Wyklęty (VIII)

with 15 komentarzy

Rozdział 14

Dziwne, ale czuł na swojej twarzy promienie słońca. Nie tylko pieściły przemarzniętą skórę, ale i otulały całe ciało przyjemnym ciepłem.

Co u licha? pomyślał, a kiedy otworzył oczy, na chwilę zamarł z zaskoczeniem.

– El! – krzyknął, zrywając się na równe nogi. Góry zniknęły, zima również. Leżał na miękkiej zielonej twarzy, pośrodku doliny pełnej kwiatów, a tuż obok dostrzegł migoczącą taflę niewielkiego jeziora. – El!

– Tutaj jestem! – pomachała mu, wynurzając się z wody. – Cudownie, prawda?

– Co się…

– Teleportowałam nas. Miałam dosyć tego całego zimna, czułam się brudna i zziębnięta, więc teleportowałam nas do doliny w pobliżu szkoły magii. Kocham gorące źródła – dodała z entuzjazmem.

Dopiero teraz poznał to miejsce, chociaż ta wiedza nie przyniosła mu absolutnie żadnej ulgi.

– Zwariowałaś? – wrzasnął. Pominął kwestię teleportacji, chociaż powinna go zaskoczyć, bo te zaklęcia należały do niezwykle trudnych i wyczerpujących, ale dlaczego akurat przeniosła ich tutaj?

– Najciemniej pod latarnią – oświadczyła, beztrosko się pluskając. – Poza tym musiałam znać miejsce docelowe w każdym szczególe, inaczej pomyłka mogłaby kosztować nas życie. Rozbierz się i dołącz, nie mamy zbyt wiele czasu. Za niecałą godzinę połapią się, że wtargnęło tutaj dwóch intruzów.

– Za godzinę? – warknął. – Już wiedzą! Wiesz jaki ślad pozostawia taka teleportacja? Cztery dekady unikałem tego zaklęcia, aby nikt mnie nie namierzył, a ty użyłaś go bez wahania, narażając nas na niebezpieczeństwo. Nie, nie nas, a mnie!

– Mówiłeś, że niekoniecznie przegrasz tę walkę.

– Bogowie, dajcie mi cierpliwość! El, wyłaź stamtąd, ubierz się i wracamy.

– Może od razu do twojej siedziby?

– Tak, pewnie – sarknął. – Podam im się na tacy niczym tłusty nadziewany jabłkami indyk.

– Jabłkami nadziewa się kaczki.

– El!

Wzruszyła ramionami, po czym zrobiła to, co kazał. Wiedziała, że jest naga, ale chęć sprowokowania tego mężczyzny była silniejsza od wstydu. Zwłaszcza, iż Azack nie od razu zorientował się, co może się wydarzyć. Dopiero kiedy jego wzrok spoczął na kształtnych piersiach, ze świstem wciągnął powietrze. Powinien się odwrócić, odciąć od tego widoku, ale nie mógł nawet drgnąć. Wąska talia, płaski brzuch, szerokie biodra. Jaśniejąca bielą skóra. Rude włosy, które gładkim welonem opadały na plecy. Była tak piękna, że mógł jedynie pożerać ją spojrzeniem, czując, jak całe całe ciało zaczyna wrzeć, a podniecenie rozpełza się aż po koniuszki palców. Napiął mięśnie, zacisnął wargi i pozostał w bezruchu, chociaż wszystko w nim krzyczało, aby ją objął, pocałował, poczuł. Pożądanie wyło niczym potępiona dusza, domagając się ekstazy, podczas gdy El ze spokojem podniosła z ziemi lnianą koszulę, założyła ją i sięgnęła po spodnie. Była pewna, że policzki ma purpurowe z zażenowania, ale kiedy patrzyła na Azacka czuła też dziwną satysfakcję.

– Mogłeś się wykąpać – powiedziała z wyrzutem, podchodząc bliżej. Materiał przykleił się do mokrego ciała, bezwstydnie uwypuklając jędrne piersi i sterczące sutki, więc jego spojrzenie powędrowało właśnie tam. Już nic nie mówił, nie był w stanie. Zdawała sobie z tego sprawę, więc bez wahania sięgnęła do zapięcia płaszcza z kapturem, następnie zsunęła go z szerokich ramion i położyła obie dłonie na szorstkim materiale koszuli. – To nie zajmie dużo czasu – wyszeptała. – Jeszcze nie wiedzą, daję słowo. Często się tutaj zakradaliśmy, więc opracowałam zaklęcie, które pozwalało ukryć naszą obecność.

