Zielone, niebieskie, ona (V)

with 7 komentarzy

opowiadanie erotycznePodjechali pod okazałą posesję. Drzwi bramy otworzyły się automatycznie, wjechali do środka, później Iago zręcznie zaparkował na podjeździe. Wysiadł, ona również. Rozejrzała się, jakby szukała ratunku, ale nie pozwolił jej na wiele. Prawie siłą wepchnął do domu, a potem wbił kod zabezpieczający wyjście.

– Najpierw coś zjem. Nie lubię pracować na głodnego.

Chwycił ją za ramię, pociągnął za sobą. Szedł szybkim krokiem, ledwo za nim nadążała. Pchnął w kierunku jednego z wysokich stołków, sam podszedł do lodówki. W milczeniu przyglądała się jak zdjął marynarkę, rzucając ja na oparcie fotela, jak pazernie wbił zęby w kanapkę. Też poczuła głód, więc wstała i podeszła do lodówki. Wyjęła stamtąd coś, co wyglądało jak owocowy deser, nie zważając na zdumione spojrzenie Iago.

– Nie lubię umierać na głodnego – wyjaśniła, a wtedy on nieoczekiwanie się roześmiał. Niedobrze, pomyślała, przeżuwając kolejny kęs. Taki roześmiany przedstawiał sobą niezwykły widok. Czarne włosy i śniada cera silnie kontrastowały z bielą koszuli i zębów, jak tamtego dnia, gdy spotkała go po raz pierwszy. Szczupłe dłonie wcale nie wyglądały na delikatne. Był raczej smukły, chociaż podejrzewała, że pod ubraniem kryje się niespodzianka. Widać to było w silnym kontraście pomiędzy szerokimi ramionami, a wąskimi biodrami. To nie był typ kanapowca, o zwiotczałych mięśniach i wklęsłej klatce piersiowej. Nie miał też figury napakowanego goryla, na bicepsach którego koszulki pękają w szwach. Po prostu umiał wykorzystać to, co dała mu natura. Pewnie też umiejętnie to udoskonalił.

– O czy myślisz?

– O tym, jak wyglądasz nago – wypaliła, a zaraz potem zaczerwieniła się, aż po korzonki włosów. Za to on przestał jeść, gapiąc się w niemym zdumieniu.

– Że co?...

– Kiedy mnie zabijesz? – Zmieniła temat, chociaż tak naprawdę nie wierzyła, że coś może jej grozić. Inaczej śniła by o swojej śmierci, a nie o dziwnej rozmowie. Przynajmniej raz w życiu przydał się jej dar.

– A co? Spieszysz się gdzieś? – zakpił. – Zresztą, kto powiedział, że chcę cię zabić?

– Ty.

– Źle mnie zrozumiałaś. Mówiłem, że będę się musiał tobą zająć. Tylko tyle.

– Nadal nie rozumiem.

– Nie wchodzi się w drogę Vasco. Skoro chce zabawy, musi ją dostać.

Zamyśliła się, bezwiednie oblizując palce. Były słodkie, jak deser, który przed chwilą zjadła. Nie zauważyła, że stojący naprzeciwko mężczyzna zamarł w bezruchu, patrząc na nią dziwnie zachłannym wzrokiem. Nie zdawała sobie sprawy, jak podniecający był ten gest; delikatne muśnięcie czubkiem języka, wessanie pomiędzy wargi, powtórzenie tego samego z kolejnym placem.

– Wciąż nie rozumiem. Po co mnie ze sobą zabrałeś, przywiozłeś w to miejsce?

Nie odpowiedział. Powód się zmienił. Chciał ją wypytać o szczegóły, dowiedzieć się, od kogo usłyszała o jego podwójnej działalności. Nie wierzył w te historyjki, bo nie było czegoś takiego jak prorocze sny. Była jedynie twarda, bezlitosna rzeczywistość, życie, z którego należało czerpać całymi garściami. I właśnie on to robił.

