Lustra (I)

with 9 komentarzy
opowiadanie erotyczne
Ktoś właśnie zwrócił mi uwagę, że powinnam bardziej zadbać o stronę techniczną. Oczywiście nazwał też beznadziejną grafomanką, ale akurat tym się nie przejęłam. Jednak w pierwszym przypadku, miał całkowitą rację. Dlatego będę dodawała teksty w wolniejszym tempie, ale za to po dokładnym ich poprawieniu :)))
Jestem matematykiem. Obce są mej duszy wszelkie zasady rządzące pisownią i gramatyką. Wolę liczby, kocham pochodne i robi mi się mokro w majtkach na widok apetycznego zadania z całkami. Jednak jeśli naprawdę chcę pisać coraz lepiej, to muszę opanować pewne podstawy np. stawiania przecinków.  Chwała Anonimowi, który zwrócił mi na to uwagę. To jest do zrobienia, ale w końcu nie mogę też pozbawić pracy ludzi robiących korektę 🙂 Jeśli już do czegokolwiek dojdzie...
 

 

I tak zazwyczaj
kończyły się randki w ciemno z neta…
Sammy z rezygnacją
wpatrywała się w wyjście z kina. Czekała już dobry kwadrans i powoli zaczęła
tracić nadzieję. Co prawda brała pod uwagę, że mogła mu się nie spodobać, ale
nie przypuszczała, że mógłby dać nogę tak zupełnie bez pożegnania.
Dziewczyna cichutko
westchnęła.
Nie pozostało jej nic
innego, jak tylko pogodzić się z faktem, że została najzwyczajniej w świecie
porzucona. To bolało, nawet biorąc pod uwagę, że facet z którym się umówiła
miał kartoflowaty nos, lekkiego zeza i odrobinę zbyt mało włosów, tam gdzie
trzeba.
To było jej pierwsze
spotkanie tego typu. Może złamała jakiś niepisany kodeks neto-randkowy? Może
powiedziała coś nie tak? A może po prostu niewysoka brunetka, o lekko
zaokrąglonych kształtach, nie była w jego typie? Tych może jest całe morze –
pomyślała z melancholijnym rozbawieniem Sammy. Potem jeszcze raz potężnie
ziewnęła i postanowiła poszukać jakiegoś sklepu. Należało jej się duże ciacho
tytułem rekompensaty…
Ruszyła opustoszałą
ulicą. Trochę przerażała ją samotność w takim miejscu, ale po prostu nie miała
wyjścia. Samochód zostawiła na strzeżonym parkingu, dobry kwadrans drogi stąd.
Tyle tylko, że jak szła tędy poprzednio, kręciło się tu sporo ludzi. Co prawda
głównie napalonych i żądnych rozrywki nastolatków, ale zawsze.
Po drodze w nocnym sklepie
kupiła ogromną, lekko już czerstwą drożdżówkę i zajadając ją ze smakiem,
skręciła w prawo, wybierając wąską, dość mroczną uliczkę. Kiedy jednak ujrzała idącą z naprzeciwka grupkę pijanych mężczyzn, stchórzyła i bez wahania
pchnęła znajdujące się tuż po prawej, ciężkie drzwi, nad którymi wisiał
migający neon z wdzięczną nazwą Afrodyta.
Facet przy wejściu spojrzał
na nią z odrobiną zdumienia w oczach, które jednak w żaden sposób nie
odmalowało się na jego twarzy. Sammy uśmiechnęła się przepraszająco i ruszyła w
głąb, mętnie uświadamiając sobie, że lokal powinien mieć drugie wyjście tuż na
rynku, a stąd będzie już miała żabi skok do bezpiecznego parkingu i ukochanego
autka.
Nerwowo skubiąc
ciastko, rozejrzała się dookoła. Po lewej w niewielkiej salce tańczyła całkiem
naga dziewczyna, rytmicznie wyginając się w takt zmysłowej, ciężkiej muzyki.
Towarzyszyło jej kilku spoconych, napalonych widzów. Sammy z nagłym
zawstydzeniem odwróciła głowę i naprzeciwko dostrzegła kręte schody. Bez wahania
podążyła na górę. Tam dostrzegła coś, co przypominało drzwi wyjściowe. Ruszyła
wzdłuż barierki, mijając jakiegoś najwyraźniej spitego typa, który na szczęście
siedział odwrócony do niej tyłem i z zastanowieniem przyjrzała się dużym
okiennicom. Potem spojrzała w dół i jęknęła, bo znajdowały się one dokładnie
nad wyjściem. Niepotrzebnie wchodziła na górę.
Zmęczenie i niechęć do
powrotnej drogi natchnęły ją desperacją i Sammy postanowiła ześlizgnąć się po
słupie podtrzymującym sufit. W ten sposób znalazłaby się tuż naprzeciw
wymarzonego celu. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej nad absurdalnością
swych poczynań, dziewczyna przełożyła obie nogi nad barierką zabezpieczającą i
stanęła na wąskim gzymsie. Brakowało jej drugiej wolnej ręki, więc drożdżówkę
wsadziła w zęby i z desperacją usiłowała złapać w objęcia wypatrzony słup. Dopiero
po chwili dotarły do niej dwie rzeczy – po pierwsze znajdował się on za daleko, a
po drugie akrobacje w butach na wysokich obcasach bywały cholernie
niebezpieczne. Zziajana, czerwona ze złości, choć tego akurat w panującym
półmroku nie było widać i zawstydzona Sammy, postanowiła zrezygnować ze swego,
wydawałoby się genialnego planu. Droga powrotna zajęła jej odrobinę więcej
czasu, bo od trzymania ciacha w ustach czuła, że po brodzie cieknie jej ślinka,
a w dodatku przesunęła się spory kawałek i znalazła tuż obok gościa, którego z
taką ostrożnością poprzednio wyminęła. Konkretnie, dokładnie za jego plecami.
Przerzuciła jedną nogę
i sapnąwszy usiadła okrakiem na barierce. Otarła spocone dłonie o spodnie i
zjadła kawałek drożdżówki. Potem resztkę znów chwyciła w zęby i mocno już
zmęczona wzięła zamach drugą nogą.
W tym momencie
wydarzyły się równolegle jeszcze trzy inne rzeczy. Kątem oka zauważyła, że do
wyjścia zbliża się biegiem dwóch najwyraźniej zdenerwowanych facetów.
Jednocześnie pijany mężczyzna przed nią zerwał się gwałtownie z miejsca,
wyciągając broń zza pazuchy kurtki. Na nieszczęście obcas w prawym bucie Sammy
nie wytrzymał i dziewczyna straciwszy równowagę, drugą nogą wymierzyła
straszliwego łupnia w dolną część ciała hipotetycznego pijaka. Tego się z
pewnością biedak nie spodziewał, bo pistolet w jego ręku wystrzelił i w oddali
rozległ się donośny wrzask. Pechowy strzelec jeszcze tego nie wiedział, ale
trafi dokładnie w lewy pośladek odwróconego tyłem kelnera.
I wtedy nastąpił akt
numer dwa. Uciekający panowie wyraźnie przyspieszyli, a mężczyzna z rewolwerem
odwrócił się w kierunku zamarłej ze zdumienia Sammy. Lekko się pochylił, żądzę
mordu miając wyraźnie wypisaną w oczach…
Spanikowana dziewczyna
podjęła błyskawiczną decyzję o ucieczce. Niestety chwilę przed, z trzymanej
przez nią drożdżówki, wypadł na podłogę kawałek mokrej, miękkiej śliwki. Teraz
się na nim poślizgnęła i wywinęła potężnego fikołka, wytrącając jednocześnie
przeciwnikowi broń z ręki i z wdziękiem przywalając mu ocalałym obcasem prosto
w nos. Jęknęła ona, podłoga i poszkodowany osobnik…
Godzinę później
najwyraźniej spłoszona i zawstydzona Sammy siedziała w komisariacie, za
towarzystwo mając trzech mężczyzn – dwóch rozbawionych, i trzeciego ze świeżym
opatrunkiem na twarzy oraz doskonale widoczną wściekłą miną.
- Co też pani
przyszło do głowy, by wyczyniać te akrobacje?
- Nie wiem –
pisnęła cichutko, wyraźnie kuląc się pod pełnym potępienia wzrokiem
najmłodszego z policjantów. Ciężka cholera, dlaczego akurat na nią trafiło?
Tęsknie wpatrzyła się w zmaltretowany kawałek drożdżówki, leżący tuż przed nią
na porcelanowym, wyszczerbionym talerzyku.
- Zrobimy pani
badania…
- Nie wiem jak
smakuje papieros czy prochy, a alkoholu dziś nie piłam – odrzekła najwyraźniej
urażona dziewczyna, dokładnie wiedząc jakie to badania miał na myśli.
- I co? Tak na
trzeźwo odwaliła pani ten cały cyrk? – spytał jeden z nich z wyczuwalną ironią
w głosie. Chyba był tu dowódcą, bo dwaj pozostali zwracali się do niego per
