Zielone, niebieskie, ona (III)

with Brak komentarzy

opowiadanie erotycznePan inspektor chyba pożałował swojej wczorajszej słabości, bo nazajutrz wezwał ją na kolejne przesłuchanie. Lecz tym razem był tak oschły i nieuprzejmy, że wywołało to nawet zdumienie drugiego z policjantów. Laura udzielała skąpych, zdawkowych odpowiedzi, ze wszelkich sił unikając tematu nocnego koszmaru i związanego z nim komplikacji. Lecz do czasu.

– Wróćmy do wyglądu podejrzanego.

– Leżąc pod łóżkiem chyba niewiele widziała? – To ten drugi, najwyraźniej nie wtajemniczone w szczegóły wczorajszej rozmowy.

– Wskazała jego. Zapamiętała oczy. – Iago położył na stole pamiętne zdjęcie. Milczała jak zaczarowana, ale też nie bardzo wiedziała, co ma mówić. Prawdę? Była głupia i nieprawdopodobna. Skłamać, że zełgała, przypadkiem trafiając na właściwy trop? Też głupie. Nie uwierzą, zwłaszcza on.

– Oczy? Spod łóżka? Niemożliwe!

– Wiem. Dlatego sądzę, że nasza panna tajemnicza kłamie. – Pochylił się, opierając łokciami o stół. – Albo przynajmniej coś ukrywa.

A więc nie uwierzył w to, co mu wczoraj wyjawiła.

– Powiedziałam prawdę.

Wyprostował się, wzruszył ramionami. Zmierzył ją bezczelnym, wyjątkowo szyderczym spojrzeniem. Zupełnie inaczej patrzył na nią wczorajszego wieczoru. Drugi z mężczyzn też miał nieco sceptyczną minę, ale był nastawiony raczej neutralnie.

– Dobrze, na dziś to już wszystko.

– Mogę iść? – spytała z niedowierzaniem. Oczekiwała raczej czegoś w stylu zamknięcia w klaustrofobicznej celi.

– Tak.

I to wszystko. Wyszła na zewnątrz, znów stanęła pod niewielkim wykuszem, ale tym razem chroniąc się przed słońcem, a nie deszczem. Była pewna, że zjawi się tutaj jeszcze nie raz. Szkoda że powiedziała to o oczach napastnika. Chyba postradała zmysły, dzieląc się taka informacją. Wystarczyło że opisałaby sytuację, jego buty, no, może nogi do kolan, w których i tak nie było nic szczególnego. Nie, ona jak zwykle musiała wszystko spartaczyć!

Kolejne dni upływały pod znakiem pracy, z której o dziwo, wcale jej nie zwolniono. Nie miała też okazji spotkać intrygującego policjanta, który prowadził śledztwo. Z jednej strony czuła ulgę, z drugiej miała nieokreślone poczucie straty. Cały czas pamiętała tamten pocałunek, smak jego ust, pełną erotycznego napięcie atmosferę, która pojawiła się tak nagle, by równie szybko zniknąć. Raz nawet kręciła się w pobliżu komisariatu, popijając koktajl przez słomkę i wachlując się kupioną gazetą. Na próżno, a do środka nie ośmieliła się wejść, chociaż zauważyła na parkingu jego samochód. W końcu odpuściła, a wspomnienie tamtej ulotnej chwili schowała głęboko w pamięci.

Pewnego poranka obudziła się wcześnie. Za oknem wciąż panował zmrok. Wstała, wypiła w kuchni szklankę wody i spróbowała zasnąć. Pół godziny później odpuściła. Umyła zęby, wciągnęła na cienką piżamę dres, na nogi adidasy i wyszła z mieszkania, po cichu zamykając drzwi. Szybkim krokiem pomaszerowała na plażę. Naturalnie była całkiem pusta, a fale leniwie uderzały o brzeg. Usiadła na miękkim piasku, obejmując ramionami kolana. Słońce właśnie wschodziło, a za jej plecami budziło się do życia całe miasto. Zsunęła kaptur z głowy, by poczuć delikatny jak pieszczota powiew wiatru.

Chociaż plaża była niewielka i raczej obskurna, to dla Laury była to chwila magiczna, jedyna w swoim rodzaju. Jedyne czego żałowała, to tego, że jest tu sama. Pierwszy raz od kilku dni pomyślała o ciemnookim policjancie, później wzruszyła ramionami. Nie powinna dopisywać do banalnego pocałunku całej historii miłosnej. Chociaż dla niej nie był banalny.

– Ciii! – wyszeptał ktoś za nią. Zdrętwiała z przerażenia, bo tego się nie spodziewała. – Lepiej nie krzycz.

