Nikolaj (II)

with 5 komentarzy

 

II.

Obecnie, Sowa polarna, kolonia karna specjalnego reżimu dla więźniów dożywotnich

Nagie ściany wywoływały u niego szaleństwo. Były niczym projekcja przeszłości, o której nigdy nie miał zapomnieć. Dlaczego do chuja stracił wspomnienia z ostatnich dziesięciu lat, a nie tamte, przywołujące koszmary i cierpienie?

Pamiętał swoje początki w Petersburgu. Co tu dużo mówić, zaczął jako męska dziwka, ale ci którzy lekceważyli go z tego powodu, bardzo szybko pożałowali swych kpin. Trafił do więzienia z krótkim wyrokiem. I znów wrócił do Stepana.

Podziwiał go. Może nawet na swój pokręcony sposób kochał. Byli nie tylko partnerami w związku; Stepan szybko postarał się, aby jego podopieczny uzyskał oficjalny status złodzieja w prawie. Tylko jemu Nikolaj pozwalał na rolę dominującego podczas seksu. Lecz z czasem pojawiły się kłótnie i awantury, bo Nikolaj nie grzeszył wiernością, a Stepan był o niego cholernie zazdrosny. Być może doszliby do porozumienia, a być może pozabijali się nawzajem, ale wtedy to Aleksandrovicha zamknięto na kilka lat. Można powiedzieć, że poczuł się zbyt pewnie i zabił nie tego człowieka, co trzeba. Kobietę, z którą miał romans Nikolaj i córkę wpływowego prominenta. Tego nie mogła mu już darować nawet skorumpowana władza.

Później pamiętał Kuzniecowa. Siergiej był innym rodzajem pracodawcy. Można powiedzieć, że bardziej normalnym. Otaczał się wpływowymi ludźmi, popularnymi artystami i znanymi sportowcami. Niestety, tutaj urywał się wątek i pojawiało dziesięć bezpowrotnie straconych lat.

Teraz znalazł się w pułapce bez wyjścia, nawet nie zachodząc w głowę, co takiego zmalował, że dostał dożywocie. Powód na pewno się znalazł.

Sowa polarna była miejscem, którego bali się nawet najbardziej zatwardziali recydywiści. Kto tu trafił, mógł się pożegnać z najmniejszą nawet nadzieją, że żywy opuści te mury. To tutaj odsiadywali wyroki seryjni mordercy, gwałciciele, pedofile, terroryści i przywódcy gangów przestępczych. Stąd nie było ucieczki, chyba że nogami do przodu. Tak naprawdę zastępowała w Rosji karę śmierci, co oznajmiano każdemu więźniowi zaraz po przybyciu.

Ocknął się w szpitalu. Co prawda przykuty do łóżka, ale gdy już odzyskał siły, sprawnie sobie z tym poradził. Poderżnął gardło lekarzowi i wydłubał oko pielęgniarce. Okazało się, że już dawno go osądzono, ale zdołał zbiec z konwoju i przez dłuższy czas skutecznie unikał kary. Niestety, gdy znaleziono go prawie martwego, nie miał najmniejszych szans na kolejną ucieczkę.

Dostał pojedynczą celę, bo jego napady furii od samego początku wzbudzały strach we współwięźniach. Skromnie umeblowaną: zbiornik na wodę, wieszak na ubrania, ubikacja i miejsce do spania. Wstawał codziennie o szóstej rano, potem nadchodziła pora na poranną toaletę. Śniadanie, tak jak inne posiłki, jadł w swojej komórce. Dalej były badania lekarskie, obiad i spacer. Polegało to na przebywaniu w betonowym obwodzie z dachem w kształcie kraty na świeże powietrze, przez które niebo mógł podziwiać jedynie unosząc głowę. Na samym końcu była kolacja i o dwudziestej drugiej gaszono światła. Z rozrywek przewidziano jedynie słuchanie radia i oglądanie telewizji, czym Nikolaj wzgardził ze wstrętem. Do pracy również się nie palił, już pierwszego dnia oznajmiając, że ma to wszystko głęboko w dupie. Zawartością biblioteki, gdzie zgodnie z regulaminem znajdowały się treści jedynie o charakterze duchowym lub artystycznym, nawet się nie zainteresował.

