Uwikłani (V)

with 10 komentarzy


Oficjalnie zapowiadam, że kolejna część będzie ostatnią. Co potem? Ponieważ mierzę siły na zamiary to do wyboru dwie kontynuacje: Tysiąc odcieni bieli lub Nie umiem stąpać.

 

W cieniu wysokiego, na wpół zrujnowanego budynku, skryła się skulona postać. Przylgnęła plecami do odrapanego muru, z uwagą rozglądając się dookoła. Ale nawet przekonawszy się, że okolica jest czysta, nie odłożyła trzymanej broni. Oparła ją jedynie o udo, krzywiąc się z niechęcią i energicznie poprawiając kaptur zarzucony na głowę. Niewiele dawało się dostrzec szczegółów, chociaż drobna sylwetka mogła świadczyć o tym, że była to kobieta. Jednak w tym świecie, w świecie biedy, ciągłego niedostatku, braku pożywienia, nic nie bywało pewne. Równie dobrze mógłby być to młody chłopak. Albo dużo starszy, wychudzony weteran, o żylastym ciele i wystających kościach. Na oczy nasunięty miał kaptur, resztę maskowała chusta owinięta wokół twarzy. Ubranie nijakie, przybrudzone. Buty zniszczone. Na dłoniach rękawiczki bez palców.

I był uzbrojony, znakomicie uzbrojony, a sporych rozmiarów, wypchany plecak położył tuż obok, na ziemi.

Po zrujnowanym mieście rozpełzł się złocisty blask zachodzącego słońca. Dodało to ponurej okolicy jakiegoś dziwnego, niepowtarzalnego uroku. Przywołało nostalgię i złagodziło skutki wieloletniej dewastacji. Gdzieniegdzie rozbłysły złotem resztki niewybitych jeszcze szyb, gdzieniegdzie złociste promienie natrafiły na czerwone plamy zaschniętej krwi, ogromne kałuże i maleńkie kleksy. Przejrzały się w nich, zamieniły w purpurę. Nieznajomy podziwiał przez moment to pełne grozy widowisko, po czym westchnął i z niejakim trudem wstał. Dopiero teraz można było zauważyć, że był ranny. Na prawym udzie miał prowizoryczny opatrunek przesiąknięty krwią. Zsunął chustę z twarzy i pochylił się nad raną.

Obserwujący go z niewielkiej odległości mężczyzna, zmrużył oczy. Przez moment przypatrywał się bacznie zakapturzonej postaci, a w szczególności mocno wypchanemu plecakowi. Zastanawiał się czy ryzyko ataku na rannego, chociaż doskonale uzbrojonego przeciwnika jest opłacalne. W plecaku mogło znajdować się jedynie pożywienie lub stare łachy, ale mógł też skrywać broń lub amunicję, najcenniejszy towar w tym świecie. W końcu, po dłuższej chwili postanowił podjąć ryzyko. Zdawał sobie sprawę, że frontalny atak nic nie da, więc półautomatyczny karabinek umocował na plecach, a zza cholewki buta wyjął nóż. Jeszcze raz rzucił okiem na okolicę, notując najdrobniejsze szczegóły, mogące pomóc mu w ataku, a później ruszył w przeciwnym kierunku. Chciał zajść swoją ofiarę od tyłu, a do tego musiał wykonać spore okrążenie. W końcu znalazł się na tyłach zrujnowanego budynku. Bezszelestnie wskoczył do środka, a przebiegłszy całą jego szerokość, zaczaił się przy jednym z okien. Policzył do trzech i ostrożnie wyjrzał. Nieznajomy nadal znajdował się w tym samym miejscu, wciąż stał, lekko pochylony, poprawiając opatrunek.

To był najlepszy moment na atak. Błyskawicznie przeskoczył przez niski mur i dopadł skulonej postaci, która, chociaż zareagowała, to jednak zrobiła to zbyt opieszale. Ułamki sekund wystarczyły, by ostra krawędź noża dotknęła jej gardła. Nic więcej się niewydarzyło, bo i napastnik, i ofiara, zamarli zaskoczeni. Chociaż nie do końca…

– Cześć Jago – odezwała się w końcu drwiąco Alisa. –Jak zdrówko? Rany nie doskwierają?

