fbpx

Zielone, niebieskie, ona (II)

with Brak komentarzy

czy można zmienić swoje przeznaczenie?
 

Pan inspektor chyba pożałował swojej wczorajszej słabości, bo nazajutrz wezwał ją na kolejne przesłuchanie. Lecz tym razem był tak oschły i nieuprzejmy, że wywołało to nawet zdumienie drugiego z policjantów. Laura udzielała skąpych, zdawkowych odpowiedzi, ze wszelkich sił unikając tematu nocnego koszmaru i związanego z nim komplikacji. Lecz do czasu.

Wróćmy do wyglądu podejrzanego.

Leżąc pod łóżkiem chyba niewiele widziała? – To ten drugi, najwyraźniej nie wtajemniczone w szczegóły wczorajszej rozmowy.

Wskazała jego. Zapamiętała oczy. – Iago położył na stole pamiętne zdjęcie. Milczała jak zaczarowana, ale też nie bardzo wiedziała, co ma mówić. Prawdę? Była głupia i nieprawdopodobna. Skłamać, że zełgała, przypadkiem trafiając na właściwy trop? Też głupie. Nie uwierzą, zwłaszcza on.

Oczy? Spod łóżka? Niemożliwe!

Wiem. Dlatego sądzę, że nasza panna tajemnicza kłamie. – Pochylił się, opierając łokciami o stół. – Albo przynajmniej coś ukrywa.

A więc nie uwierzył w to, co mu wczoraj wyjawiła.

Powiedziałam prawdę.

Wyprostował się, wzruszył ramionami. Zmierzył ją bezczelnym, wyjątkowo szyderczym spojrzeniem. Zupełnie inaczej patrzył na nią wczorajszego wieczoru. Drugi z mężczyzn też miał nieco sceptyczną minę, ale był nastawiony raczej neutralnie.

Dobrze, na dziś to już wszystko.

Mogę iść? – spytała z niedowierzaniem. Oczekiwała raczej czegoś w stylu zamknięcia w klaustrofobicznej celi.

Tak.

I to wszystko. Wyszła na zewnątrz, znów stanęła pod niewielkim wykuszem, ale tym razem chroniąc się przed słońcem, a nie deszczem. Była pewna, że zjawi się tutaj jeszcze nie raz. Szkoda że powiedziała to o oczach napastnika. Chyba postradała zmysły, dzieląc się taka informacją. Wystarczyło że opisałaby sytuację, jego buty, no, może nogi do kolan, w których i tak nie było nic szczególnego. Nie, ona jak zwykle musiała wszystko spartaczyć!

Kolejne dni upływały pod znakiem pracy, z której o dziwo, wcale jej nie zwolniono. Nie miała też okazji spotkać intrygującego policjanta, który prowadził śledztwo. Z jednej strony czuła ulgę, z drugiej miała nieokreślone poczucie straty. Cały czas pamiętała tamten pocałunek, smak jego ust, pełną erotycznego napięcie atmosferę, która pojawiła się tak nagle, by równie szybko zniknąć. Raz nawet kręciła się w pobliżu komisariatu, popijając koktajl przez słomkę i wachlując się kupioną gazetą. Na próżno, a do środka nie ośmieliła się wejść, chociaż zauważyła na parkingu jego samochód. W końcu odpuściła, a wspomnienie tamtej ulotnej chwili schowała głęboko w pamięci.

Pewnego poranka obudziła się wcześnie. Za oknem wciąż panował zmrok. Wstała, wypiła w kuchni szklankę wody i spróbowała zasnąć. Pół godziny później odpuściła. Umyła zęby, wciągnęła na cienką piżamę dres, na nogi adidasy i wyszła z mieszkania, po cichu zamykając drzwi. Szybkim krokiem pomaszerowała na plażę. Naturalnie była całkiem pusta, a fale leniwie uderzały o brzeg. Usiadła na miękkim piasku, obejmując ramionami kolana. Słońce właśnie wschodziło, a za jej plecami budziło się do życia całe miasto. Zsunęła kaptur z głowy, by poczuć delikatny jak pieszczota powiew wiatru.

Chociaż plaża była niewielka i raczej obskurna, to dla Laury była to chwila magiczna, jedyna w swoim rodzaju. Jedyne czego żałowała, to tego, że jest tu sama. Pierwszy raz od kilku dni pomyślała o ciemnookim policjancie, później wzruszyła ramionami. Nie powinna dopisywać do banalnego pocałunku całej historii miłosnej. Chociaż dla niej nie był banalny.

Ciii! – wyszeptał ktoś za nią. Zdrętwiała z przerażenia, bo tego się nie spodziewała. – Lepiej nie krzycz.

W ostatnich słowach dało się słyszeć ostrzeżenie. Mężczyzna przytulił się do jej pleców, objął ją ramionami, opasał nogami. Wszystkie jej zmysły krzyczały o pomoc, ale ona milczała, usiłując uspokoić galopujące jak oszalałe serce.

Pewnie się zastanawiasz kim jestem i co ci zrobię? Prawda?

Dopiero teraz dosłyszała w jego głosie dziwnie śpiewny akcent. Nie był więc rodowitym Hiszpanem, chociaż dłonie które przytrzymywały ją w miejscu były silne i zbrązowiałe od słońca.

Nie lubię trzymać ludzi w niepewności, to nie w moim stylu. Zresztą – cicho się zaśmiał – normalnie po prostu bym cię zabił.

Zaczęła się domyślać, z kim ma do czynienia.

Tak, też cię zabiję, ale może trochę później. Co ty na to?

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)