W ostatnich słowach dało się słyszeć ostrzeżenie. Mężczyzna przytulił się do jej pleców, objął ją ramionami, opasał nogami. Wszystkie jej zmysły krzyczały o pomoc, ale ona milczała, usiłując uspokoić galopujące jak oszalałe serce.

– Pewnie się zastanawiasz kim jestem i co ci zrobię? Prawda?

Dopiero teraz dosłyszała w jego głosie dziwnie śpiewny akcent. Nie był więc rodowitym Hiszpanem, chociaż dłonie które przytrzymywały ją w miejscu były silne i zbrązowiałe od słońca.

– Nie lubię trzymać ludzi w niepewności, to nie w moim stylu. Zresztą – cicho się zaśmiał – normalnie po prostu bym cię zabił.

Zaczęła się domyślać, z kim ma do czynienia.

– Tak, też cię zabiję, ale może trochę później. Co ty na to?

Odważyła się w końcu wykręcić głowę. Napotkała spojrzenie jego oczu. Uśmiechał się, a ich kąciki marszczyły się zabawnie, nadając twarzy nieco figlarny wyraz. Lecz to tylko pozory, bo ona widziała malujący się w nich uczuciowy chłód i wyrachowanie.

– Pewnie się zastanawiasz dlaczego później? Otóż dzień po kolejnej, znakomicie zaplanowanej akcji, dowiedziałem się, że mój mały, prywatny i spersonalizowany pokaz miał świadka. W dodatku ten świadek dokładnie potrafił opisać pewien znak szczególny mojego wyglądu. On, a w zasadzie ona, ukryła się pod łóżkiem. Przyznam, że nie spodziewałem się czyjejkolwiek obecności. Zlekceważyłem procedury. Sama rozumiesz, sukcesy rozleniwiają człowieka do tego stopnia, że zaczyna on być nieostrożny. Popełniłem błąd, który muszę naprawić. Ale zanim cię zabiję, chciałbym się dowiedzieć gdzie się spotkaliśmy, skoro ci się śniłem? Nie zaprzeczaj, słuchałem nagrania z twoim zeznaniem.

– Jak… – odchrząknęła. – Jak się dowiedziałeś?

– Mam przyjaciół.

Nie była głupia, nie musiała pytać o szczegóły. Patrzyła na niego w milczeniu, po raz kolejny przeżywając tamtą scenę, gdy wycelował broń w jej głowę i strzelił.

– Skoro i tak mnie zabijesz…

– Jakość twojej śmierci chyba ma znacznie? – Ponieważ wciąż na niego patrzyła, ujął palcami jej podbródek, ściskając z taką siłą, że nie potrafiła poruszyć głową ani na milimetr. W jego oczach zamigotało okrucieństwo i Laura zrozumiała, że jednego może być pewna. Nie kłamał.

– Czy to aż takie ważne?

– Nie żartuj – posłał jej karcące spojrzenie. – Gdyby nie było, już dawno leżałabyś martwa, zagrzebana w piasku. Naprawdę chcę wiedzieć, kiedy i gdzie się spotkaliśmy. Mam znakomitą pamięć do twarzy, zwłaszcza kobiecych, ale twojej za nic nie kojarzę. Byłaś kelnerką w barze gdzie zamawiałem jedzenie? Może dziwką w jakimś klubie? O! Zarumieniłaś się! Uroczo. Dziwki się nie rumienią, więc wycofuję ostatnie.

– Nie znamy się – powiedziała zgodnie z prawdą. – Nigdy się nie spotkaliśmy.

– Kłamiesz! – Niezadowolony zmarszczył brwi.

– Nie kłamię. Powiem ci prawdę, tak jak powiedziałam temu policjantowi. Powiem nawet więcej. Ale i tak mi nie uwierzysz.

– Czyli tylko ci się śniłem?

– Nie ty. Moja śmierć. Zabiłeś mnie w hotelowej łazience jednym strzałem. Wycelowałeś pomiędzy oczy, pociągnąłeś za spust. – Nie miała pojęcia skąd w niej tyle odwagi. Mówiła, patrząc mu prosto w oczy. Bez odrobiny zakłopotania czy zażenowania. Bez strachu, jakby nie siedziała na pustej plaży w objęciach mordercy. – Wtedy się obudziłam. Sytuacja ze snu zdarzyła się na jawie, ale dokładnie pamiętałam nocny koszmar i zamiast łazienki wybrałam kącik pod łóżkiem. Lecz przeznaczenie walczy o swoje – uśmiechnęła się ze smutkiem. – Zawsze walczyło o swoje, a ja zawsze przegrywałam.