Milczał, bo nie bardzo wiedział, co powinien powiedzieć. W dodatku wróciły wspomnienia, których z takim trudem się pozbył.

– Weź ten nóż, bo mnie skaleczysz – rozkazała, odsuwając jego ramię. – Zdziwiony, co?

– Jak cholera – odpowiedział schrypniętym głosem. W jego oczach pojawiło się szaleństwo, skóra błyskawicznie zmieniła odcień. Był wściekły, chociaż bardziej na siebie, na swoje uczucia, niż na nią. Schował jednak nóż, a później brutalnie chwycił ją za kark.

– Idziesz ze mną.

To nie było pytanie, a polecenie. Zresztą, na to liczyła. Wystarczająco długo wystawiała się na niebezpieczeństwo. Skinęła głową i kopnęła leżący obok plecak.

– Atrapa – stwierdziła lakonicznie. – Jak i ta rana. Czymś musiałam cię zwabić.

– Ciesz się, że to byłem ja. Kto inny poderżnąłby ci gardło.

– Z tego co wiem, to na tych terenach to ty masz pierwszeństwo.

Nawet niezbyt go te słowa zdziwiły.

– Wiem wszystko – oświadczyła suchym tonem. – Idziemy do ciebie?

– Porozmawiać możemy nawet tu za rogiem, więc po co?

– Pieprzyć się.

Nie same słowa, ale sposób w jaki je wypowiedziała, lekko zalotny, prowokujący, wyzywający, spotęgowały narastające szaleństwo. Pojawiło się pożądanie, powróciło podniecenie. Opanował się z wyraźnym trudem i zacisnąwszy zęby, pociągnął ją w kierunku swego lokum. Nie stawiała oporu. Posłusznie podążyła za nim, chociaż tempo, które nadał było iście zabójcze. Wystarczyło pięć minut takiego marszu, aby znaleźć się w okolicy, którą zapamiętała. Przed samym wejściem napotkali jednak niespodziewane kłopoty. Czworo obcych.

Alisa opuściła głowę, pozwalając by kaptur zakrył jej oczy. Jeśli rozpoznają w niej człowieka bez walki się nie obejdzie. Nie była pewna na ile silny jest Jago, a na samą siebie nie mogła liczyć. Nie w takim starciu, z szaleńcami o nadludzkiej sile. Za to jej towarzysz błyskawicznie wyciągnął broń i wycelował ją w przeciwników. Nie odezwał się żadnym słowem, nie stracił panowania, nie wpadł w amok. Ze spokojem zacisnął jedną dłoń na ramieniu dziewczyny, pociągając ją za sobą, do wnętrza budynku. Odezwał się, dopiero, gdy znaleźli się przed drzwiami jego mieszkania.

– Mądrze – pochwalił beznamiętnym tonem. Doskonale wiedziała, że chodzi mu o ukrycie oczu.

– Nauczyłam się trochę dbać o własny tyłek – mruknęła, wchodząc do znajomego wnętrza.

– Nie próżnowałaś przez ten rok, co?

– Nie.

Z ulgą zrzuciła kurtkę, rozglądając się dookoła z ciekawością. Nic się tu nie zmieniło. Nawet ilość śmieci walająca się po katach była taka sama. Odwróciła się. Mężczyzna odkładał właśnie broń. Z przekąsem przypomniała sobie te dni, gdy oczekiwała jego powrotu z nadzieją i strachem. Najpierw szedł do łazienki. Później jadł. Ona również. A na końcu…

– Co wiesz? – spytał, zzuwając buty.

– Wszystko.

– Powiedzieli ci?

– A gdzie tam! Potrafię być jednak uparta, a przeczucie mówiło mi, że coś w tym wszystkim było nie tak.

– Przeczucie? – powtórzył z ironią, wstając. I chociaż Alisa na dobry początek miała w planach potężną awanturę, chociaż setki razy odgrywała ten scenariusz i za każdym razem nie było w nim nawet odrobiny miejsca na seks, to teraz pchnęła Jago na łóżko, a sama usiadła okrakiem na jego kolanach.

– Stęskniłam się – wyszeptała, dotykając wargami jego policzka i oplatając ramionami szyję. – Przez ten cały czas nawet nie miałam ochoty szukać twojego zastępcy.

