fbpx

Nie ten dzień (III)

with 16 komentarzy

porwanie, mafia i seksowny oprawca
 

– Hej Daniłło! – Mężczyzna przywitał się radośnie, jak ze starym znajomym. – Nie przeklinaj tyle, tylko zamknij mordę i słuchaj. Mamy tu uroczą dzieweczkę, z dowodu wynika, że to twoja ukochana córeczka i… – skrzywił się, odsuwając aparat od ucha. – Zajączku, weź ty spróbuj. Bo jeszcze szanowny tatuś dostanie apopleksji i będę musiał cię zabić. Poczekaj, włączę wizję, żeby nie miał wątpliwości, że to ty.

Ciężko było utrzymać telefon w drążącej dłoni. Ciężko wykrztusić kilka pierwszych słów. Dalej było już prościej, bo jej rozmówca, chudy, szpakowaty mężczyzna, nie miał wątpliwości co do tego, że była jego córką. Ogłuszona tym faktem, nie miała siły na sprzeciw. Posłusznie przeczytała to, co napisał jej na kartce Sasza, po czym oddała mu aparat. Ten nie bawił się w dyskusje, tylko od razu rozłączył i rzucił telefon na stół.

– Stawiam jeden do pięciu, że stary nie będzie już fikał – powiedział z filozoficznym spokojem, wyciągając papierosa. Potem podsunął paczkę pod nos Niki. – Częstuj się zajączku.

Mało brakowało, a by się zdradziła, mówiąc że nie pali. Lera chyba paliła? Zresztą, nie tylko to. Przypomniała sobie szczegóły podsłuchanej rozmowy i zadrżała.

– Nie mam ochoty – wyszeptała, pochylając głowę.

– No takie dziwy! – zaskoczony uniósł brwi. – Czym wyście ją tam ogłuszyli?

– Mdli mnie – wyjaśniła, woląc nie wdawać się w dyskusję na temat swoich nałogów. – Wolałabym szklankę wody.

– Wody? – spytał przeciągle. – Żora, przynieś flaszkę.

– Co? – Młody nie od razu skumał, o co chodzi. – Wody?

– Wódki. W lodówce jest kilka. I jakieś naczynie, może być szklaneczka do whisky. Dalej, na jednej nodze.

– Sasza… – Rudy mężczyzna chyba zrozumiał, co się szykuje.

– Daj spokój Bohdan. – Pierwszy raz nie zwrócił się do niego żartobliwym stryjku. – Trzeba jasno określić zasady naszej współpracy. Inaczej gówno z twojego wspaniałego planu. Mam wrażenie, że nie tylko fiut ci zmiękł na stare lata.

– Nic mi nie zmiękło! – warknął tamten, a jego twarzy przybrała głęboki odcień purpury. Ale nie ośmielił się zrugać krewniaka. W ogóle Nika odniosła wrażenie, że nikt nie ośmiela się mu sprzeciwiać. I szczerze mówiąc, wcale się im nie dziwiła. Miał szalone oczy. Okrutne i szalone. To był człowiek zdolny do wszystkiego, do każdego okrucieństwa.

– Dobra zajączku – postawił przed nią przyniesioną butelkę i czystą szklankę. – Mówiłaś, że masz ochotę się napić?

– Tak, wody – powiedziała cicho.

– Wyobraź sobie, że nie mamy wody. Bywa – uśmiechnął się szeroko, mierząc ją wyjątkowo wrednym spojrzeniem. – Więc napijesz się czegoś innego, co przypieczętuje warunki naszej wspaniałej współpracy.

Co miała powiedzieć? Że z alkoholi pija jedynie wino, bo nawet piwo wybierała bez procentów? Od święta szampan i jeszcze rzadziej zdarzał się słaby drink.

Tymczasem mężczyzna napełnił szklankę aż po sam czubek.

