Zielone, niebieskie, ona (VII)

with 7 komentarzy

niezwykła historia trójkątu miłosnego– W pokoju czeka na ciebie niespodzianka – oznajmiła tajemniczym tonem Wiki, gdy zmęczona Laura wróciła wieczorem do mieszkania. – Idź, zobacz!

Posłuchała bardziej dla świętego spokoju niż z zaciekawienia.

Na niskim stoliku stał ogromny bukiet róż. Pyszniących się czerwienią, pachnących czymś zakazanym. Podeszła bliżej i wyjęła z kwiatów niewielkich rozmiarów kopertę. Otworzyła ją, przeczytała krótką wiadomość. Przeprosiny i coś więcej. Na końcu zamarła w bezruchu, czując jak na policzki wypełza zdradliwy rumieniec.

– I co? Wiesz już od kogo? – Natrętna Wiki zajrzała przez jej ramię. – Wiesz?

– Tak. To zaproszenie na kolację.

– O Boże! Jakie to cudowne! Kiedy?!

– Jutro.

– Masz dziwną minę – powiedziała surowo druga ze współlokatorek, wchodząc do pokoju. – Nie chcesz chyba odmówić?

– Bo ja wiem…

– Dziewczyno! To tylko kolacja!

W końcu zgodziła się. Bo dlaczego by nie? Więcej mogła zyskać niż stracić. Poza tym skoro chciał przeprosić… Pojawiła się nadzieja, lecz Laura powitała ją z niechęcią, z wrodzoną ostrożnością podchodząc do mało wyrazistych obrazów podsuwanych przez wyobraźnię.

Bardzo długo zastanawiała się, co powinna ubrać. Na co dzień nosiła wytarte dżinsy różnej długości oraz luźne koszulki. Kiedy wybierała się z dziewczynami na drinka, strój może był mniej niedbały, ale wciąż mało elegancki czy kobiecy. Tym razem chciała, aby było inaczej. Po raz pierwszy od bardzo dawna zapragnęła się poczuć w pełni kobietą, seksowną, uwodzicielską, jedyną w swoim rodzaju.

Wybrała biel, może i przekornie, bo przecież był to kolor niewinności i czystości, a jej myśli wcale nie były takie niewinne. Sukienka nie miała głębokiego dekoltu, chociaż kusząco odsłaniała ramiona i prawie całe nogi. Rozkloszowana, z odrobiną koronki, dziewczęca, a jednocześnie uwodzicielska. Przeglądając się w lustrze, ze zdziwieniem zastanawiała się, kiedy udało jej się tak znakomicie opalić? Biel i miodowy odcień skóry idealnie się uzupełniały. Włosy rozpuściła, pozwalając im swobodnie opadać na plecy. Na nogi założyła jedyne wyjściowe buty, jakie miała. Sandałki na smukłym obcasie, w kolorze szampana. Uwieńczeniem była szminka podkreślająca kształt ust, uwypuklająca ich naturalną barwę.

Pierwszy raz będąc w tym mieście skorzystała z taksówki. Stojąc pod eleganckim, niewątpliwe drogim i snobistycznym lokalem, nagle raz zwątpiła w to, co robi. Może jednak należało odmówić? Jednak teraz było za późno na takie rozważania. Laura głęboko odetchnęła i starając się nie potknąć, bo jednak nieczęsto nosiła buty na takim obcasie, weszła do środka. Elegancki kelner poprosił ją, aby podążyła za nim. Lawirowali pomiędzy stolikami, aż w końcu znaleźli się na tyłach restauracji. Pod gołym niebem, w mroku nocy rozświetlonej gwiazdami i drżącymi w lekkich podmuchach wiatru płomieniami świec. Tutaj było znacznie bardziej kameralnie, zaledwie kilka stolików oraz niewielkich rozmiarów parkiet. Na podwyższeniu, w samym rogu, na fortepianie przygrywał ciemnoskóry pianista, a towarzyszyła mu kobieta w ogniście czerwonej sukience, o seksownym głosie.

Laura rozejrzała się spłoszona, ale od razu go dostrzegła. Wstał i teraz podążał w jej stronę. Ubrany był cały na czarno; spodnie, marynarka, koszula, wszystko to było w kolorze atramentowej czerni. Obudził w niej przerażenie i nieoczekiwaną fascynację.

– Dziękuję że przyjęłaś zaproszenie.

Jakże inne słowa od tych wypowiedziany przez niego, gdy widzieli się po raz ostatni. Wtedy patrzył na nią z wściekłością, potraktował brutalnie i nieludzko. Teraz w ciemnych oczach widziała słabo maskowany podziw. I kiełkujące pożądanie.