Najbardziej jednak wkurwiały go zasady poruszania się po więzieniu. Miał prawo to robić tylko w jednej pozycji, zgięty w pół i rękoma skrepowanymi kajdankami, o rozcapierzonych palcach, uniesionymi w górę. Na dodatek miał zabronione, by patrzeć, dokąd go prowadzą. Każdorazowe złamanie tych zasad, było surowo karane. To właśnie z tym Nikolaj nie potrafił się pogodzić i po kilku dniach uznano, że cela karna będzie dla niego najbardziej odpowiednim miejscem. W takiej celi jedyne wyposażenie stanowiła składana prycz, na której nie można ani siedzieć, ani leżeć w ciągu dnia.

Niestety, tym razem trafił się więzień nie tylko krnąbrny, ale też wyjątkowo odporny na "środki dyscyplinarne". Co z tego, że swą frustrację wyładowywali na nim z niezwykłym okrucieństwem, jeśli nie odnosiło to zamierzonego skutku? Jeśli plując krwią, śmiał się im w twarz. Jeśli szydził z nich, opowiadając, co zrobi z ich kobietami czy dziećmi, jak tylko stąd wyjdzie?

Jego status kryminalny nie miał tutaj znaczenia, ale za to szaleństwo, w które wpadał, już jak najbardziej. Budził przerażenie wśród współwięźniów, którzy przecież wcale do niewinnych nie należeli i wśród doświadczonego, doskonale wyszkolonego personelu. W końcu uznano, że lepiej będzie go zamknąć na stałe i udawać, że wszelkie procedury zostały zachowane. Może furiat zdoła się zabić i pozbędą się kłopotu?

Życie w takich warunkach całkowitej izolacji miało swoją cenę. Nikolaj z dnia na dzień czuł, że traci rozum i to dosłownie. W dzień jeszcze jakoś sobie radził, niestety później nadchodziła noc i z mroku wyłaniały się dobrze znane demony. Nie był jednak w stanie się dostosować, nawet za cenę pewnych przywilejów. Kilka razy dziennie masturbował się, wyobrażając sobie, co mógłby zrobić, gdyby miał pod ręką żywą istotę, obojętnie kobietę czy mężczyznę. Kurwa, nie pogardziłby nawet głupim bachorem, chociaż dotąd ta myśl napawała go jedynie obrzydzeniem.

Kolejna pełnia księżyca, wywołała kolejny napad szaleństwa.

Pełne bólu wycie rozniosło się echem wewnątrz więziennych murów. Na wąskim korytarzu dał się słyszeć rytmiczny stukot ciężkich, żołnierskich butów, lecz krzyczącemu mężczyźnie, było to obojętne. Jego umysł spowiła mgła, bo wróciły wspomnienia, których nie potrafił wyrzucić ze swojej głowy. Jedyne jakie miał.

Był silny swą dzikością, ale nie dał rady postawić się doskonale wyszkolonym strażnikom. Musiał ulec, chociaż zdołał kilku powalić na ziemię. Kiedy go kopali, głośno się śmiał. Pragnął tego. Pragnął aby ból fizyczny pokonał ten, który drążył jego duszę. Miał nadzieję, że w końcu go zabiją.

Który to już raz…

W końcu stracił przytomność.

Lecz nie umarł.

Kiedy się ocknął, nad sobą dostrzegł biel sufitu. Przekręcił głowę w bok i ku swemu zaskoczeniu, zamiast małego, zakratowanego okienka, ujrzał duże okno z muślinową firanką.

Nie był związany. Uniósł w górę zakrwawione dłonie. Wyglądały tak, jakby zanurzył je w wiadrze z czerwoną farbą. Usiadł z cichym stęknięciem i wtedy dostrzegł siedzącego w bezruchu mężczyznę. Wysokiego, o siwiejących włosach i pociągłej, surowej twarzy. A intensywnie niebieskie oczy świadczyły o tym, że nieznajomy był typem człowieka, którego ze wszelkich sił należało się wystrzegać.

Witaj Nikolaju – odezwał się schrypniętym głosem, obdarzając go szerokim, nieco krzywym uśmiechem. – Powiedzieć, że wyglądasz chujowo, to za mało. Coś ty z sobą zrobił chłopaku?