– Napijemy się. Wolisz czerwone czy białe wino?

– Czerwone. I niech nie będzie słodkie. Nienawidzę słodkich win.

Postawił na blacie kuchennej wyspy dwa kieliszki. Nalał do pełna, rozpinając jednocześnie koszulę.

– Przepyszne – powiedziała z uznaniem już po pierwszym łyku. – Co to za marka?

– Pochodzi z prywatnej winnicy mojego ojca. Nie do kupienia w zwykłym sklepie.

– Szkoda, ale i tak pewnie nie byłoby mnie na nie stać – westchnęła, zdejmując bluzę. Całkiem zapomniała, że pod spodem miała na sobie jedynie cienką koszulkę i zero bielizny. Pod materiałem wyraźnie odznaczały się sterczące sutki.

– Przepraszam – bąknęła zakłopotana, chcąc na powrót się ubrać. Ale zatrzymał jej dłoń, więżąc ją w stalowym uścisku.

– Nie.

Głos miał schrypnięty, dwa tony niższy, pełen podniecenia.

– Zostaw.

Przyciągnął ją ku sobie. Twarz ujął w obie dłonie, policzki pieścił kciukami. W ciemnych oczach widziała kiełkujące pożądanie.

– Nie zdradzę was – powiedziała cicho. – Chciałabym tylko wrócić do domu.

– Dlaczego tu przyjechałaś?

– Pieniądze. – Trudno było skoncentrować się na słowach, gdy pokrywał delikatnymi pocałunkami jej szyję. Jeszcze trudniej, gdy czubkiem języka obrysował linię żuchwy, aby w końcu przylgnąć ustami do rozchylonych warg. Lecz nie zatrzymał się tam na długo; powędrował dalej. Nos, przymknięte powieki, gładkie czoło.

– Zawsze pieniądze, prawda? – spytał, a ona dosłyszała w tym wiele goryczy. – Na to aby móc kupić więcej i więcej…

– Lekarstwa i rehabilitację mojej matki. Codzienny ciepły posiłek i buty na zimę, dla mojego rodzeństwa. Znam angielski, jestem najstarsza i jedyna pełnoletnia. Wybór był oczywisty.

– Ale chcesz wrócić.

– Nie podoba mi się tutaj. – Spojrzała z powagą w jego oczy. Dzieliła ich tak niewielka odległość, zaledwie dwa, trzy centymetry. Czuła ciepło jego oddechu, subtelną nutę wypitego wina, aksamitną szorstkość skóry.  – Jestem zbyt samotna.

– Znałaś go wcześniej, prawda?

– Nie, nie znałam.

– Wiesz że to bardzo głupie wytłumaczenie?

– Ale jedyne prawdziwe. Innego nie będzie.

– Uparta dziewczyna…

Znów ją pocałował, jakby trzymanie się z dala od jej ust, było dla niego udręką nie do zniesienia. Przypomniała sobie wydarzenie na plaży, lecz zaraz potem rozwiało się ono, zniknęło. Może to nie była rzeczywistość, a kolejny sen? Kolejny koszmar? Lecz czy koszmar mógł być tak cudowny?

Zsunął koszulę ze swoich ramion. Teraz stał przed nią na wpół obnażony. Nie przerywając pocałunku, zdjął jej spodnie, tak, że Laura pozostała jedynie w kusej, cienkiej bluzeczce. Położył obie dłonie na pośladkach, ścisnął je, przyciągając dziewczynę ku sobie tak blisko, że wręcz wpasowała się w jego ciało.

Właśnie wtedy zrozumiała, że Iago nie ma zamiaru kończyć na samym pocałunku.

– Nie! – zaprotestowała, wykręcając głowę i usiłując go odepchnąć. – Nie chcę! Nie tak! Nie ty!