– Skoro to przeprosiny…

Objął ją, poprowadził do stolika, odsunął krzesło. Potem już tylko siedział nie spuszczając z niej roziskrzonego spojrzenia czarnych oczu. Nie odzywał się. To na niej spoczął ciężar rozmowy. Rozpoczęła banalnym tematem pogody, potem gładko przeszła do pytań o jego pracę. Odpowiadał półsłówkami, jakby ta konwersacja była mu nadzwyczaj obojętna.

Jedzenie było wyjątkowo smaczne, ale od mocnego wina zakręciło jej się w głowie. W oczach Iago widziała z trudem tłumione emocje. Te pozytywne i te, których powinna się bać. Było w nim coś mrocznego, co jednocześnie pociągało i odpychało. Tak samo jak u Vasco, chociaż dzisiaj jej uczucia wydawały się wyjątkowo intensywne. Może wpływ miał na to wypity alkohol? Tego nie umiała powiedzieć.

A potem poprosił ją do tańca.

Znaleźli się na środku niewielkiego parkietu, wśród innych par.

Uniosła rękę. Położyła ją na jego ramieniu. Spojrzała w górę, prosto w chmurne oczy. Zadrżała, gdy ją objął. Delikatne dźwięki muzyki nie zagłuszyły panującego wokół szmeru rozmów. Lecz to nie miało znaczenia. Nic nie miało znaczenia, prócz dotyku ich ciał, zapachu podniecenia, niewymuszonej bliskości. Lekko się pochylił, kołysząc ją w ramionach. Patrzył uważnie, z niesłychaną powagą, bez chłodu w ciemnych źrenicach, który tak odpychał. Patrzył, jakby widział ją po raz pierwszy. A może właśnie tak było? Może to co ujrzał w jej oczach, było lustrzanym odbiciem jego pragnień? Tak doskonale ukrytych, że nawet on sam już o nich nie pamiętał. Gdzieś w tle ochrypły kobiecy głos wyśpiewywał o miłości, tej wiecznej i koniecznie nieszczęśliwej, wyciągał wysokie c, prześcigając się w tym z towarzyszącym mu fortepianem. Z półmroku wynurzały się wtulone w siebie pary, znikały i pojawiały się. Lecz oni zapomnieli o innych ludziach, o całym świecie. Tak boleśnie świadomi swej cielesności, pełni głodu, a mimo to ulegający niepewności. Ona przez wrodzoną nieśmiałość. On raczej z przyzwyczajenia, bo przecież nigdy nie wierzył w coś więcej niż seks. Nigdy niczego więcej nie pragnął. Może dlatego nie rozumiał tego, co go dręczyło, spalało od środka, sprawiło że nie mógł o niej zapomnieć? Może dlatego brutalność przeplatała się z czułością?

Jego ramię zacisnęło się wokół wąskiej talii. Usta rozchyliły się, jakby w oczekiwaniu na pocałunek. W oczach pojawił się blask głodu. Laura uśmiechnęła się, bo pomimo skromnego doświadczenia, zrozumiała czego pragnął przytulony do niej mężczyzna. W tym wypadku nie był nieprzenikniony. Nie potrafił być. Przesunęła dłonią na jego kark, odchyliła do tyłu głowę. Złociste loki opadły na plecy, rozsypały się, otaczając szczupłą twarz dziewczyny złocista aureolą. W mroku wieczoru, w świetle prześwitującego przez skłębione obłoki księżyca, w panującej pomiędzy nimi ciszy, wydała mu się nieskończenie piękna, urodą trudną do opisania, ciężką do zdefiniowania za pomocą zwykłych słów. Sycił się tym widokiem, karmił bliskością, ulegając magii chwili, takiej która czasami trafia się raz na całe życie. W oczekiwanie na coś, co nieuchronnie musiało się pomiędzy nim wydarzyć. Był tego tak pewien, jak każdego swego oddechu.

– Wrócimy do stolika? – Bardziej odczytał znaczenie tych słów z ruchu warg niż usłyszał. Zbyt mocno był skoncentrowany na własnych uczuciach i myślach. Chciał zaproponować, by zrezygnowali z kolacji i pojechali prosto do niego. Lecz te słowa ugrzęzły mu w gardle. Nie chciał ich, nie chciał, by zawisły pomiędzy nimi, zniszczyły nastrój chwili. Były niepotrzebne. No i bał się zaryzykować. Co by było, gdyby się zgodziła? Nie, nie ona!

– Chodź – powiedział cicho, pociągając ją za sobą. – Skończymy i przejdziemy się. Noc jest jeszcze młoda. I ciepła.

– Akurat chłodu się nie obawiam. – Wdzięcznie zajęła miejsce na podsuniętym jej krześle.

– A mnie? – Nie miał pojęcia, dlaczego o to spytał.

– Czy gdybym się ciebie obawiała, byłabym tu teraz? – spojrzała z wyrzutem.

– Raczej nie.

– Na pewno nie.

