatygować się osobiście!

Zaraz… Nika zmarszczyła brwi. To był język ukraiński, co akurat nie było niczym dziwnym. Ale treść rozmowy? O co tu chodziło?

– Chcesz mu zaproponować małżeństwo? Z córką Bojczuka? – Młody głos wydawał się być szczerze rozbawiony tym pomysłem. – A to się nasz Saszeńka ucieszy. Specjalnie zostanę, żeby to zobaczyć.

– Trzymać ją będziemy oficjalnie i stary nam nie podskoczy. A jak przestanie być potrzebny, to ich usuniemy i po kłopocie. Długo jeszcze będzie nieprzytomna?

– Nie wiem. No kto by pomyślał. Nasz drogi Sasza i Lera Bojczuk. Podobno niedawno wróciła z odwyku?

– W dupie mam to, że ćpa.

– No, dupy to ona ponoć też chętnie daje.

– Stary za bardzo się z nią cackał i teraz ma tego efekty. Ale przynajmniej nie będziemy mieli z nią problemu. Za kilka działek sprzeda nie tylko siebie, ale i jego.

Nika skamieniała. Oni myśleli, że była córką jakiegoś Bojuka, Bojczuka czy diabli wiedzą kogo. Ale dlaczego? Przez otumaniony paniką umysł, przebiło się niewyraźne wspomnienie.

Tamta kobieta. Podobny wzrost, ciemne włosy. Twarzy nie widziała, bo pokrywała ją krew i opuchlizna po wypadku. Chciała wezwać pomoc, ale zorientowała się, że zostawiła komórkę u Baśki. Wzięła małą torebeczkę nieznajomej, zostawiła swój plecak. Wybiegła z zaułka i wtedy ją dorwali. Na dodatek byli pewni, że jest jakąś Lerą. Dominika o mało co nie upadła, uświadamiając sobie, że być może tamtą wezmą za nią i zanim się ktoś zorientuje, powiadomią rodzinę. Boże! Biedna mama! Nie, do tego nie może dopuścić! Wyjaśni pomyłkę, uda, że nic nie słyszała, że właśnie się obudziła, nawet nie będzie żądała wyjaśnień…

Tylko że…

A jeżeli wtedy ją zabiją? Nie miała pojęcia kim są i w jakim stopniu mogą zagrozić jej skromnej osobie. Ten młody proponował, aby i Lerę usunąć szybko i bez szumu. Nika zagryzła wargi. Musi zaczekać, udawać oszołomienie i słuchać. Dobrze, że chociaż problem języka odpadał, bo ukraińskim władała jak polskim. Chociaż może lepiej twierdzić, że nic nie rozumie?

– Jestem. Czego chcesz?

Ten głos był inny. Sprawił, że zadrżała gdy go usłyszała. Głęboki, melodyjny i ponury, wibrował jej w uszach, budząc niesamowite pragnienie, aby poznać jego właściciela.

– Mamy Lerę Bojczukową. Ożenisz się z nią.

– Ja? – Żadnych emocji prócz rozbawienia. – Stryjek raczy żartować.

– Słuchaj chłopcze, to nic osobistego, ale musimy jakoś przeciągnąć na swoją stronę tego starego głupca. Będzie mała impreza, damy fotkę do gazet, że córka naszego lokalnego rekina polityki się hajtnęła, po czym zamkniemy ją tutaj, a tatuś będzie tańczył, jak mu zagramy. Będzie też szczęśliwy mając takiego zięcia.

– Zabiłem mu bratanka. Nie będzie.

– Będzie – upierał się tamten. – Córka mu tylko została. Wścieknie się, ale to mało istotne. Damy jej prochy, wódę, co tylko zechce. Złota klatka, kumasz?

– Dobra, może być. – Znów to znudzenie, pozornie leniwe, jak u drapieżnika szykującego się do niespodziewanego ataku. – Ale kijem tej dziwki nie tknę. Połowa Mukaczewa ją dymała.

– Nie przesadzaj. Dziewczyna rozrywkowa, to wszystko.

– To na pewno ona?

