
Dzień wolny był tym, czego Michał potrzebował. W całości spędził go sam we własnym łóżku, oglądając koreańskie seriale, których był skrytym acz żarliwym fanem. Oczywiście nie romansów, aż tak źle z nim nie było. Już raczej fantastyki, horrorów i innych gatunków. Leżał na kanapie, podjadał chipsy, popijał zimnym piwem i buszował na Netflixie w poszukiwaniu kolejnej perełki. Na obiad zamówił pizzę, na kolację sushi i życie nagle stało się piękne.
Niestety jak to bywa, los potrafi przyjebać z bezwzględną precyzją.
Odprężony i zrelaksowany Michał zjawił się w pracy kolejnego dnia, ale zamiast na Kirę, natknął się w salonie na osła.
Zastygł w bezruchu, zastanawiając się, czy to ten kac z przedwczoraj czy ma po prostu niezdrowe halucynacje i musi wziąć jeszcze kilka dni wolnego. Gapił się na przeżuwającego kopytnego w całkowitym milczeniu, potem przypomniał sobie dwie urocze świnki, w dalszej kolejności Kirę i wtedy przyszło mu do głowy, że szkoda, że to jednak nie jest jakiś pająk. Niechby i jadowity, ale mniejszy i mniej kłopotliwy.
Osioł jakby wyczuwając, że przykuł jego uwagę, głośno zaryczał i narobił na podłogę.
– Co tak stoisz jak ten słup soli? – usłyszał za plecami. – Trzeba posprzątać.
Obok pojawiła się Kira, beznamiętnie przyglądając się nowemu lokatorowi.
– Co on tutaj robi? – zapytał Michał, chociaż już znał odpowiedź. Nie na darmo ostrzegał, że Laura z Kirą się polubiły. Z tego musiały wyniknąć kłopoty!
– Chwilowo zamieszka, bo nie mamy dla niego lokum, a na dworze straszny mróz.
– Osioł? W mieszkaniu? W luksusowym apartamentowcu? – upewnił się.
– Tak. Od czasu do czasu wyjdziesz z nim na spacer.
– Po co? Mówiłaś, że jest zimno.
– Dobrze, to wyprowadzisz go na balkon, żeby chociaż zaczerpnął świeżego powietrza.
– Będzie chodził z nami na różaniec?
– Nie, na próby jasełkowe – powiedziała w zamyśleniu. – Dałam mu na imię Stefan.
– Miał przecież zamieszkać w chlewiku po świnkach?
– Laura chciała go nieco wyremontować i zawalił się dach.
Michał milczał. Przeszedł do kuchni, zrobił sobie kawę, wypił ją duszkiem i ze spokojem zapytał:
– Jedziemy na mszę?
– Tak – odparła, ale z dziwną, nie pasującą do niej rezygnacją.
– Nie masz ochoty, prawda?
– Muszę pokonać grzech lenistwa.
– A nie lepiej, żeby to on dziś pokonał ciebie?
– Nie ma takiej opcji. Wypij kawę, ja pójdę jeszcze na górę i zaraz wrócę.
W kościele przysnęło mu się w ławce, czym zasłużył na kuksańca i potępiające spojrzenie. Ale faktycznie, zdołał zauważyć, że dzisiaj Kira była bardzo nieswoja. Nawet straciła odrobinę swojego słynnego opanowania.
– Czy coś się stało? – zapytał, gdy już wracali do domu. – Masz dziwną minę i nawet nie dostałem kary w postaci zdrowasiek za spanie na mszy.
Przez długą chwilę milczała.
– Byłam wczoraj na zakupach – powiedziała w końcu. – I chyba widziałam znajomą twarz. Jednak za nic nie mogę sobie przypomnieć do kogo należy i czy jest zagrożeniem. To mnie niepokoi.
– Męska, kobieca?
– Kobieca.
– Czy ona cię rozpoznała albo w jakikolwiek sposób zareagowała?
– Nie, chociaż był taki moment… – zamyśliła się. – Nie chcę kłamać, bo to grzech, ale mam wrażenie, że coś tutaj nie pasuje.
– Pogadam z szefem, wzmocnimy ochronę, przeniesiemy cię do innego mieszkania. – Michał przestał być zblazowany, zamieniając się w kogoś zupełnie innego. – Nie wiem, co z jasełkami i kościołem, ale przygotuj się na oglądanie mszy w telewizji.
