
Rozdział 21
Czas naglił, więc zdecydowali się na zaklęcie teleportacji, chociaż jego koszt był ogromny, bo po powrocie spali całe trzy dni. Zdumiewający był fakt, że El doszła do siebie po jednej dobie, chociaż w sumie to nie powinno dziwić. Rothar podejrzewał, że w przyszłości będzie silniejsza niż on, być może dorówna nawet dawnemu Azackowi.
Kiedy otworzył oczy, ona już siedziała w fotelu stojącym nieopodal jego łoża. Obserwowała go beznamiętnym wzrokiem, wcale nie krępując się faktem, że był na wpół nagi. Wiedział, że czekała na rozmowę i nie odpuści, dopóki wszystkiego się nie dowie.
– Trochę to bezczelne – upomniał ją, naciągając przykrycie.
– W takim razie jestem bezczelna – odparła ze spokojem. – Darował ci wtedy życie, prawda?
– Tak. – Dokładnie wiedział, kogo miała na myśli.
– Później ty jemu?
– Tak – westchnął,
– To takie dziwne, nie sądzisz?
– To więcej niż dziwne, El. Gdyby wtedy mnie zabił, bez problemu by zwyciężyli. Azack wiedział o tym, a pomimo tego puścił mnie wolno. Ja zrobiłem to samo, ale nie dlatego, żeby się zrewanżować. Też nie potrafiłem go zgładzić – uśmiechnął się ponuro, przypominając sobie tamte chwile.
– Jest starszy?
– Tak. Kiedy miałem pięć lat, na zamkowym dziedzińcu zjawiła się kobieta. Umierała. Przyprowadziła ze sobą zarośniętego, hardego dwunastoletniego wyrostka. Nieślubne dziecko pana na zamku. Jedno z wielu, bo nasz ojciec nie należał… Cóż, chyba rozumiesz?
– Tak – lekko się uśmiechnęła. – Niech zgadnę? Nie był z niego też troskliwy rodzic?
– Nie. Azack stał się dla mnie wzorem, był moim obrońcą, nauczycielem. W zasadzie to on mnie wychował. – Rothar zamyślił się, wspominając czasy dzieciństwa. – Dużo później nasze drogi rozeszły się, ale nigdy… El, kochałem go. Cierpiałem, gdy wybrał mrok. Nawet nie wiesz jak bardzo.
– Rozumiem. Zawarliście umowę. On miał się trzymać gór, ty dbałeś o Krainę Dolin.
– Tak.
– Ktoś inny o tym wiedział?
– Nie. Wielu podejrzewało, bo nasze pokrewieństwo nie było aż taką tajemnicą, chociaż oficjalnie ojciec nigdy go nie uznał. Byłem pewien, że na wygnaniu w spokoju dożyje końca swoich dni, ale chyba nie było mu pisane.
– Dożyje, chociaż nie na wygnaniu – odparła ze spokojem.
– El, odpuść.
– Powiedz mi, dlaczego mam to zrobić? Kim jest to nieznane i dlaczego was tak przeraża, chociaż ty jesteś naczelnym Rady, a jego moc jest równa mocy demonów?
Wiedział, że tym razem się nie wyłga i aby ją powstrzymać musi zdradzić znacznie więcej niż początkowo zamierzał.
– To coś wymyka się naszej wiedzy, szydzi z naszej logiki. Nie jest mężczyzną, nie jest też kobietą, a mimo to dało się poznać jako Otena. Być może przybrało postać kobiecą, bo pierwszymi ofiarami byli mężczyźni? Do swej nędznej egzystencji potrzebuje cudzego ciała, a nasze ludzkie, jak najbardziej się nadają.
– Otena – powtórzyła szeptem. – Mówisz, że jest niematerialna?
– Wypełzła z nieskończonego mroku, z miejsca, gdzie nawet Widmowa Armia byłaby stadkiem grzecznych chłopaczków. Nie myśli jak my, nie czuje jak my, nie istnieje w takiej formie jak my. To, co możemy zobaczyć, to iluzja, chociaż działająca na wszystkie zmysły, nawet ten magiczny. Może pojawić się tylko tam, gdzie człowiek, którego opętała. Jeśli on zginie, ona również zostanie pokonana, ale nie jest to łatwe. Pamiętasz legendę o Olyssie i demonach?