– Głupia! – syknął, w przypływie złości, chwytając jej nadgarstki i odsuwając się na nieznaczną odległość. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że to mnie obarczą winą za twoje wybryki?

– Boisz się? – zadrwiła.

– Jestem samotnym wilkiem, nie mam armii na prywatne usługi.

– Daj spokój. Oni są zajęci. Statek czeka, kosmos czeka. Jeszcze rok lub dwa i zostawimy was, abyście się nawzajem powyrzynali.

Rozwścieczyła go. Nie wizją apokaliptycznej przyszłości, ale słowami ociekającymi pogardą i ironią. Miał ochotę rzucić się na nią, ukarać…

– Jest jeszcze coś – odezwała się z nieoczekiwaną powagą.

– Co?

– To! – I wymierzyła mu siarczysty policzek. – Za tę farsę, którą odstawiłeś na mój użytek.

Przesadziła. Z jego ust wydobyło się głuche warknięcie, oczy momentalnie zalśniły szaleństwem, na skórze pojawiła się siateczka srebrzystych żył. Nie przypuszczał, że to była celowa prowokacja. Błyskawicznie zmienił pozycję, przyciskając dziewczynę do pościeli, w ataku szału zrywając z niej ubranie. Nie zauważył, że nie protestowała. Jego zamroczony umysł pragnął tylko jednego. Zresztą, to wyposzczone ciało zapanowało nad rozumem, domagając się swoich praw, wspierane przez wspomnienie ekstazy, którą trzykrotnie przeżyło. Alisa jęknęła gardłowo, gdy brutalne palce zacisnęły się na jej piersiach, wtargnęły do ciasnego, gorącego wnętrza. Stłumił te jęki pocałunkiem, a potem wszedł w nią z takim impetem, aż zakwiliła żałośnie. Uderzał wściekle, zagłębiając się po sam koniec, chaotycznie pieszcząc każdy kawałek jej ciała. Pogrążył się w prawdziwym szaleństwie, a ona razem z nim. Nie tylko nie protestowała, ale wręcz domagała się, by robił to mocniej, brutalniej. Jakby amok opętał i ją. Aż do samego końca, do orgazmu, który wstrząsał ich ciałami, do ekstazy, która osiągnęła apogeum i przyniosła upragnione spełnienie. To był szybki, pozbawiony uczuć seks, czysto cielesny akt, bynajmniej nie podobny do tego, do czego kiedyś między nimi zaszło.

Alisa z trudem uspokoiła oddech. Jago leżał tuż obok, na plecach, z rozrzuconymi ramionami, niczym pokonany zawodnik na arenie. Uśmiechnęła się. Było w tym wiele prawdy, chociaż nie wiadomo czy to ona go pokonała, czy jego własne pragnienia.

– Warto było zaryzykować – powiedziała cicho, głaszcząc jego ramię.

– Dla seksu? – wychrypiał.

– Nie. Dla ciebie.

Komentarze

  1. A
    Asirra
    | Odpowiedz

    Co.. wait, co się właśnie stało? Tak nagle bez wyjaśnienia wpada z powrotem? Ck się stało? Jak Jago… żądam wyjaśnień! 😛

  2. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Tysiąc odcieni bieli, proszę! Cały czas myślę nad tym co dalej się stanie, nie każ mi dłużej czekać :(:(:(:
    Monia

  3. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dlaczego przerywasz w takim momencie! Ja chcę jak najszybciej następną część 🙂 Proszę

  4. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    tysiąc odcieni bieli , prosimy ładnie

  5. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Za krótki odcinek 😉 Oby jak najszybciej pojawił się następny 🙂 też czekam niecierpliwie, jak to wszystko się wyjasni:)

  6. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Pierwszy akapit skojarzył mi się z piosenką od Alana Walkera, Faded. Z tym ciasteczkiem, które chodzi z kapturem i maską na twarzy 😀 ^^
    Monia

  7. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Rewelacyjnie jest móc czytać wszystko to co piszesz 🙂 Bardzo chciałabym przeczytać kolejną część Tysiąca odcieni bieli 🙂
    M.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Pewnie będzie już w przyszłym tygodniu 🙂 więc zapraszam!

  8. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wytłumaczy ktoś po co ona znowu tam przyjechała?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja myślę, że ostatnia część wyjaśni wszelkie wątpliwości i niejasności 🙂

Leave a Reply