Zielone, niebieskie, ona (VI)

with 6 komentarzy

opowiadanie erotyczne

– Masz już pomysł na moje zejście z tego padołu? – spytała z ciekawością.

– Mam. Ale ciii! – położył palec na jej ustach. – Nic nie powiem. Pamiętaj, nie wolno oszukiwać. Jestem alergikiem, jeśli chodzi o kłamstwa. Gdzie nauczyłaś się tak dobrze mówić po angielsku? Nawet akcent masz lepszy ode mnie.

– Najpierw robiłam to sama, później w domu obok zamieszkała kobieta, która kiedyś uczyła tego języka. Skorzystałam z okazji, no i miałam do nauki prawdziwy talent. Ukryła się przed światem, by czekać na śmierć. Podobno kogoś straciła, ale nigdy nic nie powiedziała, nawet mnie.

– Może wyśniłaś, że kiedyś będziesz tego potrzebować?

– Raczej przemyślałam. Nigdy nam się nie przelewało. A gdy do tego doszła śmierć ojca i choroba matki… – umilkła, zagryzając wargi. Nie chciała tych wspomnień. Ukryła je głęboko, bardzo głęboko, gdzieś w najdalszym zakątku umysłu. Lecz one i tak powracały. Bolesne, rozczarowujące. – Będziesz zły, ale skłamałam. Mój dar… Tylko raz nic mi się nie śniło.

– Ojciec? – spytał domyślnie, rzucając na bok niedopałek papierosa.

– Tak.

– Zastanawiałaś się dlaczego?

– Tysiące razy.

– Opowiesz o innych swoich snach?

– Wolałabym nie. Naprawdę jest późno, a ja jutro idę do pracy.

Nie odpowiedział. Obrócił się i pchnął ją na maskę samochodu. Bezwładnie opadła na nią plecami, zaskoczona jego postępowaniem. W końcu też mogła zobaczyć więcej szczegółów; błyszczące oczy, tym razem czarne jak studnie bez dna, drapieżny uśmiech, odsłaniający śnieżnobiałe zęby. W zasadzie to był szczupły, zbyt szczupły jak na siłę z jaką przypierał ją do stygnącej blachy. Włosy miał wzburzone, kilka kosmyków opadło na czoło, brodę elegancko przystrzyżoną i chyba dłuższą niż poprzednim razem. Uniosła ramię i dotknęła szorstkiego policzka. Palcem wskazującym rysowała na nim esy floresy, musnęła usta, powiodła wzdłuż linii brwi. Milczał, jedynie się nad nią pochylając.

– Odwiozę cię. Ale najpierw…

Słowa przekuł w czyny. Pocałował ją. Nic brutalnego, zaledwie lekki dotyk, muśnięcie. Ich usta spotykały się i rozstawały, kleiły się i ocierały. Zarzuciła ramiona na jego szyję, objęła nogami wąskie biodra. Wtuliła się w niego, jakby chciała sprowokować do bardziej energicznego działania. Lecz tak naprawdę powodem była samotność, a silne męskie ramiona potrafiły dać chociażby namiastkę otuchy.

– Lauro... – ciepły oddech owionął jej policzki. – Nie powinniśmy. Z każdym spotkaniem coraz mniej nad sobą panuję. A nie mam w zwyczaju sypiać ze swoimi ofiarami.

– A ta kobieta w hotelu? Kim dla ciebie była? – spytała z ciekawością. Przerwał pocałunek, chociaż wciąż się nad nią pochylał, mierząc nieodgadnionym spojrzeniem.

– Zleceniem.

– To takie dziwne – teraz przeczesała palcami jego włosy. – Pusta droga gdzieś na hiszpańskiej prowincji, ja i człowiek, który by mnie zabił z zimną krwią, gdybym nie zmieniła biegu wydarzeń.

– Zabiłbym – potwierdził. Poruszał biodrami, ocierając się o wnętrze jej ud twardą jak kamień męskością. Rozbawiło go to, że nie miał pojęcia, iż tak szybko może osiągnąć stan takiego podniecenia. – Rozepnij bluzę.

Nie droczyła się, nie przekomarzała. Zrobiła o co prosił, podciągając do góry materiał koszulki. Natychmiast wtulił twarz w nagie piersi, zaczął je całować, przygryzać sterczące sutki, masować rękoma z taką siłą, że pojękiwała protestująco. Chyba nie po raz pierwszy dotarły do Laury dwie rzeczy: była bezbronna w jego ramionach, a on w jej objęciach. Zaczynali od rozmowy, ale panujące między nimi erotyczne napięcie, sprawiało, że żadne z nich nie potrafiło się oprzeć drugiemu. Przy poprzednim spotkaniu nie była tego świadoma, dopiero teraz zaczynała więcej rozumieć.