– Tak. Miała przy sobie dokumenty, sprawdziliśmy. Tylko kolor włosów inny, ale teraz nie nadążysz za babami – wtrącił się ten młody, najwyraźniej również rozbawiony całą sytuacją. – Kuryło się wścieknie.

– I dobrze, ten stary gad może nawet dostać apopleksji – mruknął ten, którego w myślach Nika zaczęła nazywać szefem. – Idź no sprawdź, co z suką, bo nie może tak leżeć cały dzień.

Zwinnie umknęła z powrotem na kanapę, ale postanowiła nie udawać nieprzytomnej. Za to silnie ogłuszoną już tak. Usiadła, palce zacisnęła na siedzisku i starając się, aby jej spojrzenie wyrażało totalną tępotę, zagapiła się w drzwi.

Młody faktycznie przypominał wyrośniętego chłoptasia. Był chudy, wysoki, o rozbieganych oczkach i lisim uśmiechu. Nic szczególnego. Za nim pojawił się starszy, elegancko ubrany mężczyzna. Rudy niczym marchewka, a przylizanych włosach i eleganckiej bródce. Potem był wysoki, napakowany osiłek i na końcu…

Nika drgnęła.

Mężczyzna był wysoki, szeroki w ramionach, wąski w pasie i biodrach. Śniady, o czarnych, zaczesanych pod górę włosach. Oczy też miał czarne, o intensywnym, przenikliwym spojrzeniu, co dawało się dostrzec nawet z daleka. Wyraziste brwi, których linia biegła nisko na oczyma. Zakrzywiony nos wyróżniał się w szczupłej twarz ze śladem zarostu i delikatnym dołeczkiem w brodzie. Ale najbardziej zwracały uwagę jego usta, z lekko wysuniętą dolną wargą, co nadawało mu wyjątkowo brutalny, odpychający i lekceważący wyraz. Nie był przystojny, ale w przedziwny, magnetyczny sposób, przykuwał uwagę i nie pozwalał na omiecenie go obojętnym spojrzeniem.

– To ona? Ładniejsza niż na zdjęciu – cmoknął z uznaniem młody, a Nika osłupiała jeszcze bardziej, odrywając wzrok od ostatniego z mężczyzn, którzy weszli do pokoju. Jak to na zdjęciu? – Na dodatek nabrała ciałka na tym odwyku, bo wcześniej była z niej chuda szkapa.

– Żora, wyrażaj się! To moja przyszła żona.

– Powiedziałem samą prawdę. I co? Który z nią pogada?

– Sasza. – Rudy ruchem głowy wskazał na krewniaka, a ten westchnął z udawaną rezygnacją, po czym podszedł do kanapy i przysiadł na piętach, patrząc z uwagą na milczącą kobietę.

Nie była ładna. Była piękna. Ciemne włosy, błękitne oczy, pełne usta, szerokie brwi lekko wygięte w łuk, niczym ptasie skrzydła i gęste rzęsy, rzucające cienie na piegowate policzki. Szczupłe dłonie, krągłe piersi, które unosiły się w szybkim, urywanym oddechu. I ten wyraz zagubienia na jej twarzy. Zupełnie inny od tego, który widział na zdjęciach. Tam miała też rude włosy, ale poza tym prawie niczym się nie różniła.

– Posłuchaj mnie Lerreno – zaczął poważnym tonem. – Zawrzemy układ. Nic ci nie zrobimy, wręcz przeciwnie, otoczymy luksusem, ale są dwa warunki. Po pierwsze współpracujesz z nami. Po drugie przekonasz do tego samego swojego ojca. Zadzwonisz do niego i porozmawiasz. Powiesz mu, że wychodzisz za mąż. Za mnie. Potem staniemy się jedną, wielką, pieprzoną rodziną i będziemy wspólnie dbali o nasze interesy.

– Ja… – zaszokowana, zrozpaczona Nika nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Zwłaszcza, że on znajdował się tak blisko, tak niebezpiecznie blisko. W czarnych jak bezgwiezdna noc oczach dostrzegła pewność siebie, rozbawienie, odrobinę szaleństwa i bezwzględność.

– Kurwa, ale widok – mruknął, dotykając palcami jej policzka. – Zgramy się, prawda?

– Ten znowu o jednym. – Młody przewrócił oczyma.