– Ten dziwny pakt? – zmarszczyła czoło. – Jedyna, wyjątkowa, bo jej moc była czymś, czego ten świat jeszcze nie widział.
Z pierwszych lat nauki pamiętała, że każdy dar miał inny kolor. Zielony był przeznaczony dla medyków i to nie była duża moc, a posługujących się nią było wielu. Błękit dotyczył spraw duchowych, a srebro i złoto zarezerwowano dla najlepszych. Moc Rothara miała kolor czystego złota, jej samej była srebrzysta, a złe duchy takie jak Azack symbolizowała czerwień oraz czerń. Był jeszcze fiolet, wyjątkowy, dotąd niespotykany i to właśnie nim posługiwała się Olyssa.
– Nawet ona nie dała rady pokonać Oteny – powiedział ze spokojem Rothar. – Zawarła więc pakt z demonami i razem uwięzili ten byt w jaskini położonej pośrodku górskiego pustkowia. Zażegnano niebezpieczeństwo i zapanował spokój. Jednak kilka lat temu miejscowy znachor powiadomił nas, że coś złego zaczyna się panoszyć w wioskach leżących w pobliżu gór. Nic nie odkryto, ale obawa pozostała. Kiedy Azack wysłał ostrzeżenie, wcale go nie zlekceważyłem.
– Czyli ona nie jest prawdziwa?
– Czy sądzisz, że gdyby była prawdziwa, sama by nas nie zabiła? Oczywiście, że tak, ale nie może tego uczynić, nie jest w stanie. Do tego potrzebuje pośrednika.
– Maga?
– Ona wykorzystuje zło czające się w zakamarkach ludzkiego umysłu, a u Azacka nawet głęboko nie musiała szukać.
– Nie dziwi cię, że nie chciał z nią współpracować? Mówiłeś, że nie ma w nim ludzkiego, że jest niebezpieczny.
– Mówiłem wiele rzeczy – mruknął. – Co i tak cię nie powstrzymało. Było warto, El?
– Nie zrezygnuję, kocham go – powiedziała wprost i szczerze mówiąc o mało co nie wybuchnęła śmiechem widząc minę Mistrza. – Masz rację, wykorzystała drzemiące w nim pokłady mroku, dlatego musiał się poddać, nie miał jak się bronić.
– Jego już nie ma, El. Próbowałem ich namierzyć wykorzystując zaklęcie więzów krwi, ale napotkałem pustkę. Nie kłamię, słowo honoru.
– W takim razie – wstała i lekko się uśmiechnęła – muszę poczekać, aż sam się zjawi.
– To nie będzie przyjemne, nie dla ciebie.
– Z kim możesz się skontaktować w sprawie pomocy?
– Przyda się każde, nawet najmniejsze wsparcie. To wojna całego świata, bo nikt nie ocaleje z tej pożogi.
– Demony?
– Żadnego już nie ma, przynajmniej nic mi nie wiadomo.
– Ktoś równy mocą Olyssie?
– Nie, o tym też bym wiedział.
– Czyli nie mam wyboru, muszę odzyskać duszę Azacka.
– El…
– Ostatniego wieczoru, coś objęło we władanie jego umysł. Wyczułam to, gdy rzucił się na mnie w amoku, traktując tak brutalnie. Protestowałam wtedy nie tylko słowami, lecz nawet moja moc nie zdołała przebić się przez ten mur, którym się otoczył. Teraz wiem, że to nie było jego dzieło, ale siły, której nie potrafiłam wtedy nazwać. Czegoś tak obcego i tak złego, że nawet w nim wzbudzało odrazę. Zabawne, prawda?
Nie odpowiedział, bo nagle zrozumiał, że miała rację. Nie zatrzymywał jej, gdy opuszczała komnatę. El nie była już jego uczennicą; stała się kobietą władającą magią, która chce odzyskać swojego mężczyznę. A on nie mógł zrobić nic, aby ją od tego odwieść.
