Zielone, niebieskie, ona (VIII)

with 1 komentarz

niezwykła historia trójkątu miłosnego

– Czy to nie to samo? – Z premedytacją oparła się o niego całym ciałem, z premedytacją, prawie że niezauważalnie poruszała biodrami. Nie chodziło o seks, ale o wyraz fascynacji, który pojawiał się jego oczach, niecierpliwości w dotyku silnych, a jednocześnie delikatnych dłoni. Doskonale pamiętała ich pierwszy i drugi pocałunek. To, że wtedy brutalnie ją odepchnął, każąc się wynosić. A potem tak niespodziewanie zaprosił na kolację. I traktował jak ukochaną kobietę. Nie miała pojęcia, jak blisko była prawdy. On również tego nie wiedział, bo skąd? Związki, które zawierał, był wynikiem chłodnej kalkulacji albo zwykłego pożądania. Tajemnice, które skrywał, nie pozwalały na głębsze zaangażowanie. Nie wiedział jak bezbronnym się stawał w towarzystwie Laury. Na początku pragnął jedynie zaspokoić zmysły. Gdy trafił na jej opór, wpadł w szał. Miał jednak sporo czasu, aby to sobie przemyśleć. Bezsenne noce, które spędzał, wpatrując się w sufit, może nie sam, ale w samotności. Nudne poranki, przewidywalne wieczory. Pieniądze, które całkiem straciły na znaczeniu. Aż do chwili, gdy podjął decyzję. Jeszcze nie rozumiał jej znaczenia, nie potrafił dostrzec, czym mogła dla niego się stać. Jeszcze.

– Zrobiło się późno. Powinnam wracać.

– Późno? – Zdziwieniem zareagował na te słowa. – Dopiero północ.

– Wstaję o siódmej do pracy. – Chciała wyplątać się z jego objęć, ale nie pozwolił na to. – I raczej nie ma zmiłuj się. Ale dziękuję za zaproszenie. To moje pierwsze takie wyjście.

– Pierwsze?

– W towarzystwie mężczyzny tutaj, tak. – W końcu udało jej się wyswobodzić. Lecz gdy odwróciła się, stanęła naprzeciwko, już wiedziała, że to nie był dobry pomysł. Iago obie dłonie położył na barierce, po obu stronach jej ciała. Pochylony, oczy miał czarne, czernią matową, głęboką, całkiem bez wyrazu. Szalone. Oddychał szybko, jakby przed chwilą przebiegł całkiem spory dystans. Wiatr potargał mu włosy, blask księżyca dodał tajemniczości.

– Jak… – zaczął, a potem nagle się zreflektował. Lecz chociaż zdołał stłumić cisnące się słowa, nie potrafił zapanować na spalającymi go od środka pragnieniami.

Pocałował ją.

Po raz trzeci, po raz kolejny.

Nie tak jak poprzednio, z zaskoczenia czy z wyrachowania.

Pocałował, bo nie potrafił się temu oprzeć.

Miała takie miękkie, gorące wargi. Uległe, lekko wilgotne, pełne słodyczy. Podniecające. Odurzające każdym milimetrem, każdym zakamarkiem. Objął, przytulił, nie przerwał pocałunku. Nie odepchnął, gdy nieśmiało splotła palce na jego karku, gdy wtuliła się całą sobą. Nie rozzłościł się, gdy nie pozwoliła na więcej. Jedynie ponuro się uśmiechnął.

– Muszę wracać – wyszeptała.

– Złapię taksówkę.

Przytulona do jego boku, patrzyła na uciekające w tył budynki. Nie przeszkadzało jej milczenie. Dzięki ciszy potrafiła zrozumieć o wiele więcej, niż mógłby jej wyjawić za pomocą słów. Przypomniał jej się Vasco, ale to wspomnienie było jakieś blade, zupełnie bez wyrazu. Trochę się tym zmartwiła, ale czym prędzej przegoniła to zmartwienie. Była zbyt rozkojarzona, zbyt zmęczona. I pełna nieśmiałej nadziei.

– Odprowadzę cię.

– Nie mieszkam sama. – Ze śmiechem oddała mu marynarkę. Zmarszczył z niezadowoleniem brwi.

– Wiem. Tylko odprowadzę.

– Przecież to zaledwie kilka metrów – obejrzała się za siebie.

– Nie bądź śmieszna. To niebezpieczna okolica.

– Jakoś przeżyłam te trzy miesiące.

– Chcesz się pokłócić na pożegnanie?