– Teleportacja…

– Tak, o tym już wiedzą, ale potrzebują czasu, aby zlokalizować jej źródło. Wykąp się i wrócimy, a później wsiądziemy na konie i pojedziemy dalej.

Nie odpowiedział, chociaż w jasnych oczach dostrzegła dokładnie to, co chciała w nich zobaczyć. Jeszcze nad sobą panował, lecz ten stan nie mógł potrwać zbyt długo. Posłusznie uniósł ramiona, aby mogła zdjąć jego koszulę, nie zaprotestował nawet gdy sięgnęła do klamry skórzanego pasa. Śledził każdy ruch drobnych dłoni, czując nadciągające szaleństwo. Oddychał z trudem, jakby powietrze nagle zgęstniało, jakby paliło go od środka. Zadrżał, gdy przesunęła opuszką palce po wytatuowanych wzorach na jego torsie.

– To zaklęcia? – zapytała.

– Słowa paktu – wychrypiał. – Nie próbuj ich odczytać, bo przywołują Widmową Armię.

– Czyli to prawda? – Uniosła głowę, z podziwem patrząc w jego oczy. – Dokonałeś niemożliwego. Sam?

– Sam.

– Niesamowite! Wcześniej zrobił to jedynie Kayl, ale to już legenda i każdy wie, jak ogromną siłą dysponował. Przez stulecia sądzono, że tylko demon czystej krwi potrafi tego dokonać.

Przykrył jej drobną dłoń swoją ręką.

– El, proszę! To nie czas ani miejsce, a ja nie potrafię… – zamknął oczy. – Miałaś rację, w niektórych sprawach wciąż jestem aż nadto ludzki.

Lekko go odepchnęła, a później się roześmiała.

– Nie będę podglądać, słowo czarodziejki.

I dotrzymała słowa. Ubrała się, zaklęciami osuszyła ubranie i włosy, nawet nie patrząc w kierunku kąpiącego się czarnoksiężnika. Zresztą, zabrało mu to zaledwie kilka minut. Szybko wyszedł na brzeg i w pierwszej kolejności sięgnął po spodnie. Milczał, ona również, chociaż teraz odważyła otwarcie mu się przyglądać.

Bogowie! Jak on był zbudowany! Twarde jak skała mięśnie ramion, silne dłonie, śniada skóra, płaski brzuch, z którego wąski ciemny pasek znikał za krawędzią spodni. I te wytatuowane runy, zaklęcia związane z czarną magią. Było jej obojętne, jak wiele złego popełnił w przeszłości, jak daleko zaszedł ścieżką z lewej strony. Pragnęła go jako mężczyzny, pragnęła tak bardzo, że to pragnienie pozbawiało ją zmysłów. Tęskniła do uścisku jego ramion, była głodna dotyku ust, chciała poczuć jak w nią wchodzi, jak się w niej porusza. Jak oboje spadają w przepaść, a towarzyszy im nie dająca się opisać rozkosz i niezwykła intymność. Tak, miał rację, to nie czas ani miejsce, ale El była pewna, że ta chwila niebawem nadejdzie.

Od samego początku traktował ją niezwykle pobłażliwie, nigdy nie okłamał, nigdy nie skrzywdził, nawet tego nie próbował. A ona od samego początku była nim zafascynowana, chociaż początkowo nie rozumiała, co gra w jej duszy, co śni się po nocach.

Byli nie tylko na siebie skazani.

Byli sobie przeznaczeni.

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Oj, El! Dziewczyno, ty nie masz pojęcia, jaki Azack potrafi być. Ja sama tego nie wiem, ale za grzecznego maga bym go nie brała. Cały czas mam wrażenie, że El uważa, iż on jej nie skrzywdzi. A moim zdaniem nie wolno go ignorować, chociaż dziewczyna niewątpliwie wywołuje w nim jakieś uczucia. Na pewno pożądanie, ale czy coś jeszcze?
    Ciekawe, czy Azack zdoła się temu przeciwstawić, bo ewidentnie zmierza sytuacja ku jednemu zakończeniu.

