Zielone, niebieskie, ona (II)

with Brak komentarzy

niezwykła historia trójkątu miłosnego

Pan inspektor chyba pożałował swojej wczorajszej słabości, bo nazajutrz wezwał ją na kolejne przesłuchanie. Lecz tym razem był tak oschły i nieuprzejmy, że wywołało to nawet zdumienie drugiego z policjantów. Laura udzielała skąpych, zdawkowych odpowiedzi, ze wszelkich sił unikając tematu nocnego koszmaru i związanego z nim komplikacji. Lecz do czasu.

– Wróćmy do wyglądu podejrzanego.

– Leżąc pod łóżkiem chyba niewiele widziała? – To ten drugi, najwyraźniej nie wtajemniczone w szczegóły wczorajszej rozmowy.

– Wskazała jego. Zapamiętała oczy. – Iago położył na stole pamiętne zdjęcie. Milczała jak zaczarowana, ale też nie bardzo wiedziała, co ma mówić. Prawdę? Była głupia i nieprawdopodobna. Skłamać, że zełgała, przypadkiem trafiając na właściwy trop? Też głupie. Nie uwierzą, zwłaszcza on.

– Oczy? Spod łóżka? Niemożliwe!

– Wiem. Dlatego sądzę, że nasza panna tajemnicza kłamie. – Pochylił się, opierając łokciami o stół. – Albo przynajmniej coś ukrywa.

A więc nie uwierzył w to, co mu wczoraj wyjawiła.

– Powiedziałam prawdę.

Wyprostował się, wzruszył ramionami. Zmierzył ją bezczelnym, wyjątkowo szyderczym spojrzeniem. Zupełnie inaczej patrzył na nią wczorajszego wieczoru. Drugi z mężczyzn też miał nieco sceptyczną minę, ale był nastawiony raczej neutralnie.

– Dobrze, na dziś to już wszystko.

– Mogę iść? – spytała z niedowierzaniem. Oczekiwała raczej czegoś w stylu zamknięcia w klaustrofobicznej celi.

– Tak.

I to wszystko. Wyszła na zewnątrz, znów stanęła pod niewielkim wykuszem, ale tym razem chroniąc się przed słońcem, a nie deszczem. Była pewna, że zjawi się tutaj jeszcze nie raz. Szkoda że powiedziała to o oczach napastnika. Chyba postradała zmysły, dzieląc się taka informacją. Wystarczyło że opisałaby sytuację, jego buty, no, może nogi do kolan, w których i tak nie było nic szczególnego. Nie, ona jak zwykle musiała wszystko spartaczyć!

Kolejne dni upływały pod znakiem pracy, z której o dziwo, wcale jej nie zwolniono. Nie miała też okazji spotkać intrygującego policjanta, który prowadził śledztwo. Z jednej strony czuła ulgę, z drugiej miała nieokreślone poczucie straty. Cały czas pamiętała tamten pocałunek, smak jego ust, pełną erotycznego napięcie atmosferę, która pojawiła się tak nagle, by równie szybko zniknąć. Raz nawet kręciła się w pobliżu komisariatu, popijając koktajl przez słomkę i wachlując się kupioną gazetą. Na próżno, a do środka nie ośmieliła się wejść, chociaż zauważyła na parkingu jego samochód. W końcu odpuściła, a wspomnienie tamtej ulotnej chwili schowała głęboko w pamięci.

Pewnego poranka obudziła się wcześnie. Za oknem wciąż panował zmrok. Wstała, wypiła w kuchni szklankę wody i spróbowała zasnąć. Pół godziny później odpuściła. Umyła zęby, wciągnęła na cienką piżamę dres, na nogi adidasy i wyszła z mieszkania, po cichu zamykając drzwi. Szybkim krokiem pomaszerowała na plażę. Naturalnie była całkiem pusta, a fale leniwie uderzały o brzeg. Usiadła na miękkim piasku, obejmując ramionami kolana. Słońce właśnie wschodziło, a za jej plecami budziło się do życia całe miasto. Zsunęła kaptur z głowy, by poczuć delikatny jak pieszczota powiew wiatru.

Chociaż plaża była niewielka i raczej obskurna, to dla Laury była to chwila magiczna, jedyna w swoim rodzaju. Jedyne czego żałowała, to tego, że jest tu sama. Pierwszy raz od kilku dni pomyślała o ciemnookim policjancie, później wzruszyła ramionami. Nie powinna dopisywać do banalnego pocałunku całej historii miłosnej. Chociaż dla niej nie był banalny.

– Ciii! – wyszeptał ktoś za nią. Zdrętwiała z przerażenia, bo tego się nie spodziewała. – Lepiej nie krzycz.

W ostatnich słowach dało się słyszeć ostrzeżenie. Mężczyzna przytulił się do jej pleców, objął ją ramionami, opasał nogami. Wszystkie jej zmysły krzyczały o pomoc, ale ona milczała, usiłując uspokoić galopujące jak oszalałe serce.

– Pewnie się zastanawiasz kim jestem i co ci zrobię? Prawda?

Dopiero teraz dosłyszała w jego głosie dziwnie śpiewny akcent. Nie był więc rodowitym Hiszpanem, chociaż dłonie które przytrzymywały ją w miejscu były silne i zbrązowiałe od słońca.

– Nie lubię trzymać ludzi w niepewności, to nie w moim stylu. Zresztą – cicho się zaśmiał – normalnie po prostu bym cię zabił.

Zaczęła się domyślać, z kim ma do czynienia.

– Tak, też cię zabiję, ale może trochę później. Co ty na to?

 

 

KUPUJĘ CAŁY ODCINEK

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)