Nikolaj nie odpowiedział. Wstał i przeciągnął się, ani trochę nie przejmując się tymi słowami. Ziewnął, przesunął ubrudzoną dłonią po krótkich, obciętych prawie przy samej skórze włosach, po czym nagle się roześmiał.

Jednak miał o wiele więcej wspomnień, niż przypuszczał.

Witaj Stepanie Aleksandrovichu. – Górna warga uniosła się jak u atakującego drapieżnika, a w złocistych oczach zamigotało szaleństwo. – Tak, pamiętam cię.

Mężczyzna wstał, a wtedy Nikolaj chwycił go za kark, przyciągnął ku sobie i pocałował. Pazernie, z niezwykłym głodem. Jak dawno nie widzianego kochanka.

Miał kurwa jebane szczęście, bo obudził się nie tylko wolny, ale i w towarzystwie człowieka, którego doskonale znał, pamiętał oraz cenił, chociaż to ostatnie w przypadku Nikolaja zakrawało na drwinę.

Przebierz się i wykąp – powiedział Stepan, przerywając namiętny pocałunek. – Potem ruszamy w drogę.

Mam ochotę na solidne rżnięcie. Też byś miał, po trzech miesiącach pobytu w tym jebanym kurwidołku.

Wszystko w swoim czasie. Towaru ci u mnie pod dostatkiem.

Zmieniłeś branżę? – Nikolaj zerknął na niego bystro.

Nie tylko branżę, ale i miejsce zamieszkania. Między innymi dlatego nie chciałeś do mnie wrócić.

Serio? – Sięgnął po papierosy, które Stepan położył na stole. – A ja myślałem, że to dlatego, iż już ci nie stawał – zakpił Nikolaj. – Dobra, idę się wykąpać. To moje ciuchy?

Tak. Powinny pasować.

Nieźle, cholera nieźle! Nawet nie pytam, kogo zabiłeś i ile zapłaciłeś, aby mnie stamtąd wydostać.

Kola... – Stepan chwycił go za ramię. – Masz wiele wad, ale byłeś jedyną osobą, której bezgranicznie ufałem. – Głos miał poważny, ale w niebieskich oczach ukazało się coś, co niepoprawny optymista nazwałby czułością. – Tylko tobie chłopaku.

Wiem. – Nikolaj uśmiechnął się asymetrycznie, tak jak miał to w zwyczaju. Znów chwycił go za kark i dotykając czołem czoła, powtórzył szeptem:

Wiem to Stepanie Aleksandrovichu. Nie pamiętam powodu, dla którego cię porzuciłem, ale możesz być pewien, że to przeszłość. O ile oczywiście pozwolisz mi zaszaleć – wyszczerzył zęby. – Wierność nie jest moją cnotą.

Stepan nagle się roześmiał.

Nie jest Kola, z pewnością nie jest. Dostaniesz wszystko, czego zapragniesz, każdą i każdego. Teraz pod prysznic, bo cuchniesz tak, że muchy zdychają w locie. – Klepnął go w plecy, a później sięgnął po papierosy i podążył za Nikolajem.

Ten bez skrępowania zrzucił brudną, zakrwawioną odzież, po czym wszedł pod prysznic i zamknąwszy oczy, z wyraźną przyjemnością delektował się chłodem zimnego strumienia wody. Wspomnienia, które stracił, przestały mieć znaczenie. Najważniejsze było to, iż odzyskał wolność. A że zawdzięczał ja właśnie Stepanowi... Cóż, to akurat go nie dziwiło. Ich burzliwy związek przetrwał niejedno zawirowanie, ale zawsze opierał się na wspólnym zaufaniu. On ufał Aleksandriczowi, a tamten ufał jemu. Swego czasu Nikolaj zrobił wszystko, co w jego mocy, aby kochanek nie trafił do więzienia. Odpuścił dopiero na wyraźne polecenie Stepana, który z filozoficznym spokojem uznał, że przyda się mała przerwa i krótki odpoczynek. Nakazał mu się nie wychylać i znaleźć sobie godziwe zatrudnienie, co akurat przyszło Nikolajowi bez trudu. Siergiej Kuzniecow też stwarzał spore możliwości rozwoju i od samego początku pozwalał mu na wiele, nawet na zbyt wiele.