kapitanie. Gdzieś mętnie majaczyło jej, że to dość wysoko w hierarchii stopni
wojskowych. Czy też policyjnych, było to mało ważne w tej chwili.
- Chciałam się
ześlizgnąć po słupie, by jak najszybciej znaleźć się przy wyjściu – wyjaśniła
niechętnie.
W tym momencie wszyscy
trzej, bez wyjątku, wybałuszyli na nią oczy.
- Po jakim słupie?
- Tym za jego
plecami. – Wskazała swoją ofiarę.
Przez chwilę zgodnie
milczeli, a ona mogła wreszcie z dokładnością im się przyjrzeć. Zresztą to było
lepsze niż gapienie się na wyschnięte ciacho. Poza tym zaczynało burczeć jej w
brzuchu…
Hipotetyczny kapitan
był siwawy, dystyngowany i z pewnością inteligentny. Zza okularów patrzyły na
nią badawczo jasnoszare oczy.
Drugi z mężczyzn był
żylasty i szczupły. Według prywatnej opinii Sammy idealnie nadawałby się do
roli niewolnika na galerach lub ofiary obozu koncentracyjnego.
Na trzeciego nie
odważyła się patrzeć otwarcie. Po pierwsze dlatego, że miał ciało atlety, twarz
niczym spod dłuta wybitnego rzeźbiarza i rozwścieczone oczy, o najpiękniejszym
odcieniu błękitu jaki zdarzyło jej się kiedykolwiek widzieć. Efekt psuł nieco
potężny kłąb waty wokół nosa i szeroki plaster. I to właśnie był ów drugi
powód.
- Po słupie? –
powtórzył jak echo jeden z nich.
- Byłoby szybciej.
Przynajmniej tak wtedy pomyślałam – dodała po chwili zastanowienia.
- No pięknie –
wybuchnął ten, który był jej ofiarą. – Akcja planowana miesiącami poszła się
walić, bo jakaś kretynka…
- Tomku, uspokój
się. – Siwy zwrócił się do niego z pobłażaniem. – Sierżancie, dopilnuje pan
badań tej pani. Wierzę, że są niepotrzebne. – Podniósł dłoń, ucinając w zarodku słowa protestu. – Ale takie są procedury. Na razie mam
ważniejsze sprawy na głowie, ale jak skończę to jeszcze sobie porozmawiamy. – Spojrzał
groźnie na Sammy. - A ty – zwrócił się do młodszego oficera -  masz do jutra
wolne. Dopilnujesz tylko, by ta panienka trafiła bez przeszkód do domu. Bez
dyskusji – dodał ostrym tonem widząc wyraźnie rysujący się sprzeciw na obu twarzach.
Dziewczyna w milczeniu
szła za policjantem, smętnie wspominając pozostawioną na talerzu drożdżówkę. Na
głodnego ciężko się myślało, a powątpiewała by wciąż rozzłoszczony Tomek
zechciał pozwolić na króciutką wizytę w najbliższym sklepie spożywczym.
- Wsiadaj – rzucił
krótko, nie zaszczycając nawet spojrzeniem. Posłusznie zajęła miejsce
pasażera w jakimś dużym terenowym aucie. Zawsze miała problem z określaniem
marek, wystarczało, że znała własną. – To gdzie jedziemy?
- Piąąątkowoo –
zająknęła się.
- A dokładniej?
Mam ci zajrzeć w dokumenty czy czytać w myślach? – wycedził przez zaciśnięte
zęby.
- Yyyy…
- Do licha,
dziewczyno! Nie uduszę cię, choć przyznaję że mam na to szaloną ochotę!
- To nie tak. Tu
niedaleko jest mały sklepik nocny…
Tym razem spojrzał na
nią jak na wariatkę.
- No co? Głodna
jestem – dodała z pretensją. – Nie zdążyłam zjeść mojego ciacha…
Przez chwilę siedzieli
w milczeniu, przy czym wypowiadanych w myślach mężczyzny przekleństw, nie dało
by się powtórzyć nawet w mało przyzwoitym towarzystwie.
- Adres? – rzucił
złowróżbnym szeptem.
- Stres szkodzi
urodzie – powiedziała filozoficznie Sammy odgarniając wpadające jej do oczu
kosmyki włosów. – Ja też miałam podły wieczór – dodała ugodowo patrząc na coraz
bardziej czerwonego Tomka.
Z jego ust wydarło się
coś, jakby gulgot połączony z charkotem. Zacisnął mocniej ręce na kierownicy,
tak bardzo, że aż pobielały kłykcie.
- Złamałam obcas i
wystawił mnie facet, z którym się umówiłam. No i jestem głodna – dodała po
namyśle.
Nie wytrzymał. Nie
dość, że zepsuła mu prowadzone tygodniami śledztwo, uszkodziła, a może nawet i
złamała nos, to jeszcze teraz siedzi tutaj i usiłuje nawiązać towarzyską
konwersację! Pozbawiła go awansu, jutrzejszej randki i resztek opanowania.
- Adres?! – ryknął
niczym rozwścieczony zwierz.
Sammy wzdrygnęła się,
zaskoczona tym wybuchem.
- No już dobrze,
dobrze. Batorego, skręcisz przed torami i prawie będziemy.
Milczeli przez całą
powrotną drogę. Dziewczyna była zbyt zmęczona i głodna, by analizować w tej
chwili nocne wydarzenia. Odwróciła się bokiem i oparła czołem o chłodną szybę.
Uczucie kompromitacji powodowało dziwny ucisk w żołądku. Szczerze mówiąc na samo
wspomnienie swego pomysłu ze słupem, ogarniał ją wstyd. Że też coś tak głupiego
mogło przyjść jej do głowy? Zerknęła w lewo, gdzie majaczył profil przymusowego
towarzysza. Szkoda – pomyślała, cichutko wzdychając. Już zawsze pozostanie dla
niego szurniętą kretynką. Zresztą nie miało to większego znaczenia, bo pewnie i
tak więcej się nie spotkają. Żal ulokował się obok wstydu i prócz żołądka
zaczęła odczuwać również nacisk na pozostałe narządy miękkie. Na szczęście
zbliżali się do celu. Tomek skręcił przed torami i raptownie się zatrzymał.
- Gdzie teraz? –
warknął, nawet na nią nie spojrzawszy.
- Ten pierwszy
blok po prawej, trzecia klatka. Ale nie trzeba, ja sama…
- Nie ma mowy.
Szef kazał pod drzwi, to będzie pod drzwi – wysyczał. – Cholera wie, co możesz
wymyślić na tak krótkim odcinku.
- Jakoś udało mi
się przeżyć do tej pory – odparowała z niechęcią. Nie pozwoli się tu obrażać
byle nepetkowi, nawet jeśli wyglądał jak grecki bóg i w dodatku był
policjantem.
- A innym? –
spytał z ironią, zatrzymując się u celu i tym razem spoglądając na nią.
- Innym również –
rzekła z godnością. Co prawda w pamięci majaczyło kilka niezbyt zgodnych z jej
słowami, wydarzeń, ale akurat on nie musiał o tym wiedzieć. – Dobranoc!
Trzasnęła drzwiami
dając do zrozumienia, że może już jechać, ale mężczyzna uchylił okno i
krzyknął.
- Zapal światło,
żebym wiedział, że na pewno weszłaś do środka.
„Figa z makiem” –
pomyślała mściwie Sammy usiłując wymacać ręką klucz w niewielkiej torebeczce. Gdzieś
tu powinien być… Jeszcze nie zaniepokojona wyjęła dokumenty, puderniczkę,
paczkę chusteczek i z zaskoczeniem stwierdziła brak poszukiwanego przedmiotu.
- Co jest? – Tomek
wysiadł z auta i podszedł bliżej.
- Chyba zgubiłam
klucze…
Trzeba przyznać, że
wykazał godną podziwu zimną krew. Przynajmniej na początku.
- Dawaj! – Siłą
wyrwał jej torebeczkę i wywrócił do góry dnem. Jednak prócz kilku paprochów,
nie wyleciało z niej nic więcej.
- Musiały mi
wypaść na komisariacie, gdy wyjmowałam dokumenty.
- I nie
zauważyłaś?!
- No niiee… Co
teraz? – spytała bezradnie. Czuła, że sytuacja powoli zaczyna ją przerastać.
Była nieziemsko zmęczona, wściekle głodna i właśnie się okazało, że bezdomna.
Oparł się o drzwi auta
i skrzyżował ramiona. Miał ochotę wykrzyczeć, że gówno go to obchodzi, wsiąść i
odjechać, ale powstrzymał się, bo dziewczyna wyglądała jakby za chwilę
miała się rozpłakać. "Tego mi jeszcze brakowało" – pomyślał kwaśno.
- Wsiadaj.
Przenocujesz u mnie, na rano zadzwonię i spytam czy nie znaleźli twoich kluczy.
I ani słowa – dodał, widząc że zamierza coś powiedzieć. – Bo nie ręczę za
siebie!
Właściwie powinna była
ze wzgardą odrzucić ten pomysł. Ale jaki miała wybór? Do rodziców daleko,
znajomych musiałaby wybudzić i wytłumaczyć co się stało, a nocka w hotelu
poważnie zachwiałaby jej budżetem. Nie mówiąc o tym, że trwały targi i mogłaby
nie znaleźć wolnego miejsca.
Mieszkał całkiem
niedaleko. W zasadzie kwadrans spacerkiem, na całkiem nowym osiedlu, gdzie