– Lekcja pierwsza. Wprowadzenie do tematu. Robisz to, co każę. Dokładnie to, bez żadnych uchybień czy ustępstw. I dlatego czeka na ciebie oto ta półlitrówka. I obyś nie uroniła ani kropelki.

– Ale…

– Panno Bojczuk! Już! – ostatnie słowo rzucił przez zaciśnięte zęby, patrząc na nią spod opuszczonej głowy. – I pamiętaj o tym, że jeśli okażesz się nieprzydatna to – wykonał znaczący gest pod szyją, a Nika zamknęła usta, wtłaczając z powrotem słowa chcące wyrwać się na wolność, że nie jest żadną Lerą i to wszystko okropna pomyłka. Sięgnęła po szklankę, ale ledwo zanurzyła wargi, wykrzywiła się.

– Nie dam rady! – jęknęła.

– Pij.

– Nie…

– Pij! – Tym razem jego głos przypominał syk węża. Kobieta rozpłakała się, lecz nie dlatego, iż wierzyła, że mogłoby to przynieść jakikolwiek skutek. Po prostu nie potrafiła powstrzymać łez. Powoli, łyk za łykiem, opróżniała naczynie, ale kiedy w końcu je odstawiła, mężczyzna napełnił je po raz drugi.

– Nie! – zakryła ręką usta. Czuła jak żołądek buntuje się i skręca, bo taka ilość alkoholu była dla niej wręcz zabójcza. – Nie tknę tego więcej!

– Pij! – uniósł szklankę, podsuwając jej pod nos.

– Nie! – Z wściekłością wytrąciła mu ją z dłoni i alkohol wylał się na idealnie czystą podłogę.

– Nie? – Chwycił szczupły nadgarstek, potem najmniejszy palec i bez litości go wykręcił. Krzyknęła, bo ból okazał się obezwładniający.

– Na razie złamałem ten jeden. Potem będą dwa kolejne. A teraz – podał jej butelkę. – Pij!

Nie żartował, nie droczył się. Tacy jak on, tak nie postępowali. Szlochając z bólu, dała pierwszego łyka i nie zdołała opanować torsji. Zwymiotowała prosto na siedzisko kanapy.

– Dobra Żora, przytrzymaj ją z jednej strony, ty Dima z drugiej.

Nie zorientowała się, co chciał zrobić, dopóki nie było za późno. Potem po prostu wetknął jej szyjkę butelki do ust i palcami zatkał nos. Krztusiła się, parskała, wiła, prawie udusiła, ale wlał w nią wszystko, co ostatniej kropelki. Patrzył przy tym obojętnie, bez odrobiny litości. Więcej, bo chociaż miała wrażenie, że widzi świat za mgłą, to ten bydlak był rozbawiony.

– Zanieś ją do mojej sypialni – rozkazał po wszystkim osiłkowi. – I zawołaj kogoś, niech tu posprząta.

Po czym nie oglądając się za siebie, wyszedł na taras, wyjmując z kieszeni papierosy. Był zadowolony, bo jego plan wypalił w całości, a przyszłość zapowiadała się obiecująco. Mając w kieszeni starego Bojczuka w zasadzie mieli zapewnioną całkowitą bezkarność. A gra nie toczyła się o kieszonkowe, ale o grube miliony euro. Chociaż jemu nie zależało na pieniądzach. Uwielbiał ten dreszczyk emocji, satysfakcję, gdy ofiara patrzyła prosto w jego oczy, do ostatniej chwili mając nadzieję na błahy odruch litości. Ta nadzieja, która w ułamku sekundy zamieniała się w niedające się opisać przerażenie. To dopiero była frajda! Pomyślał o kobiecie, którą zgodził się poślubić. Ta Lerka była całkiem ponętna. Nie znał jej bliżej, bo nie zadawał się z ćpunami, a ona ponoć od kilku lat całkiem ostro brała. Dziwne, nie powiedziałby tego patrząc na jej twarz. Kilka dni temu wróciła z długiego odwyku, może to dlatego. Nawrócenie, poprawa, dwanaście kroków do nowego życia, czy jak tam to leciało. Trudno, dwunastu nie będzie, bo lepiej było ją czymś nafaszerować, żeby nie fikała. Chętnych do dymanka jej nie zabraknie, szczerze mówiąc pomimo własnych słów też miał ochotę załapać się na mały numerek. Zgasił papierosa, rzucając niedopałek na trawę. Był pewien, że za pięć minut zniknie. Uśmiechnął się szeroko do własnych wspomnieć. Kiedyś zatrudniono nową dziewczynę. Nie znała wszystkich zwyczajów i dopiero jak musiała zjeść całą popielniczkę petów, nauczyła się porządku. Szybko zrezygnowała z pracy i zniknęła, ale zła sława jego czynu pozostała i była przekazywana każdej kolejnej zatrudnionej osobie.