– Nie. – Tym razem bez sprzeciwu pozwoliła, aby ją objął. I z niechęcią zareagowała na moment, w którym ją puścił, bo znaleźli się przed drzwiami mieszkania.

– To była najbardziej niezwykła randka na jakiej byłam – powiedziała, kładąc dłoń na klamce.

– Randka?

– Kolacja – dodała ugodowo. Nie spodobał jej się błysk gniewu w ciemnych, po kociemu zmrużonych oczach. – Przepraszam, źle się wyraziłam.

– To na pewno nie była randka – odparł, a w jego głosie dźwięczała stal. – Moje randki nie kończą się pod drzwiami, a w łóżku, które stoi w sypialni mojego domu. Solidnym rżnięciem. I to wszystko.

– W takim razie masz rację. – Pochyliła głowę, włosy opadły zasłaniając posmutniałą twarz. Trudno powiedzieć, co wywołało smutek, słowa czy zawarta w nich jawna pogarda. – To była jedynie kolacja.

Powinien był coś zrobić, coś powiedzieć. Może nawet znów ją pocałować. Ale nagle wróciła dawna hardość, pojawił się gniew, że tak daleko zabrnął w niepotrzebną znajomość. Niby co chciał tym osiągnąć? Rozdrażnić Vasco? Sprowokować go do działania? Odwrócił się i zbiegł po schodach, podczas gdy ona zniknęła za drzwiami mieszkania.

Zamknęła je, starając się nie czynić hałasu, potem oparła się o nie plecami.

– Wszystko zepsułeś idioto – wyszeptała. – A może nie? Może właśnie tak to powinno wyglądać? Może w ogóle nie powinnam była zgadzać się na to spotkanie?

Tak, może.

***

– Witaj słoneczko. – Przytłumiony głos wyrwał ją z odrętwienia.

Od kolacji z Iago minęło dokładnie dziesięć dni. A on nadal milczał. Nie rozumiała tego. Na początku nawet płakała z twarzą wtuloną w poduszkę. Potem zobojętniała. Nie miała siły walczyć o coś, co było poza jej zasięgiem.

– Hej – odparła, nieśmiało się uśmiechając.

– Nie boisz się?

– Przecież nie chcesz dziś mnie zabić.

– Jesteś pewna.

– Tak.

Usiadł obok, na zrujnowanym murku. Lecz zamiast utkwić wzrok w falującej powierzchni oceanu, rozzłoconej zachodzącym słońcem, patrzył prosto na czysty profil dziewczyny.

– Żadnych snów?

– Żadnych.

– A gdybym zechciał oszukać przekorny los? Tu i teraz?

– To ciężkie zadanie. – W końcu na niego spojrzała. – Ja próbuję robić to przez całe życie.

Pokiwał głową, ale wyglądał na rozbawionego. Zerwał źdźbło jakiejś trawy, które rosło pod jego nogami, a potem wsadził je sobie do ust, żując w zamyśleniu końcówkę.

– Jak kolacja z moim braciszkiem? Udała się?

– Powiedzmy.

– Tak czy nie?

– Nie ma prostych odpowiedzi, tak jak nie ma jednoznacznych pytań. Było… przyjemnie. – Z całej siły starała się, aby jej głos wyrażał jedynie obojętność.

– Nie zadzwonił, prawda? I zdajesz sobie sprawę, dlaczego?

– Tak.

Nie zamierzała z nim o tym dyskutować. Nie chciała mówić o nocach pełnych łez, o zawiedzionych nadziejach, o swoim rozczarowaniu. Przecież była taka pewna, że Iago odezwie się już następnego dnia. Tak beztroska, że pozwoliła sobie nawet na niemądre marzenia.

– Dobra, kumam, mam zmienić temat. Jaka szkoda, że to ja nie jestem na jego miejscu – westchnął. – Nie odpuściłbym tak łatwo.

Nieoczekiwanie roześmiała się.

– Wybacz, to takie zabawne – tłumaczyła się zarumieniona.

– Prawda? – Chyba nie do końca się rozumieli, ale to było mało ważne. Uniósł ramię i bardzo delikatnie odgarnął kilka nieposłusznych kosmyków włosów za jej ucho. Przy okazji musnął skraj policzka, przesunął palcem po dolnej wardze. Laura znieruchomiała. Pojawił się gniew, bo to co zrobił, wcale nie było jej niemiłe. Gniew skierowany przeciwko samej sobie.

– Powinnam już wracać. – Zeskoczyła z murka, ale mężczyzna był szybszy. Objął ją, przyciągając, twarz wtulił w zagłębienie między obojczykiem, a szyją.