bloki przytulały się do siebie w zbyt dużej ciasnocie. Mało tu było zieleni, za
to wiele szkła i metalu. Posłusznie podreptała za nim na drugie piętro i ani
słowem nie zaprotestowała, gdy całkiem nie po dżentelmeńsku, nie przepuścił w
drzwiach.
Wnętrze nie grzeszyło
przytulnością, choć było zapewne szczytem nowoczesności. Nie spodobało jej się.
Kuchnia łączyła się z salonem, gdzie królował ogromny telewizor i wygodna
kanapa.
Tomek zrzucił buty i
wskazał na drzwi po lewej.
- Tu jest
łazienka. W szafce obok znajdziesz nową szczoteczkę do zębów. Dam ci t-shirta i
świeży ręcznik. Będziesz spała w sypialni, o ile nie przeszkadzają ci moje
pościele. Były zmieniane wczoraj, więc nie powinno to stanowić problemu.
Nawet nie czekał na
odpowiedź, wszedł do pokoju obok i po chwili rzucił w nią złożonym ręcznikiem i
śnieżnobiałą koszulką.
- Myjesz się
pierwsza. – Nawet na nią nie spojrzał.
Nie zaprotestowała,
choć najchętniej poszłaby spać tak jak stała. W przedpokoju zostawiła
zmaltretowane buty i z westchnieniem weszła do łazienki. Nie zajęło  to dużo
czasu. Cichutko wyślizgnęła się, ale zanim poszła spać, chciała jeszcze o coś
poprosić. Mężczyzna siedział na kanapie i w milczeniu popijał piwo. Zdawał się
nie zauważać obecności niechcianego gościa.
Odchrząknęła, zwracając
jego uwagę. Posłał jej nieżyczliwe spojrzenie.
- Co znowu?
- Mogę dostać
herbaty?
- Teraz?!
- Tak na szybciutko.
I fajnie jakby znalazło się coś do jedzenia…
Wzruszył ramionami.
- Tam jest
kuchnia. Byle szybko, bo chciałbym zostać sam.
Kiedy w końcu położyła
się w chłodnej pościeli, sen wcale nie nadszedł tak szybko. Zbyt wiele się
wydarzyło tej nocy. Dopiero gdy na horyzoncie ukazała się blada poświata
nadchodzącego poranka, Sammy udało się zasnąć, ale snem niespokojnym, nie
przynoszącym ulgi lecz dziwaczne majaki.
Obudził ją smakowity
zapach jajecznicy. Pusty żołądek natychmiast zareagował, zmuszając  do wstania.
Przeciągnęła się i bez zastanowienia wyszła z sypialni. W kuchni krzątał się
gospodarz, wciąż z opatrunkiem na nosie i w dodatku w samych bokserkach. Uporczywe
burczenie w brzuchu i napływająca ślinka, odstawiły na bok zakłopotanie i dobre
maniery.
- Zrobiłeś tego
więcej? – zapytała z nadzieją w głosie, podchodząc bliżej i z lubością
wciągając rajski zapach.
Prychnął i z szafy
wyjął dwa talerze.
- Dzień dobry –
dodał wykładając na nie kopiaste porcje jajecznicy. – Od tego chyba powinnaś
zacząć?
- Przepraszam –
mruknęła, pazernie rzucając się na przydziałową porcję. – Głód odbiera mi
ludzkie uczucia. I rozsądek – dodała, chwytając za widelec.
- Ciekawe. – Usiadł
naprzeciwko. – Jak może odebrać coś, czego nie ma?
Spojrzała na niego
urażona. Ale ponieważ właśnie władowała do ust  sporą porcję jajecznicy,
pozostało tylko pognębić go wzrokiem.
Jadł dużo wolniej, w
milczeniu wpatrując się jak pazernie pochłania swoją porcję.
- Dużo jesz –
powiedział nagle, widząc jak smaruje masłem trzecią skibkę chleba. – Nic
dziwnego, że jesteś gruba.
Aż ją zatchnęło! Tym
razem zaprotestowała z oburzeniem.
- Wcale nie!
Wypraszam sobie! Dwa kilo więcej to nawet nie nadwaga.
- No i co z tego? Fakty
pozostają faktami.
- Chyba za słabo
wczoraj przywaliłam tym obcasem? – spytała złośliwie.
- Mniejsza z tym,
choć zepsułaś mi dzisiejszą randkę.
- Należysz do
tych, o jak sobie nie pociupciają, to zieją pretensjami do całego świata?
- Skąd takie
słownictwo u tak subtelnej istoty? – odparował z sarkazmem. – A mówią, że otyli
to pogodni i życzliwi ludzie…
- Nie jestem
otyła! Chyba, że dla wielbicieli tych trupów z wybiegów mody?
- No niech ci będzie…
Może puszysta? – Zerknął na nią z ironią znad krawędzi filiżanki z kawą. Przynajmniej
miał na kim wyładować swój zły humor.
- Uhh! – Zerwała
się z miejsca i podeszła do zlewu. Pozmywa po sobie, ubierze się i po prostu
wyjdzie, inaczej nie ręczyła za samą siebie. Pochyliła się, bo kawałek chleba
zleciał na podłogę. Tym razem z tyłu dobiegło ją dziwne krztuszenie.
- Co z tobą? –
spytała podejrzliwie, wiedząc malujące się na jego twarzy zaskoczenie i okrągłe
ze zdumienia oczy. Nie odpowiedział tylko duszkiem wypił kawę. Potem
odchrząknął.
- Ta koszulka jest
chyba trochę za krótka, w ty nie masz na sobie bielizny… - Pod koniec słyszała
wyraźne rozbawienie. Zgrzytnęła zębami i chwyciła stojącą obok zlewozmywaka
patelnię.
- Tym razem jak ci
przyłożę, to będziesz miał przez długi czas dwa opatrunki!
- No co? Przecież
to nie moja wina! – dodał usprawiedliwiająco, na wszelki wypadek się odsuwając.
W sumie to miał rację.
Purpurowa ze wstydu i oburzenia Sammy, energicznie przystąpiła do mycia naczyń.
Drgnęła zaskoczona, gdy poczuła obejmujące ją w pasie ręce i ciepło drugiego
ciała.
- To był cudowny
widok – wyszeptał na ucho pochylony Tomek. – Zwłaszcza jako dodatek do
porannej kawy…
Jego dłonie wślizgnęły
się pod cienki materiał koszulki i powoli wędrowały w górę. Wargi pieściły
płatek ucha, potem dołączył do nich czubek języka, zataczając malutkie kółka na
skórze poniżej. Dziewczyna zamarła zaskoczona, z mokrymi dłońmi opartymi o
krawędź zlewu i z takim zamętem w głowie, że nie potrafiła wykonać żadnego
sensownego ruchu.
To było zuchwałe,
chamskie i okropnie cudowne! Czuła jak czerwień na jej policzkach powraca, jak
przyspiesza oddech i napręża się całe ciało. Powinna była to przerwać z
oburzeniem, ale nie miała sił by się sprzeciwić.
Nie tylko zresztą ona
dała się ponieść namiętności. To co miało być tylko niewinnym żartem,
przerodziło się w lawinowo narastające pożądanie. Mężczyzna zapomniał, że chciał
tylko zabawić się jej kosztem, zacząć i przerwać w odpowiednim momencie. Całym
ciałem przywarł do niej, pieszcząc płaski brzuch, docierając do jędrnych
piersi. Były cudownie krągłe i duże. Z ledwością udało mu się je zamknąć w
dłoniach.
Jęknęła, poruszając
biodrami w sposób, który sprawił że w sekundzie stracił resztki panowania nad
sobą. Lekko ugiął kolana, by zniwelować różnicę wzrostu, tak by nabrzmiały
członek wtulił się w zagłębienie pomiędzy twardymi pośladkami. Cienka tkanina spodni
nie stanowiła żadnej przeszkody, a wręcz przeciwnie, była dodatkowym
podniecającym bodźcem. Zachłannie całował gorącą, niemal parzącą mu usta skórę
na szyi, rytmicznymi ruchami masował spragnione pieszczot piersi. Zniknął
rozsądek, rozwiały się myśli, pozostało tylko czysty głód spełnienia.
- Nie, zaczekaj. –
Sammy bez trudu zorientowała się w jego zamiarach. Boże! Ten facet był tak
napalony, że za chwilę rozerwie mu spodnie. Musiała jakoś to przerwać, choć
niemal całą sobą chciała zupełnie innego zakończenia.
- Nie mów, że
gustujesz w takich grubasach jak ja? – powiedziała złośliwie, usiłując wyplątać
się z obejmujących ją ramion.
Wyglądał na
oszołomionego, gdy strząsnęła z siebie jego dłonie. Szybko zerknęła w dół.
Nawet luźny materiał bokserek nie ukrył wspaniałego wzwodu. Absurdalnie zachciało
jej się śmiać, bo wyglądał nieoczekiwanie zabawnie.
- Co mówiłaś? – Wciąż
próbował powrócić do czynności, którą z taką stanowczością mu przed chwilą
przerwała. Ale dziewczyna stanowczo odsunęła się na bezpieczną odległość, nerwowo
poprawiając zadartą koszulkę.
- Pytałam się czy
nie masz obaw, że przygniotę cię ciężarem mej tuszy?
