Wyklęty (XV)

with 5 komentarzy

Rozdział 23

Na początku świat spowijał mrok, a słońce przybrało krwisty odcień. Później to zniknęło, kontury wyostrzyły się, a niebo znów stało się błękitne.

Tylko że jemu już na tym nie zależało. Szepty w jego głowie zamieniły się w głośny krzyk, a obca moc zatarła wspomnienia i obudziła całkiem nowe pragnienia.

Na skalnym występie stał wysoki mężczyzna. Wiatr szarpał ciemnymi kosmykami włosów, śnieg osiadał na szerokich ramionach. Ubrany był na czarno, u boku miał przypasany miecz, a za jego plecami stała rudowłosa kobieta o niezwykle jasnej skórze i zielonych oczach. Lecz ten, kto odważyłby się lepiej przyjrzeć, dostrzegłby coś nienaturalnego w całej jej postaci, coś, co nie pasowało do całości.

Coś, co wywoływało mdłości.

Położyła smukłą dłoń na ramieniu Azacka i perliście się roześmiała.

– Zobacz, wszystko to będzie twoje.

Nie zareagował. Jakieś dziwne wspomnienie pojawiło się w zamroczonym umyśle, wspomnienie z bardzo odległej przeszłości. Kiedyś też stał, patrząc na rozciągający się przed nim płaskowyż Krainy Dolin, lecz wtedy towarzyszył mu ktoś inny, kogo imienia nie pamiętał.

– Nie martw się, teraz nam się uda – szeptała, błądząc dłońmi po jego ciele.

– Wiem – odpowiedział schrypniętym głosem. W sumie to nie obchodziła go władza, a wiedza, ale Otena twierdziła, że aby zdobyć tę drugą, muszą zyskać tę pierwszą. Nie miał powodu wątpić w jej słowa, tym bardziej, iż ostatni czasy dała mu tak wiele.

– Nasza armia umarłych rośnie w siłę. Wkrótce nie będzie już nikogo, kto stanie jej na drodze.

– Może.

– Powątpiewasz w moją moc?

– Nie.

– Więc skąd wahanie?

– Rothar – powiedział powoli się odwracając. – Nie podda się bez walki.

– Przecież wiesz, że jesteśmy od niego silniejsi.

Nie odpowiedział. Skoczył prosto w dół i chociaż dla normalnego człowieka taki skok zakończyłby się niechybną śmiercią, Azack zgrabnie wylądował na obu nogach. Ruszył przez zwarty tłum umarłych, aż dotarł do grupy zatrudnionych najemników. Kilkudziesięciu najgorszych szumowin z tego świata, ludzi bez zasad, litości i honoru. Zebrał ich po to, aby lepiej kontrolować sytuację. Nie obawiał się zdrady, bo żaden z nich nie mógłby mu zagrozić.

Rozbili obóz na płaskowyżu. Kilka namiotów, trzy duże ogniska, klatka, w której stłoczono grupę przerażonych kobiet i dwóch młodych chłopców. Widać było, że dzisiejszej nocy mają zamiar świętować, bo niektórzy z nich już byli pijani.

Mało go to obeszło. Byle jutro stawili się do dalszej drogi, reszta nie była ważna.

– Mości czarnoksiężniku, przyłączysz się?

Kadel, ich przywódca potrafił zachowywać się bezczelnie, ale Azack od samego początku wyczuwał w nim respekt i strach. Ponieważ na samym końcu i tak mieli podzielić los swoich ofiar, nie reagował na słowa, które można byłoby uznać za brak szacunku. Gdyby go zabił, reszta zaczęłaby walczyć o przywództwo, skacząc sobie do gardeł, a on nie potrzebował komplikacji. Do celu popychała go moc Oteny, którą traktował jako własną wolę.

Przystanął i spojrzał na nich, lekko się uśmiechając. Kilku mężczyzn cofnęło się ze strachem, kilku odwróciło głowę. Żaden nie miał odwagi spojrzeć prosto w jasne oczy czarnoksiężnika, bo dostrzegali w nich coś, co doprowadzało do szaleństwa, zło tak ogromne, że wymykało się ludzkiemu pojmowaniu.

– W ostatnim miasteczku mieszkał kupiec winny. Mamy całkiem niezłe trunki z jego tajnej piwniczki – kusił Kadel. Był ciekawy, czy mag może się upić? Zwłaszcza taki, który już prawie nie przypomina człowieka.