– Nie? – Zaskoczony zmarszczył brwi. – Nie ja?! – powtórzył, a w ciemnych oczach ukazała się furia. Przez moment myślała nawet, że ją uderzy. Ale nie, jedynie mocno odepchnął. Upadła na podłogę i w pośpiechu, drżącą dłonią poszukała porzuconych spodni.

– Ubieraj się i wynoś!

Trochę ciężko było trafić stopą w nogawkę pod pełnym szału spojrzeniem stojącego nad nią mężczyzny. A on trwał w bezruchu, sącząc wino i tylko ciemne źrenice wskazywały, jak bardzo był wściekły.

– Ja… – zaczęła niepewnie, dopinając bluzę. Nie potrafiła rozszyfrować tego człowieka. Potrafił być namiętny, delikatny, aby zaraz potem brutalnie ją odepchnąć, zelżyć słowem.

– Powiedziałem wynocha!

– Jak mam dotrzeć do domu? Jesteśmy za miastem i…

– Gówno mnie to obchodzi.

Nie prosiła więcej. Nie przywykła do skamlenia o litość. Całe życie musiała stawiać czoła przeciwnościom i chociaż niejedną osobę zwiódł jej delikatny wygląd czy nieco nieśmiałe spojrzenie, to była jak trzcina, uginająca się przy silnym wietrze, ale nie do złamania. Poprawiła bluzę, założyła kaptur i wyszła. Minęła otwartą na oścież bramę, która z cichym szumem zaczęła zamykać się za jej plecami. Ani razu się nie obejrzała.

Stała na wąskim chodniku, w kompletnie nieznanym miejscu, patrząc na zimne światło księżyca i rozproszony blask przydrożnych latarni. Dookoła panowała cisza, w oddali widać było światła miasta. Nie miała pojęcia ile kilometrów będzie musiała przejść, aby wrócić do domu. Bała się, jednocześnie nie pozwalając opanować się temu uczuciu. Zacisnęła zęby, pochyliła głowę i ruszyła przed siebie.

Nie miała pojęcia jak długo już idzie. Może pół godziny, może dwie? To było mało ważne wobec faktu, że wygodny chodnik skończył się, zniknęły wysmukłe latarnie. Od niewyraźnej granicy miasta dzieliła ją pusta przestrzeń. Tam panowała ciemność. Czaił się strach. Nie pierwszy raz musiała go pokonać. Skuliła się, przyspieszając, aby jak najszybciej przebyć tę drogę.

Trudno powiedzieć, kiedy za jej plecami pojawił się samochód. Z wyłączonymi światłami sunął poboczem niczym cień, nieme zagrożenie, którego nie mogła zignorować. Z każdą minutą zmniejszał się pomiędzy nimi dystans. Przez chwilę myślała nawet, że to Iago pożałował swej złości, ale zaraz potem spostrzegła swą pomyłkę.

– Śledzisz mnie? – spytała, gdy auto zajechało jej drogę i wysiadł z niego mężczyzna.

– Ja? Nie – zaprzeczył lekkim tonem, zapalając papierosa.

– Czyżby?

– Nie boisz się tak sama… No wiesz! – uczynił nieokreślony ruch ręką. W świetle bladego księżyca widać było tylko zarys jego postaci, żadnych szczegółów. Był cieniem,  głosem w mroku, intrygującym i wywołującym dreszcz.

– Nie boję się – odparła za spokojem, wbijając ręce w kieszenie.

– Żadnego koszmaru?

– Żadnego.

– Dlatego się nie boisz?

– Tak.

– Ciekawe – zamruczał, kręcąc z niedowierzaniem głową. – Stąd te nocne spacery?

– Nie wierzę, że nie wiesz jak się tutaj znalazłam.

Stanęła obok niego, opierając się o rozgrzaną maskę samochodu.