– Aleksandr, pozwól do gabinetu. – Bohdan pojawił się za jego plecami niczym duch. – Dzwoni Bojczuk.

– Już? Szybki jest.

– Chce pogadać.

– Dobrze, idę.

Nika leżała na ogromnym łóżku, a jej ciałem wstrząsały mdłości. Na dodatek w głowie kręciło jej się niczym na karuzeli, a złamany palec pulsował bólem.

Z trudem wstała, aby potykając się, dotrzeć do dostrzeżonej za uchylonymi drzwiami łazienki. Prawie zawisła na marmurowej umywalce, po czym odkręciła wodę. Chłodną, cudownie orzeźwiającą, gaszącą pragnienie. Przepłukała gardło, opryskała twarz. Nie miała siły na kąpiel, postanawiając zostawić to na później. Osunąwszy się na podłogę, dotknęła czołem zimnej powierzchni. Przyniosło to taką samą ulgę jak zimna woda. Nie potrafiła zebrać myśli, ale ponad wszelką wątpliwość wiedziała jedno. Musi podjąć tę grę, udawać kobietę, która pewnie już nie żyje. Gdyby nie ich podobieństwo, dawno podzieliłaby jej los. A tak miała szansę, aby zaplanować ucieczkę. Musiała tylko odzyskać siły.

– Niezbyt wygodne miejsce. – Ocucił ją dźwięk kpiącego głosu. – Chodź zajączku, łóżko będzie lepsze.

Bez problemu podniósł ją, a potem niezwykle delikatnie ułożył na miękkim materacu. Po czym usiadł tuż obok, pochylając się nad zmartwiałą kobietą.

– Tatuś się zgodził – oznajmił radośnie. – Kupimy ci ładną sukienkę, a w prezencie dostaniesz tyle prochów, że oszalejesz z radości.

– Nie biorę… już – odparła słabym głosem.

– Przecież wiesz, że mamy najlepszy towar. Może masz ochotę spróbować? Paluszek przestanie boleć – dodał drwiąco.

– Nie chcę.

– Taki biedny paluszek – perfidnie ścisnął go z całej siły, a w oczach Niki ukazały się łzy. Z trudem łapała powietrze, usiłując opanować ból. – Na co komu tyle cierpienia?

– Nie masz pojęcia o cierpieniu – odparła z goryczą, przyciągając ku sobie zmaltretowaną dłoń.

– Nie? – Spoważniał, a z jego ust zniknął uśmiech. – Mam Lerreno, mam. Może jedynie z innego punktu widzenia, bo to ja bywam źródłem cierpienia.

Milczała, bo to, co dostrzegła w głębi przepastnych czarnych oczu, skutecznie zniechęcało do dyskusji. Kto wie co takiemu jeszcze przyjdzie do głowy?

– Okay króliczku, rozumiem, zmęczona jesteś. Mam sobie pójść w diabły. Ale zanim to zrobię, kilka słów, abym przypadkiem nie musiał niczego więcej łamać. – Wyciągnął ramię i bardzo wolnym, wręcz wystudiowanym ruchem zacisnął palce na jej krtani.