Azack bez słowa usiadł na jednym z powalonych konarów i chwycił złoty kielich, który tak bardzo nie pasował ani do tego miejsca, ani do tego motłochu. Nie dlatego, że był koneserem wina, ale od dłuższego czasu prawie stracił smak. Wszystko wydawało się takie mdłe, gorzkie i nijakie. Może poczuje chociaż na języku cierpką ostrość alkoholu?

Popijał wino małymi łykami, beznamiętnie patrząc na rozgrywający się na jego oczach spektakl przemocy. Kobiety siłą wyciągnięto z klatki, przywiązano do kołków wbitych w ziemię na kształt czteroramiennej gwiazdy, a na końcu obnażono. Nietrudno było się domyślić, na czym ma polegać ta zabawa. Jedna przypadała na przynajmniej dziesięciu mężczyzn, którzy teraz ustawiali się w kolejce, dopingując się sprośnymi słowami.

Pierwszy z nich rozpiął spodnie, splunął w dłoń i rozsmarował ślinę na sterczącym członku. Później ukląkł przed jedną z branek, a następnie opadł na nią, wbijając się siłą w zwarte i suche wnętrze. Powietrze przeszył skowyt bólu, lecz natychmiast zagłuszył go śmiech zgromadzonych mężczyzn. Oparty na przedramionach, w dzikim rytmie poruszał biodrami, a kilku kompanów poszło jego śladem. Gwałcili je bez żadnych skrupułów, na początku pojedynczo, później grupowo, na wszelkie możliwe sposoby. Nieposłusznym wybijali zęby, jednej, która odważyła się na akt odwetu, podcięli gardło, innej wyrwali język.

Azack z obojętnością patrzył na ten festiwal krwi i przemocy, wciąż popijając wino, aż do momentu, gdy za jego plecami zjawiła się Otena.

– Nie masz ochoty? – zapytała szeptem, oplatając go ramionami.

– Mam.

– Dlaczego się nie przyłączysz?

– Do tego bydła? – syknął. – Są jak zdziczałe zwierzęta, dążące jedynie do zaspokojenia podstawowych potrzeb.

– Chyba mam dla ciebie niespodziankę – wdzięcznie się roześmiała. Drzwi stojącej nieopodal klatki otworzyły się, a skuloną w najdalszym rogu postać, niewidzialna siła wyciągnęła na zewnątrz. Rzuciła nią prosto pod nogi Azacka, chociaż ten nadal wyglądał na obojętnego.

Otena stanęła za jego plecami. Dłonie położyła na szerokich ramionach i zaczęła lekko je rozmasowywać.

– Odpręż się mój panie czarnoksiężniku – szeptała. – Zamknij oczy i pozwól, aby ten śliczny chłopak zajął się tobą w odpowiedni sposób.

W niezwykłych oczach widać było wyraźną pogardę, bo nigdy nie potrafiła zrozumieć, co jest wspaniałego w tym upadlającym akcie zespolenia, który tak był im potrzebny. Owszem, w ten sposób się rozmnażali, lecz nie robili tego tylko z powodu przedłużenia gatunku. Wyraźnie czerpali z niego przyjemność, której ona nie potrafiła poczuć. Nawet ten, którego wybrała, miewał podobne potrzeby. Nie walczyła z tym, pozwalając mu je zaspokoić za każdym razem, gdy miał na to ochotę.

Wtargnęła do umysłu klęczącego przed Azackiem młodego chłopca i bezlitośnie przejęła władzę nad jego ciałem. Tylko ogromne, przerażone oczy świadczyły o tym, że ofiara zachowała świadomość, chociaż nie władzę nad własnymi poczynaniami.

Kadel zerknął w stronę siedzącego na uboczu czarnoksiężnika. Dostrzegł kobiecą sylwetkę za jego plecami i poczuł jak strach jeży mu włoski na całym ciele. Później spojrzał na klęczącego młodzieńca, który z podejrzanym zapałem dostarczał magowi przyjemności. Chyba nieźle mu szło, bo Azack wyglądał na wyjątkowo rozluźnionego. Nawet nie przypuszczał, że woli mężczyzn i to tak młodych. Chłopak wyglądał na jakieś piętnaście lat, może trochę więcej. Cóż, każdy miał własne słabości, nic mu do tego.

Odwrócił się i energicznym ruchem odrąbał głowę skamlącej kobiecie. Później podniósł ją, chwyciwszy za długie, czarne włosy. Potrząsnął, a krople krwi spadły na zmarzniętą ziemię. W tym samym momencie Azack otworzył oczy, a jego ciałem szarpnął dreszcz spełnienia. Czerń źrenic rozlała się pomiędzy powiekami, później popłynęła dalej, znacząc gładką skórę rozrastającą się pajęczyną. Silna dłoń przycisnęła jasną głowę młodzieńca i nie puściła, dopóki nie wydał ostatniego tchnienia.

