Nikolaj (VI)

with 3 komentarze

Wpadające przez zakurzone okno promienie złocistego słońca, nie rozjaśniły mroku panującego w obskurnym pokoju.

Na łóżku siedział chłopiec, może sześcioletni, a może i starszy. Ciężko byłoby to określić, bo bardziej przypominał dzikie zwierzątko niż dziecko. Brudny, zaniedbany, z obłędem w bursztynowych oczach, otulał ramionami podciągnięte pod brodę kolana. Palce z obgryzionymi do krwi paznokciami zacisnął na chudych łydkach, wzrok wbił w migoczące cienie na ścianie.

Nie płakał. Od dawna nie uronił ani łzy, w milczeniu znosząc zadawany mu ból. Nie szukał pomocy od chwili gdy zrozumiał, że nie ma nikogo, kto by mu pomógł. Przyzwyczaił się do brudu, do fetoru fekaliów, do głodu i do robaków pełzających po jego ciele, zostawiających tysiące mikroskopijnych śladów swej nędznej egzystencji. Czasami je łapał, dusił palcami i zjadał. Pierwsze dwa razy zwymiotował, później było już lepiej. Niekiedy znajdował je w kaszy, którą dostarczał mu ojciec, a to czyniło ją bardziej treściwą, nawet smaczną.

Od prawie półtorej roku nie opuścił swojego pokoju, chociaż nie umiał policzyć upływających dni. Wcześniej ojciec zabierał go na spotkania z matką, chociaż Nikolaj od samego początku podejrzewał, że tak naprawdę to nie była ona. Nie wyczuwał jej zapachu, nie mógł dostrzec w zasnutych mgiełką śmierci oczach, tego ciepła, niewypowiedzianej w słowach miłości. Było jedynie martwe ciało, ohydny odór i wszechobecny chłód.

Później, gdy rozkład stał się zbyt zaawansowany, przestał ją odwiedzać. I dobrze, bo to co robił z nią ojciec, wzbudzało w nim ogromne obrzydzenie, prowokowało wymioty. To co robił z nim… Teraz, po tylu nocach pozostał jedynie fizyczny ból.

Najgorsze były ten tydzień, gdy zachorował. Gorączka dręczyła wątłe ciało chłopca, silny kaszel doprowadzał do torsji. Szeptem błagał o coś do picia, ale Iwan nie zamierzał mu pobłażać. Wściekły, bo sam się zaraził, nie zaglądał do syna przez trzy dni. A kiedy w końcu się pojawił, przyniósł całą butelkę cuchnącego, mętnego moczu. Zanosił się śmiechem, gdy Nikolaj łapczywie rzucił się na coś, co wydało mu się wodą. Klepał po kolanach z uciechy, gdy dostrzegł obrzydzenie na twarzy chłopca. A kiedy ten mimo wszystko usiłował się napić, wył z radości.

Ludzka wola przetrwania bywa zdumiewająca, a walka o własną wolność łączy się z pozornie absurdalną nadzieją. Nikolaj zaczął cicho nucić zapamiętaną melodię kołysanki, kiwając się do przodu i tyłu, jednak to nie wspomnienia zaprzątały jego głowę. Czekał aż zapadnie zmrok i zjawi się bestia.

Czekał na swoją okazję. Jedyną, jaką mógł podarować mu los i jaką mógł wykorzystać.

Czekał, aż zapadnie ciemność, bo była ona dla niego sprzymierzeńcem.

A kiedy w końcu złociste promienie przestały przebijać się przez brudną szybę, gdy mrok zawładnął przestrzenią nabrzmiałą od niewysłowionego zła, gdy cicho zaskrzypiały drzwi, ostrożnie wsunął dłoń pod poduszkę, zaciskając drżące palce na smukłej rękojeści noża. Nie spieszył się, bo pośpiech mógłby zaszkodzić.

Kola, syneczku – bełkotał Iwan, siadając na skraju łóżka. – Dziś nie mam siły, ale obciągniesz tatusiowi prawda? Weźmiesz do buzi i pobawisz się nim tak, jak tylko ty to umiesz robić.

Niezdarnie szarpnął rozporkiem, potem zaklął, gdy ten się zaciął.

Kurwa, jebana sucz!

W końcu udało mu się opuścić spodnie. Oparł się plecami o ścianę i złapał chłopca za kark. Ten nie protestował, wiedząc co ma robić. Nawet nie skrzywił się czując ostry, męski zapach potu, brudu i moczu. Otworzył usta i fachowo, z widoczną wprawą wciągnął pomiędzy wargi sflaczałego penisa.

O, tak! – sapnął Iwan. W panujących ciemnościach nie dostrzegł błysku szaleństwa w złocistych oczach syna. Nie dostrzegł też jak ten sięgnął po schowany pod poduszką nóż. Nie spodziewał się buntu, nie brał pod uwagę sprzeciwu. Zamknął oczy czując narastającą przyjemność, jakiej dostarczał mu własny, ośmioletni syn.

Pierwszy cios sięgnął celu. A później posypały się kolejne. Nikolaj z zapiekłą nienawiścią dźgał tłuste cielsko, jednocześnie nie wypuszczając z ust na wpół stwardniałego penisa, na którym zacisnął z całej siły zęby. Wycie pełne bólu wypełniło pokój, rozniosło się echem po domu. I nagle urwało, bo chłopiec poderwał się i niezdarnie przejechał ostrzem po krtani swego kata.

Teraz ciszę zakłócał głośny oddech dziecka i cichnące rzężenie umierającego mężczyzny.

Nikolaj wyprostował się, patrząc z góry na ojca, a wtedy mrok rozświetlił blask księżyca. Wydobył wszystkie ohydne szczegóły, zamigotał w kroplach krwi, zwiastując śmierć jednego potwora oraz narodziny kolejnego. I w blasku tego księżyca Nikolaj raz po raz zatapiał nóż w bezwładnym ciele. Nie umiał liczyć, ale chciał zadać tyle ciosów, ile razy ojciec zadał mu ból. A kiedy skończył, osunął się na podłogę i rozpłakał.

Płakał po raz ostatni w swoim życiu.

Odpowiedzi

  1. M
    Magda
    | Odpowiedz

    Mała ta kawka. A przecież my pijemy dużo kawy i bardzo ją lubimy.❤

  2. J
    Jejejka
    | Odpowiedz

    Widzę Aga, że wróciłaś do nas z nową energią 🙂

  3. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Potwór zabity przez Potwora:(

Napisz nam też coś :-)