Prychnął poirytowany. Doskonale
zdawał sobie sprawę, że ona też była chętna. Więc dlaczego protestowała?
- Powinnaś
korzystać. Tak okazja jak ja może się już nigdy w twoim nieciekawym życiu nie
przytrafić. – Irytacja wywołała złość, którą musiał jakoś okazać.
O ile to możliwe,
poczerwieniała jeszcze bardziej. Co za bezczelny, arogancki typ!
- Najpierw mnie
obrażasz, potem usiłujesz przelecieć, teraz znów obrażasz. To prostackie i
dziecinne, nie sądzisz?
- Mówię jak jest.
– Wzruszył ramionami i usiadł przy stole by dokończyć kawę. – Sama wspomniałaś,
że wczorajszego wieczoru wystawił cię facet. Zresztą, wcale mu się nie dziwię.
Gdyby nie była tak wściekła,
to z pewnością by się rozpłakała. Podniecenie ulotniło się bezpowrotnie,
pozostawiając po sobie zaledwie mgliste wspomnienie.
- Może myślał jak
ty i starał się bzyknąć wszystko co nie ucieka na drzewa? – Zajęła miejsce
naprzeciwko, nie zamierzając się poddać. Skrzyżowała ramiona i spojrzała na
niego wyzywająco.
- To ty wczoraj
usiłowałaś się zmienić w małpę.
- To był tylko
głupi pomysł. Każdemu się one zdarzają.
- Mnie nie –
stwierdził krótko. Co go podkusiło, by zaoferować tej babie nocleg u siebie?
Przez cały czas go irytowała, a teraz jeszcze doszło to! Kłótnia wcale nie
pomogła. Wciąż czuł wspaniałą erekcję i podniecenie, które rosło z sekundy na
sekundę. A najzabawniejsze, że właśnie te wszystkie, kobiece krągłości tak go
nakręcały. To było podłe i kłamliwe z jego strony zarzucać jej otyłość, ale nie
umiał się powstrzymać. Zazwyczaj gustował w wysokich znacznie smuklejszych
dziewczynach, subtelnych i delikatnych. Ta tutaj była inna – niska, o gładkich
ciemnych włosach, niedbale splątanych na czubku głowy i ogromnych świetlistych
oczach. Ich kolor był trudny do zdefiniowania, nawet teraz, gdy siedzieli tak
blisko siebie. Były odrobinę szare, trochę zielone, a może i brązowe? Miała
wyraziste, harmonijne rysy i pełne, stanowcze usta. Takie, które z ochotą by
pocałował…
- Mam twoje klucze
– mruknął, zmieniając temat.
- Już?
- Kolega mi
podwiózł jak wracał ze służby.
- To dobrze. Mogę
się ubrać i wracać do domu. – Wstała i skierowała się do sypialni. Nie uszła
nawet kilku kroków, gdy poczuła silny ucisk na ramieniu.
- Co mi za nie
dasz? – Miał minę kota oblizującego się na widok śmietanki. Z jaką ochotą
starłaby ten bezczelny uśmiech z jego twarzy…
- Nie denerwuj
mnie – ostrzegła, usiłując wywinąć się z uścisku. – Bo przekuję szpilką te
twoje napompowane sterydami ego i będziesz musiał odbyć terapię w gronie
podobnych tobie, napakowanych absów.
- Nie biorę
sterydów – syknął przez zaciśnięte zęby. – Poza tym nie wyobrażaj sobie! Nie
gustuję w takich przykurczach jak ty!
- Właśnie widać. –
Wymownie spojrzała w dół.
- Norma. Poranny
wzwód i tyle.
- Może ja się nie
znam, ale te zjawisko zachodzi zaraz po przebudzeniu? A ty już nie śpisz od
ponad godziny. I puść mnie w końcu, chcę iść się ubrać.
- Jesteś dziewicą?
– spytał z nagłym błyskiem zainteresowania w oku. Poczerwieniała, przygryzając
wargi i odwracając wzrok.
- Nie twój zasrany
interes – powiedziała nieoczekiwanie ostrym tonem.
- Więc jesteś! –
stwierdził z satysfakcją. Szczerze to mało go to obchodziło, ale stanowiło
niezły powód do sprzeczki. – Mogę się poświęcić, byś miała co opowiadać
znajomym.
- Ty mnie
najwyraźniej prowokujesz? – Zachowała zimną krew, choć rumieniec nie zniknął z
jej policzków. – Ale pamiętaj, żeby zasłużyć na księżniczkę, trzeba być też
księciem. A to nie z tym krótkim mieczykiem – wskazała na wybrzuszone spodnie.
Miał dosyć banalnej
dyskusji. Pragnął czegoś innego. Gwałtownym ruchem chwycił ją i przyciągnął ku
sobie z zamiarem pocałowania tych wyrazistych, kuszących czerwienią warg.
Dziewczyna była jednak szybsza i ze złością przywaliła mu w oklejony plastrami
nos.
Natychmiast ją puścił i
jęknął z bólu.
- Wariatka! – Obiema
rękoma usiłował powstrzymać kolejny krwotok.
- Może tym razem
udało mi się go złamać – dodała z satysfakcją. – Będziesz się mógł chwalić
przed dziewczynami, ranami odniesionymi w walce z groźnym bandytą.
- Wredna suka!
Ubieraj się i wynoś! Inaczej sam cię wywalę…
Nie zniżyła się do
odpowiedzi. Kiedy wyszła już gotowa, Tomek siedział na kanapie, przykładając
sobie woreczek z lodem do obolałej twarzy.
- Moje klucze –
powiedziała spokojnie.
Spojrzał na nią
nienawistnie.
- Leżą na stoliku
przy wyjściu. I zatrzaśnij za sobą drzwi!
- Nie omieszkam –
odparła ze spokojem. – Mimo wszystko dziękuję za nocleg.
Wymruczał coś pod
nosem, czego z pewnością nie należało zinterpretować jako uprzejmego „bardzo
proszę”. Przez moment jeszcze stała w milczeniu, spoglądając na niego z
utajonym żalem. Podobał jej się. Zewnętrznie oczywiście, wnętrze dostarczało
raczej negatywnych odczuć. Było jej przykro, że z niewiadomych względów nazywał
ją otyłą. Że traktował ją jak okazję do dorywczego seksu i nazwał przykurczem.
Tacy jak on, o
wyglądzie hollywoodzkiego twardziela, prowadzali się raczej z modelkami lub
regionalnymi miss, niż ze zwyczajnymi dziewczynami.
Jakoś udało jej się dojść
do domu. Rozpłakała się dopiero pod prysznicem. Ciepła woda mieszała się z
niekończącym strumieniem słonych łez. Płakała tak długo, aż rozbolał ją brzuch,
a skóra na opuszkach pomarszczyła się od nadmiaru wilgoci. Dopiero wtedy
zakręciła kurki i spiąwszy mokre włosy klamrą, zarzuciła na siebie szlafrok. W
kuchni uszykowała sobie kolejną kawę i bez wahania wyciągnęła nietkniętą
butelkę koniaku. Kupiła ją na nadchodzące imieniny mamy, ale trudno… To był
jedyny alkohol jaki posiadała w domu.
Po pierwszym kieliszku
nic się nie zmieniło, po drugim świat zaczął nabierać różowych barw, a po
czwartym poczuła, że odzyskuje dobre samopoczucie. Piątego nie odważyła się
wypić, bo już i tak kręciło jej się w głowie.
Za to obok żalu,
poczucia poniżenia pojawiła się ochota na zemstę. I na to by udowodnić pewnemu
błękitnookiemu typkowi, że wcale nie potrzebuje jego adoracji czy podziwu. Albo
wręcz przeciwnie – sprawić by poczuł się tak samo jak ona teraz.
Zemsta może nie jest
najwłaściwszym motywem działania, ale z pewnością bardzo dopingującym.
Bez wahania nalała
sobie piąty kieliszek, puszczając wodze fantazji i z lubością budując w
marzeniach swój nowy wizerunek – seksowna, inteligentna, uwodzicielska! Nie
zwróciła uwagi na wibrujący telefon, słusznie uznając, że skoro nie ma ochoty,
to nie musi go odbierać. Po wytrąbieniu całej flaszki i obmyśleniu kilkunastu,
coraz to bardziej nierzeczywistych scenariuszy na odwet, niemal doczołgała się
do łóżka i bez namysłu zaryła nosem w pościelach.
Obudził ją narastający,
bardzo nieprzyjemny dźwięk, gdzieś w pobliżu. Dopiero po chwili dotarło do
niej, że ktoś z sąsiadów używa wiertarki. Z irytacją zerknęła na budzik.
Dochodziła dziewiąta. Słońce jeszcze świeciło, ale rzucało też coraz dłuższe
cienie, na rozpaloną dzisiejszym skwarem, ziemię.
Obolała, z dziwnym
ssaniem w żołądku i zawrotami głowy, zwlekła się z łóżka. Dopiero gdy umyła
zęby i zdjęła, uwierającą ją w czubek głowy, klamrę, poczuła się odrobinę
lepiej. Włosy, w nieładzie opadły jej na ramiona, ale nie zwróciła na to uwagi.
Snute popołudniem plany, rozwiały się, pozostawiając jednak po sobie