– Nie wiem, co się ze mną dzieje Lauro. Zwlekam z moim planem, a jednocześnie pragnę, aby było już po wszystkim. Wtedy moglibyśmy się kochać.

Z głową na jej piersiach, spojrzał w górę. Słońce dopiero zachodziło, więc wyraźnie widziała te jego szalone, niezwykłe oczy. Asymetryczny uśmieszek, harmonijne rysy twarzy.

– Liczysz się z tym, że mogę cię zawieść? – spytała ze spokojem. – I że będziesz musiał mnie zabić?

– Nie – przyznał szczerze.

– To nie oznacza, że się nie liczysz, czy że mnie nie zabijesz?

– Lauro! – Tym razem w jego spojrzeniu zauważyła niemy wyrzut. – Będę musiał cię zabić, nie ma innej możliwości. Ale głęboko wierzę, że mi w tym przeszkodzisz.

– Wariat! – Czule rozczochrała jego czuprynę. Tak, wariat. Kolejny facet z kryzysem osobowości. Zresztą, co ona sobie myślała? To bracia, przyrodni, ale jak mówi przysłowie, genów się nie wyrzekniesz. – Puścisz mnie? Chciałabym wrócić do domu.

– Nie.

Lakonicznie, bez emocji. Zaraz potem chwycił jej dłoń i położył na swoim kroczu. Laura gwałtownie się szarpnęła, lecz miała zbyt mało siły, aby się wyrwać.

– Nie! – To „nie” było głośne, podszyte złością. Problem polegał na tym, że on sobie z tego nic nie robił. Zmrużył oczy, a potem zaczął masować się jej ręką. Widać było wyraźnie, że taka zabawa sprawia mu niesłychaną przyjemność. Mogła to też wyczuć przez gruby materiał dżinsów. Mogła dostrzec w rozszerzających się źrenicach, dosłyszeć w coraz głośniejszym oddechu.

– Nie będę służyła za twoją zabawkę! – syknęła poirytowana. – Puść mnie, natychmiast!

– Wolisz mojego brata? – wydyszał jej do ucha. – Wiem że się całowaliście. Czy było coś więcej?

– To nie twój zasrany interes! – Z trudem wyrwała się z jego uścisku. Odskoczyła w tył i głośno dysząc, patrzyła na niego rozgniewana.

– Mój. Ty jesteś moja.

– Nie jestem twoja. – Nagle prócz gniewu pojawił się żal, uczucie tak silne, że prawie się rozpłakała. – Gdybyś chciał żebym była, to wszystko… Byłoby zupełnie inaczej. – Otuliła się ramionami, lekko drżąc pod wpływem jego spojrzenia, spojrzenia pełnego mrocznych pragnień. Zmarszczył brwi, ale zaraz potem jego twarz się rozjaśniła.

– Jesteś. Po prostu lubię nieszablonowe działania – oznajmił ze śmiechem.

– O, tak! Plan zabicia kobiety, która ponoć ci się podoba, a to przed uprawianiem seksu, z pewnością należy do nieszablonowych działań! – mruknęła, odwracając się z zamiarem odejścia. Nie pozwolił jej na to, zatrzymując w pół kroku.

– Chcesz seksu? – wyszeptał, pieszcząc czubkiem języka skraj zarumienionego policzka. – Ja też. W takim razie postaram się coś zorganizować. Obiecuję.

– Chcę. Nie wiem tylko czy z tobą?

– Chcesz. – Ta jego pewność siebie, rozbawienie, nawet lekka kpina wyczuwalna z tonie głosu, diabelnie ją irytowały. Lecz nie wdała się w jałową dyskusję. Wolała odejść, uciec. Szybki krok zamienił się w bieg, aż w końcu znalazła się przed budynkiem, w którym wynajmowała mieszkanie. Dopiero tam przystanęła, dopiero tam obejrzała się za siebie. Oczywiście nie wierzyła, że Vasco mógłby ją gonić, ale kto go tam wie?

Posmutniała.

Pomyślała, że powinna wrócić do domu, do prawdziwego domu. Dzięki dodatkowej pracy zarobiła już wystarczająco. Tak, powinna wrócić. I zapomnieć, dopóki jeszcze potrafiła to zrobić.

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    Nie mogę się już doczekać kolejnej części 🙂 Mam słabość do Vasco, ciekawe czy dojdzie do zbliżenia między nim a Laurą.

Napisz nam też coś :-)