
***
Rozdział 7
Your lies haunting me
Dotarła jedynie na środek, zanim któryś z nich ośmielił się na pierwszy krok. Przylgnął do szczupłych pleców, nachylając się i dotykając czubkiem języka pokrytej potem skóry. Selene znieruchomiała, bo nagle inne dłonie zaczęły dotykać jej ciała. Były niczym kotwice, zatrzymując ją w miejscu, sprawiając, że przerażenie zapikowało w górę. Czuła ich gibkie, zimne palce, ich ocierając się o nią ciała, ciężkie oddechy i kapiącą ślinę. Poczuła nawet ostrość zębów, ale żaden nie ośmielił się posunąć dalej. Mimo to utonęła w tym owładniętym pragnieniem krwi tłumie. Ich ruchy zgrały się z rytmem ciężkiej muzyki, były niczym falująca sinusoida, tak samo płynne i hipnotyzujące. Były niczym wyuzdana pieszczota, bo zauważyła ich podniecenie. Sama odczuwała jedynie strach, to wszystko.
Z trudem obejrzała się przez ramię i dostrzegła Siergieja, nadal stojącego przy barze. Ramiona miał skrzyżowane, oczy zmrużone, ale nie wyglądał na zadowolonego. Jakby nie to chciał osiągnąć. Tylko w takim razie czego chciał?
– Panie czarodzieju… – wyszeptała bezradnie, jakby błagała go o pomoc. I wtedy drgnął, po czym ruszył w jej kierunku. Te kilka kroków, to były ułamki sekundy. Jednym ruchem ramienia odepchnął zwartą masę, drugie uniósł i zacisnąwszy palce na kobiecym karku, chwycił Selene niczym nieposłusznego kociaka, brutalnie odwracając do siebie. Na tym nie poprzestał. Uniósł ją w górę, a ona odruchowo znów opasała go nogami. Dłonie położyła na barczystych ramionach i teraz patrzyła na niego z góry, chociaż niewielka to była przewaga. Ciemne, jedwabiste kosmyki włosów musnęły jego twarz, sprawiając, że nieznacznie zadrżał.
Ile by dał, aby wyssać z niej chociaż odrobinę krwi! Wystarczyłoby mu nawet kilka kropli.
– Panie czarodzieju… – wymruczała, palcami przeczesując jasne włosy. Też były miękkie i przyjemne w dotyku, chociaż skórę na skroniach miał zimną, prawie lodowatą. Nie czuła też bicia jego serca. Może chociaż to była prawda, że serca wampirów umierały i nie pompowały już życiodajnej krwi?
– Chciałabym wrócić do domu – dodała. – Zabierzesz mnie?
Prychnął z ironią, jakby nie dowierzając tej bezczelności. Jednocześnie musiał przyznać, że go zaintrygowała.
– Nie boisz się?
– Boję. – Wyszeptała mu na ucho. Miała ciepły, przesycony słodyczą oddech. – Ale odwaga to nie brak strachu. To umiejętność jego pokonywania.
– Coś w tym jest – odpowiedział nieuważnie, bo pochłonęło go coś całkiem innego. Oparł głowę o jędrne piersi i wsłuchiwał się w szybkie bicie jej serca. Tak mocne i rytmiczne, jak muzyka, która ich otaczała. Oparł i wcale nie miał ochoty się wycofać, zwłaszcza, gdy poczuł jak otoczyły go szczupłe ramiona. Przygarnęły, otuliły i zamknęły w świecie złożonym z pulsującego dźwięku i narastającego żaru ciała.
Powinien jak najszybciej się pozbyć tej kobiety.
Powinien…
Muzyka zwolniła, przycichła. Stała się dudniącym echem, hipnotyzującym powtarzającymi się frazami. Była teraz niczym dotyk kochanki, delikatna pieszczota smukłych palców. Nadal prowadziła ku szaleństwu, ale teraz zupełnie inną drogą. Krętą, falującą sinusoidą pożądania. Była tłem dla pęczniejącego podniecenia.
– Wracajmy, proszę – wyszeptała Selene. – Panie czarodzieju…
Nie powinna tak go nazywać, ale nie potrafiła się powstrzymać. Dla niej na zawsze pozostanie dobrym duchem, takim, który ją rozczarował, ale dobrym. To absurdalne, lecz tak właśnie czuła. Była szczęśliwa, gdy znalazł się gdzieś blisko, a gdy ta bliskość zamieniła się w intymność, ogarnęła ją euforia.