– To nie to samo.
– Wolisz zamieszkać u stwórcy?
– Chodziło mi o to, że to nie ma takiego wymiaru duchowego.
– Za to ty możesz zamienić się w ducha, szybciej niż przypuszczasz. Dzwonię do Bastiana, musimy ci znaleźć nowe lokum. Tak na wszelki wypadek. I wzmocnić ochronę – dodał w zamyśleniu.
– Sam nie dasz rady? – zapytała nieco uszczypliwie.
– Nie, nie dam – odparł ze spokojem. – To rzeczywistość, a nie amerykański film z rodzaju zabili go i uciekł. Przyda się wsparcie.
Po krótkiej acz burzliwej wymianie zdań, wrócił do Kiry, która z nieco nieobecnym wyrazem twarzy, karmiła nowego lokatora.
– Przeprowadzasz się – powiedział. – Szef uznał, że jego willa może robić za niezdobytą twierdzę. Poza tym tylko samobójca odważyłby się zaatakować na terenie posiadłości Bastiana.
– Co z moim biurem? Mówiłeś, że jest prawie gotowe.
– Przeniesiemy je do pomieszczenia gospodarczego.
– A Stefan?
– Trzy lata temu po luksusowych salonach latały dwie świnie, jeden osioł nie robi różnicy. Spakuj się. W miarę szybko, przyjadą po nas za godzinę.
– No dobrze – westchnęła, ale nie protestowała. Nawet się ucieszyła. Towarzystwo Laury było nęcącą perspektywą. – Będę gotowa za godzinę.
Operacja przeprowadzka poszła gładko i bez komplikacji. Osiołek zamieszkał tymczasowo w holu głównym, Michał wrócił do swojej starej kwatery, a Kira dostała apartamenty na piętrze. Podejrzeń nie udało się potwierdzić, ale i tak Dębski stwierdził, że lepiej nie ryzykować.
– Dom jest duży, jedna osoba więcej różnicy nie zrobi – powiedział, wzruszając ramionami. – Macie też szlaban na poranne msze i wieczorne różańce. Doceń moją troskę – dodał z ironią, obserwując blask bijący z twarzy podopiecznego.
– Szefie – wyszeptał ze wzruszeniem Michał. – Wybawicielu mój! Dobroczyńco!
– Zapamiętaj to, jak następnym razem będziesz mnie nazywał „bezbożnikiem”.
– Szefie, przecież to było w ramach akcji ratunkowej.
– Mój wacek nie odczuł twojej wielkoduszności.
– Ratowałem dobre imię szefa!
– Wiesz kretynie jeden, jak musiałem potem kombinować? Zanim się to wszystko zagoiło, doszło do siebie, ile razy musiałem odmówić seksu? Mało co, by się ze mną rozwiodła – dodał z przekąsem Dębski. – Dobra, trzeba coś zrobić z tym osłem, zeszczał się na marmurową posadzkę. Kiedy będzie gotowy ten cholerny chlewik? – wydarł się Bastian, powodując nerwowe drganie powieki u stojącego nieopodal byczka.
– Pojutrze – uspokoił go Michał. – Dwie noce i jeden dzień wytrzymamy.
– Skąd takie kobiety się biorą? – zadał metaforyczne pytanie Dębski. – Zamiast drogich perfum, markowych ciuchów czy biżuterii, wolą świnie, kury i inny typ inwentarza. No nic, my wyjeżdżamy za tydzień, zajmiesz się domem i Stefanem, pojedziesz też po świnki.
– A, te świnki – powiedział ze zrozumieniem Michał.
– Tak, wnuczęta Babe i Malina. To też przez ciebie, kretynie, pomyliłeś płeć świni.
– Przynajmniej Laura zgodziła się je oddać, bo inaczej kto wie, może latałyby po salonach do dzisiejszego dnia.