Nie miał pojęcia co jadł. Nie czuł smaku wina, które wybrał z taką starannością. Inny głód palił jego wnętrzności. Ale nie chciał na razie go zaspokajać. Nie rozumiał dlaczego, ale nie chciał. Poza tym Vasco wpadłby w szał… Iago na moment zmarszczył brwi, wykrzywiając z niechęcią usta. Laura spojrzała na niego z uwagą. Ciemne oczy odzyskały ten nieprzyjemny błysk, wyrachowanie, chłód. Westchnęła, odstawiając pusty kieliszek. Nawet jeśli dała się ponieść magii chwili, poszybowała na skrzydłach wyobraźni, to właśnie została brutalnie ściągnięta na ziemię. Iago nie był mężczyzną, którego tak prosto było rozszyfrować. A może usiłowała sforsować mury, których nie było? Może wcale nie krył w swoim wnętrzu niczego więcej, prócz przemarzniętej duszy i serca z kamienia? Czarował, uwodził, udawał i to wszystko. Czy była dla niego kimś wyjątkowym czy kolejną zdobyczą, obiektem polowania, przedmiotem rywalizacji z bratem?

– Idziemy? – Mało jadł. Siedział w bezruchu, obserwując każdy jej ruch, każdy gest. Twarz znów miał nieprzeniknioną, spojrzenie beznamiętne. Tylko w jego głosie wychwyciła coś nietypowego, coś, czego wcześniej tam nie było.

– Tak.

Nawet nie pytała, czy ma się dorzucić do rachunku. Była pewna, że taka propozycja tylko by go rozzłościła, może w najlepszym wypadku zirytowała. Ujęła podane sobie ramię, rzucając nieśmiałe spojrzenie w kierunku swego towarzysza. Pomyślała, że to była najbardziej niezwykła randka, na którą miała okazję się umówić. Tylko czy powinna się temu dziwić? On też był niezwykły.

Ulice powoli pustoszały, a oni szli w milczeniu. Iago włożył ręce do kieszeni, Laura nadal opierała się na jego ramieniu. Patrzyli przed siebie, ale i tak byli niemal do bólu świadomi swej obecności, wzajemnej fascynacji. Zwracali uwagę każdej mijającej ich osoby. Nawet niektóre auta zwalniały. On, wysoki, ciemny, mroczny. Ona delikatna, złocista niczym słońce. Dotarli do mostu i dopiero tam przystanęli.

– Piękny widok – wyszeptała, puszczając jego ramię i opierając się o barierkę. I zadrżała pod wpływem nagłego podmuchu wiatru. Od razu wykorzystał okazję. Zdjął marynarkę, otulił ją, zamknął w objęciach. Podbródek oparł o czubek jej głowy, gapiąc się w rozświetloną panoramę miasta, tę powyżej linii wody, i tę poniżej, będącej tylko odbiciem.

– Nie jesteś zbyt rozmowny.

– Nie jestem.

– I wyglądasz na zamyślonego?

– Mam kilka problemów, których jeszcze nie rozwiązałem – mruknął, przymykając powieki i zaciągając się zapachem jej włosów. Miał wrażenie, że pachniały słońcem, łąką pełną kwiatów, czymś co kusiło i pogrążało jego zmysły w chaosie.

– W pracy?

– Także.

– Czy jednym z nich jest on?

– Nie. Vasco nie bywa problemem, ale ich źródłem.

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J.
    | Odpowiedz

    Babeczko, Ty serca nie masz – przerywać w takim momencie…
    Po cichu liczyłam na to, że to jednak Vasco zaprosił ją na kolację – jakoś mam słabość do niego, to pewnie przez te oczy ;D

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Vasco też ją na coś zaprosi ;-)))

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Noo nie, nie masz serca Babeczko 🙁 tak liczyłam, że do czegoś dojdzie 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiem 😉 Okrutna ze mnie baba ;-)))

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Również sądziłam, że to Vasco ją zaprosił. Nasza bohaterka jest rozdarta pomiędzy dwoma mężczyznami. Teraz mi przyszło na myśl, czy jeśli Vasco podejmie próbę jej zabicia, to czy Iago zechce ją obronić? Jeśli oczywiście naprawdę zależy mu na dziewczynie.

  4. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Trzeba Iago przyznać, ze potrafi się zachować. A i wcale nie jest tak cyniczny, jakby się mogło zdawać, skoro trochę wiary w ludzi jednak posiada. A konkretnie – w Laurę. Uważa, że nie zgodziłaby się pojechać do niego: “Nie, nie ona!” No, to byś się stary mocno zdziwił, wiedząc co to złotowłose “niewiniątko” wyprawiało z twoim bratem. Jeśli Laura myśli o Iago poważnie, to niech zacznie myśleć głową i przestanie się ślinić do Vasco. Dwóch “srok” – i to takich “srok”! za ogon nie złapie:)

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    Nic nie napiszę, nic nie zdradzę 😉 Wkrótce wiele się wyjaśni, potem pogmatwa, no a jeszcze później…

Napisz nam też coś :-)