– Popatrz na jej cycki i powiedz, że ci nie staje.

Gdzie? Nika od razu spojrzała w dół i aż jęknęła. Bluzkę miała rozpięta prawie na całej długości, a cieniutki, koronkowy staniczek więcej odkrywał, niż zakrywał. Gwałtownym ruchem zasłoniła biust, czując, jak na policzki wypełza zdradliwa purpura.

– No proszę! – zaśmiał się Sasza. – Dziwka, która się rumieni. A to ci niespodzianka.

Nic, kompletnie nic z tego nie rozumiała. Dobrze, mogli porwać niewłaściwą osobę, miała torebkę tamtej kobiety, zostawiła jej swój plecak. Nieporozumienie, które powinno zostać szybko wyjaśnione. Ale oni twierdzili, że jest podobna! Nie – więcej! Byli pewni, że jest Lerą Bu coś tam.

Co za cholernie nietypowy zbieg okoliczności!

– Ja… Moja torebka, proszę – dodała z wyraźną rozpaczą.

– Żora, podaj.

Ręka jej dygotała, kiedy otwierała małą, skórzaną torebeczkę. Lecz gdy tylko wyjęła etui z dokumentami, spojrzała na zdjęcie w dowodzie, znieruchomiała.

Lera Bojczukowa, lat dwadzieścia siedem, zamieszkała w Mukaczewie, była kropka w kropkę do niej podobna. Ją i dziewczynę na fotografii różniły tylko dwie rzeczy. Kolor włosów i wyraz twarzy. Prawdziwa Lera miała dziwnie puste, pozbawione nadziei spojrzenie. Przygaszone. I tak odpychająco wydęła wargi. Jakby właśnie skosztowała czegoś wyjątkowo niesmacznego.

– O co chodzi? – Sasza niezauważalnie ściągnął brwi, a w jego ciemnych oczach ukazało się coś nieprzyjemnego.

– To ja?… – Nika wbrew sobie wskazała na zdjęcie.

– Tak. A co? Amnezja? – Brutalnie ścisnął jej podbródek, zmuszając, aby spojrzała mu prosto w oczy. Potem zerknął na fotografię, którą trzymała. I znów na przestraszoną kobietę. – Bez najmniejszej wątpliwości to ty.

– Na pewno? – Pozostali zerkali mu przez ramię.

– Tak. Układ twarzy, kolor oczu, brwi, usta, nawet uszy. Tylko włosy są inne, ciemniejsze. Musiała przefarbować.

– To co jej się stało? Straciła pamięć?

– Szybko ją odzyska, już ja się o to postaram – uśmiechnął się szeroko, a biedna Nika skuliła się pod wpływem jego wzroku. – Dobra, przynieś telefon. Niech stary nie rozpuszcza swoich psów, bo nam interes zepsuje. Jeszcze się kontrahent zniechęci. Jak dobrze się spiszesz zajączku, to dostaniesz działkę. – Poklepał ją po przyjacielsku po policzku, ale ona i tak odebrała to jak groźbę. Potem skinęła głową, bo nie miała pojęcia, co powinna odpowiedzieć.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Na razie widzę spokojnie, kurcze kiedy oni się dowiedzą, że ona to nie ona. Jestem mega ciekawa jak to się rozwinie. Czekam dalej.

  2. K
    Kasis
    | Odpowiedz

    Coś innego. Ale nieźle się zapowiada. Czekam niecierpliwie na kolejne części 🙂

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    Szalej babeczko ,oj szalej…..

  4. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Uuuuuuu kolejny bad boy. Wyczuwam kolejne zmiękczanie 😁❤️

  5. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Nika będzie udawać?

  6. Babeczka
    | Odpowiedz

    Nic nie powiem. Dostaniecie kolejną część, to zobaczycie 😉

  7. J
    Julcia552
    | Odpowiedz

    Zdecydowanie szykują się moje klimaty 😀
    Aż ma się ochotę napisać “wincyj, wincyj, wincyj”

    • A
      AR
      | Odpowiedz

      Dodałabym jeszcze dłużyj lepiej się zgra z wincyj 😝

Napisz nam też coś :-)