– Po pierwsze, żadnych ucieczek. Mur ma trzy metry, góra pod napięciem, przy bramie stoją chłopcy, a nocą biegają dwa sympatyczne pieski. One nie zadają pytań tylko od razu przegryzają gardło. Zrozumiałaś?

Skinęła głową.

– Po drugie, żadnych telefonów czy mailów. Nic. Dla ciebie świat na zewnątrz przestał istnieć. Bo tutaj wkraczam ja i to jest jeszcze gorsza perspektywa niż nasze psiaki. Rozumiesz?

– Tak. – Z trudem przełknęła ślinę, bo z każdym słowem jego spojrzenie stawało się coraz mroczniejsze, a słowa coraz bardziej ostre.

– Po trzecie. Nie węszysz, nie oddalasz się od domu. Masz do dyspozycji ponad tysiąc metrów plus ogród. Inne budynki cię nie interesują. Jeśli złamiesz tą zasadę, patrz punkt drugi.

– Zrozumiałam. – Tym razem uprzedziła jego retoryczne pytanie. – Mogę teraz odpocząć?

Puścił jej krtań i niemal po przyjacielsku poklepał po policzku.

– No pewnie.

– Sama.

– Poniekąd. To nasza wspólna sypialnia.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Aż mi niedobrze od tej wódki. Przez imię przeżywam jeszcze bardziej 🥵 czekam na ciąg dalszy

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No tak! Imię 😀

  2. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Kurcze. Myślałam, że im powie,ze ona to nie ona. Same kłopoty będzie mieć. Oj kurcze.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zdradzę – w najbliższych częściach nic nie powie!

  3. s
    sylfia88
    | Odpowiedz

    Czy opowiafanie “Nie ten dzień” jest zakończone? Nie ładuje się kolejna część,a przyznam że mnie zaciekawiło 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie, jest w trakcie publikacji. Kolejna część jutro 😉

      • K
        Kate
        |

        Czy tylko u mnie jest problem z wyświetleniem IV rozdziału?

      • Babeczka
        |

        Spróbujcie teraz. Mam problem z którąś wtyczką i dlatego czasami zawiesza.

      • K
        Kate
        |

        Dziękuję!

  4. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Aż mi niedobrze…
    Sama nie wiem co by było.lepsze .Jak się przyzna tonią zabiją,jak nie to też przy okazji robiąc z niej alkoholiczkę i ćpunkę.
    Chyba że się przyzna i zaproponuje dalsze udawanie.skoro jej “ojciec” nie poznał

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Następna część trochę wyjaśni sytuację 🙂

  5. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Co opowiadanie to jeszcze bardziej wciąga.
    Ależ mi szkoda Dominiki, mam złe przeczucia co do tej całej sytuacji..oby tym razem moja przewidywalność zawiodła na całej linii.
    A znając Ciebie, Babeczko, będzie to coś czego się nie spodziewamy 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Mam przed-końcówkę ale nadal nie wiem, jak to zakończę, więc wszystko możliwe 🙂

  6. B
    Beata
    | Odpowiedz

    Niestety nie ładuje się IV rozdział 🙁

  7. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Dzień dobry :). Mam pewien problem z Waszą stroną. Próbując poczytać na telefonie wyskakują powiadomienia o tym że witryna jest mało chroniona i mogą mi ukraść hasła. Na komputerze za to bardzo długo mi się wszystko ładuje. Zastanawiam się czy u każdego tak jest i czemu tak się dzieje. Pozdrawiam Autorów i Czytelników 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Oj, to nie wiem dlaczego, bo wszystkie certyfikaty mam wykupione. Czasami się blokują strony i zamiast tekstu, wyskakuje biała plansza, ale to nie powinno mieć nic wspólnego z tą kłódeczką bezpieczeństwa. Zaraz napiszę do informatyka, może uda mu się to wyjaśnić. Czy ktoś jeszcze ma takie problemy???

Napisz nam też coś :-)