  2. M
    MartiPe
    | Odpowiedz

    Jak zwykle zakończenie rozdziału przed najciekawszym momentem w całym opowiadnaiu 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiem 😉 Ale ja tak to lubię…

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    No i co dalej? Jak to tak zostawić na tydzien? Babeczko dożuć moze jeszcze z jedna linijeczke 😛

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Część 14 będzie dłuższa, to dam na pocieszenie. 😀

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Oho, zdaje się, że miarka się przebrała i Azack ma dość ćwiczenia siły woli. Błyszczące szaleństwem oczy mogą być zapowiedzią fajerwerków na erotycznym polu, ale surowo zaciśnięte usta wzbudzają niepokój – może Azack zechce dać młodej, naiwnej czarodziejce nauczkę? Pokazać jej, że nie jest zbłąkanym bohaterem romantycznym? Tylko, że co by mu to dało? Jeśli skrzywdzi El, to ta na pewno mu nie pomoże. No ciekawe, jak Azack to rozegra. I jakie El ma upodobania:) Oj, jak ja bym chciała znać zaklęcie na włączenie w sobie grzejniczka – jestem chronicznym zmarźluchem. Sezon rękawiczkowy trwa od września do czerwca. Zakończenie idealnie wyważone:)

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A ja myślałam, że tylko ja marznę w dłonie i w stopy, kiedy trwa wiosna.

      • T
        Tony Porter
        |

        Jo, ja czasem i w lipcu mam ochotę założyć rękawiczki, a skarpet do spania mam więcej niż tych „dziennych”. Wiosna i jesień to najtrudniejsze dla mnie pory roku – jeszcze, albo już się nie grzeje – a ja zamarzam. Ale jak się ma ciśnienie 60/90, a to 60 czasem spada do 48, to trudno, żeby było mi ciepło. Azack, rozgrzej mnie:)

      • Jo Winchester
        |

        Witaj w klubie, Tony! Czasami dłonie mam tak zimne, że aż stawy czuje. Kiedyś nawet byłam z tym u lekarza, ale nic mi to nie dało i jest, jak jest.

      • Babeczka
        |

        To od ciśnienia? U mnie też norma 60/90, przy wyższym zaczynam chodzić po ścianach :-))) Podobno jest jakaś choroba genetyczna, która właśnie objawia się brakiem możliwości ogrzania kończyn, nie wiem, nie pamiętam nazwy, ale fakt zapamiętałam, bo ciekawy.

      • Jo Winchester
        |

        Możliwe, bo też albo mam niższe, albo w normie. Nie należę do wysoko ciśnieniowców. To mnie pocieszyłaś z chorobą 😀

      • T
        Tony Porter
        |

        Od ciśnienia, złego krążenia, stresu, zakrzepicy żył, choroby Raynauda itp.- jest sporo możliwości i gdyby istniał szpital w Leśnej Górze, albo przyjmował Dr House, to miałybyśmy szansę na diagnozę i leczenie:) Chodzenie po ścianach nie jest mi obce, ale najgorszy jest rozjazd: 113/50, tętno ze standardowego 60-70 skacze na 95 – a ja po ścianach nie chodzę, tylko mnie o nie rozwala – Nirvana, kur…. Ale co? EKG w normie. Jak to mi kiedyś lekarz powiedział przy innych moich problemach zdrowotnych – „Taka pani uroda” – też mi, ku… , komplement:)

      • Babeczka
        |

        Ja największy odlot miałam przy 48/60… Tylko raz, ale za to pamiętam do dziś 🙂
        Taka już pani uroda, usłyszałam od neurologa po badaniu EEG, co je robiłam podczas badań lotniczych 🙁

      • Jo Winchester
        |

        Ja nawet teraz, siedząc w ciepłym domu, grzejniki gorące, a moje dłonie lodowate. Stopy zresztą też . Więc chyba też taka moja uroda .

  5. Rebel Girl
    | Odpowiedz

    😀 jak dobrze, że dopiero dziś miałam czas przeczytać kolejną część, moje czekanie będzie o dwa dni krótsze… Jak ja lubię to opowiadanie 🙂 Ojjj, lubię!

Leave a Reply