– Zawieź mnie do domu – poprosiła, wzdychając. Lecz on miał inne plany. Napierał na nią z całej siły, jakby chciał pokonać barierę ich ubrań. Poruszał się też jak podczas normalnego stosunku. Całował ją. Pieścił. Kompletnie oszalał. Mało brakowało, a zdarłby z niej ubranie i kochał się tutaj, na środku drogi, u schyłku nocy. Ale seksu nie miał w planach, a zwykł trzymać się tego, co ustalił. Dlatego wolał zadowolić się półśrodkami. Stosunek bez stosunku, seks bez seksu. A przecież miało to równie obezwładniającą moc, co prawdziwe, solidne rżnięcie. Nawet większą. Dziewczyna wiła się pod nim, wychodziła mu naprzeciw unosząc biodra, obejmowała, odpowiadała na pocałunki. Czuł jej paznokcie na swojej skórze, gorący, chrapliwy oddech, widział rozkosz malującą się pod wpół przymkniętymi powiekami. Może i oszalał, ale ona razem z nim. Całą sobą wołała o więcej.

– Proszę!

– Najpierw… umowa… – wycharczał. Znajdował się u skraju wytrzymałości. Księżyc umknął ciemnej chmurze i w jego blasku dostrzegł znacznie więcej. Rozchylone usta, rozszerzone źrenice, malujące się w nich bezkresne pożądanie. Też go pragnęła. Podnieciło go to bardziej niż cokolwiek innego. Tak, podnieciło go jej podniecenie. Niewiele brakowało, a by się złamał. Jak nigdy wcześniej pragnął zerwać z siebie ubranie, skończyć to tak, jak powinno się kończyć. Natarł na drobne ciało z jeszcze większą siłą, zmiażdżył brutalnym pocałunkiem kobiece wargi. Ruch języka zgrał z ruchami swych lędźwi. Krzyknął głucho, przeciągle, gdy nadeszła ekstaza. Drżał, tak samo jak wtulona w niego dziewczyna.

– Nie możemy więcej się spotykać – odezwał się w końcu, podnosząc i prostując. Potem pomógł zrobić to samo milczącej Laurze. Niby przypadkiem musnął jej krocze, wyczuwając wilgoć na materiale spodni. Był pewien, że to nie jego sprawka.

– Nie możemy – potwierdziła z powagą. Co za ulga, że było tak ciemno i nie mógł dojrzeć wyrazu jej twarzy, poczerwieniałych policzków, gniewu w oczach. Była wściekła na samą siebie, bo jakim prawem tak szybko mu uległa? Cholera! Gdyby chciał to przeleciałby ją tu i teraz bez żadnego sprzeciwu z jej strony! Wszystko przez tego kretyna Iago. Po co wywoził ją na to zadupie? A no tak, prawda. Też chciał ją zaliczyć.

Bez słowa, odwracając głowę tak, aby nie mógł złowić jej spojrzenia, zajęła miejsce w samochodzie, zapięła pas, chociaż  z boku dobiegło ją drwiące parsknięcie. Zawsze zapinała pas. Jej ojciec zginął bo tego nie zrobił. Dlatego ona to robiła.

Nie pytał pod jaki adres ją zawieźć. Nie odzywał się. Siedział zamyślony, jakby i on zastanawiał się nad istniejącą pomiędzy nimi więzią. Laura nie miała bladego pojęcia o tym, że coraz częściej spędzał czas na śledzeniu i obserwowaniu jej skromnej osoby. Chyba nawet by ją to przeraziło.

W końcu dojechali na miejsce. Już miała wysiadać, gdy chwycił przegub jej ręki.

– Jemu nie pozwoliłaś na więcej niż pocałunek, prawda?

– Nie – odparła zdziwiona.

– Dlaczego?

– Nie wiem. Po prostu tak wyszło.

– Kłamiesz. Dlaczego?

– Nie kłamię – zdenerwowała się. – Puść moją rękę!

– Dlaczego? – warknął takim tonem, że skuliła się z przerażeniem na siedzeniu. Pomyślała, że przez to wszystko zapomniała, iż ma do czynienia z bezlitosnym mordercą, poniekąd szaleńcem, który będzie chciał ją zabić w możliwie najbrutalniejszy sposób. Bez powodu, po prostu dla zabawy. Zapomniała o tym, bo to szaleństwo czaiło się w głębi jego oczu, głębi której nie mogła dostrzec w ciemności nocy.

– Wtedy pomyślałam, że jeśli chcę od niego czegoś więcej niż seksu jednej nocy, to muszę przerwać.

– Czyli ze mną nie chcesz nic więcej niż seksu? – spytał z przekąsem.

– Przy tobie trudno mi się opanować.

– Przecież masz świadomość, że cię zabiję?

– Tak, mam.

– To cię podnieca?

– Nie, to mnie rozczarowuje. – Nacisnęła klamkę i wysiadła bez pożegnania. Nie uszła daleko. Dogonił ją, objął w pasie i przytulił.

– Chyba rozumiem – wyszeptał. – Proszę Lauro, nie zawiedź mnie. Wtedy i ja nie zawiodę ciebie.

– A jeśli mi się nie uda? Zabijesz mnie?