irracjonalną otuchę.
Potężnie ziewnąwszy
pstryknęła włącznikiem czajnika, by przygotować sobie filiżankę aromatycznej
herbaty. I wtedy zabrzęczał natarczywy dzwonek do drzwi. Był ostry, przenikliwy
i bardzo dokuczliwy. Jęknęła, chwytając się za głowę. Ostatnie czego pragnęła w
tej chwili, to niespodziewany gość lub co gorsza, goście. Musi otworzyć i jak
najprędzej pozbyć się natręta.
Poczłapała w kierunki
wejścia. Nie zerknęła przez judasza, tylko od razu otwarła. Spodziewała się
widoku nadopiekuńczej rodzicielki lub którejś z koleżanek. A tymczasem na progu
stał Tomek.
Jęknęła i usiłowała
zatrzasnąć drzwi, ale mężczyzna zablokował je nogą i niemal siłą, wszedł do
środka.
- Ładne powitanie,
nie ma co – stwierdził sarkastycznie, rozglądając się dookoła.
- Nie zapraszałam
cię – wytknęła mu z pretensją, szczelniej opatulając się szlafrokiem. W tym
momencie uzmysłowiła sobie jak wygląda. Rozczochrana, bez grama makijażu, na
wpół naga… Super! Tak oto rozpoczęła realizację swego wielkiego planu bycia
seksowną i uwodzicielską.
Nie zdawała sobie
sprawy, że Tomkowi spodobało się to co zobaczył. Wyglądała bezbronnie i tak po
dziecięcemu naiwnie, kuląc się jakby w obronnej pozycji, z włosami luźno
opadającymi na plecy, z wystraszonym, lekko zaspanym wzrokiem. Nie lubił tak
zwanych naturalnych dziewczyn, ale ta nie potrzebowała makijażu, by pięknie
wyglądać.
- Nie odbierałaś
telefonu – wytknął jej z pretensją, bez zaproszenia rozsiadając się na kanapie.
- Spałam. – Ostrożnie,
by nie podwinął się brzeg szlafroka, przycupnęła na pufie obok. Nerwowym gestem
odgarnęła wpadające jej do oczu kosmyki włosów, usiłując wytłumaczyć sobie
powód jego wizyty.
Cholernik wyglądał
wyjątkowo dobrze, pomimo opatrunku na pokiereszowanym przez nią nosie. Ciemne,
krótko ostrzyżone włosy i opalenizna, silnie kontrastowały z bielą koszulki.
Obcisłe, doskonale dopasowane dżinsy, uwypuklały długie nogi i wąskie biodra. W
dodatku te błękitne niczym niebo oczy…
- To widać.
- Czego chcesz? –
Postanowiła nie bawić się w subtelności. – Mów i wynocha! – dodała z
nieoczekiwaną zjadliwością.
- No nie wiem – Przekrzywił
głowę przypatrując jej się badawczo. – Ten kusy, zbyt obcisły szlafroczek…
- Nie mieli
większych rozmiarów, jeśli o to chodzi – odgryzła się. Odrobina dobrego humoru
ulotniła się nieodwracalnie, za to znów czuła się grubą, zaniedbaną i beznadziejnie
przeciętną wariatką.
- Przesadzasz. – Chwycił
z patery stojącej pośrodku stolika, lekko już przywiędłe jabłko. – Aleś ty
drażliwa, gdy sobie nie pociupciasz…
Żachnęła się.
- Po raz kolejny
chcesz zaproponować swoją kandydaturę?
- Chwila słabości
minęła. Przestałem desperacko brać wszystko, co nie ucieka na drzewo…
- Bezczelny drań
jesteś, wiesz o tym, prawda?
- Ale za to jaki
przystojny. – Mrugnął łobuzersko okiem, zatapiając zęby w trzymanym owocu.
- Boli mnie głowa,
mam kaca i jestem nie ubrana, więc mów o co chodzi, bym mogła jak najszybciej
się ciebie pozbyć.
- Pierwsze i
drugie mało mnie obchodzi, a trzecie wcale nie przeszkadza.
Westchnęła ciężko i
wstała.
- Chcesz herbaty?
– zaproponowała mało życzliwym tonem.
- Tak.
W milczeniu podziwiał
prawie całkiem gołe nogi. Może i nie sięgały nieba, ale ich kształt nawet teraz
doprowadzał go do szaleństwa.
- Jak masz na
imię? – spytał znienacka, aby oderwać myśli od kuszącego widoku.
- Aleksandra, ale
przyjaciele i rodzina mówią do mnie Sammy.
- Do której
kategorii ja się zaliczam?
„Bogowie, dajcie mi
cierpliwość” – pomyślała z rezygnacją, nalewając wrzątku do dwóch kubków.
- Skoro po tym jak
mnie potraktowałeś, ośmieliłeś się tu pojawić, to musisz mieć jakiś powód. A ja
nie mam siły na spory. Naprawdę boli mnie głowa.
- Szef nie mógł
się do ciebie dodzwonić. Spodobałaś mu się wariatko!
- No widzisz!
Znowu! – Postawiła przed nim herbatę.
- Jutro między
czternastą, a piętnastą masz się stawić na komendzie. Uzupełnisz i podpiszesz
zeznania.
- To takie ważne?
- Przez ciebie
postrzeliłem człowieka.
- Aha! W pośladek!
– roześmiała się. – Wybacz, ale akurat to jest zabawne.
- Szkoda, że
ofiara tak nie sądzi – wytknął jej z wyrzutem.
- A twoje
śledztwo? – Odważyła się poruszyć drażliwy temat.
- Nie jest tak źle
jak myślałem. Sorry, ale wolę nie zdradzać szczegółów. Zwłaszcza tobie…
- No dobrze, będę
jutro o czasie. A teraz czy mógłbyś już sobie pójść? – spytała z nadzieją.
- Nie martw się.
Za pół godziny jestem umówiony na randkę – oświadczył rozbawiony, uważnie
przypatrując się jej reakcji. – Z zeszłoroczną miss… - Pochwalił się niczym
mały chłopiec zabawką.
Zakrztusiła się
herbatą. Gdy po chwili doszła do siebie, wybuchła nieopanowanym śmiechem.
- Co w tym
zabawnego? – spytał urażony. Z czego ona się tak śmiała? Nie takiej reakcji
oczekiwał.
- Nic, nic. – Uspokoiła
go wciąż rozweselona. Mężczyźni to faktycznie inny gatunek… Nawet nie z Marsa,
a z zupełnie innej galaktyki.
- Piękna kobieta –
kontynuował w zamyśleniu, zerkając na nią ukradkiem z ukosa. – Wysoka,
długonoga, o złoto rudych włosach i twarzy madonny.
- Po co mi to
mówisz? – spytała z ciekawością. O dziwo nie czuła zazdrości czy złości. Przeciwnie,
wciąż chciało jej się śmiać. – Chyba za krótko się znamy, bym robiła za
powiernika twych rozterek miłosnych?
Zakłopotał się. Przede
wszystkim chciałby zepsuć jej dobre samopoczucie. Poza tym odrobinę pognębić i
dać do zrozumienia, że takie dziewczyny jak ona wcale go nie interesują, a
poranny incydent był czystym przypadkiem. Czuł się zdecydowanie nieswojo
wspominając tamto wydarzenie.
- No wiesz… Nie
chciałbym abyś robiła sobie jakieś nadzieje.
Popukała się w głowę,
dość obrazowo dając mu do zrozumienia co o tym myśli.
- Idź się leczyć
do psychiatry albo kup sobie jakiś poradnik – powiedziała z niesmakiem. Ta
sytuacja stawała się coraz bardziej groteskowa. Co za kretyn! – Cierpisz na
jakąś paranoję! No chyba, że jest to twój sposób na podryw? – dodała z
sarkazmem.
- Ja miałbym
podrywać ciebie? Nie żartuj! – warknął, gwałtownie wstając z kanapy. – Aż tak
źle ze mną nie jest…
Wstała w milczeniu.
Czego ten psychol od niej chce? Naprawdę zachowywał się jakby miał nierówno pod
sufitem. Może powinna się zacząć bać?
- Tam są drzwi.
Możesz je za sobą zatrzasnąć – powiedziała ze spokojem patrząc mu w oczy.
Włożył ręce do kieszeni
i stał nieruchomo, uporczywie się w nią wpatrując. W zasadzie to sam nie do
końca pojmował co chciał tym wszystkim osiągnąć?
I miał taką cholerną
ochotę ją pocałować…
Wyszedł bez słowa
pożegnania. Wściekły na siebie, na nią, na cały świat. Nie wiedział, że po jego
wyjściu Sammy rozpłakała się. Myślała, że wyczerpała już zapas łez na ten
tydzień, ale okazało się, że jest ich jeszcze dosyć sporo. Czuła się
upokorzona, poniżona i zdezorientowana. Czego ten facet od niej chciał, co
usiłował udowodnić? Mścił się za nieudaną akcję? Za plany, które mu zepsuła? Czy
za to, że nie robiła do niego słodkich oczu, choć miała na to szaloną ochotę?
Jakikolwiek był tego
powód, dziewczyna miała nadzieję, że już nigdy go nie spotka. Bo po co?
Karmienie płonnych nadziei nie było w jej stylu. A najgorsze co mogłoby się
przytrafić, to zakochać się w takim aroganckim, nieprzyjemnym typie.
 