– Wiem. Mój drogi Iago wywiózł cię na to zadupie w sobie wiadomym celu. Nie mam pojęcia, czy tylko chciał zaliczyć, czemu nawiasem mówiąc się nie dziwię, czy też miał inny plan, ale na szczęście w porę się opamiętał. Nie lubię, gdy ktoś, nawet gdy tym kimś jest on, wchodzi mi w drogę.

Zaciekawił ją. Z oschłym policjantem musiało łączyć go coś więcej, niż zwykła przestępcza współpraca. Wspomniała ostatni sen i to nagle ją upewniło.

– Kim on dla ciebie jest? – spytała z wyraźnym zainteresowaniem. – Kochankiem?

– Broń boże! – Vasco aż się wzdrygnął. – Bratem. Przyrodnim. Po śmierci ojca, mamusia znalazła sobie nowego przydupasa.

– Była hiszpanką?

– Tak. Nowy kochanek również.

– A twój ojciec?

– Matuszka Rosija – odpowiedział z rozbawieniem, zaciągając się dymem. – Porwał ją na zlecenie bogatego biznesmena, któremu wpadła w oko. Niestety, biznesmenowi się zmarło i tatko nie miał co zrobić z charakterną babą. Zamiast ją utopić w pobliskiej rzece albo zepchnąć do klatki z dzikimi tygrysami syberyjskimi, przeleciał ją w ramach moralnej rekompensaty. I tak biedak wpadł…

Nie mogła się nie roześmiać. Zabrała mu papierosa i zaciągnęła się. Dawno tego nie robiła, bo chociaż nauczyła się palić jeszcze w podstawówce, nie przepadała za nikotyną.

– Dobre, mocne – powiedziała, oddając mu papierosa. Zakasłała. – Nawet za mocne.

– To? Wydaje ci się. Jak chcesz coś mocniejszego, to mam w samochodzie.

– Nie. Tych rzeczy nie tykam. – Zadarła głowę, patrząc na chmury, za którymi schował się pyzaty, anemiczny księżyc.

– Może wódka?

– Późno jest. Podwieziesz mnie?

– Przecież po to się zjawiłem – zakpił. Ale była pewna, że ma rację. Nie trafił tutaj przypadkiem. Musiał ją śledzić.

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Ana
    | Odpowiedz

    Super, uwielbiam to opowiadanie 🙂

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Faktycznie, ta część niewiele wyjaśnia, ale za to dowiedziałam się, że panowie są braćmi. Jestem zaskoczona, że Iago wypuścił dziewczynę. Jeśli zaś chodzi o mordercę, wydaje mi się, że nasza bohaterka preferuje jego właśnie. W seksualnym znaczeniu 😛
    Ps. Czy pytałyście już o płatność kartą płatniczą? Bo jestem ciekawa, czy byłaby taka możliwość płacenia za opowiadania.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Z tego co zauważyłam na sprzedajtresci można już tak płacić.

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Chciałam zakupić Doppio, całość. Niestety nigdzie nie widzę możliwości zapłacenia kartą płatniczą. Visa ku ścisłości.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niby jest, płatność przelewem lub kartą. Muszę zrobić jakiś zakup i sprawdzić jak to działa.

  4. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Hohoho! Coraz ciekawiej się robi. Rywalizacja między braćmi doda historii smaczku. Obaj mają do Laury słabość, a ona tę słabość odwzajemnia. Jak na razie Vasco prowadzi. Zastanawiam się, czy Iago aby na pewno jest złym gliną, czy też jest tu jakieś drugie dno i to wszystko nie do końca jest takie, jak nam się zdaje. Ciekawe, kiedy pan inspektor uwierzy w wizje Laury. A Laura całkiem nieźle się trzyma, zważywszy na okoliczności – straciła na sierotkowatości, a zyskała na całuśności:)

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    Podobał mi się ten twój komentarz z “całuśną falą uderzeniową” 🙂 niestety, zniknął razem z poprzednią stroną 🙁

Napisz nam też coś :-)