– Tak. Zrozum, będę musiał – dodał z żalem, kołysząc ją w swoich ramionach. – Zawsze to robię, bez względu na wszystko. Nie mam wyboru. Żadnego innego wyjścia. Jeśli rozczarujesz mnie, to jednocześnie przestaniesz mnie fascynować. Zniknie powód, dla którego darowałem ci życie.

Miała ochotę powiedzieć, że jest zdrowo pokręcony. Lecz milczała, dopóki nie pocałował jej na pożegnanie i zniknął, rozpłynął się, jak niektóre sny w świetle poranka.

***

Nic.

Żadnych snów, żadnego przeczucia, że coś jej umknęło.

Szare, podobne do siebie dni. Upalne noce, podczas których zaspokajała się własną dłonią i wyobraźnią. Skrupulatnie odliczane pieniądze, wpłacane na konto. Rozmowy z matką, która dzwoniła dwa razy w tygodniu, namawiając ją na powrót. Ciekawe? Może też wyśniła coś złego? W końcu taki dar nie bierze się z powietrza.

Wracając z pracy, wyjęła ze skrzynki ulotkę. Zaciekawiła ją, bo było na niej napisane, że pewna bardzo znana restauracja poszukuję kelnerek na prywatne przyjęcia, posługujących się językiem angielskim w stopniu perfekcyjnym. Nieufna z natury, nie od razu zdecydowała się zadzwonić pod podany numer. Lecz tę nieufność zwyciężyły kwestie finansowe – nieźle płacono, nawet jak na tutejsze warunki. W końcu sięgnęła po telefon, ale zanim zaczęła rozmowę, upewniła się, że chodzi tylko o pracę kelnerki. Zapewniono ją, że jak najbardziej i zaproszono do biura, które mieściło się w samym centrum.

Zjawiła się punktualnie. Przyglądając się uważnie pozostałym kandydatkom, pomyślała że nie ma szans. Ale dostała tę pracę. Umowę podpisała na miejscu, została też poinformowana o jednodniowym szkoleniu. Nie mogła ochłonąć ze zdumienia. Była też szczęśliwa, bo dzięki temu zatrudnieniu będzie mogła zarobić więcej pieniędzy. I szybciej wrócić do domu.

Pierwsze przyjęcie nie wyróżniało się niczym szczególnym. Było kameralne, zaledwie na kilka osób, w dodatku starszych, które spotkały się po latach i postanowiły to uczcić. Odbyło się w eleganckiej willi na przedmieściach, otoczonej przez wspaniały ogród. Laura wróciła pełna satysfakcji, bogatsza o kilka nowych doświadczeń i banknotów w portfelu, bo cała obsługa została obdarzona szczodrym napiwkiem. Potem były kolejne, bardziej męczące, trwające czasami do białego rana. Bywało że wracała do domu, brała kąpiel i szła do następnej pracy. Na szczęście później mogła to odespać. Była tak zajęta, że już nie rozmyślała ani o przystojnym, niedostępnym inspektorze, ani o jego szalonym, seksownym braciszku. Zapomniała o nich, lecz oni nie zapomnieli o niej.

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam, że szalony morderca w przyszłości ocali jej życie i sam może przez to zginąć. Ot takie małe przeczucie. Opowiadanie rozwija się w bardzo ciekawym kierunku.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A może wręcz odwrotnie – zabije?

  2. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Na obrońcę Laury obstawiam Iago. Myślę, że w sytuacji podbramkowej jednak wszedłby Vasco w drogę. Wydaje się być zgorzkniały i rozczarowany życiem, mimo, że niby czerpie z niego pełnymi garściami. Z pewną nieśmiałością sądzę, że dla Laury mógłby się zmienić:) A w przemianę Vasco nie za bardzo wierzę – ten facet jest szalony, a historia z Laurą to dla niego urozmaicenie pracy mordercy. Nowa zabawka, fascynacja, pożądanie. Mocno wątpliwym jest, żeby przerodziło się to w prawdziwe, szczere uczucie. Wprawdzie Laura nie potrafi się mu oprzeć, ale to od Iago chciałaby czegoś więcej niż seks. Swoją drogą, to dość pokrętny sposób myślenia – tu zabawia się z Vasco, a zarazem myśli o czymś poważniejszym z Iago. Inna sprawa, że Laura w ogóle nieźle pokręcona jest. Żebym, nie wiem jak była samotna, to ramiona mordercy, planującego mnie zabić (żeby nie wiem jak silne i męskie były), nie byłyby dla mnie namiastką otuchy:) No ale, ja nie mam daru/przekleństwa. To pewnie dlatego:) Mocno ciekawa jestem ciągu dalszego opowieści.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nic nie powiem, nic nie zdradzę… 😉

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Pytanie takie. Dlaczego nie ma opcji odpowiadania wam, autorkom w komentarzach?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A faktycznie, myślałam że mam tak, bo jestem zalogowana jako administrator, ale sprawdziłam w innej przeglądarce i tam też nie ma. Jutro zobaczymy z Miką co się da zrobić.
      Teraz idę spać, bo za mną dzień pełen emocji :-)))

Napisz nam też coś :-)