Ta cholerna luka w pamięci! – syknął Nikolaj, zakręcając wodę i wychodząc spod prysznica. Nie sięgnął po ręcznik, ale stanął naprzeciwko przybrudzonego lustra. Ponuro zapatrzył się we własne odbicie, po raz nie wiadomo który zastanawiając się, skąd wzięła się paskudna blizna na prawej połowie jego twarzy. Przeciągnął opuszkami palców po nierównej szramie, a wtedy dostrzegł odbicie sylwetki Stepana, który stanął tuż za nim.

Nie wiem wszystkiego, ale całkiem sporo. Kuzniecow traktował cię dobrze, tak dobrze, że nie chciałeś do mnie wrócić – dodał z wyrzutem. – A ja nie nalegałem.

Bywa.

Znaleziono cię w lesie, niedaleko jego posiadłości. Balansowałeś na granicy życia i śmierci, chociaż nie dawano ci żadnych szans. Dwa postrzały, brzuch i głowa. Miałeś złamane kilka żeber, liczne wybroczyny na ciele, jakby ktoś z zaciętością się nad tobą pastwił. Pokiereszowaną twarz. – Silna, męska dłoń dotknęła paskudnej blizny na policzku Nikolaja. – Nawet zbytnio nie starali cię ratować, a jednak ku ich zdumieniu, przeżyłeś.

Ten, kto mnie tak urządził, powinien był odrąbać łeb i wyrwać serce – mruknął Nikolaj. – Bo teraz, jak znajdę tę gnidę...

Pamiętasz siostrzeńca Kuzniecowa?

Tego chłoptasia, co bał się własnego cienia? Nikitę? Nie mów, że to on? – roześmiał się Nikolaj. – Ten popierdolony tchórz nie byłby w stanie w jakikolwiek sposób mi zagrozić.

A jednak mu się udało. To była kara za twoją niesubordynację, tyle wyjaśnił mi Siergiej. Dodał, że odpuści, jeśli znikniesz z Petersburga.

Jebać go! Dopadnę gnoja i...

Nie, Kola! – Stepan otoczył go ramieniem, podczas gdy jego druga dłoń sunęła po nagiej, pokrytej kropelkami wody, skórze. – Odpuścisz. Dałem słowo, a w zamian otrzymasz nową tożsamość. Wyjedziemy z Rosji, zajmiemy się interesami. Nie warto znów się narażać dla głupiej zemsty, zwłaszcza, że zabójstwo Kuzniecowa zostałoby bardzo źle przyjęte w naszym środowisku.

Nie odpuszczam zemsty.

To on mi pomógł, wydostać cię z Sowy polarnej. O twoim nowym życiu wiem ja i Siergiej, nikt więcej. Więc odpuścisz. – Zwinne palce zacisnęły się wokół jego miękkiego penisa, aby chwilę później umiejętnie zacząć pieszczoty. Nikolaj wyraźnie się odprężył, czując jak powoli budzi się w nim podniecenie, jak w podbrzuszu zaczyna kiełkować leniwie budząca się przyjemność. – W zamian za to, będziesz mógł wyżyć się w sposób, w jaki tylko zamarzysz.

W każdy? – W bursztynowych oczach zamigotało okrucieństwo i głód nowych doznań.

Każdy chłopaku, każdy.

Kurwa! Uwielbiał sposób, w jaki Stephan wypowiadał to słowo. Od samego początku miał dreszcze, tak mocno pobudzał go niski tembr głosu kochanka, specyficznie akcentowana pierwsza sylaba. Tylko jemu pozwalał tak do siebie się zwracać. Tak samo jak tylko on miał prawo wsadzać mu kutasa w dupę. Na usta Nikolaja wypełzł szeroki, pełen satysfakcji uśmiech. Nowe życie? Już on się postara, aby nie różniło się od starego.

Komentarze

  1. K
    Kaśka
    | Odpowiedz

    Ciekawie , ciekawie , mam nadzieję ,że tym razem wena nie zniknie .

  2. m
    malgorzata
    | Odpowiedz

    Czy to są fragmenty książki Nikołaj?

  3. M
    Marta
    | Odpowiedz

    Już nie mogę się doczekać kontynuacji 😁

  4. K
    Kasia
    | Odpowiedz

    Zaczęło się 😁 super!!! Trzymam kciuki za wenę ❤️

  5. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Rąk, Nikolaj pokaże co potrafi. Jego okrucieństwo nie zna granic 😧

Napisz nam też coś :-)