– Może – zgodził się bez przekonania Dębski, przyglądając się nadzwyczaj spokojnemu kopytnemu. Potem potężnie westchnął, spojrzał na Michała i westchnął po raz kolejny. Ostatnio ukochane dzieciątka nie chciały szybko zasypiać, a niego spadł obowiązek czytania im bajeczek i śpiewania kołysanek. Cała akcja trwała ponad godzinę i biedny Bastian wracał do sypialni tak wykończony, jakby brał w wyjątkowo ciężkiej oraz krwawej akcji. Wizja wakacji wcale go tak nie nęciła, ale teściowa zaprosiła do siebie na święta i nie wypadało odmówić. Miał tylko nadzieję, że w opiece wspomogą go dziadkowie uroczych wnucząt i to napawało niewielką otuchą.
– Idę, mam jutro dwa pogrzeby. Trzeba się przygotować – mruknął.
– Oficjalne czy nieoficjalne? – zainteresował się Michał.
– Co ty z tym… – zdenerwował się Dębski. – Oczywiście, że oficjalne. Skończyłem z działalnością przestępczą, po tym jak przyśniło mi się, że w szkole kazali napisać dzieciom opowiadanie pod tytułem Co robi mój tatuś. Wiesz co by było, gdyby przekopali najbliższy cmentarz? Dożywocie bez dwóch zdań. Chociaż w sumie – zamyślił się, a Michał parsknął śmiechem, bo doskonale wiedział, co właśnie błąkało mu się po głowie.
– Dopilnuję, żeby chlewik był gotowy na jutro. Idę po sianko.
– A idź, idź.
Najbliższy tydzień upłynął w miarę spokojnie. Kira posłusznie modliła się oglądając TV Trwam, nie wyrywając się do porannych mszy, ale niestety Michałowi się nie upiekło. Musiał klęczeć na dywanie razem z nią. Stefan trafił do dawnego chlewiku, Bastian z rodziną wyjechał i zaczął padać śnieg. Michał zaczął też wozić Kirę do kościoła w obstawie tuzina napakowanych ochroniarzy, bo przecież trzeba było kontynuować próby jasełkowe. Siedział później przy żłóbku, owinięty prześcieradłem, od czasu do czasu recytując przeznaczone sobie kwestie i piastując w objęciach pluszowego dinozaura we wściekle fioletowym kolorze. Dinozaur został wypożyczony na szybko i Kira stwierdziła, że elegancko zawinięty w dużą, białą płachtę, może w powodzeniem grać malutkiego Jezuska. W ogóle to była bardzo przejęta organizacją i zapomniała nawet o tym, że miała nawrócić Michała na ścieżkę prawości i wiary.
W salonie zagościła ogromna choinka. Kira na wigilię została zaproszona do wujostwa, a Michał czy chciał, czy nie chciał, musiał jej towarzyszyć. Trochę marudził, bo z policją miał głównie kontakt podczas aresztowań, ale w sumie nie miał wyboru. Ubrany w elegancki garnitur, czekał na Kirę w kuchni, dopijając kawę i z zadumą rozmyślając o zawiłościach ludzkiego losu. Kto by pomyślał, że będzie mu dane dzielić się opłatkiem z byłym szefem szefów psów, jaki ich w duchu nazywał. Na głos przy swojej podopiecznej ośmielił się tylko raz i po długim, wyczerpującym rachunku sumienia oraz okazaniu skruchy, obiecał sobie, że nigdy więcej.
– Jestem gotowa, możemy jechać.
– Znów na czarno? – Odrobinę się skrzywił. – Nie masz czegoś w innym kolorze? W końcu to święto radości.
– Lubię ten kolor. I miałeś się do mnie nie zwracać per ty.
– Przepraszam panienkę – powiedział, chociaż w jego głosie nie dawało się wyczuć ani grama skruchy. – Zgodnie z zaleceniem szefa kupiłem wino i kwiaty.
– Ja mam święte obrazki – oświadczyła z dumą. – Z samego Lourdes.
– Będą zachwyceni.
Zerknęła na niego podejrzliwie, słusznie wyczuwając kpinę. Słabo mi idzie to nawracanie grzesznika, oj słabo, pomyślała zdegustowana Kira. Modlił się, kiedy mu kazała, klęczał, kiedy musiał, ale nie wyczuwała w tym szczerości. Ani grama, a to wytrącało ją z równowagi. Potem przypomniała sobie, że jutro wielki dzień, bo po mszy miały odbyć się jasełka. Westchnęła z uniesieniem, bo zapowiadało się naprawdę uroczyste przedstawienie.
Leave a Reply