***
 
Sammy w zamyśleniu
przyglądała się swojej garderobie. W szafie przeważały praktyczne, codzienne
ciuchy, ale miała też kilka strojów na wyjątkowe okazje. Wśród nich, upchnięta
w kąt, wisiała sukienka w kolorze wina, kupiona w przypływie lekkomyślności. Bo
gdzież miała to wydekoltowane, krótkie na maksa cudo założyć?
Przez chwilę gapiła się
zamyślona, potem energicznym ruchem wygrzebała z wnętrza i rzuciła na tapczan.
Co prawda suknia nadawała się raczej na wizytę w klubie nocnym niż na spacer, ale
tym razem dziewczyna z determinacją postanowiła nie zakładać ukochanych jeansów
czy zwykłej bluzeczki.
Jeszcze wczoraj podjęła
stanowcze postanowienie trzymania się na dystans od pewnego niebieskookiego
drania, ale dziś powróciła chęć rewanżu. Poza tym mogła przysiąc, że na sto
procent spotka Tomka na komendzie. I sprawi, by naprawdę było mu źle…
Kolor podkreślił
delikatną opaleniznę, krój wyeksponował wszystkie kobiece atrybuty. Włosy
starannie upięła w wymyślny sposób, wyciągając kilka kosmyków luzem.
No i buty. Szpilek nie
miała, zgubiony obcas nie pozwolił na ich szybką naprawę. Za to miała w szafie
coś innego. Lakierki na  platformie, ze
smukłym obcasem. W sumie dawało to jakieś dodatkowe jedenaście centymetrów
wzrostu. I umiała w tym chodzić!
Obróciła się dookoła,
podziwiając swoje odbicie w lustrze. Ciężko było poznać samą siebie… Z  powątpiewaniem obejrzała się przez ramię.
Sukienka była tak krótka, że gdyby tylko lekko się pochyliła, byłoby widać
pasek koronkowych stringów. Co ona właściwie myślała, gdy ją kupowała?
No nic, dziś się z
pewnością przyda. Westchnęła, chwyciła torebkę i z coraz mocniej bijącym sercem
udała się na umówione spotkanie. Po drodze zdążyła powymyślać sobie jeszcze od
skretyniałych idiotek.
Wysiadając z auta,
przebrała praktyczne sandałki na seksowne buciki i z duszą na ramieniu ruszyła
w kierunku wejścia.
Już po chwili
wiedziała, że jeśli chciała wywołać piorunujący efekt, to znakomicie się to
udało. Oglądali się za nią wszyscy, bez wyjątku na płeć.
Ponieważ nie bardzo
pamiętała, w które miejsce ma się udać, podeszła do dyżurki i uśmiechnęła się
niepewnie, do zapatrzonego w nią oficera dyżurnego.
- Przepraszam
bardzo. Byłam umówiona z kapitanem… - Tu poczuła zakłopotanie, bo kompletnie
nie pamiętała jego nazwiska. – Taki niewysoki, siwawy. Miałam się stawić
pomiędzy czternastą, a piętnastą.
Mężczyzna, wciąż nie
spuszczając z niej wzroku, sięgnął po słuchawkę telefonu.
- Chyba wiem o
kogo chodzi, chodź niewysokich, siwawych jest u nas zatrzęsienie. Proszę
zaczekać.
Dyskretnie rozejrzała
się dookoła. W korytarzu kręciło się niewielu ludzi, ale wszyscy bez wyjątku
wlepiali w nią wzrok. Pomyślała z melancholią, że chyba przesadziła z tą
kiecką. Może trzeba było jednaka założyć coś mniej rzucającego się w oczy?
- Proszę pani!
Zaraz ktoś po panią przyjdzie.
Bogu dzięki – pomyślała,
niepewnie siadając na pobliskiej ławce. Poczuła niesamowite zmęczenie. W
zasadzie najchętniej by stąd uciekła, ale to byłoby jeszcze bardziej
kompromitujące. Złoży te zeznania, podpisze je i czym prędzej da nogę. A tą
przeklętą suknię wywali do kontenera z odzieżą używaną. Trzeba mierzyć zamiary
na siły, a tych widocznie miała zbyt mało.
Ktoś zatrzymał się tuż
obok, więc nieśmiało podniosła oczy. Policjant był młody, może nawet niewiele
starszy niż ona, a mundur wyraźnie dodawał mu wieku. Patrzył na nią w zdumieniu
wymieszanym z zachwytem, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Zgaduję, że to
panią mam doprowadzić do kapitana Nosowskiego?
- Chyba tak –
powiedziała niepewnie. Wstała. Nawet mając te niebotycznie wysokie buty,
musiała unieść głowę by spojrzeć mu w oczy. – Nie pamiętam jak się nazywa.
- Na pewno panią.
Proszę za mną. – Uprzejmym gestem wskazał jej drogę. – Mój paskudny brat nie
wspomniał, że jest pani taka piękna.
Aż przystanęła.
- Tomek? – W oczach
miała dwa ogromne znaki zapytania.
- Owszem. – Chłopak
roześmiał się. – Nie widać podobieństwa?
No faktycznie. Gdyby
nie była tak zestresowana, od razu by zauważyła. Mieli przecież identyczne oczy
– taki sam kształt, kolor i ciemną oprawę.
- Teraz tak. – Odważyła
się odwzajemnić uśmiech. – Czuję się trochę nieswojo w tym miejscu…
- Nie ma powodów.
Wręcz przeciwnie, za chwilę zleci się tu cała męska część komisariatu, proszę
mi wierzyć.
Byłaby hipokrytką,
gdyby spytała dlaczego. Wprowadził ją do niewielkiego pokoju i szarmancko
odsunął krzesło, pomagając zająć miejsce.
- Coś do picia?
- Wodę.
- Zaraz przyniosę.
Kapitan będzie za jakiś kwadrans, trochę przedłużyło się służbowe spotkanie.
Ale to nawet dobrze…
Nie tłumacząc się,
zniknął dosłownie na kilkanaście sekund, przynosząc ze sobą dwie szklanki i
butelkę mineralnej.
Zajął miejsce
naprzeciwko, wpatrując się w nią z wyraźnym zachwytem i bez cienia dyskrecji.
Dziewczyna poczuła jak rumieni się pod tym bezpośrednim spojrzeniem.
- Mam na imię
Sammy. – Musiała coś zrobić, by przerwać tą krępującą dla niej ciszę.
- Marcin.
- Nie wiedziałam,
że Tomek ma brata, który również jest policjantem?
No bo niby skąd mogła
to wiedzieć? Poczerwieniała jeszcze bardziej, bo zrozumiała, że palnęła
głupstwo.
- Dopiero od roku
– roześmiał się. Boże! Zupełnie jak brat! Gdzież ona miała oczy, że nie
spostrzegła tego od razu. – U nas to rodzinna tradycja nosić mundur, obojętnie
zresztą jaki. Musiałaś poważnie przywalić Tomkowi, że jeszcze cię nie poderwał.
Może coś mu uszkodziłaś? Zazwyczaj nie przepuszcza takich okazji.
Poczuła się dziwnie.
- Owszem. Nos.
- Ja obstawiam
wstrząs mózgu.
- Chyba po prostu
nie był zainteresowany. – Zdecydowała się powiedzieć prawdę.
- Tomek?! Nie
żartuj!
- Sam mi to
oznajmił.
Marcina najwyraźniej
zamurowało. Gorączkowo zastanawiał się nad w miarę wiarygodnym powodem.
Dziewczyna była jak marzenie, wyrwane wprost z okładki męskiego magazynu. Okrągła,
apetyczna, seksowna. Jego brat miał chyba klapki na oczach…
- Trzeba go będzie
zaprowadzić do lekarza – zmartwił się obłudnie. Nie to nie. On nie zamierzał
odpuścić. – Mniejsza z tym. Wiesz, że o akcji w klubie Afrodyta krążą już
prawdziwe legendy?
Jęknęła. Mało
brakowało, by wypadła z roli i w przypływie rozpaczy walnęła czołem o blat
stołu.
- Dlaczego?
- Jeden z
chłopaków obserwował całe zajście z drugiego końca sali. Mówił, że to było
niesamowite – ze spokojem przełożyłaś nogę przez barierkę, przez cały ten czas
nie wypuszczając ciastka z ust. A potem energicznie walnęłaś Tomka w plecy. W pierwszej
chwili Karol pomyślał iż jesteś zawodowcem. Zwłaszcza, jak fiknęłaś i
przyłożyłaś obcasem prosto w nos mojego braciszka…
Tym razem walnęła głową
o blat. Już i tak bardziej nie mogła się skompromitować.
- No co ty, Sammy?
To naprawdę było zabawne.
- Nie było –
rozległ się głos za jej plecami. Nie myliła się, wierząc że go tu spotka. –
Gdybyś był na moim miejscu, też byś tak sądził?
- Takiej kobiecie
z pewnością bym wybaczył. – Marcin wstał i okrążywszy stół klepnął brata w
ramię. – Nie mów, że wciąż się dąsasz?