Powinna jak najszybciej go odtrącić i zapomnieć.
Powinna…
– Wrócimy – wymruczał. – Wrócimy mała Selene.
Delikatny powiew powietrza, nagła cisza i półmrok, z którego wyłoniły się kontury jej własnej sypialni.
Leżała na łóżku. Sama, pełna rozczarowania i zawiedziona, bo tak niespodziewanie zniknął. I szczęśliwa, bo dotrzymał słowa, odsyłając ją do domu. Szkoda, że akurat w momencie, gdy najmniej tego pragnęła.
– Powinnam się leczyć – powiedziała karcąco. – Albo znaleźć sobie normalnego faceta.
– Może mnie? – rozległ się głuchy głos tuż obok, a Selene o mało co nie zeszła na zawał.
– Do cholery! – zerwała się na równe nogi, dopadając okna, za którym siedział zombie. Ubrany, w pełnym makijażu, siedział na dachu przybudówki, z tomikiem poezji w ręku, tęsknym spojrzeniem wpatrując się w księżyc.
– Akurat ty odbiegasz od standardów normalny facet. Co robisz pod moim oknem?
– Danika kazała mi dać znać, kiedy wrócisz. I czy wrócisz – dodał po namyśle. – Uznałem, że to dobre miejsce, bo nie narusza twojej prywatności.
– Widać, że jednak coś bezpowrotnie ci zgniło.
– Te rzeczy – zerknął w dół, pomiędzy własne nogi – nie zgniły.
– Bogowie, nie! – zajęczała Selene. – Siedzę na dachu z zombie, dyskutując o jego możliwościach seksualnych. To nie może być realne!
– Mam zdjąć spodnie? – zaproponował nie zrażony Dawid.
– Nie, znikaj stąd, bo inaczej potraktuję cię takim zaklęciem, że zamienisz się w dymiącą kupkę popiołu.
– Niedobra kobieta – spojrzał na nią z wyrzutem, a potem zaskakując zwinnie zeskoczył na ziemię. Selene z hukiem zatrzasnęła okno, po czym padła na łóżko. Leżąc na wznak, wpatrywała się w sufit, zastanawiając, czym jeszcze zaskoczy ją życie w najbliższych dniach.
Siergiej…
Czy to było jego prawdziwe imię? Zamknęła oczy, wydobywając z zakamarków pamięci szczegóły ich dzisiejszego spotkania. Każde spojrzenie, każde słowo, każdy gest.
Oddech przyspieszył, a serce zabiło niespokojnym rytmem.
Czym była dla niego ich znajomość? Na pewno wściekał się o tamtą umowę. Gdyby nie ona, pewnie już dawno by ją zabił, albo sam, albo z czyjąś pomocą. Na przykład Kristofera. Umowa, chociaż zawarta jakby od niechcenia, chociaż była wątłą przeszkodą, to jednak ją chroniła.
Przypomniała sobie, jak się w nią wtulił, jak na przyjęciu chwycił w ramiona,
Nie, nie powinna się dać ponieść wyobraźni. Za wiele wiedziała, za dużo widziała. Oni, z tamtej strony, z międzyświata, nie potrafili czuć z kimkolwiek więzi. Byli samolubni, egoistyczni i skoncentrowani na własnych potrzebach.
Ona mnie uwolniła, mamy pakt. Te słowa echem odbiły się w jej umyśle. Pakt, pakt, zawsze ten cholerny pakt. Jednocześnie ją chronił, jak i denerwował. Dlaczego? Bo albo był prawdą, albo znakomitą wymówką. Dopóki jednak trwał, nie miała szansy, aby dowiedzieć się prawdy.
Chyba że… Te trzy dni. Zaledwie trzy dni w miesiącu, gdy była tylko człowiekiem, całkiem normalną kobietą. Tajemnica, jaką znały tylko dwie osoby, Danika i Sara. Trzy dni, podczas których siedziała w domu, w zamkniętym pokoju, którego drzwi i okna obwiesiła wcześniej zaklęciami i amuletami.
Trzy dni, gdy była całkowicie bezbronna.
Co będzie, gdy Siergiej pozna tę tajemnicę?
Uśmiechnęła się ze smutkiem. Co będzie? Pewnie ją zabije. Wykorzysta okazję, nasyci się krwią i pozbędzie kłopotu. Nie powinna nawet dopuszczać do siebie cienia myśli, że mogłoby być inaczej.
I strzec swojego sekretu za wszelką cenę.
Leave a Reply