– Zawsze? To nie był pierwszy raz?

– Nie.

Umilkła. On również się nie odzywał. Zastanawiał się, co powinien zrobić. Ostrożność i wieloletnia praktyka podpowiadały jedno: zabić. Ale ciekawość wciąż brała górę nad zdrowym rozsądkiem. Poza tym dziewczyna miała takie piękne oczy, duże, zielone jak wiosenna trawa, otoczone wianuszkiem długich, ciemnych rzęs. W zasadzie była całkiem zwyczajna, ładna, ale zwyczajna. Tylko te oczy i wykrojone w przemyślny sposób usta, z kącikami uniesionymi w górę, jakby czaił się w nich ukryty uśmiech, zwróciły jego uwagę.

– Opowiedz o tym – wymruczał, wtulając twarz w niesforne, złociste kosmyki włosów. – Opowiedz o swoich snach, o swoim darze.

– Nie ma tego wiele. I to nie dar, to przekleństwo – dodała z goryczą.

– Dlaczego?

– Pewnej nocy śniłam, że jadę ulicą miasta. To była wąska, dość wyboista droga, bez pobocza, z nierównym chodnikiem po obu stronach. Szła nim matka z dzieckiem, chłopcem. Miał może dwa, może trzy lata. Nigdy o to nie zapytałam. Wyrwał się jej, wbiegając prosto pod koła prowadzonego przeze mnie samochodu. Zginął na miejscu. Byłam przerażona, bo dotąd moje sny dotyczyły mniej ważnych spraw. Rok później zaczęłam kurs prawa jazdy. Instruktor kazał mi skręcić w prawo, w wąską, krętą uliczkę. Od raz ją poznałam. – Westchnęła. Przymknęła oczy, oparła się o jego pierś, głowę położyła na ramieniu. Jakby był kochankiem, a nie oprawcą. – Jechałam ostrożnie, bardzo ostrożnie. Zdążyłam wyhamować. Jadący z naprzeciwka samochód już nie.

– Chłopiec zginął?

– Tak.

– Często się to zdarza?

– Sny? Nie wiem. Czasami po prostu nic nie pamiętam, chociaż jestem przekonana na sto procent, że było niezwykle ważne. Są nieregularne, nieprzewidywalne. Najdłuższa przerwa to trzy lata, najkrótsza to dwa dni.

– Bardzo ciekawe. Mam w to uwierzyć? – Mocniej zacisnął ramiona, sprawiając jej tym ból. Lecz nie poruszyła się, nie zaprotestowała.

– Wierz w co chcesz – powiedziała zmęczona. – Żałuję tylko, że umrę tak daleko od domu. Tak strasznie daleko…

Pomimo że siedziała teraz odwrócona do niego plecami i nie mógł widzieć jej twarzy, wyciągnął dłoń i bardzo delikatnie starł z policzka łzy, które wymknęły się spod przymkniętych powiek.

– Powiedzmy, że jestem na tyle szalony, żeby ci uwierzyć. Ale nic za darmo. Zabawimy się.

– Zabawimy?

– Nie tak jak myślisz słoneczko, nie tak! – Nie mógł się nie roześmiać, widząc minę dziewczyny. – Zupełnie inaczej. Puszczę cię wolno. Na razie.

– Tak po prostu?

– Tak po prostu. Lecz zaplanuję twoją śmierć z wyjątkową precyzją. Puszczę wodze wyobraźni i możesz mi wierzyć, będzie wyjątkowo okrutna. Twierdzisz że twoje sny cię ostrzegają. Skoro tak, to nie powinnaś mieć problemu, aby mnie przechytrzyć i po raz kolejny umknąć przeznaczeniu.

Odwróciła się. Teraz siedziała tak, że jej prawe ramię dotykało jego lewego. Była przy tym niesłychanie zdumiona, jakby nie tego się po nim spodziewała.

– Zaplanujesz? A co jeśli nic mi się nie przyśni?

– Pech. Zginiesz.

– A jeśli mi się uda?

– To ułożę następny plan. I następny. A po nim kolejny. To fascynujące usiłować zabić kogoś, kto jest ode mnie słabszy, a jednocześnie silniejszy, bo wie, gdzie mogę uderzyć. Niesłychanie fascynujące. I podniecające – wymruczał, pochylając się nad nią. Ręką złapał jej włosy, silnym szarpnięciem odgiął głowę do tyłu i wpił się ustami w smukłą szyję dziewczyny. – Podniecasz mnie! – szeptał. – Podnieca mnie też możliwość igrania z losem.

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)