- Kiepskie
porównanie. – Tomek nie spuszczał wzroku z zarumienionej i zmieszanej Sammy. –
Dlaczego wyglądasz jak dziwka? – spytał zjadliwym tonem, nie zwracając uwagi na
zdumioną minę brata. – Wracasz z pracy?
Dumnie uniosła
podbródek i wstała. Podeszła bliżej i jakby od niechcenia położyła dłoń na jego
piersi.
- Nie kłopocz się,
ciebie i tak na mnie nie byłoby stać… - Dzielnie wytrzymała jego pełne
wściekłości spojrzenie.
- Wczoraj
skorzystałem z darmowych przyjemności, nie muszę płacić za takie rzeczy.
- Powiedziałam to
tylko po to, abyś nie żywił złudnych nadziei. – Przygryzła dolną wargę,
spoglądając na niego figlarnie. – Jak nos?
Poczerwieniał
gwałtownie. Gdyby byli sami już on by jej pokazał…
- Nie masz co
robić? – wrzasnął na znieruchomiałego brata.
- Dobrze się
czujesz? – spytał zaniepokojony Marcin. Zerknął ukradkiem na stojącą  obok dziewczynę. To chyba był bezpośredni
powód wariactwa jego brata. Co go napadło? Zawsze opanowany i zrównoważony,
zachowywał się jakby postradał zdrowy rozsądek.
- Doskonale! –
Tomek zgrzytnął z wściekłości zębami i podszedł do stołu, by nalać sobie wody. –
Wyśmienicie. Wczorajszy wieczór był niezwykle udany.
Szczerze mówiąc,
wynudził się niczym mops. Seks był zaledwie znośny, a od ciągłego gadania
wybranki, bolała go głowa. Na szczęście pozbył jej się z samego rana, obłudnie
obiecując rychłe spotkanie.
- Jeszcze tu
jesteś? – Spojrzał na brata w taki sposób, że tamten błyskawicznie się ulotnił.
Zdążył jeszcze uśmiechnąć się do Sammy i już go nie było.
Dziewczyna podeszła do
okna. Wolała nijaki widok małego dziedzińca, niż to co miała za plecami.
Tomek milczał,
przeżywając w duchu swą porażkę. Klęska była faktem – z ledwością powstrzymywał
się by nie podejść bliżej i wtulić twarzy w jej włosy. W spodniach zaczęło
robić się dziwnie ciasnawo. Zaklął w duchu, bo to nie pora ani miejsce na tego
typu rzeczy. Ale jego ciało wyraźnie jednoznacznie określiło swoje pragnienia.
Jakim prawem ona
wygląda tak… tak pięknie?
O nie! Nie podda się. Poza
tym wystarczy tylko zaspokoić zmysły i będzie po wszystkim. Może nie tutaj,
choć gdy wyobraził sobie jak kocha się z nią na tym stole, poczuł że oblewa go
nieznośny żar.
- Tu są dokumenty.
– Położył na blacie plik papierów, ściągając na siebie jej uwagę. – Przeczytaj
i podpisz.
- Tylko tyle? – Zdziwiła
się, podchodząc bliżej.
- Tak. – Nie
wdawał się w szczegóły, nie miał na to najmniejszej ochoty. Chciał za to, by
sobie już poszła.
- No dobrze. – Z
uwagą, marszcząc niekiedy brwi przeczytała krótki tekst. Odwrócił wzrok,
starając się nie patrzeć na głębokie wycięcie dekoltu czy ponętne usta.
 - Wszystko się zgadza, daj długopis to
podpiszę.
W milczeniu złożyła
zamaszysty autograf. To nie koniec – pomyślała w duchu, obserwując ukradkiem
zaciętą minę policjanta. Czas na popisowy numer.
W potykaniu się Sammy
miała spore doświadczenie. Ale pierwszy raz robiła to całkiem świadomie, licząc
na zamierzony efekt. Na szczęście wszystko poszło gładko i wylądowała dokładnie
w ramionach zaskoczonego Tomka.
Potrzeba matką
wynalazków – pomyślała filozoficznie, unosząc w górę oczy i wdzięcznie
opierając się o muskularny tors.
Efekt przerósł o niebo
najśmielsze oczekiwania.
Mężczyzna bez chwili
namysłu, pochylił się i zamknął pocałunkiem, cisnące się jej na usta słowa
przeprosin. Było w tym tyle ognia i żaru, że zaskoczona dziewczyna w pierwszym
odruchu odpowiedziała na tę pieszczotę. A później wszystko potoczyło się niczym
lawina.
Położył ją na stole i
całował, nie zważając że w każdej chwili może ktoś wejść. Nie pozwolił na żaden
sprzeciw, dążąc do upragnionego celu z wściekłą determinacją. Jego dłonie wślizgnęły
się pod cienki materiał sukienki, niemal brutalnie rozchyliły uda i dotarły do
wilgotnego i ciasnego wnętrza. Drugą ręką bez problemu rozpiął spodnie i zsunął
je, a potem całym ciężarem ciała przycisnął dziewczynę do zimnego i gładkiego
blatu.
Sammy odzyskała
odrobinę rozsądku, gdy poczuła jak twardy, naprężony członek napiera na jej
wąską dziurkę.
To nie mogła być
prawda!
- Przestań! –
jęknęła, próbując go odepchnąć. Równie dobrze mogła forsować kamienny mur. Przycisnął
wargi do jej ust, dusząc okrzyk protestu. Tylko ręce pozostały wolne, więc
drapała i biła, usiłując dać mu do zrozumienia, by przerwał.
Ale Tomek zachowywał
się jak szalony. Pragnął tylko jednego – znaleźć się w jej gorącym wnętrzu, bez
względu na konsekwencje. Było to uczucie tak silne i nieokiełznane, iż w ogóle
nad nim nie panował. Był półprzytomny z pożądania, ogarnięty jedną obsesyjną
myślą. I nie obchodziło go w tej chwili, że ona nie chciała tego samego. Naparł
z całej siły, brutalnie wdzierając się do środka. Czuł jak dziewczyna naprężyła
całe ciało, odruchowo protestując całą sobą. Jak przez mgłę widział łzy
spływające po policzkach. Już dawno przerwał pocałunek i zasłonił ręką jej
wargi, by nie mogła krzyczeć. Z jękiem wbił się do samego końca i zaczął się
poruszać, coraz mocniej przyspieszając.
Na szczęście dla Sammy,
nie trwało to długo. Był tak podniecony, że wystarczyło kilka mocnych,
głębokich pchnięć, by z ochrypłym okrzykiem eksplodować. Przez chwilę jeszcze
czuła drgający spazmatycznie członek. Jak przez mgłę docierało do niej to, co
właśnie się wydarzyło. Zresztą do niego również. Wyglądał jakby budził się
właśnie z głębokiego snu. Lekko uniósł się i w oszołomieniu przyglądał się jej
twarzy. Delikatnie dotknął mokrego policzka, ale ona odtrąciła tę dłoń.
- Puść mnie –
wyszeptała.
Nagle jakby zrozumiał,
to co uczynił. I to w takim miejscu! Wykorzystując swą przewagę fizyczną,
zmusił ją do… Do cholery! To był przecież gwałt!
Błyskawicznie
wyprostował się i naciągnął spodnie. I tak miał wyjątkowe szczęście, że nikt
akurat nie wszedł do środka.
Pozostała jeszcze
dziewczyna, kuląca się na blacie stołu, zapłakana, z włosami w nieładzie i
bólem w oczach.
Jak mógł zrobić coś
takiego?
- Sammy –
powiedział bezradnie. Co miał zrobić? Przeprosić?
Usiadła, nieznacznie
się od niego odsuwając.
- Pójdę już –
rzekła bezbarwnym głosem.
Wstydził się tego, ale
pomyślał że tak byłoby najlepiej. Stanęła na drżących nogach, wciąż uporczywie
spuszczając głowę. Poprawiła sukienkę i przygładziła włosy dłonią. Potem wzięła
torebkę i buty, które w trakcie wszystkiego zsunęły się na podłogę i bez słowa
wyszła. Mętnie pamiętała, że tuż obok była damska toaleta. Weszła do jednej z
kabin i usiadła na zamkniętej ubikacji. Bardzo długo siedziała tak nieruchomo,
wpatrując się w durny napis na drzwiach i obejmując ramionami.
Przecież to wszystko
nie miało sensu! Owszem, chciała go sprowokować, ale przecież nie do tego! Myśli
galopowały jak szalone, tworząc barwną, chaotyczną mieszaninę. Nigdy w życiu
nie czuła się tak źle. Powoli wyciągnęła telefon z torebki. Miała tylko jedną
osobę, którą mogła poprosić o pomoc w tej sytuacji i która nie będzie na siłę
wyciągała z niej prawdy. Musiała zadzwonić, bo wiedziała, że nie da rady
dotrzeć do domu samodzielnie.
 