Kobieta za jego plecami szeroko się uśmiechnęła.

Ten człowiek był najlepszym wyborem, a w dodatku najłatwiejszą zdobyczą, bo jego duszę wypełniało czyste zło.

Rozdział 24

Musiała zmienić plany z bardzo prozaicznego powodu. Piekielne mdłości nie tylko nie odpuściły, ale i się nasiliły. W najbardziej niespodziewanym momencie El zginało w pół i posyłało do wygódki. Spała z miską pod łóżkiem, a w dzień prawie bez przerwy przeżuwała odpowiednie ziołowe mieszanki. Na dodatek musiała się z tym ukrywać, bo objawy wyraźnie wskazywały ciążę. Rotharowi powiedziała, że musi przemyśleć kilka spraw i prawie wcale nie opuszczała własnej komnaty. Za to przeczesywała myślami okolicę i szybko dostrzegła, że czerwona łuna na horyzoncie stale się powiększała.

Wieści, jakie do nich docierały, nie były pokrzepiające. Magowie zwołali naradę, przybyli nawet lordowie zza morza, no i oczywiście jej ojciec oraz niedoszły małżonek. Pierwszy z nich zażądał nawet rozmowy z El, a ona po krótkim namyśle się zgodziła.

Kiedy wszedł do jej komnaty, siedziała na jednym z krzeseł przed rozpalonym kominkiem. Ruchem dłoni wskazała, aby zajął drugie, chociaż dostrzegła grymas niezadowolenia na jego twarzy.

– Chyba wiesz, że zabieram cię ze sobą? – zaczął z właściwą mu butą.

– Nie.

Była spokojna, ale stanowcza. Nie musiała się rzucać jak pchła na koszuli, bo dysponowała mocą, która zmiotłaby ojcowskie wojsko z powierzchni ziemi, gdyby chciała to zrobić.

– Sojusz…

– Rothar chyba ci nie wyjaśnił?

– Nie powinnaś zwracać się do niego po imieniu.

Roześmiała się, przerywając mu w pół słowa.

– Ojcze, odpuść. Nie ma w tej twierdzy nikogo, kto zmusiłby mnie do czegokolwiek. Zgodziłam się na spotkanie, chociaż nie mamy absolutnie o czym rozmawiać. Teraz muszę się skupić na czymś ważniejszym.

Zachmurzył się, lecz milczał. Wiedział, o czym mówiła i chociaż niechętnie, to przyznał jej rację.

– Gdy wygramy…

– To wcale nie jest takie pewne. Wywiad donosi, że armia składa się już z kilku tysięcy żywych trupów, a przed nimi najbardziej zaludnione tereny. Nie ewakuowano wielu wiosek i teraz to się zemści. Powinniście słuchać Rady.

– Gdy wygramy wrócimy do tematu twojego małżeństwa i sojuszu. Mam poparcie Mistrza.

Prychnęła. Miała ochotę powiedzieć, że Rothar może sobie wsadzić gdzieś swoje pobożne życzenia, ale milczała. Nigdy nie lubiła strzępić sobie języka.

– Czy to wszystko?

– Tak. Przygotuj się do podróży.

Niesamowite. Oni obaj wierzyli, że ich posłucha. Jeden nadal chciał ją wydać za podobnego sobie idiotę, drugi miał nadzieję, że to sprawi, iż El się ustatkuje i zapomni o Azacku. A to wszystko w momencie, gdy świat stał na krawędzi zagłady, a ona była jedną z najsilniejszych czarodziejek.

– Tak, przygotuję – odparła z ironią. W pewnej księdze znalazła nader skuteczny specyfik na mdłości i dziś miała okazję przekonać się, o jego znakomitym działaniu. Skoro główna przeszkoda odpadała, to mogła w końcu wyruszyć na spotkanie Azackowi.

Rothar odwiedził ją, pytając o samopoczucie. Twarz miał bladą, ściągniętą. Dawało się zauważyć, że zbytnio nadwyrężył swoje magiczne siły.

– Ojciec przygotował powóz dla ciebie. Musisz uciekać – powiedział.

– Ja?

– Tak, ty. Mamy zbyt wiele na głowie, aby zajmować się twoimi szaleństwami.

– Przegrywacie – stwierdziła, a on jedynie spojrzał na nią ze smutkiem.

– Tak.

– I ja na nic się nie przydam?