Komentarze
Jo Winchester
No i masz Ci los! Azack żyje – to cudowna nowina! 🙂 Tyle, że ta frańca, Otena też. Swoją drogą, jakim cudem im się to udało, skoro został wykonany tak potężny czar? I teraz powstaje kolejne pytanie. Jak zabić Otenę bez uszczerbku dla Azacka? Mam wrażenie, że szykujesz dla nas coś specjalnego 😉 Z niecierpliwością czekam na kolejny poniedziałek 😉
Babeczka
Wezwać ekipę Niezniszczalnych 🙂 Najlepiej tę z drugiej części ;-D
Jo Winchester
To byłaby miazga 😀
Tony Porter
A nie mówiłam, że z zaklęciami różnie bywa? Takie niby ostateczne i wyjątkowo silne miało być, ale zdaje się, że Azack i widmowa ździra (bardzo mi się podoba to określenie:)) to twardy orzech do zgryzienia i potrzeba na nich czegoś, o czym nawet w najbardziej tajnych i mrocznych księgach nie piszą. Mam nadzieję, że El sobie ze ździrą poradzi i wyśle ją w niebyt solo, bez osoby towarzyszącej.
Te dwa bardzo ważne powody, dzięki którym El się uspokoiła, to po pierwsze: żyjący Azack, a po drugie: Azaciątko? 🙂 „Rozumiem, że był ci w pewien sposób bliski” – he, he, nic nie rozumiesz Rothar, za bardzo się na czytaniu ksiąg skupiłeś i zapomniałeś, że nie tylko na tym życie polega. Chociaż może nie do końca – pogłaskanie po policzku i przytulenie było w takich okolicznościach jak najbardziej ok, ale już wtulanie twarzy we włosy El mocno podejrzane. Czyżby Rothar czuł miętę do El, tylko bardzo starannie to ukrywał? Nawet i przed samym sobą? „Wyjątkową przyjemność”? El, ja rozumiem, że zostanie w rodzinie, ale weź, nie przesadzaj z tym przytulaniem. I po raz drugi muszę napisać: A nie mówiłam? Azack wcale nie jest taką ostatnią podłotą – nie zabił Rothara, choć wiedział, że przyczyni się to do klęski rebelii. „…obecność jeszcze jednego bytu” – czyżby Nuki? A jeśli tak, to po której stronie barykady stanie? „Cuchnął też czymś, od czego mogło zemdlić na odległość” – idealnie mi się to wkomponowuje w czytaną obecnie książkę – „Łowca Snów” – kto czytał, ten wie o co mi chodzi:) A na koniec: „Ręce precz!” – niech ta widmowa wywłoka przestanie dotykać Azacka, bo mnie wzdryga i w imieniu El szlag trafia. Trzymam kciuki, żeby El poutrącała zdzirze łabska u samej d… i zaserwowała takiego kopniaka, żeby rozpadła się w trakcie lotu przez przestworza:) Howgh!
Haw
Po wcześniejszej części też myślałam, że jest jakieś Azaciątko 🤔 ale teraz gdy El umarła i ożyła to chyba o to ciężko 😄 Rothar by chyba poczuł że wskrzesza 'coś’ jeszcze.
Tony Porter
Myślisz, że El byłaby taka spoko i taka zdeterminowana na ratowanie Azacka, gdyby straciła dziecko? Oczywiście, istnienie Azacka juniora/juniorki jest czysto hipotetyczne, ale myślę, że po części to właśnie świadomość istnienia maleńkiego serduszka pod sercem, daje El siłę i determinację. Zdaje mi się, że poczucia Rothara mocno tracą na wiarygodności w temacie El i jej „wybryków”.
Babeczka
Tony! Ty moja Królowo komentarzy! Dobrze się pośmiać po całym dniu odwalania papierkowej roboty… Własne uniwersum ma tą zaletę, że można sobie samemu wszystko wymyślić, nawet troszkę nagiąć prawa fizyki 😉 Zresztą, sama magia jest już nagięciem i to niemałym!!! Co do bytu… To się może nawet i trochę zdziwicie 😉 Nic nie powiem, lubię was dręczyć 😀
Tony Porter
Bez fałszywej skromności przyznam, że tytuł Królowej komentarzy zdecydowanie mi się podoba:) Jakby nie było, jest to jakaś forma wyżycia się literacko:) Cieszę się, że się przydałam i z lekka odreagowałaś papierkową robotę:) Hmmm… „…może nawet i trochę zdziwicie”?….hmmmm… kto jeszcze może się parlętać po tym odludziu… i oddemoniu?:) Oby wsparcie dla El i Azacka.