 
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    szkoda w sumie, że tak przejęłaś się opnią jakiegoś kogoś.
    bo teraz czas oczekiwania na kolejne utwory się wydłuży… a ja jak nie mogę sobie przeczytać czegoś Twojego przed spaniem to aż mi się gorzej spi ;D

    pozdrawiam

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Co do niechlujstwa technicznego (interpunkcja, błędy w zapisie dialogów, literówki itd.), to niestety ten ktoś miał całkowitą rację. Tak mnie pochłonęło dodawanie kolejnych utworów, że zdusiłam popiskujący cichutko głos wewnętrznego krytyka i posłałam go do wszystkich… Wiadomo 🙂
      Bez obaw – nie będzie, aż tak tragicznie. W końcu zbliża się miesięczna rocznica mego bloga, a tylko wczoraj miałam na liczniku prawie tysiączek odwiedzin 😉
      Z tej okazji będę miała dla was niespodziankę :)))
      Pozdrawiam

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Przecinki przecinkami, moje oczy bardziej kuje zdecydowany(!) nadmiar znaków zapytania 😛 Też jestem matematyczką, ale sądzę że to marna wymówka, bo można zasady własnego języka znać 😉 Ja sobie w szkole do kompletu z olimpiadą matematyczną brałam udział w tej z języka polskiego więc można 😀
      (Aczkolwiek znam humanistów którzy robią masę błędów :P)
      Powodzenia w poprawie interpunkcji i reszty, bo opowiadania super 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Będę szczera. Więcej niż połowa tekstów wymaga poprawy. Niestety, brak na to czasu. Ja osobiście zgrzytam zębami czytając własne opowiadania z nadmiarem trzech kropek. Nie rozumiem, po cholerę tego tyle wstawiałam? I nigdy nie pisałam, że błędy robię, bo jestem matematykiem. Polski zdałam na pięć (też się dziwię jakim cudem), bez ściągania, dodatkowo miałam historię i niemiecki na maturze :-))) Za to egzamin wstępny już z fizyki, bo od trzeciej klasy wiedziałam, że tam trafię. Co do matematyki, to "zakochałam" się na drugim roku i tak już zostało.

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Świetne Świetne Świetne !!! Zdecydowanie moje ulubione <3
    K.

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Na komendzie dyżuruje oficer dyżurny a nie stróż 😀
    A na komendzie głównej i woewódzkiej oficerów dyżurnych jest kilku. Jedynie na małych posterunkach po jednym.
    Ciekawe czy wiesz ile zarabia młody oficer policji kryminalnej ? Tak w kwestii kredytu na mieszkanie w nowym budownictwie 😀

    ola

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dzięki, bo każda tak rada jak o stróżu, jest cenna. Co do mieszkania… Zabij mnie, nie pamiętam, żebym coś tam pisała o kredycie. Czy to ważne dla opowiadania, czy zapisała je w testamencie bezdzietna ciotka, czy kupili rodzice, czy też była kochanka? Akurat tych kwestii nie poruszałam tu w ogóle w odniesieniu do jakiegokolwiek bohatera 😉

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    wow! 😀 zakończenie zaskoczyło mnie huhu xD ale ich wymiana zdań jest meega 😀

  5. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Połowę czyta sie z wielkim uśmiechem. Dalsza część mocno zaskakuje. I choć opowiadanie jest świetne, to nie zaskarbło sobie u mnie jakiejś wielkiej sympatii.. No cóż..

Napisz nam też coś :-)