– El, będę szczery. Kraina Dolin skazana jest na klęskę. Musisz uciekać z innymi za morze, chociaż…

– … chociaż to nic nie da, bo dotrą i tam.

– Kupimy wam trochę czasu.

– Magia nie działa?

– Działa, ale on jest silniejszy. Zawsze był, chociaż nikt z nas nie chciał tego przyznać. Z Oteną u boku jest teraz niepokonany.

– Dobrze, idź, macie chyba dziś jakąś naradę?

Kiedy wyszedł, prychnęła ze złością.

– Co za głupiec! – warknęła. – Uciekać? Małżeństwo? Dlaczego oni oboje tak bardzo się uparli, aby wydać mnie za mąż?

Tak, to było dziwne. Jeszcze ojca rozumiała, nie do końca znał jej możliwości. Ale Mistrz? Miała nadzieję, że zrezygnował z tego planu, a tu okazało się, iż nadal chce go realizować. Nie poprosił ją o pomoc, nawet był zadowolony, że nie wychla nosa ze swej komnaty, chociaż mogła realnie wesprzeć ich siły.

Jaki był tego prawdziwy powód?

Zza łóżka wyszedł Nuki. Prawie nie dostrzegała jego obecności, bo zachowywał się jak duch, ale tym razem spojrzał na nią i krótko warknął.

– Wiem, już czas – westchnęła. – Pomożesz mi do niego dotrzeć, prawda?

Przysiadł i oblizał pysk jęzorem. To chyba było potwierdzenie? Nie zastanawiała się nad tym dłużej. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy do niewielkiej sakwy, przypasała miecz, a później dokończyła kolację. Mdłości minęły, za to apetyt chyba się nasilił.

– Łakomczuch – powiedziała, głaszcząc brzuch.

Na łóżku położyła zwinięty pergamin. List do Rothara. Prosiła w nim, żeby udzielił jej pomocy, jeśli będzie tego potrzebowała. Wyjaśniła też, co miała zamiar zrobić, chociaż Mistrz ani trochę nie wierzył w jej plan.

Pogłaskała Nukiego po łbie i odetchnęła. Nie zamierzała bawić się w podróż na koniu, to mogłoby zaszkodzić dziecku. Za to postanowiła skorzystać z zaklęcia teleportacji. Co z tego, że dowiedzą się, gdzie jest? To już nie było ważne.

– Przygotuj się – ostrzegła Nukiego.

Nie znała terenu, ale nie musiała, bo tym razem miała w zanadrzu inne zaklęcie. Pochłaniało więcej energii i zdecydowanie wymagało większego talentu magicznego, nawet członkowie Rady stosowali je niezwykle rzadko. Chyba słyszała o dwóch czy trzech takich przypadkach.

Narysowała kontur bramy, później wplotła w ten kontur słowa zaklęcia, zamalowała tło barwą swojej mocy i nagle tuż przed nią ukazał się kształt srebrzystych drzwi. Bez obawy dała krok naprzód, zanurzając się w pulsującej mocy. Czuła, że Nuki podąża tuż obok. Później przez chwilę znalazła się w niematerialnej rzeczywistości, przestrzeni, która nie istniała, a na samym końcu wyszła na rozległą równinę.

Srebrzysta brama zniknęła. Niebo nad jej głową miało krwistą barwę, dookoła unosił się kurz i nie było śladu śniegu, który zaczął padać dwa dni temu. Po prawej stronie trwała nieruchomo ogromna armia i teraz, gdy mogła spojrzeć z bliska na twarze tych nieszczęśników, serce ścisnęło jej się z żalu. Zwłaszcza, gdy patrzyła na oblicza dzieci.

Z trudem oderwała wzrok od tego koszmaru i spojrzała na powoli otaczających ją mężczyzn.

Czyli to byli ci, którzy dobrowolnie zgodzili się na służbę złu? Ciekawe czy zdawali sobie sprawę, że zamiast wynagrodzenia czeka ich śmierć?

Nuki uniósł łeb. W zapadającym zmierzchu jego ślepia lśniły niczym dwa rubiny, z pyska kapała ślina, a cała postawa mówiła, że do końca będzie chronił tę, którą mu powierzono.

Mężczyźni przystanęli, a na ich obliczach odmalowało się wahanie. Z kobietą poradziliby sobie bez problemu, ale czym był ten stwór? Na pewno nie zwyczajnym zwierzęciem, to dotarło nawet do nich.

El nie odezwała się ani słowem. Z Nukim przy boku ruszyła przed siebie, tam, gdzie spodziewała się znaleźć czarnoksiężnika. Nikt nie stanął na jej drodze, nikt nie zaczepił, chociaż powodem nie był miecz, którego rękojeść ściskała w prawej dłoni. Powodem był żołnierz Widmowej Armii, jego złowroga aura i pałające czerwienią ślepia.

Za jednym z namiotów dostrzegła wysoką, mroczną sylwetkę.

Zadrżała.

Nie miała pojęcia jak to zrobi, jak sobie poradzi i czy jej się uda, ale nie potrafiła się wycofać. Nawet teraz, gdy teleportacja była możliwa.

Nawet gdy dostrzegła, jak mężczyzna, którego kochała, właśnie jednym sprawnym ruchem wyrwał serce z piersi żyjącego człowieka, a krew prysnęła na jego twarz, pokrywając ją makabrycznym wzorem.

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Ja mam nadzieję, że Azack pozostanie trochę tym „niegrzecznym chłopcem”, jak to się potocznie nazywa. Dobro dobrem, ale nie chciałabym, żeby za dużo stracił ze swojego charakteru. Bo niby fajnie się zmienia, ale to krojenie warzyw swoje pokazuje. Zgrzyta mi to nieco. I co z Vadarem? Ostatnia część, a jeszcze trochę do wyjaśnienia.

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ech, czysta przyjemność czytać, jak kobieta rządzi takimi to niby wielkimi magami i takim to niby mega złym czarnoksiężnikiem:) Jazda panowie – jarzynki kroić, siadać i słuchać, na pajęczyny nie zważać, winkiem się delektować. I słuchać mądrzejszego, a raczej mądrzejszej, o mocy przekraczającej najwyższe stopnie wtajemniczenia, mądrość Yody i siłę Avengersów:) Fajnie, że wątek mega ciemnej mocy nie skończył się na Otenie i być może, Rothar znowu będzie musiał przełknąć gorzką pigułkę. Gdyby potwierdziły się podejrzenia co do jego pupila, to naprawdę niekolorowo i mocno niefajnie by się naczelny mag poczuł. Wpierw brat wyrósł na czarną owcę, a teraz jeszcze i to… Aż mi się żal Rothara zrobiło. Ha! A może to Rothar jest tym złym i zdradzieckim?
    Bardzo mi się podoba wątek krojenia warzyw – mocno symboliczny jest. I po prostu śmieszny:) Po pierwsze, widać i czuć, że El zmądrzała, i mimo świadomości posiadania naprawdę sporej mocy, nie porosła w piórka, tylko wręcz przeciwnie. Przedtem była zarozumiała, zdawało jej się, że jest lepsza od zwykłych śmiertelników, ponad trud codzienny zjadacza chleba, ohoho i jeszcze trochę, a teraz nabrała pokory i zrozumienia. Nie sztuka pstryknąć palcami i mieć na stole wyśmienity obiad – a weź, czarodziejko, ugotuj obiad sama. I nie czuj się lepsza od zwykłych ludzi. Nie czuj się bogiem, bo cię to zgubi. Myślę, że Nuki miał niezły ubaw, widząc jak Azack grzecznie się El słucha.
    Ta opowieść to zdecydowanie moje klimaty – magia i różne takie, ale bez nadęcia, ducia w wielkie trąby, humor, sarkazm…po prostu życie.

  3. Babeczka
    | Odpowiedz

    Cóż wam powiem… Czarodzieje też muszą jeść 😉 Ewentualnie ten talerz pomidorowej mogą sobie wyczarować 😀
    Tony, dobrze kombinujesz z domysłami, ale na razie nie zdradzę szczegółów. Ten tydzień da się jeszcze przeżyć 😉

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Czarnoksiężnik też człowiek… i bąki po grochówce puszcza:) Czyż nie lepiej zjeść pomidorową przyrządzoną rączkami El, a i samemu mieć w tym przyrządzeniu udział, niż zadowalać się cateringiem nie wiadomo skąd?
      Nie zdradzaj, nie zdradzaj, ząbki zacisnę i tydzień wytrzymam:) Dziś już wtorek:)

  4. T
    TINA
    | Odpowiedz

    A coś mi się zdaje, że Babeczka wywinie nam numer i to sam Rothar będzie tym, który zespolil się z Oteną.
    W końcu gdy ja „zobaczył” przed atakiem nie był wcale zaskoczony. Również reakcja na opinie El, że musi to być silny mag pozostawia sporo do życzenia…
    Ale cóż ja zwykły śmiertelnik opowiadam! Zobaczymy czym nas naszą autorką zaskoczy 😏

Leave a Reply